Samotność to powrót do...

Więź

Trudno wyobrazić sobie osobę, dla której samotność nie oznacza bardzo konkretnego doświadczenia, kogoś, kto nigdy jej nie zaznał. Samotność ma jednak wiele twarzy. Dla jednych oznacza czas przepełniony ciszą, wewnętrznym pokojem, twórczymi myślami i odpoczynkiem – jest ostatecznie tym, za czym się tęskni i do czego chce się powracać. Innym kojarzy się ze smutkiem, wręcz cierpieniem, bolesną izolacją czy tęsknotą za kimś, kto nie przychodzi. Od takiego doświadczenia najlepiej uciec.


Według podobnego klucza można podzielić książki poświęcone samotności. W jednych znajdziemy rady, jak jej unikać albo jak sobie z nią radzić tak, jak można poradzić sobie z konfliktowym sąsiadem, który mieszka piętro niżej. W innych zaś znajdziemy wskazówki, w jaki sposób dobrze przeżyć samotność, aby odkryć jej niewyczerpane dobrodziejstwo.


Do której z tych grup należy zaliczyć Samotność, książkę Anthony’ego Storra – wybitnego angielskiego psychiatry i pisarza (1920-2001)? Kiedy autor pisał tę pracę, miał blisko siedemdziesiąt lat, a w swoim naukowym dorobku prace o integracji osobowości, sztuce psychoterapii, świętych, grzesznikach i szaleńcach, o Freudzie i Yungu, o agresji i muzyce.


Samotność Storra opiera się na założeniu, które narodziło się w opozycji do poglądów niektórych psychoanalityków uważających, że człowiek może zrealizować się w pełni tylko w intymnym, tzn. seksualnym związku z drugą osobą. Autor uważa, że spełnienie w życiu – również doświadczenie szczęścia – można osiągnąć bez takich więzi. Oczekiwanie od intymnych relacji zbyt wiele często bowiem prowadzi do rozczarowania i rozstania. Być może zbyt szybkie tworzenie takich relacji rodzi się z lęku przed samotnością, a często też stanowi odpowiedź na groźbą opuszczenia. Ludzka więź nie powinna być jednak natrętną formą ucieczki od samotności. Zdolność do przebywania w samotności jest jedną z cech dojrzałej osobowości, bez której nasze spotkania zbyt szybko stają się niespokojnie bliskie i symbiotyczne.


Dla zobrazowania swojej tezy Storr opisuje w swojej książce specyficzną grupę ludzi – osoby z jednej strony niezwykle utalentowane (nierzadko genialne w swoim twórczym potencjale) i wrażliwe, a z drugiej strony, naznaczone dużą trudnością, wręcz nieumiejętnością budowania bliskich i trwałych relacji. Poprzez okno swojego psychiatrycznego doświadczenia autor Samotności analizuje życie takich genialnych „pacjentów”, jak np.: Newton, Kant, czy Kafka. Tego ostatniego uważa za „postać introwertyczną w stopniu patologicznym – schizoidalnym, jak powiedziałaby większość psychiatrów”, a w innym miejscu zauważa: „Kafka balansował na krawędzi psychozy”. Do grona samotnych geniuszów brytyjski psychiatra zlicza również filozofa, Ludwiga Wittgensteina, któremu przypisuje „naturę niemal paranoiczną”, twierdzi, że „mroczne, przygnębiające spojrzenie na świat i skłonności depresyjne męczyły go przez całe życie”.


Storr przygląda się również wielu anglojęzycznym pisarzom i poetom, których twórczość rodziła się w doświadczeniu samotności, pośród nich są m.in.: Beatrix Potter, Rudyard. Kipling czy Hector Hugh Munro znany jako Saki. „Pacjentów” Storra łączy często wspólne doświadczenie: osierocenie, osamotnienie i ból w okresie dzieciństwa. To doświadczenie autor Samotności znał z autopsji – jako ośmioletnie dziecko oddany został do „dobrej” angielskiej szkoły z internatem. Wiadomo też, że po matce odziedziczył skłonność do depresji.


Trudno nie zauważyć, że dla opisywanych przez Storra osób, samotność była swoistą formą radzenia sobie z dramatem swojej osobowości. Dla tych bowiem, którzy we wczesnym okresie swojego życia, doświadczyli osierocenia czy relacji zagrażających im i dezintegrujących, ucieczka w samotność była reakcją, która pozwoliła przetrwać ten trudny okres i nie ulec całkowitej destrukcji. A talent artystyczny czy zainteresowania badawcze nadawały, zagrożonemu destrukcją życiu, harmonijną formę – integrujący kształt, który chronił przed psychotycznym rozpadem. Wiele z tych osób przeniosło ten sposób zachowania na dalsze swoje życie. Ich samotność nie była zatem alternatywą, lecz koniecznością. Warto tu zapytać, czy czynnikiem terapeutycznym była tu bardziej samotność, czy ów twórczy geniusz, który zachował tę osobę w wystarczającej integracji.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.76

Liczba głosów:

21

 

 

Komentarze użytkowników (32)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~mj 21:35:46 | 2013-11-06
Samotnosć jest fajna pierwsze 2 godziny po meczącym dniu w pracy. Potem staje sie do dupy. Bo jak jesteś szczęśliwy, chcesz o tym powiedzieć drugiej osobie, bo jak ktoś cię skrzywdził chcesz sie do kogoś przytulić. Bo jak leżysz chory w domu nie masz siły dojśc do łazienki a co dopiero do sklepu zrobic zapasy do lodówki, to przyda sie męska ręka, która się zaopiekuje człowiekiem. Bo nawet silne kobiety czasami lubią mieć wolne;)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~R 17:34:01 | 2011-05-30
Od samotności dostaje się "na dekiel" i nie ma w niej niczego pozytywnego. Oczywiście moim zdaniem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~esz 10:27:36 | 2011-05-29
Tak, mam więcej... :-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~licealista 09:50:14 | 2011-05-29
Tekst daje do myślenia. Porusza ważny problem. Samotność niekoniecznie jest zła.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Miłek 14:47:12 | 2010-12-06
Esz, czy to Twój wiersz?
Przemawia  dojrzłością uczuć i mądrością.
Bardzo mi sie podoba.
Dziekuję serdecznie i pozdrawiam!
PS.Może masz więcej podobnych?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~esz 15:39:15 | 2010-12-05
"Wolność we dwoje"
 
Dwoje - podobnych.
Dwoje - tak różnych od siebie.
Dwie samotności spotykające się na mgnienie.
Każde jest inne, lecz w tej inności - uzupełniają się wzajemnie.
Każde jest wolne.
Każde ma cele, marzenia i mają je razem we dwoje.
Oboje dążą do ich spełnienia.
Lecz jest warunek?
Jedno, drugiego nie ogranicza, nie zatrzymuje.
Jednak, gdy zechce - dogania, czeka.
W takiej wolności we dwoje.

Każde jest sobą.
Każde mówi - „tak”, gdy to jest dobre
I mówi - „nie”, gdy takie nie jest,
Dla niej, dla niego i dla nich.

Dwoje samotnych spotyka się w tym świecie,
Są z sobą blisko, nie uzależniając się od siebie.
Nie ma pomiędzy niszczących emocji: zazdrości, gniewu, żalu.
Jest dobre słowo i dobre myślenie o sobie wzajemnie.
Najlepsi są przecież dla siebie – wyboru takiego dokonali


Dwoje samotnych spotyka się w tym świecie
Dzielą swe pasje, radości, sukcesy
I smutki, porażki - gdy te się pojawią.

Dwoje samotnych spotkało się na mgnienie.
Swej samotności chronią i troszczą o siebie wzajemnie
- w miłości i zaufaniu.
Istnieją razem w bliskości - w wolności spokojni, we dwoje.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~asik 12:20:10 | 2010-12-05
człowiek potrzebuje do życia Boga i obecnościi drugiego człowieka,  a nie tylko Boga czy tylko człowieka.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Samotność jest darem 06:12:17 | 2010-12-05
Jurku, dzięki za świadectwo! Z Bogiem życie jest piękne!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tradziucha 21:23:48 | 2010-12-04
~tradziucha

TO BARDZO SMUTNE I PRZYKRE CO PISZESZ I CO ROBISZ. NIE CHCIAŁBYM NIGDY TAK TRAKTOWAĆ SIEBIE I SWOICH PROBLEMÓW!
Polecam uwadze: http://www.teologia.pl/m_k/prz-09.htm


Przecież wielu księży robi to samo.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

JurekS 21:15:46 | 2010-12-04
Samotność jest darem, uzyłem tego zwrotu jako niku bo nie wiem jak się do Ciebie zwracać i stąd małe nieporozumienie.
A zagrożenie, o którym pisałem. Są osoby nieporadne zyciowo, zranione, doświadczone przez los, które nie potrafia sobie z tym radzić i często "uceikają" pod skrzydła kościoła (wspólnot) Są tam otaczane "ciepełkiem" i zdarza się, że kiedy z różnych przyczyn nie moga być we wspólnocie są nieprzygotowane na zderzenie ze światem. Ale mówię o tym jako zdarzających się przypadkach, a nie regule.
Rzeczywiście, zrobiłem pewne uproszczenie gdy pisałem, że nigdy nie byłem samotny. Bo słusznie pisze stokrotka, że każdy z nas tego doświadcza. Ale chodzi mi bardziej o permanentny stan samotności, który staje się dla człowieka więzieniem i tego nigdy nie doświadczyłem.
Nie, nie wyparłem się bólu samotności. Ale miałem to szczęście przeżywać go w Wielkim Tygodniu razem z Chrystusem w Ogrójcu, a później odradzać się w dzień Zmartwychwstania.

Oceń 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook