Usłyszeć myśl, która odmieni całe życie

(fot. mac.rj / flickr.com)

Czy uwierzylibyście, że czasami wystarczy usłyszeć jakąś myśl i całe życie wam się odmieni? Nagle wszystko wokół siebie widzicie inaczej. To tak, jakbyście wysiedli z pociągu, którym do tej pory jechaliście, i wsiedli do pociągu, który jedzie w innym kierunku - powiedział proboszcz M.D. i uśmiechnął się do swoich słuchaczy.


Siedzieliśmy po mszy u niego na probostwie i piliśmy jedną z jego wybornych ziołowych herbat.


- W moim wypadku było to jedno szczególne zdanie. Krótkie zdanie, parę słów: ALE TO NIE JEST KONIEC.


Upił łyk herbaty, przez chwilę się zamyślił, jakby sączył wonne wspomnienie.


- "Ale to nie jest koniec" - powtarzał. - To tylko kilka zwyczajnych słów. A jednak. Gdybym ich nie poznał w młodości, to chyba bym teraz z wami tutaj nie siedział, a moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Spojrzał w dal, na horyzont wspomnień...


- Byłem wtedy przed maturą. A po maturze? Chciałem studiować chemię, u nas w rodzinie byli prawie sami chemicy. Ojciec i stryjowie starali się mnie do tego nakłonić już od dzieciństwa. Jako prezent pod choinkę dostałem pudełko z napisem "Mały chemik", były w nim pomoce naukowe do pierwszych chemicznych doświadczeń. A kiedy podrosłem, ośmieliłem się zrobić z opuszczonej szopy w ogrodzie małe laboratorium i ciągle coś ulepszałem...

 

Przed maturą przyjechał do nas w odwiedziny pewien stary ksiądz, który dawał ślub moim rodzicom.
Oprowadzałem go wtedy po naszym mieście, w którym kiedyś był proboszczem. Był to jeden z księży będących jak chodzący uśmiech... i chodząca mądrość.
Prawdziwa mądrość zawsze bywa blisko nadziei, a więc i uśmiechu.
Opowiadałem mu z entuzjazmem, że po maturze pójdę na studia chemiczne, a on w zamyśleniu słuchał.
- Zobaczy ksiądz - powiedziałem mu - będę najlepszym studentem na całym wydziale.
- ALE TO NIE JEST KONIEC - odparł na to ów ksiądz.
Powiedział to cicho.
Najpierw byłem zaskoczony, potem zrozumiałem, co ma na myśli.
- Potem, jak skończę studia... przyjaciel ojca w Londynie zaproponuje mi, żebym kontynuował studia u niego - odparłem.
- Ale to nie jest koniec - powiedział ksiądz.
- Potem pojadę na staż do Stanów, do Francji, stryj ma znajomych na całym świecie - wyjaśniałem mu.
Przytaknął.
- Ale to nie jest koniec.
- Potem znajdę sobie wspaniałe miejsce, które mnie w pełni usatysfakcjonuje.
Przytaknął.
I chociaż swojego zdania już nie wypowiedział, wyczytałem je z jego milczących warg.
- No, a potem się ożenię, będę zarabiać, zbuduję piękny dom - zastanawiałem się.
Uśmiechnął się.
A ja znowu zobaczyłem milczące pytanie; wzleciało z jego warg i zmierzało ku mnie.
- Chciałbym - obmyślałem dalej - wykładać na uniwersytecie i jeździć z wykładami za granicę, tak jak jeździ po świecie mój stryj - ciągnąłem.
- Ale to nie jest koniec.
- Zdobędę sławę. Przytaknął.
Tylko że to jego kilkakrotnie niewypowiedziane, a teraz milczące pytanie rozbrzmiewało między nami jak ton, którego nie sposób wyciszyć. Mówiłem jeszcze to i tamto i już nie wiedziałem co dalej, chciałem zamknąć tę rozmowę, niepokoiła mnie.


- A potem w końcu umrę - powiedziałem nieco rozdrażniony, oczekiwałem bowiem od miłego przyjaciela rodziny zachęty, entuzjazmu, czyli tego, co w reakcji na swoje plany słyszałem od moich krewnych... A on tymczasem patrzył na mnie, jakbym stale o czymś ważnym zapominał.

- Potem będę po prostu martwy - powtórzyłem.
- Ale to nie jest koniec - powiedział ksiądz. Zdębiałem. Ale nagle jakby wokół mnie zrobiło się jasno.


Kiedy wróciliśmy do domu, zamknąłem się w pokoju i rozmyślałem. I te rozmyślania kontynuowałem jeszcze przez kilka tygodni, a potem złożyłem papiery na inną uczelnię.


Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy poczuli podobne dotknięcie, zachęciłem ich, żeby poszli w innym kierunku niż ten, w którym przedtem zdążali, żeby chcieli usłyszeć podobny głos i przeżyć to. W tym zdaniu nie ma smutku, nie jest to pesymistyczne obrócenie steru na stronę ciemności, przeciwnie, jest to skierowanie życiowego steru w stronę światła.
Już teraz żyjemy w wieczności.
Uświadomić sobie, że także ta chwila jest częścią wieczności, podobnie jak każda chwila naszego życia, uświadamiać to sobie nieustannie... czy nie jest to recepta na zwycięstwo?
Po co być smutnym?
Smutni powinni być ci, którzy nie poznali światła.
Smutek byłby na miejscu, gdyby coś pięknego kiedyś naprawdę się kończyło.
Jak bardzo człowiekowi odmienia się życie, gdy zawczasu sobie uświadomi tę prostą rzecz:
"ALE TO NIE JEST KONIEC".
 

 

Więcej w książce: SCHODY DO RAJU - Eduard Martin

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.88

Liczba głosów:

26

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook