Jaki powinien być terapeuta?

(fot. shutterstock.com)

W sytuacji, kiedy zachodzi potrzeba skorzystania z pomocy terapeutycznej, zarówno sam duszpasterz, jak i "penitent", winni być świadomi, czym jest terapia i jakie są jej założenia.

 

Kryzys małżeństwa i rodziny z konieczności doprowadził także do kryzysu ojcostwa i macierzyństwa. "Figura ojca i samo ojcostwo (...) w ostatnich dziesiątkach lat obecnego wieku weszło w głęboki kryzys. To samo zresztą można by powiedzieć także o roli matki. Żyjemy w epoce bez ojca i bez matki, która przez wielu jest wychwalana jako «wyzwolenie». (...) Ale jak zawsze zdarza się w takich sytuacjach, nie pozostaje to bez konsekwencji. Człowiek nie znosi życia w pustej przestrzeni".

 

Wobec niemożności otrzymania należytego wsparcia emocjonalnego i duchowego (szczególnie w sytuacjach kryzysowych) od osób najbliższych wielu szuka dziś pomocy poza swoim gniazdem rodzinnym. Pomoc ta przestaje być dzisiaj modą, a staje się dla wielu pilną potrzebą. Także w Polsce rośnie zapotrzebowanie na różne formy terapii i jest ona na ogół społecznie akceptowana. Mało osób stawia dziś pytanie, czy potrzebna jest pomoc psychologiczna. Pytają raczej, na czym winna ona polegać i kto może jej udzielić.

 

Metoda terapeutyczna

 

W sytuacji, kiedy zachodzi potrzeba skorzystania z pomocy terapeutycznej, zarówno sam duszpasterz, jak i "penitent", winni być świadomi, czym jest terapia i jakie są jej założenia psychologiczne i antropologiczne. Człowiekowi, który ma korzystać z pomocy terapeuty, należy się jasna informacja, z jakich metod i technik będzie korzystał jego terapeuta i do jakiego celu będzie chciał go doprowadzić.

 

Psychoterapia dysponuje dziś wieloma technikami, których założenia i metody znacznie różnią się między sobą. Możemy mówić o szkole psychoanalitycznej, behawioralnej, humanistyczno-egzystencjalnej (gestalt), bioenergetycznej i innych. Nie miejsce tutaj na szerokie omawianie teoretycznych założeń poszczególnych technik psychoterapii. Z pewnością w każdej z nich można by znaleźć jakieś "mocne" i jednocześnie "słabe strony".

 

Prawdziwi mistrzowie terapii na ogół nie ograniczają się do jednej, ale potrafią korzystać z wielu szkół i metod, dostosowując je do sytuacji pacjenta. Najlepszą metodą jest zawsze ta, która najbardziej pomaga pacjentowi. Roberto Assagioli, włoski psychiatra i psychoterapeuta, stworzył teorię "psychosyntezy", w której - odwołując się do wielu szkół psychoterapeutycznych - usiłował zaprezentować model psychoterapii integralnej. Aktywny i twórczy psycholog i terapeuta będzie dążył do stworzenia swojej własnej "psychosyntezy", w której połączy doświadczenia terapeutyczne wielu szkół z jego osobistymi doświadczeniami. Jeżeli nawet będzie korzystać z propozycji konkretnej szkoły, to zawsze modyfikując jej założenia i metody do swoich własnych potrzeb i możliwości.


Wyznawcy jednej szkoły i jednego mistrza (w połączeniu ze sztywnością w stosowaniu jego metod) mogą być niekiedy wręcz niebezpieczni, szczególnie wówczas gdy zabraknie im wrażliwości na człowieka i jego problemy. Posługując się "swoimi pacjentami", mogą usiłować udowadniać słuszność stosowanych przez siebie teorii, zasad i metod. Nic bardziej groźnego dla pacjenta. Piękne świadectwo korzystania z metod i teorii daje wielki mistrz psychoterapii - Carl G. Jung.

 

Jego sposób korzystania z technik winien być ideałem każdego terapeuty. "Często pytają mnie o moją metodę psychoterapeutyczną czy analityczną. Nie mogę tu odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Terapia jest w każdym przypadku inna. Toteż gdy jakiś lekarz powiada mi, że ściśle «trzyma się» takiej czy innej «metody», wątpię w skuteczność terapii. (...) Każdego człowieka traktuję możliwie indywidualnie, ponieważ rozwiązanie problemu zawsze ma indywidualny charakter. (...) Oczywiście lekarz powinien znać te tak zwane «metody». Musi się jednak strzec, by nie obrać z góry ustalonej, utwierdzonej rutyną drogi".

 

Osoba terapeuty

 

W psychoterapii własny punkt widzenia terapeuty oraz jego osobiste doświadczenia życiowe nakładają się na teoretyczne założenia przyjęte przez niego. Każdy uczeń ostatecznie interpretuje swojego mistrza "po swojemu" i "po swojemu" wciela jego zasady, metody i techniki. Kiedy terapeucie brakuje dystansu do siebie i swoich osobistych problemów, wówczas łatwo może ulegać tendencji do sztywnego, wręcz niewolniczego trzymania się założeń teoretycznych i metodycznych szkoły, którą wyznaje. "Założenia teoretyczne - stwierdza Jung - wolno stosować tylko z najwyższą rozwagą".

 

Stąd też obok metody i techniki terapeucie konieczna jest głęboka świadomość siebie samego. Polega ona między innymi na zdolności uważnego śledzenia i kierowania emocjami, myślami i zachowaniami zewnętrznymi, które spontanicznie rodzą się w relacji do pacjenta.

 

"Psychoterapeuta musi rozumieć nie tylko pacjentów, równie ważne jest, aby rozumiał samego siebie. Dlatego conditio sine qua non jego wykształcenia jest przeprowadzenie analizy samego siebie. Terapia pacjenta zaczyna się, rzec by można, od lekarza; tylko wówczas, gdy lekarz umie poradzić sobie z sobą samym i z własnymi problemami, umie zrobić to też z samym pacjentem. Tylko wtedy".

 

Nie wdając się w szczegóły, powiedzmy szczerze, iż słabością studiów przygotowujących ludzi do pracy terapeutycznej w Polsce jest brak systematycznej, przedłużonej analizy siebie pod okiem doświadczonego mistrza. Taka analiza (wielu studentom potrzebna byłaby psychoterapia z prawdziwego zdarzenia) podniosłaby znacznie koszt studiów, ale dałaby jednocześnie większe możliwości terapeutyczne przyszłym psychologom. Ponadto okres studiów dla większości ludzi młodych jest jeszcze czasem kształtowania się ich emocjonalności. Stąd też w tym okresie (jakby na przedłużeniu dojrzewania) o wiele łatwiej można przepracować podstawowe problemy wyniesione z domu rodzinnego niż w wieku dorosłym. Po ukończeniu studiów absolwent psychologii nastawiony jest bardziej na pracę z innymi niż z sobą samym.

 

Niezależnie od tego, z jakiej metody korzysta terapeuta, w jego kontakcie z pacjentem konieczna jest "ludzka postawa": zrozumienie, szacunek, otwartość, szczerość, wrażliwość na cierpienie, dawanie poczucie bezpieczeństwa itd. Terapeuta winien w jakiś sposób spełniać rolę matki i ojca jednocześnie. Pomocy terapeutycznej najczęściej szukają osoby, które czują się głęboko zranione w relacji do swoich własnych rodziców. Im więcej rodzicielskiej postawy znajdzie pacjent w osobie terapeuty, tym owocniejsza może okazać się sama terapia. Terapeuta choćby w minimalnym stopniu winien łączyć ojcowskie poczucie bezpieczeństwa i trzeźwość życiową z macierzyńskim współczuciem i troską. Ojcostwo terapeuty nie może jednak przeradzać się w postawę paternalistycznej wyniosłości, a macierzyństwo w nadopiekuńczość i emocjonalne wiązanie pacjenta z sobą.

 

Miłość terapeuty winna być z jednej strony wrażliwa i współczująca, z drugiej zaś realistyczna i wolna. Miłość ta staje się zasadniczym źródłem skuteczności przyjętej przez terapeutę metody. Antoni Kępiński, jeden z najwybitniejszych polskich psychiatrów, twierdził, iż najlepszym lekarstwem dla chorego "jest sam lekarz i jego słowo".

 

Terapeuta - o ile chce skutecznie pomagać - winien angażować w terapię siebie samego. Nie może chować się za przyjęte techniki i metody. Im mniejsze bywa zaangażowanie osobowe terapeuty, tym większe znaczenie posiadają stosowane przez niego techniki. Terapeuta, posługując się precyzyjną metodą, postawi zwykle słuszną diagnozę. Jednak sam sposób przekazania jej może okazać się wręcz destruktywny, jeżeli nie weźmie pod uwagę wrażliwości i granic odporności psychicznej pacjenta.

 

Terapeuci (nie tylko zresztą w Polsce) mają w tym względzie na ogół dość niepochlebną opinię. Zarzuca się im, że zbyt pochopnie i w sposób zbyt bezpośredni (wręcz "nieparlamentarny") dzielą się ze swoimi pacjentami tym, co u nich dostrzegają. Wiele osób zagubionych i znerwicowanych przyjmuje takie diagnozy jak wyrok na siebie, który przekreśla je raz na zawsze. Terapeuta, który nie umie wyczuć, co może powiedzieć pacjentowi, aby go nie zranić, a co winien zatrzymać dla siebie, będzie popełniał w terapii "szkolne" błędy. Często jego opinie, choć "prawdziwe" z punktu widzenia "diagnozy technicznej", będą jednocześnie całkowicie "fałszywe" z punktu widzenia "diagnozy ludzkiej". Przekazywanymi informacjami, choćby były najprawdziwsze z punktu widzenia medycznego, nie można destabilizować pacjenta, powodując zaburzenia w jego obrazie siebie. Nie można też niszczyć jego mechanizmów obronnych, które - choć mają podłoże neurotyczne -pozwalają mu jednak w jakiejś formie radzić sobie z własnym życiem i funkcjonować w społeczeństwie.


Wielu pacjentów, przychodząc do terapeuty, nie oczekuje bynajmniej diagnozy i pomocy technicznej, ale raczej zrozumienia, współczucia, poczucia bezpieczeństwa, oparcia psychicznego. Jeden z rekolektantów powiedział mi kiedyś wprost, iż chodzi do psychologa tylko po to, aby się "po prostu wygadać". Kiedy pacjenci otrzymają potrzebne im ludzkie wsparcie, nabierają większego zaufania do terapeuty i są bardziej otwarci na przyjęcie diagnozy.

 

Jest wiele przypadków - stwierdza Carl G. Jung - których nie sposób wyleczyć, jeśli lekarz sam się w nie nie zaangażuje. (...) Jest rzeczą decydującą, czy lekarz uznaje się za jedną z osób dramatu czy też odwrotnie, zasłania się własnym autorytetem. W sytuacjach wielkiego kryzysu życia duchowego, w momentach ekstremalnych, gdy chodzi o być albo nie być, nie pomogą małe, choć może sugestywne hokus pokus, albowiem sytuacje takie są wyzwaniem dla lekarza jako istoty ludzkiej.

 

"Technologiczne" i komercjalne podejście do psychoterapii sprawia, iż wielu terapeutów nie traktuje siebie jako osoby zaangażowane w dramat drugiego człowieka, ale jako specjalistów, którzy z zewnątrz "interweniują" w życie pacjenta na wzór lekarza chirurga. Pojęcie terapii u wielu terapeutów domaga się dziś znacznego poszerzenia o "ludzki wymiar", w którym świat wartości odgrywałby zasadniczą rolę. Trudno sobie wyobrazić dobrego terapeutę bez spójnego systemu filozoficznego i całościowego spojrzenia na człowieka. Jego osobista hierarchia wartości posiada przecież istotne znaczenie w relacji z pacjentem. Wpływa także na zakładany przez niego cel terapii. Terapeuta winien odznaczać się nie tylko ojcostwem i macierzyństwem, ale także "postawą mistrza", który uczy sztuki życia.


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.83

Liczba głosów:

23

 

 

Komentarze użytkowników (13)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

iwona.bialkowska 23:48:08 | 2016-02-04
Przykre to. Jednak na podstawie jednego złego doswiadzcenia, nie powinienieś generalizowac i wyciagac pochopnych wniosków, że WSZYSCY są be. I spróbowac u kogos innego, bo skoro sie nie pozbierałes, to nadal potrzebujesz terapeutycznego wsparcia... Wynik terapii nie zalezy tylko od terapeuty, ale i od pacjenta. Nie zmienisz tego, co sie stało, ale nie musisz tkwic  zasklepiony w niechęci..

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

AS21_L3 17:18:10 | 2016-02-03
Kilka lat temu pewien ksiądz terapeuta, wykładający zresztą na UKSW razem ze swoją przyboczną panią terapeutką taką mi terapię zaaplikowali, że do dziś nie mogę się otrząsnąć. Terapeuta przede wszystkim winien być dobrym, życzliwym człowiekiem a tych dwoje to zwyczajne chamy. Unikać księży terapeutów jak ognia !!!!! Nieprofesjonalni, zadufani w sobie, nikt nie kontroluje ich poczynań..

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

misjonarz 09:59:52 | 2016-02-03
Nie mam wykształcenia psychologicznego :-), słabo się znam na psychologii i psychiatrii, ale............. No i tu jest pewne zdziwienie, potrafię zauważać zaburzenia a być może i czasem pomóc ? Pomogłem osobie, tylko przez słuchanie telefonicznie - dda, ale o ciężkich powikłaniach. Miało ona: myśli samobójcze, samodestrukcyjne (chciała się ciąć lub inaczej zadawać ból) a myśli były na tyle destrukcyjne, że prawie chciała to wykonać, potem chciała zostać prostytutką a w końcu pracować w "sex telefonie". Wszystko minęło, chociaż nie wiem, czy czasem coś nie wracało ? W każdym razie, naprawdę jej się poprawiło a ja nic nie robiłem, tylko słuchałem i czasem coś powiedziałem, w stylu "nie możesz tak, to nie rozwiązanie". No i co ? Hmm. no nie wiem :-), wiem, że co jakiś czas spotykam: dda, ddd, osoby borderline albo osoby "pokićkane duchowo", w tym osoby zniewolone lub opętane. Dlaczego tak jest ?, normalnie nie wiem :-), wiem, że Bóg stawia na mojej drodze osoby o kiepskiej kondycji psycho - duchowej a co z tym robić ? No nigdy nie wiem :-), wiem, że czasem coś się zmienia :-), no i Chwała Bogu - amen.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~widelec 20:04:24 | 2012-10-12
Witam , znam zarówno dobrych jak i złych terapeutów ale ostatnio poznałem szanownego Pana "W" z WOTUW w Gdańsku który akurat na miano terapeuty nie zasługuje , chamski ,bezczelny manipulant obrażający ludzi chcących sie leczyć !! trzymanie tego "indywiduum" na stanowisku terapeuty jest wysoce niemoralne bo broni sie zachowań manipulatorskich nawet przez kierownictwo . Wszystko to nie pomaga w leczeniu a niestety przeszkadza i będzie tak dopóty dopóki wpływ na terapię będą mieli tacy cwaniacy i ułomni wyleczeńcy którzy dodatkowo za swą pseudo "pracę" biorą pieniądze i to nie małe bo 80 zł za godzinę spędzoną z jednym tylko - pacjentem , łatwo policzyć ile to kasy przy grupie 15 na przykład osób. Ciekaw jestem czy ktoś z Was miał podobne przeżycia z tym Panem

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Nika 07:39:43 | 2012-10-12
 Bardzo dobry tekst. Jak ktos nie leczy sercem to lepiej by wcale nie leczyl....

Oceń 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~morgan 21:41:30 | 2012-10-11
ważną rzeczą jest szanować pacjenta, w tym znaczeniu, żeby kontaktu zawodowego nie używać do pseudoewangelizacji

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lucy 21:15:01 | 2012-10-11
Dobry terapeuta to taki, któremu można zaufać, przed którym można bez lęku się otworzyć, który przyjmuję człowieka takim jakim jest, do którego ma się szacunek, który nie narzuca swoich poglądów, pomaga człowiekowi poznać siebie i ukierunkować na znalezienie właściwej drogi.Na szczęście można takich znaleźć.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Gość 19:03:55 | 2012-10-11
Jestem praktykującym psychoterapeutą. W pełni zgadzam się z treścią tego artykułu o. Augustyna. Życzę powodzenia potrzebującym, w szukaniu terapeutów myślących w taki sposób o psychoterapii.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Damar 21:16:40 | 2010-10-10
@ Gościu. A skąd ta wątpliwość, co do kompetencji o. Józefa Augustyna? Korzystasz z internetu, to poczytaj sobie o Ojcu; ponadto uwzględnij, że wiedzę teoretyczną od wieeeeeeluu lat praktykuje i to w sposób indywidualnie dostosowany do danej osoby

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~można zaufać ! 20:15:27 | 2010-10-10
Czy o.Augustyn jest terapeutą?Skad takie autorytatywne wypowiadanie sie w tej dziedzinie?Czyzby byl specjalistą od wszystkiego?

Zapewno jest osobą bardzo kompetentną !

Oceń 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook