Dlaczego gender jest groźne?

Przewodnik Katolicki
(fot. djwtwo / flickr.com / CC BY)

W ostatnim czasie słowo "gender" robi zawrotną karierę, choć każdy z nas może definiować je inaczej. Gender dzisiaj to jednak nie tylko idea, to coraz bardziej realny świat, w którym ojciec… może stać się kobietą, a kobieta przeobrazić w mężczyznę. Dlaczego gender jest groźne?

 

Rok 2013. Polska. Ofensywa w kierunku wprowadzenia "związków partnerskich", de facto nadania parom homoseksualnym przywilejów przysługujących małżeństwom. Ukazanie się starannie opracowanej analizy tropiącej "homofobiczne treści" w podręcznikach szkolnych. Plany wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej już w przedszkolach.

 

Być może analizowane osobno, żadne z tych zjawisk nie wydaje się specjalnie groźne. Wszystkie jako całość wpisują się jednak w ogólnoświatowy trend niszczenia rodziny i wartości chrześcijańskich. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to jak spiskowa teoria dziejów. Nie jest to jednak tylko moja osobista opinia. Coraz częściej i głośniej mówią o tym naukowcy, psychiatrzy i psychologowie. Ostatnio taka konferencja, w której uczestniczyłam, odbyła się w kwietniu w Brescii (Włochy). Wzięła w niej udział między innymi amerykańska specjalistka od ideologii gender - Dale O’Leary. Autorka książki The Gender Agenda: Redefining Equality (Program gender - nowa definicja równości), prywatnie jest matką czworga dzieci i babcią gromadki wnuków. Podczas konferencji tłumaczyła, jakie są konsekwencje coraz bardziej popularnej ideologii gender dla psychoterapii oraz rozwiązań prawnych.

 

Czym jest gender?

 

Słowo "gender" pochodzi od łacińskiego genus, czyli rodzaj. W języku angielskim, z którego się wywodzi, "gender" było przez wieki określeniem gramatycznym. W znaczeniu używanym obecnie zastosowano je dopiero w 1955 r. Jego autorem był seksuolog John Money. Stworzył on teorię, według której płeć biologiczna (sex) jest czymś innym od roli płciowej (gender). Według niego "rola płciowa" to zespół cech i zachowań nabywanych w procesie wychowania, specyficznych dla określonej kultury. Słowo "gender" na określenie płci przyjęło się bardzo łatwo, ponieważ ludziom wydawało się, że jest zwyczajnie bardziej pruderyjnym synonimem słowa "seks" - oznaczającego nie tylko płeć, ale i stosunek płciowy. Nie to jednak było celem autorów tej ideologii. Warto przy tym wiedzieć, że nie istnieje jednolita teoria gender, a  jest to po prostu wiele wzajemnie uzupełniających się tez i hipotez.  

 

Pierwsza z nich zakłada, że płeć biologiczna, z jaką się rodzimy, jest nieistotna. Dla człowieka ważna jest tożsamość płciowa, jaką przyjmie. To nie wszystko. Nawet mężczyzna czujący się mężczyzną ma według tej teorii prawo zachowywać się i ubierać jak kobieta lub w ogóle rolę płciową odrzucić. Jedynie wolny wybór w tym zakresie daje człowiekowi poczucie szczęścia.  Twierdzenie to jest czysto ideologiczne, a jego podstawowym mankamentem jest fakt istnienia niedających się zatrzeć różnic biologicznych między mężczyzną a kobietą, obejmujących nie tylko cechy fizyczne, lecz sposób funkcjonowania.

 

Czy płeć to kwestia wyboru?

 

Szczególnie wstrząsającym dowodem na błąd założenia, że płeć można sobie wybrać, jest historia Bruce’a i Briana Reimerów. Urodzeni w 1965 r. w Kanadzie chłopcy mieli problem z oddawaniem moczu, poddano więc ich zabiegowi obrzezania. Bruce’owi przypadkiem usunięto całego penisa. Zrozpaczeni rodzice poznali wspomnianego już seksuologa Johna Money’a, który przekonał ich do swej idei: "Wychowanie, nie płeć biologiczna". Zdołał skutecznie wmówić rodzicom, że poddany terapii hormonalnej i wychowany na córkę Bruce stanie się szczęśliwą dziewczynką. Bruce, nazwany Brendą, mimo usilnych starań i terapii hormonalnej rozwijał się jak chłopak. Nienawidził lalek, sukienek, szukał towarzystwa chłopców, przez których był odrzucany. Cierpiał na depresję i był stałym pacjentem w gabinecie psychoterapii u Moneya. Dopiero w wieku 14 lat dowiedział się prawdy o sobie. Poddał się operacji przywrócenia męskości, przyjął imię David, a nawet się ożenił. Niestety był tak zniszczonym człowiekiem, że 4 maja 2004 r. popełnił samobójstwo. Dwa lata wcześniej samobójczo zginął jego brat Brian, także od lat poddawany "psychoterapii" Moneya.

 

Jednak namacalnym skutkiem tej ideologii są aktualne tendencje w terapii. Na przykład dzieci cierpiące na zaburzenie tożsamości płciowej (chłopców chcących być dziewczynkami, dziewczynki chcące być chłopcami) zachęca się do poddania operacji chirurgicznej zmiany płci i podaje hormony, które zapobiegną dojrzewaniu płciowemu w zgodzie z płcią biologiczną. Tak samo forsuje się pomysł, by osoby transseksualne poddawać okaleczeniom, które sprawią, że ich wygląd zewnętrzny (łącznie z wyglądem genitaliów, ale nie zawsze) będzie adekwatny do ich wyobrażeń na temat tego, kim są.

 

Chirurg nie zmieni pana w panią

 

Oczywiście tzw. operacja zmiany płci tak naprawdę tego nie robi. Mówią o tym otwarcie chirurdzy dokonujący takich operacji (Georges Burou, Stanley Biber) - lekarz dostosowuje tylko wygląd do przekonań danej osoby na własny temat. Walt Heyer, były transseksualista (a zatem osoba, która zmieniła płeć - z mężczyzny na kobietę, a potem z powrotem), nazywa to samooszukiwaniem się, wchodzeniem głębiej w świat fikcji. Tym bardziej że transseksualiści stają się często karykaturami kobiet. Wchodzą demonstracyjnie w przesadnie stereotypowe kobiece role, np. starają się być seksbombami. Dale O’Leary mówi o tym wprost: "To dla mnie jako kobiety poniżające! Ubieranie się w seksowne ciuszki i robienie zakupów - naprawdę, to nie jest to, co czyni ze mnie kobietę!".

 

Konsekwencje są poważne - i to już na poziomie szkoły. Dobrym tego przykładem jest przypadek osoby nazywającej się Colin Francis - mężczyzny od 2009 r. deklarującego się jako kobieta (bez żadnej interwencji chirurgicznej), który wywalczył sobie prawo do korzystania z kobiecej szatni. Colin Francis rozbierała się w tej szatni do naga, demonstrując swoje zdecydowanie męskie genitalia. Świadkiem tego były sześcioletnie dziewczynki. Gdy zszokowane poskarżyły się, zostały oskarżone o transfobię.

 

Kobiety zniewolone przez mężczyzn

 

Druga z teorii gender zakłada, że role płciowe określone przez kulturę są zawsze niesprawiedliwe, wymuszają dopasowanie do określonych oczekiwań niezależnie od predyspozycji i potrzeb konkretnej osoby. Co więcej - role płciowe obowiązujące w kulturze cywilizacji zachodniej są według tej ideologii wysoce krzywdzące - przede wszystkim dla kobiet. Dlatego druga teoria jest promowana przez radykalne feministki, odrzucające typowo kobiece role jako wyraz zniewolenia.

 

Zgodnie z tą teorią jeśli kobieta pragnie zostać matką, nie ma to nic wspólnego z jej płcią, a wynika  z uwewnętrznionych stereotypów, które wpajają w nią rodzice od momentu, gdy sięga po pierwszą zabawkę. Jest wynikiem krzywdzącej ją indoktrynacji.

 

Teoria ta nie bierze pod uwagę autentycznych różnic między płciami, nie chce przyznać, że czymś innym są autentyczne różnice, czymś innym krzywdzące stereotypy. Rzeczywiste różnice objawiają się na przykład w sytuacji, gdy kobiety mają naprawdę wolny wybór. Zdecydowana większość  przedkłada macierzyństwo nad karierę zawodową. Konsekwencje takiego podejścia do płciowości są daleko idące. Dla przykładu: IV Światowa Konferencja w sprawie Kobiet pod egidą ONZ, która odbyła się w Pekinie w dniach 4-15 września 1995 r., zaowocowała dwoma dokumentami końcowymi. Na 300 paragrafów ani razu nie wspomniano pozytywnie macierzyństwa i rodziny, za to ponad 300 razy pojawiło się określenie "gender". Uczestnicy konferencji domagali się też wprowadzenia do praw człowieka tzw. praw reprodukcyjnych. Na czym miałyby one polegać?

 

Jedną z podstawowych konsekwencji różnic płci jest fakt, że jeśli na przykład uprawiamy seks, to może w wyniku tego dojść do poczęcia dziecka. Wiemy, że to oczywiste, natomiast sposób rozumowania ideologów gender jest następujący: każdy powinien mieć prawo do uprawiania seksu w celach rekreacyjnych. Rekreacyjnych - tzn. wyłącznie dla przyjemności, bez zobowiązań, bez limitów. Niestety, kobieta może za to zostać "ukarana" dzieckiem, co jest niesprawiedliwe. Aby zrównać prawa obu płci w tym zakresie, należy zadbać, by kobieta mogła uprawiać seks bez obawy o to, że zostanie ukarana za to koniecznością urodzenia dziecka! A zatem trzeba zadbać o powszechną dostępność antykoncepcji i aborcji, gdy antykoncepcja zawiedzie. Aborcji na żądanie, do 9. miesiąca życia dziecka poczętego, jeśli tylko kobieta sobie go nie życzy.

 

Jednym z elementów walki z patriarchatem jest przy tym na przykład walka o powszechną edukację seksualną dzieci, tak by od najmłodszych lat uznawały seks rekreacyjny, a także homoseksualny (ostatnio też  sadomasochistyczny) za naturalny i pożądany.

 

Jak jest naprawdę?

 

Nie rodzimy się białymi kartami. Płeć jest głęboko wdrukowana nie tylko w nasze ciała, lecz i w psychikę. Różnice w funkcjonowaniu społecznym obu płci wynikają w dużej mierze z uwarunkowań biologicznych. Weźmy choćby pod uwagę cykliczność nastrojów (a co niewiele osób wie - także np. efektywności intelektualnej kobiety) związanych z cyklem menstruacyjnym.

 

Bzdurą jest zatem założenie, że kultura gwałci naturalną neutralność człowieka, narzucając mu określone role. Można wręcz postawić tezę, że kultura wykształciła się pod wpływem naturalnych różnic między kobietami a mężczyznami, a odmienne środki wychowawcze w stosunku do chłopców i dziewcząt są odpowiedzią na naturalnie wykazywane zachowania.

 

Wiele z tego, co nazywamy "rolą płciową", jest rzeczywiście uwarunkowane kulturowo. Widać to, gdy patrzymy na role mężczyzn i kobiet w różnych kulturach. Jednak każda kultura wyznacza inną rolę kobiecie, inną mężczyźnie i gdy wyjdziemy poza poziom zewnętrznych różnic (ubioru, rytuałów itp.) zobaczymy zaskakująco wiele podobieństw. Ideologia gender stwarza największe niebezpieczeństwo dla wychowania dzieci. W całej swej pokrętności i pseudonaukowości ma rację w jednej kwestii - zachowania rodziców wobec dzieci mogą ich naturalne predyspozycje związane z płcią wzmocnić lub zniszczyć.

 

Nie bądźmy obojętni

 

Dale O’Leary ostrzega, że zmiany w prawodawstwie idą w kierunku, by wychowywanie dzieci w zgodzie z ich płcią biologiczną, wzmacnianie poczucia przynależności do płci, współgrających z nią zainteresowań i tendencji (np. zainteresowanie dziewczynek opieką nad lalkami, chłopców boksem) było definiowane jako przemoc psychiczna i prowadziło do odbierania dzieci rodzicom. Wszystko to sprawia, że ostatnie wydarzenia w Polsce powinny budzić nasz niepokój oraz pobudzać do konkretnych działań. Pod jednym względem jesteśmy w czołówce postępu światowego. Mamy prawo, podobne jak w Szwecji, pozwalające na odbieranie dzieci pod pretekstem przemocy psychicznej (np. sprawa państwa Bajkowskich, którym odebrano synów ze względu na podejrzenia o "przemoc psychiczną"). Być może Polska nie będzie pionierem w odbieraniu dzieci rodzicom za wychowywanie w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi. Jeśli jednak nie będziemy działać już teraz - przez petycje, protesty rodziców, zapytania do posłów, interpelacje - możemy za chwilę zobaczyć, że zdanie demokratycznej większości przegrywa z ideologią. Ostrzeżeniem dla nas może być sytuacja we Francji, gdzie wielomilionowe protesty nie zapobiegły wprowadzeniu homoseksualnych małżeństw.

 

 

Więcej seksu, mniej dzieci

 

Dale O’Leary, amerykańska specjalistka od ideologii gender, autorka książki The Gender Agenda: Redefining Equality (Program gender - nowa definicja równości)

 

Wojna z religią toczy się od lat. Prowadzona jest przez koalicję bojowników o prawa seksualne, radykalnych feministek, fanatycznych ekologów - zwolenników kontroli populacji i aktywistów GLBTQ (gay, lesbian, bisexual, transgender and queer - gejów, lesbijek, biseksualistów, transseksualistów i osób niezdecydowanych, jakiej są płci), czyli Seksualnej Lewicy.

 

Choć każda z grup ma swoją własną agendę, łączy ich wspólny cel: absolutna wolność seksualna - więcej seksu, mniej dzieci. Zachęcają, by każdy szukał przyjemności seksualnej w dowolny sposób, samotnie lub z innymi, niezależnie od płci, wieku, statusu, preferencji partnerów. Obejmuje to także prostytucję oraz całkowitą wolność dla biznesu erotycznego, pod jednym warunkiem: zgody osób biorących w tym udział. Wszystko to bez strachu, wstydu czy dezaprobaty publicznej. Ponieważ całkowita wolność seksualna to prosta droga do rozprzestrzeniania się chorób wenerycznych, nieplanowanych ciąż i pozamałżeńskich dzieci, konieczna jest powszechna dostępność darmowej lub bardzo taniej antykoncepcji, aborcji i środków leczących choroby weneryczne i AIDS.

 

Aby zapewnić zmiany w postawach, potrzebne do zabezpieczenia ich celów i ukryć negatywne konsekwencje swej agendy, Seksualna Lewica nalega, by wszystkie dzieci, począwszy od pierwszego roku w szkole poddać tzw. wszechstronnej edukacji seksualnej, promującej eksperymenty seksualne, masturbację i agendę GLBTQ. Edukacja seksualna uczy dzieci, w jaki sposób posługiwać się prezerwatywami korzystać z antykoncepcji, pigułki "dzień po", i promuje aborcję. Domaga się, by pozbawić rodziców opcji wycofania dzieci z udziału w tych programach, a nawet informacji o treści materiałów i prezentacji. Tak zwana wszechstronna edukacja seksualna nie jest wcale wszechstronna, ponieważ ignoruje lub przeinacza istotę czystości przedmałżeńskiej, wierności w małżeństwie. Zaprzecza też faktowi, że zaburzeniom tożsamości płciowej  i powstawaniu skłonności homoseksualnych można zapobiegać, że możliwa jest zmiana orientacji seksualnej. Przemilcza zagrożenia zdrowotne - realne ryzyko chorób, bezpłodności, problemów psychologicznych i społecznych, będących konsekwencją promiskuityzmu seksualnego i aborcji.

 

Seksualna Lewica domaga się, by regulacje prawne podważające absolutną wolność seksualną zostały odwołane lub zostały uznane za gwałcące nowo wynalezione "prawa reprodukcyjne i seksualne". Aby to osiągnąć, rewolucjoniści seksualni rekrutują media, stowarzyszenia profesjonalistów, biurokrację Narodów Zjednoczonych oraz przywódców politycznych, którzy mogą (ale nie muszą) być świadomi ich ostatecznych celów.

 

Całość artykułu: What’s Behind the War against Religion na blogu autorki: www.daleoleary.wordpress.com

 

"Zmiana płci to mój życiowy błąd" - mówi Walt Heyer, były transseksualista

 

"Witajcie. Nazywam się Walt Heyer i przeszedłem operację zmiany płci. Odkryłem, że poprawnie przeprowadzona psychoterapia może pomóc ludziom uniknąć poddania się niepotrzebnym zabiegom chirurgicznym. Próbuję przekonać ludzi, że psychoterapia jest o wiele ważniejsza dla osób zmagających się z zaburzeniami psychologicznymi niż oferowanie im operacji chirurgicznej, która może w rzeczywistości zrujnować im życie. Tak jak zrujnowała moje i rujnuje życie coraz większej liczby ludzi poddających się operacji zmiany płci. Ważna jest psychoterapia, pomagająca ludziom wyjść z ich zaburzeń urojeniowych, pomagająca im w uzdrowieniu, bez przechodzenia operacji chirurgicznej".

 

Walt Heyer jako dziecko cierpiał na zaburzenie tożsamości płciowej, przebierał się w kobiece ubrania i nie chciał być chłopcem. Choć założył rodzinę, miał żonę i dzieci, całe życie czuł się nieszczęśliwy. Dlatego zdecydował się na operację zmiany płci. Psychiatra Paul Walker, po przeprowadzeniu diagnozy, potwierdził zasadność tej decyzji. Walt Heyer tak wspomina sytuację: "W moim przypadku ocena mojego problemu była zdecydowanie powierzchowna. Psychiatra nie zwrócił uwagi na przykład na to, że jako chłopiec byłem wielokrotnie wykorzystywany seksualnie przez dorosłych mężczyzn". Jest to o tyle znaczące, że Paul Walker jest znany jako pionier diagnozy transseksualizmu. Jest odpowiedzialny za opracowanie standardów oceny, czy należy daną osobę poddawać operacji zmiany płci, czy też nie. O tym, że operacja niczego nie zmienia, niczego nie naprawia, Walt nauczył się w możliwie najgorszy sposób. Pozbawił się męskości, zrujnował życie żony i dzieci, jednak po ośmiu latach życia jako Laura Jensen zdecydował się powrócić do własnej płci. Dziś jest piętnowany przez środowisko transseksualistów, nazywany fałszywym transfobem. Jednocześnie mówi o tym, że otrzymuje setki listów od osób, które poddawszy się operacji zmiany płci, żałują tego kroku.

 

Strona internetowa Walta Heyera: www.sexchangeregret.com.

 

Wyrzucony z pracy za gender 

 

Czytelnik "Gościa Niedzielnego" 24-letni Tymoteusz Demski, anglista, został wyrzucony z pracy za cytowanie w prywatnej rozmowie wypowiedzi zamieszczonej na stronie internetowej tygodnika. Wraz z żoną, również anglistką, wyjechał do Szkocji za pracą. Znalazł ją w największym z tamtejszych banków. Wyrabiał 300 procent normy, podczas gdy niektórzy spośród jego współpracowników mieli problemy, żeby osiągnąć wymagane od nich minimum. A jednak to on został zwolniony. Dlaczego?

 

W przerwie na lunch, która formalnie nie należy do czasu pracy, bo też nie jest przez pracodawcę opłacana, rozmawiał z grupą kolegów i koleżanek z tego samego banku. Pytali go, jak mu się podoba w Szkocji. Odparł szczerze, że niektóre rzeczy mu się podobają, a inne nie. Wyraził przy tym obawę, że pedofilia zostanie uznana za jedną z orientacji seksualnych i zacytował przeczytaną na stronie "Gościa Niedzielnego" wypowiedź ks. prof. Dariusza Oko, który stwierdził, że na 1000 pedofilów 400 to homoseksualiści, a tylko jeden to ksiądz. (Tygodnik cytował też publikacje naukowe podające różne liczby, ale generalnie potwierdzające, że odsetek homoseksualistów wśród pedofilów jest stosunkowo wysoki). Wypowiedź Demskiego wzburzyła jego koleżankę, która - jak się okazało - jest biseksualistką. Krótko potem Polak dostał od szefostwa telefoniczną informację o zawieszeniu w obowiązkach. Okazało się, że na Demskiego poskarżył się także inny kolega - muzułmanin. Nie spodobała mu się wyrażona przed Polaka krytyka postulatu utworzenia w Wielkiej Brytanii trzech stref rządzących się muzułmańskim prawem szariatu. W sumie skutek był taki, że Demski został wyrzucony z pracy dyscyplinarnie. Oficjalny powód: poważna niesubordynacja. Tymoteusz w tej sytuacji planuje wrócić do Małopolski.

 

Źródło: wiara.pl

 

 
 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.37

Liczba głosów:

60

 

 

Komentarze użytkowników (37)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~werty 08:21:31 | 2014-08-03
Zgodnie z tą teorią jeśli kobieta pragnie zostać matką, nie ma to nic wspólnego z jej płcią, a wynika  z uwewnętrznionych stereotypów, które wpajają w nią rodzice od momentu, gdy sięga po pierwszą zabawkę. Jest wynikiem krzywdzącej ją indoktrynacji.

Bzdura.

Gender studies nigdy nie podważają płci biologicznej. Mówią tylko, że oprócz fizjologiii na postrzeganie ról płciowych ma również wpływ kultura. Są przecież plemiona, w których to ojcowie wychowują dzieci. Samo istnienie księży, któerzy deklarują "czystość" jest świadectwem słuszności teor gender. Przecież wg teoriii naturalistów to są chorzy ludzie, którzy odmawiają płodzenia dzieci i posiadania rodziny w imię nie do końca zrozumiałych celów. 

Oceń 7 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ika 07:52:14 | 2014-08-03
Głupi artykuł. Juz od dawna wiadomo, że mamy płeś fizyczna, hormonalną i genetyczna. Po uridzeniu dziecko kwalifikuje płec fizyczna, ale ona może sie róznić od genetycznej a także od hormonalnej. Moga takze dochodzic źle funkcjonujące receptory na hormony płciowe. To wszystko nie wychodzi przy urodzeniu, kiedy okteśla sie płec ( jest cosik albo nie ma) - tylko później czasem dopiero po badaniach w okresie dojrzewania. I chyba o to w tym wszystkim chodzi.
Obecnie do tego dochodzi skazenie srodowiska, wszelaka chemia w odżywianiu, która także ma wpływ na funkcjonowanie oreganizmu. Problem jest złożony. Jezeli zas chodzi o gender - to esencja tego jest tylko to aby w płec "kilturowa" nie wpychac na siłę tych dzieci, których płec fizyczna ( mają cos lub nie) różni sie od genetycznej, hormonalnej itp i to wychodzi znacznie później niż przy urodzeniu.

Oceń 2 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Karolina 12:38:50 | 2014-08-02
W artykule jest tyle przeinaczeń i kłamstw, że nie mogę uwierzyć, że pisze tak wykształcony psycholog.

Oceń 7 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Nela 20:24:38 | 2013-12-29
Nie rozumiem łączenia religii, chrześcijaństwa z gender. To proste państwo inteligenci i nawiedzeni psudointeligentni. Czyż nie jest odwiecznym prawem natury, że jest kobieta i mężczyzna, rola ich jest określona bilogicznie, fizycznie, płciowo. Nie można zmieniac natury. Jeśli ktoś czuje sie kimś innym, niż go natura stworzyła to potrzebuje psychologa. Nie toleruję i tolerować nie będe promowania homoseksualizmu, a teraz skrzywiania dzieci gender. Gdzie prawa dziecka prawa do bycia dzieckiem. Po jakiego.... wpycha sie maluchy sprawy seksu i płciowości to chore, i to nie wina koscioła....To gubienie natury i rzeczywistości. To zatracanie toższamości i ludzkości....W ten sposób zginie ludzkośc za to wszyscy będą sie parzyć jak zwierzęta, kazdy z każdym byle było miło i wesoło. To jest normalne????To jest chore, chory świat, bo to problem globalny.

Oceń 6 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~vngng 12:41:01 | 2013-07-01
Myślę,że to prawda,że płeć biologiczna i kulturowa to 2 różne rzeczy-o w tym złego,że chlopiec ubiera się w sukienkę jeśli ma taką ochotę?Nic.Niech każy sa sobie wybiera płeć dowolną albo brak płci i aseksualność.Jeżeli nie wolno manifestować uczuć religijnych na ulicy(wdług lewactwa) to nie wolno też manifestować uczuć płciowych i ci którzy ostentacyjnie pokazują swoją płeć w miejscach publicznych nosząć brodę lub sukienkę powinni być aresztowani za fundamentalizm seksualny.Powinno się wprowadzić noszenie burek w miejscach publicznych dla każdego aby nie dochodziło do obrazy prywatnych uczuć plciowych przez manifestacje seksotalibów w przestrzeni publicznej.Również potrzebne są urządzenia zniekształcające głos aby nikt na podstawie słuchania twojej mowy nie mógł określić jaką płeć preferujesz i aby nie poczuł się zagrożony twoją agresją-w przyszłości każdy będzie mówil przez rurkę głosem robota R2D2 z gwiezdnych wojen-robot nie ma płci ani żadnych preferencji seksualnych.ame nazwy płci też powinny zostać zniesione i zakazane-jak nie będzie kobiet ani mężczyzn to nie będze problemu.

Oceń 1 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 21:03:11 | 2013-06-15
Dario. M,
jest też nienaukowy zarzut o nienaukowości bez podani konkretnych zarzutów. O jakie fakty Ci chodzi, o jakie badania? Jeżeli zależy Ci na poważnych argumentach, badaniach to sięgnij do źródeł sama. Jest tego dość dużo. Spróbuj odróżnić tekst dziennikarski od  publikacji naukowej. Artykuł jest dla niespecjalistów, którzy nie są zainteresowani , albo nie są przygotowani do czytania rozważań naukowych. Ci , którzy są specjalistami wiedzą gdzie odpowiednich informacji szukać. Chyba trochę przesadziłaś stawiając siebie w roli reprezentanta całego środowiska lekarskiego. To chyba nadmiar ambicji. Może najpierw ukończ i zdaj specjalizację? Nie próbuj nam wmawiać, że w psychoiatrii też nie ma ideologii/mody, tym razem medycznej.

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~terry) 20:01:38 | 2013-06-15
Ku ścisłości-ktoś, kto nazywa sie katolikiem jest automatycznie wierzącym, a przez to i praktykującym. Kazdy inny, to tylko ochrzczony. W związku z tym katolik sam z siebie NIE MOŻE popierać aborcji, eutanazji, homoseksualizmu itp. itd. Ci, którzy mają Jezusa za wzór a Pismo Święte za "vademecum" szczęśliwego życia, wiedzą, co mam na myśli. Inni mogą zrobić prostą ale wymagającą rozruszania szarych komórek i uczciwości rzecz: przeanalizowac każde z 10-ciu przykazań pod kątem  problemów (w konsekwencji logicznej) do jakich prowadzi niestosowanie się do do tych "nakazów". Zobaczycie, ile problemów społecznych możnaby wyeliminować, ile problemów psychicznych i duchowych moznaby sobie zaoszczędzić, o ile byłby bogatszy budżet państwa itd. Po takiej analizie nie sposób dalej upierać się, że ideologia gender jest sensowna, ze lobby aborcyjne ma rację... "Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść" 1Kor 6, 12.

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Daria M. 12:52:01 | 2013-06-12
Cenię sobie portal deon.pl. Niestety ten artykuł jest zbyt tendencyjny. Jako lekarz, psychiatra w trakcie specjalizacji, nie zgadzam się z formą, w jakiej przedstawiono problem. Artykuł brzmi - dlaczego gender jest groźne? Po przeczytaniu jego treści, nie znajduję obiektywnego wytłumaczenia przyjętej przez autorkę tezy. Aby taką przyjąć, należy posługiwać się faktami, danymi, jakimiś badaniami naukowymi, nie zaś przytoczeniem przypadku i otoczeniem go nagłówkiem "Zmiana płci to mój życiowy błąd". To, po pierwsze, nie przekonuje, po drugie zaś jest nieetyczne po prostu. Środowisko lekarskie śmieje się z zasłaniania ideologią faktów. Zaznaczam, że jestem katoliczką, wierzącą. 

Oceń 3 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 13:57:26 | 2013-06-09
Wolverane,
Przynajmniej wiem, że na Ciebie nie mogę liczyć. Szkoda

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wolverane 23:47:23 | 2013-06-07
Kto się jednak ujmie za często bezbronnymi ofiarami tej przyjemności?

...odpowiadając na Twoje pytanie - cała nadzieja w Tobie oczywiście  oraz w Twoich braciach i siostrach w Chrystusie - baranach i owcach, nadzieja że wobec tak strasznej perspektyw będziecie, leżeć krzyżem w kościele i klepać paciory do Waszego Jezuska, z prośbą by coś z tym zrobił.

Oceń 2 2 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?