Przez dotyk

Więź

Z Cezarym Żechowskim, psychiatrą i psychoterapeutą, rozmawiają Katarzyna Jabłońska i Cezary Gawryś

 
WIĘŹ: Czym dla małego dziecka jest jego ciało?
 
Cezary Żechowski: U małego dziecka ciało i psychika istnieją bardzo blisko siebie, są nierozerwalne i prawie nierozróżnialne. Kiedy jednak mówimy o ciele, trzeba odróżnić ciało rzeczywiste od obrazu ciała. Według Michaela Probsta obraz własnego ciała to wszystkie myśli, fantazje, emocje dotyczące ciała, a także nasze doznania percepcyjne, decydujące o tym, jak postrzegamy swoje ciało, jak je odczuwamy, jak o nim myślimy, jakie mamy o nim wyobrażenie. Wszystko to razem jest integrowane w postaci wizerunku własnego ciała. W przypadku małego dziecka trudno jeszcze mówić o wizerunku ciała – ciało jest dzieckiem i dziecko jest ciałem.
 
Na tym wczesnym etapie rozwoju dziecko i jego psychika są bardzo mocno powiązane z matką, która przez opiekę, jaką otacza dziecko, przez miłość, bliskość i swoje emocje pozwala na wytworzenie się pierwotnego „ja” dziecka. To pierwotne „ja” jest bardzo silnie powiązane z ciałem. Didier Anzieu, wybitny psychoanalityk francuski, używał sformułowania „skórne ja” i uważał, że kontakt matki z dzieckiem, a więc dotyk , pieszczoty, wszystkie czynności związane z opieką mają ogromny wpływ na tworzenie się „ja” dziecka i na formowanie się granicy między jego „ja” a światem zewnętrznym. To „skórne ja” wywiera fundamentalny wpływ na rozwój procesów percepcji, poczucia spójności, oparcia, integracji i tożsamości. Dla każdego człowieka jego naturalną granicą jest skóra, granica ta tworzy się również w naszej psychice.
 

Dziecko w kontenerze

 

Skoro „skórne ja” ma tak fundamentalne znaczenie, to uzasadnione wydaje się twierdzenie, że „pierwszy dotyk” po narodzinach ma zasadniczy wpływ na późniejszy stosunek człowieka do swego ciała?

 

Ten „pierwszy dotyk” opisywany był w bardzo różny sposób. Donald W. Winnicott sformułował koncepcję holdingu – uważał, że matka czy ojciec, trzymając dziecko w ramionach, zapewniają mu rodzaj bezpieczeństwa, które chroni je przed lękiem i pozwała na wytworzenie się jakiejś wewnętrznej spójności i integralności. O holdingu można mówić także w szerszym wymiarze – psychicznym i emocjonalnym. Wówczas rodzic ogarnia to wszystko, co dzieje się z dzieckiem. To właśnie mogłaby wyrażać metafora „pierwszego dotyku” – matka, ojciec albo opiekunka trzyma dziecko na rękach, ale jednocześnie ogarnia emocjonalnie. Inny psychoanalityk, Wilfred R. Bion, posługiwał się metaforą kontenera, pojemnika – jego zdaniem matka jest takim właśnie pojemnikiem czy kontenerem, który zawiera w sobie dziecko. Ono jest obecne w niej, w jej przeżyciach, emocjach, umyśle, a poprzez to uczestniczy ona w regulacji bardzo głębokich procesów psychicznych dziecka i wytwarzaniu się jego mentalnego świata.
 
Matka empatycznie i w sposób dostosowany do sytuacji potrafi odpowiadać na to, co dzieje się z dzieckiem i w dziecku. Dziś mówi się o często o tzw. synchronii interakcyjnej, w której pewne interakcje trwają sekundy i gdzie nie ma świadomych i zaplanowanych działań. Dokonują się one nieświadomie, intuicyjnie i są dostosowane do potrzeb rozwojowych dziecka. Różni autorzy używają tu różnych określeń, mówią o dostrojeniu, regulacji, synchronii, naprawie interakcji itp.
 
Colwyn Trevarthen, biolog z uniwersytetu w Edynburgu, rejestruje za pomocą kamery i mikrofonu sekwencje interakcji pomiędzy niemowlęciem i rodzicami, odkrywając całe bogactwo i złożoność tych wczesnych relacji. Trevarthen stara się opisywać je na sposób muzyczny, identyfikując ich specyficzny rytm. Jego filmy są głęboko humanistyczne i poruszające – dotyczą np. pełnej znaczenia niewerbalnej komunikacji niewidomego niemowlęcia i jego matki albo wcześniaka i jego ojca. Ów ojciec intuicyjnie wkłada niemowlę pod swój T-shirt, tak aby dziecko znalazło się w środowisku niemalże łonowym. Zapoczątkowuje to poruszający dialog – rodzica i dziecka, w którym jest coś z doświadczenia śmierci i zachęty do życia.. Film jest tak przejmujący, że w oczach widzów widziałem łzy. Miało się wrażenie, że to urodzone zbyt wcześnie dziecko wyraża swój żal, a rodzic bardzo empatycznie odpowiada na to, co dziecko przeżywa. Taka synchronia emocjonalna między matką, ojcem a dzieckiem ma bardzo duży wpływ na wytworzenie jego pierwotnej osobowości, w tym również obrazu własnego ciała, poczucia własnego ciała, integracji z ciałem i integracji w ciele. Jeśli pojawiają się tu jakieś kłopoty, dotyczące kondycji psychofizycznej i więzi z rodzicem – wówczas ta integracja jest trudniejsza, a czasem okazuje się bardzo trudna.


Czy rodzice zdają sobie sprawę, jak ogromne znaczenie dla całego życia ich dziecka ma sposób, w jaki opiekują się nim w okresie niemowlęcym?   
 
Prawie wszyscy rodzice, również ci niedoświadczeni, opiekują się swoimi nowonarodzonymi dziećmi „wystarczająco dobrze”. Zdarzają się oczywiście sytuacje ekstremalne, opisywane już od lat czterdziestych XX w. przez psychologów, zwłaszcza zorientowanych psychoanalitycznie. Jeden z nich, Rene Spitz, prowadził badania w meksykańskich domach dziecka, gdzie umieszczano dzieci kobiet odbywających wyroki więzienia. Dzieci te do szóstego miesiąca życia przebywały z matkami, następnie przenoszono je do instytucji wychowawczych. W jednej grupie domów dziecka nikt z rodziny nie miał dostępu do dzieci. Były zadbane, nakarmione, nie było jednak nikogo, z kim mogłyby nawiązać bliską relację. W drugiej grupie domów dziecka możliwe były kontakty rodziny z niemowlęciem. Okazało się, że rozwój dzieci w obu placówkach przebiegał odmiennie. Tam, gdzie niemowlę mogło nawiązać kontakt z jedną osobą w zindywidualizowanej relacji – oczekiwało na odwiedziny, cieszyło się na widok bliskiej osoby, tęskniło za nią etc. – rozwój przebiegał o wiele lepiej niż u dzieci, które były tego typu kontaktów pozbawione. Te dzieci zapadały, jak nazwał to Spitz, na depresję analityczną, obserwowano u nich dramatyczny regres w rozwoju, który nierzadko doprowadzał do śmierci. Podobne obserwacje opisał John Bowlby, twórca teorii więzi. To są oczywiście skrajne przypadki, pokazują one jednak, jak ważna jest opieka nad dzieckiem i wytworzenie bezpiecznej więzi w pierwszym okresie życia.
 
Powiedział Pan, że w przypadku niemowlęcia „ciało jest dzieckiem i dziecko jest ciałem”. Czy z tej jedności wynika fakt, że dziecko traktuje zazwyczaj swoje ciało w sposób naturalny i przyjazny? Dwulatka nie peszy łysa główka, krzywe nóżki, małe dzieci lubią oglądać siebie w lustrze, wydaje się, że podobają się sobie …
 
Dwuletnie dziecko ma już poczucie własnej osoby, odróżnia siebie od mamy. Ale jednocześnie jest całością, jednością, w której psychika bardzo mocno powiązana jest z cielesnością. I to sprawia, że traktuje siebie i swoje ciało w sposób naturalny. W tym wieku dziecko interesuje się wnętrzem swego ciała, co w nim powstaje i z niego wychodzi, pociąga go ruch i przemieszczanie się w przestrzeni, powoli zdobywa kontrolę nad ciałem i staje się jego „właścicielem”. Poza tym dziecko nie jest nastawione na porównywanie siebie z rówieśnikami i odnoszenie swojego wizerunku do jakiegoś kulturowego ideału, który chciałoby osiągnąć. Jeśli dziecko ma bezpieczną, ufną więź z rodzicami – a tak bywa najczęściej – wówczas akceptuje też siebie takim, jakim jest, pomimo wszelkich trudności i wyzwań, jakie niesie ze sobą rozwój. Na ogół tylko w skrajnych przypadkach, gdy mamy do czynienia z zaburzeniami więzi, zaniedbywaniem, przemocą wobec dziecka, wykorzystywaniem go ujawnia się zdecydowanie negatywny stosunek do siebie. Czasem są to osoby, których traumy nie wydają nam się szczególnie wielkie, dla nich jednak, w powiązaniu z ich specyficzną wrażliwością, miały one znaczenie zasadnicze.
 
1 2 3 4  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

10

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Ania 17:44:10 | 2010-11-09

Od 2000 lat, wzorując się na gnozie, Kościół uważa prawie całą sferę seksualną za synonim zła, okresowo dochodząc w tym do skrajności i absurdów.

nie uważa, to, co piszesz, to bzdura, ale żeby to zrozumieć, musiałabyś troszkę poczytać poważnej literatury (np. Karola Wojtyłę), a nie powtarzać obiegowe stwierdzenia różnego typu ignorantów...
Przyznaję, że byli (i są) w Kościele ludzie, którzy dochodzili w tej sprawie do absurdów, ale nigdy nie była to oficjalna linia Kościoła... a już na pewno nie jest

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Wojtas 11:59:30 | 2010-11-03
Niezly artykuł. Psychika człowieka to skomplikowana i delikatna rzecz, a sprawy religijno-duchowe, moim zdaniem, leżą jej blisko. Dlatego, ważnym jest, aby ludzie poranieni, wrażliwi, z problemami, odnajdywali wsparcie w Kościele i w duchownych. Wsparcie, a nie straszenie. Kapłan, jako osoba, która niejako z definicji, jest w pozycji mocnego autorytetu, może dać człowiekowi wiele dobra i wsparcia, ale jednocześnie może tez wyrządzic wiele złego - uwypuklic poczucie winy, zbudować obraz Boga karzącego i surowego, wzmocnic lęki i wiele innych. Dlatego niezmiernie ważne jest, znów moim zdaniem, aby kapłani brali pod uwagę podczas rozmów, kazań, całościowy obraz człowieka, także z jego aspektami emocjonalnymi. I wielki szacunek dla wszystkich księży, ktorzy tak działają, bo myślę, że wtedy praca ewangelizacyjna ma wielka siłę. Ale czy są oni w większości czy mniejszości ? 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ewuś 03:01:25 | 2010-11-03
Gdzie szukać dramatycznie przezywanych zahamowań w sferze seksualnej?

To pytanie to chyba kpina?
Od 2000 lat, wzorując się na gnozie, Kościół uważa prawie całą sferę seksualną za synonim zła, okresowo dochodząc w tym do skrajności i absurdów.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?