Kocham cię za...

Posłaniec
Mechanizm, który tłumaczy to nieszczęście w powszechnym dążeniu do szczęścia, jest stary jak świat i dobrze znany. (fot. John Hope / flickr.com)

Powiedziano prosto: Więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu (Dz 20, 35). My jednak wolimy “dwa w jednym", tj. dawać, by otrzymywać w zamian. No i mamy ekonomię szczęścia bezlitosną niczym prawa wolnego rynku. Ale czy można inaczej?


Nic darowane


Jako psycholog, czyli zawodowy “mistrz podejrzeń", muszę powiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak dar bezinteresowny. Wiele oczywiście ryzykuję tą tezą (choćby kapłańskie dobre imię), ale pewną pociechą jest mi nobliwe towarzystwo, bo staję w jednym rzędzie nie z byle kim, tylko z pierwszą damą poezji polskiej, która bez żenady deklaruje: Nic darowane, wszystko pożyczone. Tonę w długach po uszy. Będę zmuszona sobą zapłacić za siebie, za życie oddać życie (Wisława Szymborska, Nic darowane). Ostrożności więc nigdy dosyć, zwłaszcza gdy do życiowej plajty tak szczerze przyznają się nawet ci, co wygrali przysłowiowy los na loterii.


Szczęściem rządzi twarde “coś za coś", dlatego handel wymienny kwitnie wszędzie: od salonów światowych elit aż po zacisze małżeńskiej alkowy. I nie ma innej rady, trzeba dobrze patrzeć sobie i innym na ręce. W każdym prezencie istnieje “drugie dno", a im bardziej atrakcyjna umowa, tym z pewnością zawiera jakieś przykre warunki wypisane gdzieś drobnym maczkiem. Nie zapominajmy przestrogi Małego Księcia: Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, tym bardziej że gros życiowych umów zawieramy na piękne oczy.

 

Kocham cię za...


By dowieść słuszności tej śmiałej tezy, nasamprzód rozprawmy się z klasycznym wzorcem miłości bezinteresownej, tj. z miłością rodzicielską. Przykładów nie trzeba szukać daleko, bo wciąż wielu jest takich rodziców, którzy z prawdziwym poświęceniem pracują dzień i noc, by tylko zapewnić dzieciom lepszą przyszłość, a przynajmniej lepszą szkołę, komputer czy egzotyczne wakacje. Ich dramat zaczyna się nagle, gdy tak troskliwie chowane dzieci zaczynają wybierać inny model przyszłości i zamiast wymarzonej przez rodziców medycyny czy prawa studiują pedagogikę lub w ogóle nie idą na studia. Wtedy okazuje się, że dając tak hojnie, wiele się też spodziewali.


Patrząc z boku, można być mądrym, bo sytuacja wydaje się banalna: to z tej bezgranicznej miłości do dzieci rodzice zapomnieli o samych dzieciach, o ich intymnym, pełnym marzeń świecie, w którym nigdy nie brali udziału, bo zajęci byli pracą, a po pracy bardziej lub mniej wybrednym konaniem ze zmęczenia. Usłyszeć po latach od dziecka: Nigdy nie miałeś dla mnie czasu, z punktu widzenia dziecka jest oczywistą prawdą, ale z punktu widzenia rodziców - oczywistą niewdzięcznością, bo przecież wszystko było skoncentrowane na szczęściu dziecka. Ot i mamy głośną oczywistą oczywistość: niby wszyscy mają rację, ale przecież racji wszyscy mieć nie mogą.


W czasach, gdy szanowano jeszcze instytucję małżeństwa, sygnalizowaną wyżej złożoność międzyludzkich relacji (ze szczególnym akcentem na intensywność przeżywanych uczuć) wyrażano żartobliwą anegdotką, niepozbawioną psychoanalitycznych ambicji. Kluczem do jej zrozumienia była gra półsłówek (czy też lapsusów słownych). I tak w miłosnym dialogu ona wyznawała: Kocham Cię za-wzięcie, a on odpowiadał: A ja za-żarcie. I tak mamy dwa w jednym: przesycony emocjami miłosny handel wymienny. A wtedy “coś za coś" łatwo przechodzi w “cios za cios" i starodawne: oko za oko i ząb za ząb.

 

Skąd cały ten ambaras?


Mechanizm, który tłumaczy to nieszczęście w powszechnym dążeniu do szczęścia, jest stary jak świat i dobrze znany. Nowe jest zawsze zaskoczenie i ból, który towarzyszy jego odkrywaniu, zwłaszcza gdy samemu dobrze się go innym wyjaśniało. Tu jak nigdzie indziej obowiązuje prawda o cudownej zdolności widzenia drzazgi w oku brata i całkowitym zaślepieniu na belkę we własnym. Kluczem do zrozumienia całości jest nieświadomość.


Badania psychologiczne potwierdziły na wiele sposobów, że naszej świadomej motywacji towarzyszy zawsze motywacja nieświadoma. I nawet gdy ktoś świadomie daje/robi coś bezinteresownie, to nieświadomie oczekuje czegoś w zamian, i to nawet wtedy, gdy ma przeczucie skądinąd zrozumiałych w takim wypadku niewyraźnych oczekiwań. Gdy tego nie dostaje, odczuwa przykrość lub dyskomfort. Oto kilka przykładów. Pracodawca, który daje podwyżki pracownikom, bezwiednie oczekuje, że będzie za to chwalony i bardziej szanowany. Żona, która w pierwszą rocznicę ślubu przygotowuje kolację-niespodziankę dla męża (oczywiście przy świecach i z nastrojową muzyką w tle), ma cichą nadzieję, że i on będzie pamiętał i zrobi jej miłą niespodziankę. Ksiądz na ambonie, który wiele godzin spędził na przygotowaniu uroczystego kazania, spodziewa się nieśmiało, że powali swoich parafian na kolana. Najciekawsze zaczyna się wtedy, gdy wszystkie te ciche i nieśmiałe oczekiwania zostają spełnione, a mimo to w sercu pozostaje niedosyt, a nawet niesmak. Najczęściej właśnie dlatego, że świadomie czy półświadomie deklarowane motywacje nie były jedyne, ale kryły pod spodem zupełnie inne, głębsze, czasem wręcz absurdalne. Może pracodawca miał ambicję zostać od razu ogłoszony Pracodawcą Roku.

 

Kochająca żona oczekiwała zaś złotego pierścionka, a nie tylko bukietu niezapominajek za 3 złote, kupionego przez męża przy najbliższym przystanku tramwajowym. O księdzu już nawet nie mówmy, bo pewnie w przebłysku weny twórczej zobaczył już siebie w szacownym gronie rzymskich kaznodziei Domu Papieskiego, z przydomkiem Złotousty oczywiście. Nie potrafimy powiedzieć precyzyjniej, co kryje nieświadomość, ale po świadomych jej owocach - uczuciach rozczarowania czy niesmaku - potrafimy przeczuć, że gra szła o większą stawkę niż ta osiągnięta. I co z tym fantem począć?

 

Z powrotem do źródeł


Celem tych rozważań nie było ośmieszanie bezinteresowności czy choćby miłości rodzicielskiej. Przeciwnie, przez kontrast z dość częstymi scenariuszami chciałem pokazać cudowność tego, że bezinteresowność zdarza się na tym świecie. Fakt, że bezinteresownym gestom towarzyszą oczekiwania (zwłaszcza te nieświadome), nie jest niczym zdrożnym, ale raczej przyrodzonym. Moment uświadomienia sobie tych ukrytych oczekiwań i świadomy akt rezygnacji z nich jeszcze bardziej podkreśla bezinteresowność naszych słów czy gestów, a jednocześnie przywraca im ludzkie cechy.

 

My z natury jesteśmy wieloznaczni, bo w naszej duszy toczy się nieustannie walka między dobrem i złem, dlatego konieczna jest bezustanna czujność. Niebezpiecznie jest tylko wtedy, gdy to, co nieuświadomione zaczyna mieć decydujący wpływ na ludzkie postępowanie. Sygnałem, że tak się właśnie dzieje, jest to, że nasze zachowanie zaczyna być sztywne i mechaniczne, pozbawione wrażliwości na otaczający nas świat i ludzi.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.95

Liczba głosów:

62

 

 

Komentarze użytkowników (18)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

omilosci 15:33:32 | 2014-12-18
Jeżemi "kocham za coś" to być może mogę mieć tego więcej. Od kogoś innego. Podobnie do "kocham cię, ale się rozglądam".

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ania 12:17:20 | 2014-07-25
"Kto poświęci całe bogactwo swego domu za miłość, dozna tylko wzgardy." Pnp 8

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Elka 14:48:22 | 2014-07-23
nie. nie kocha się za coś, czy pomimo czegoś... kocha się, bo się po prostu kocha. tylko tyle, i aż tyle ;)

Oceń 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Effa 20:51:27 | 2014-07-22
Świetny tekst.....
Warto przyglądać się sobie samemu.... i badać swoje serce... Właśnie w zakresie motywacji i oczekiwań.... 

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Egri 18:44:17 | 2014-07-22
Nie kocha się ZA, tylko MIMO

Oceń 3 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~koral 18:22:59 | 2014-07-22
kochac tzn.dac z siebie to najlepsze drugiej stronie i dbac aby tej drugiej stronie było dobrze.

Oceń 3 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Paulina 14:51:23 | 2014-07-22
Kocham Cię KOCHANIE bezinteresownie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~polonopitek 23:57:44 | 2011-09-15
Nikogo nie obchodzą czyjeśtam intencje.

Może nikogo poza... Panem Bogiem.
Życzę obfitości na stole i dobrego apetytu!

Dziękuję.
Jedzenie to oczywiście tylko symboliczne przypomnienie, że sprawy przyziemne i tak nas wszystkich doganiają. I przeganiają.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jola 22:48:35 | 2011-09-15
Nikogo nie obchodzą czyjeśtam intencje.

Może nikogo poza... Panem Bogiem.
Życzę obfitości na stole i dobrego apetytu!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~polonopitek 15:16:35 | 2011-09-14
Aby wybronić sie od "tragifarsy handlu wymiennego" , ktora powszechnie uważana jest za miłość, trzeba nam naśladowac Jezusa.
Pan Jezus stawia najwyższe wymagania, ale na szczęście nie pozostawia nas samych.
Warto próbować, by zbliżać się do ideału miłości bezinteresownej, której Mistrzem jest Pan Jezus.
Najważniejsza jest czysta intencja. Ona jest początkiem drogi.

Miałem i mam czyste intencje, ale jak nie będzie co żryć to co mi pozostanie? Łykanie powierza (ze spalinami) w sosie intencjowym.
Nikogo nie obchodzą czyjeśtam intencje.

Oceń 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook