Choroba psychiczna - niewidzialne piętno

Posłaniec

Choroba psychiczna jest dla człowieka bardzo trudnym doświadczeniem. Można powiedzieć, że osoba chora żyje - z perspektywy człowieka zdrowego - w innym świecie. Czym tak naprawdę jest choroba psychiczna i dlaczego tak trudno ją leczyć? Z Bogdanem de Barbaro, psychiatrą, psychoterapeutą i superwizorem psychoterapii, rozmawia Leszek Gęsiak SJ.

 

Panie Profesorze, choroba psychiczna jak każda choroba jest dla człowieka bardzo trudnym doświadczeniem. Wydaje się, że świat realny dla osoby zdrowej nie jest realny dla osoby chorej i odwrotnie. Można chyba powiedzieć, że osoba chora żyje - z perspektywy człowieka zdrowego - w innym świecie. Czym tak naprawdę jest choroba psychiczna i dlaczego tak trudno ją leczyć?


Zacznę od uzupełnienia czy uszczegółowienia Ojca pytania, mianowicie: nie generalizowałbym do tego stopnia, by twierdzić, że ktoś chory psychicznie żyje w zupełnie innym świecie, bo on nierzadko bardzo dobrze kontaktuje się z resztą świata. Tak zwane testowanie realności może w olbrzymiej większości obszarów pozostać zachowane. Choroba psychiczna, owszem, czasami dotyczy całości psychiki danej osoby do tego stopnia, że trudno jej o kontakt, ale praktycznie rzecz biorąc, bywa tak, że w chorobie psychicznej ktoś może mieć dyskretne urojenia czy dyskretne objawy omamowe. Z definicji będziemy o kimś takim mówić, że jest chory psychicznie czy że cierpi na chorobę psychiczną, ale jego funkcjonowanie społeczne, rodzinne, w życiu codziennym może być nieomal identyczne jak tak zwanych zdrowych.
 
Chciałbym tutaj osłabić powszechne wyobrażenie, że chory psychicznie to szaleniec, który biega z siekierą i zaraz komuś krzywdę zrobi. Wiem, że takie wyobrażenie pokutuje w społeczeństwie i ma ono wiele negatywnych konsekwencji, jak choćby to, że tak zwani zdrowi dystansują się od chorych z obawy przed nimi, co w efekcie przynosi stygmatyzację, czyli rodzaj piętna nakładanego na tych, o których się wie czy o których się mówi, że chorują. Jest to przykre, negatywne zjawisko dla osoby chorej - nierzadko bardziej bolesne i bardziej brzemienne w negatywne skutki niż sama choroba.


Powracając zatem do Ojca pytania, powiedziałbym najogólniej i w uproszczeniu, że choroba psychiczna to sytuacja, kiedy u danej osoby zachodzi fałszywy odbiór czy przeżywanie świata realnego, to znaczy: dochodzi do zaburzeń w zakresie spostrzegania realności i ma to swój wyraz zarówno w sposobie myślenia i odczuwania, jak i zachowania danej osoby.
 
Czyli nie jest tak, że dla chorego cały otaczający go świat zachowuje się niejako dziwnie; to tylko nam zdrowym wydaje się, że ci ludzie zachowują się dziwnie wobec nas?
 
Pytanie Ojca jest ważne, podkreśla mianowicie, że to w gruncie rzeczy wybór perspektywy. Oczywiście, my - tak zwana zdrowa większość - w jakimś sensie narzucamy, co jest obiektywnie “prawdziwe”, co jest należyte, co jest dobre, ale dla psychiatry czy psychoterapeuty rzeczą zupełnie fundamentalną jest branie pod uwagę tego drugiego, wewnętrznego doświadczenia osoby chorej. Jest punktem wyjścia do próby nie tylko zrozumienia tej osoby, ale udzielenia jej pomocy. Dopiero “wchodząc w buty” takiego człowieka, wczuwając się w jego świat, jesteśmy w stanie odczuć, jak ciężko jest być chorym, jakie to często bolesne doświadczenie. Nie tylko z uwagi na wykluczenie - dźwiganie brzemienia takiego osobistego doświadczenia (czy to będą urojenia czy omamy) to w olbrzymiej większości przypadków przeżycie bardzo przykre. Człowiek taki nierzadko czuje się prześladowany, zagubiony. To także stany, kiedy myślenie - niegdyś sprawne - ulega jakiejś chaotycznej destrukcji. Na to też warto zwrócić uwagę: że ten świat jest nie tylko inny, ale bardzo często bolesny.
 
Myślę, że choroba psychiczna w pewnym sensie może dotknąć każdego, że istnieje gdzieś bardzo delikatna granica między jakimś trudnym momentem życia, którego każdy może doświadczyć, a początkiem choroby psychicznej. Jak można poznać, że dana sytuacja jest już chorobą psychiczną, a nie momentem słabości ludzkiej, wywołanym jakąś trudną sytuacją?
 
To jest rzeczywiście ważna kwestia, dlatego że po pierwsze dzisiaj psychiatrzy na ogół przyjmują, że nie ma tak jednoznacznie sztywnej i prostej do wyznaczenia granicy między normą a patologią. Najlepszym dowodem są następujące co kilka lat zmiany tzw. klasyfikacji międzynarodowej chorób. Przyglądając się dokonanym zmianom, można stwierdzić, że ktoś, kogo niegdyś uznano by za chorego, dzisiaj już niekoniecznie zostałby za takiego uznany. Co więcej, to samo doświadczenie wewnętrzne w pewnych przypadkach może być uznane za zdrowe, w innych zaś - za wyraz patologii. Innymi słowy musi zostać uwzględniony kontekst. Do pełnego rozpoznania nie wystarczy jeden objaw.

Bardzo ważne jest to, że rzeczywiście możemy pomóc osobom, które tej pomocy chcą (pomińmy na razie pewien ważny, ale na pewno nie dominujący margines osób, które - choć chore, choć ich choroba się pogłębia - pomocy sobie nie życzą). Tam, gdzie pomoc jest możliwa i mile widziana, punkt wyjścia stanowi świadomość cierpienia psychicznego; używając żargonu powiemy: świadomość pewnej dysfunkcji. Osoba, która zapadła na przykład na zespół urojeniowo-lękowy, nie zgłosi się do psychiatry ze słowami: Panie doktorze, mam urojenia prześladowcze, ale może się doń zgłosić, mówiąc: Panie doktorze, czuję się fatalnie, bo mam poczucie, że wszyscy mi zagrażają; boję się, nie mogę spać. Czy mógłby mi Pan pomóc? Inaczej będzie definiowany punkt wyjścia i wtedy wszystko zależy od psychiatry - czy będzie umiał zwrócić się do tej części osoby cierpiącej, która prosi o pomoc, a więc czy będzie potrafił tak się zachować, tak się wypowiedzieć czy tak przeżywać sytuację, że osoba chorująca wyrazi gotowość obdarzenia go kredytem zaufania.


Tu widać ogromne znaczenie pierwszego kontaktu. Jeżeli zostanie on nawiązany, wówczas znacznie łatwiej będzie - za kilka czy kilkanaście dni, czasem za parę tygodni - porozumieć się w sprawie tego, co w danej osobie jest doświadczeniem patologicznym, a co nie.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.69

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~filipp 00:37:51 | 2014-10-04
Witam, może to nie jest dobre miejsce ale bardzo prosił bym was, czytelników o modlitwę za mnie. Choruję na nerwicę lękową. jest mi bardzo ciężko od wielu lat pracuję z psychologiem i modlę się.  Teraz poszedłem na studia i do pracy ...
Objawy się strasznie nasiliły. Sprawiają mi ogromne cierpienia, lęk powoduję że nie mogę się skoncetrować na pracy i nauce . , nie mogę normalnie rozmawiać z ludzmi.Stale boję się... potszebuję wsparcia.. módlcie się za mną proszę..! Módlmy się też za innych dotkniętych nerwicą czy innymi podobnymi problemi depresja,schizofremia bo to są straszliwie ciężkie choroby.Pokornie proszę o choć jedną wzmiankę do Boga o mnie..!

Oceń Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook