Gdy wybija czterdziestka

Posłaniec
Pozostawiając na boku trudności diagnostyczne i spory specjalistów przyjrzyjmy się temu, co z pewnością jest faktem w całym tym zamieszaniu: upływowi czasu (fot. shutterstock.com)

Kryzys połowy życia to mit czy rzeczywistość? Gdy wybija czterdziestka, bać się czy kupić sobie wygodniejsze kapcie, by powoli zapadać w starcze otępienie?

 

Obyś sobie dziób roztrzaskał

 

Coś jest na rzeczy. Właśnie minąłem niebezpieczną krawędź połowy życia i jak w piosence “Starego dobrego małżeństwa" włączył mi się w głowie przekorny refren: Jest już za późno... Nie jest za późno... Jedna połowa śpiewa tak, a druga zupełnie inaczej. Ale zaraz, moment, połowa czego?... W starym małżeństwie może to i rzecz naturalna (co dwie głowy to nie jedna!), ale w pojedynczej głowie takie rozdwojenie raczej jest niespotykane i pewnie niebezpieczne.

 

Co prawda mózg, główny lokator głowy, składa się z dwóch symetrycznych połówek, ale mimo tych anatomicznych podziałów obie półkule ściśle współpracują z sobą, a nawet są w stanie przejąć niektóre funkcje, gdy zajdzie potrzeba. Ta trzeźwa uwaga przyniosła mi chwilę wytchnienia, ale tylko chwilę, bo zaraz jak w jakimś koszmarze moje upersonifikowane połowy mózgu zaczęły się przekomarzać ze zdwojoną siłą. Bez wątpienia tracisz głowę - zauważyła z wyraźną ironią prawa półkula. Bredzisz! - zripostowała nerwowo lewa (u mnie dominująca). - Najlepiej przekonajmy się o tym u specjalisty - dodała opanowanym już tonem, nie bez cienia wyższości. Ale przecież to ty jesteś specjalistką w temacie! - śmiejąc się, zauważyła prawa. Na wszelki wypadek zapytałem o zdanie mojego kierownika duchowego, który też jest psychologiem. Ten posłuchał mnie uważnie, ale nie stwierdził żadnego rozdwojenia jaźni czy obłędu, a całe zajście przypisał mojej wybujałej wyobraźni. Odchodząc, zadał tylko proste pytanie: Za późno na co?

 

Czy jest już późno?


To dobre pytanie i chyba jedyny praktyczny pożytek, jaki można wynieść z lektury przeobfitej literatury na temat kryzysu połowy życia. Temat stał się tak popularny i rozpracowano go już na tyle sposobów, że łatwo się w nim pogubić lub ugrząźć na dobre. Utrapieniem jest nie tylko ogromne zróżnicowanie typowych dla tego kryzysu symptomów, ale - co jest chyba logiczną konsekwencją tego pierwszego - niekończące się spory specjalistów na temat tego, czy w ogóle coś takiego w życiu występuje. Dla sporej części naukowców to po prostu mit, który trudno obalić choćby dlatego, że za ojca chrzestnego ma nie byle kogo, bo samego C.G. Junga.

 

Pozostawiając na boku trudności diagnostyczne i spory specjalistów przyjrzyjmy się temu, co z pewnością jest faktem w całym tym zamieszaniu: upływowi czasu. Fakt jest oczywisty i banalny, bo przypomina nam o nim każde spojrzenie na zegarek czy aktualną datę w kalendarzu. W połowie życia jednak coś w tym spojrzeniu radykalnie się zmienia. Człowiek uświadamia sobie dramatyczną różnicę między zegarem ściennym a zegarem biologicznym. To, co ten pierwszy odmierza beznamiętnym ruchem swoich wskazówek, ten drugi wyraża odczuwalnymi zmianami (na gorsze oczywiście!) w ciele i umyśle. A to nieuchronnie prowadzi do próby cofnięcia wskazówek zegara. Próby skazanej oczywiście na porażkę.


Nie wszyscy do sprawy podchodzą z takim zaangażowaniem. Spora część twierdzi, że na wszystko jest już za późno i pokornie ciągnie swoje życiowe wózki dalej, najczęściej z coraz bardziej pociągłym wyrazem twarzy. Są jednak i tacy co buntują się i próbują udowodnić całemu światu, że nie tylko nie jest za późno, ale że ich czas dopiero nadszedł. Gdy pierwsi kapcanieją, popadają w różne formy depresji i przedwcześnie się starzeją, drudzy wywracają swoje życie (a przy okazji życie rodzin) do góry nogami i uważają to za całkowicie naturalne. Co gorsze trudno rozsądzić.

 

Kryzys - szansa i niebezpieczeństwo


Każdy kryzys jest czymś ambiwalentnym, tzn. może okazać się w takim samym stopniu szansą zmiany na lepsze, co początkiem katastrofy. Chińczycy nawet dosłownie wyrażają tę dwuznaczność, zapisując kryzys przy użyciu dwóch znaków, z których jeden oznacza szansę, okazję, a drugi niebezpieczeństwo. I to jest dobry klucz do zrozumienia także kryzysu połowy życia (choć z nielubianym znakiem firmowym Made in China). Nawet jeśli jest on mitem, to dla współczesnych ludzi stał się użytecznym elementem samoświadomości i samozrozumienia. I skoro z taką swobodą używany jest do usprawiedliwiania życiowej inercji lub ekstrawagancji, to dlaczego nie wykorzystać go do pozytywnej stymulacji. Na zmianę na lepsze nigdy nie jest za późno. Potrzebny jest tylko mocny impuls.


Gdy przekraczałem mityczną czterdziestkę, znajoma osoba w ramach życzeń napisała mi o małej ciekawostce ze świata zwierząt. Podobno orły w połowie swego życia stają wobec śmiertelnego niebezpieczeństwa. Ich zakrzywione dzioby tak bardzo się rozrastają, że zaczynają się blokować: ptak nie może dosłownie dzioba otworzyć. Otwiera się przed nimi tragiczna alternatywa: umrzeć z głodu albo... pozbyć się dzioba, rozbijając go o skałę.

 

Jeśli mu się to uda i przeżyje upadek, to wyrasta mu nowy dziób i osobnik może szczęśliwie przeżyć drugą część życia. Urodzinowe życzenia sprowadzały się więc do oczywistego wniosku: żebym sobie dosłownie dziób roztrzaskał. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że opowieść o orłach to ornitologiczny mit: orły wcale tak nie mają. Morał z tej bajki jest jednak taki, że w połowie życia ludzie potrzebują pozytywnych wzmocnień, zwłaszcza gdy są życiowymi rozbitkami. Lecz by je otrzymać, nie trzeba wcale uprawiać sportów ekstremalnych czy wymyślać świata od nowa. Wystarczy otwartymi dopiero co ze zdziwienia oczami uważnie rozejrzeć się dookoła. Tam wszystko już jest gotowe do współpracy.

 

Oczy szeroko otwarte


Kontakt z rzeczywistością zawsze jest szokiem i zaskoczeniem. Śmiało można porównać go z traumatycznym doświadczeniem upadku na twarz czy uderzenia głową w mur. Z natury bowiem jesteśmy skłonni widzieć tylko to, co chcemy widzieć (widzenie jest tylko metaforą zdolności poznania prawdy, dobra i piękna). Otwarcie oczu boli, bo odziera ze złudzeń, które przysłaniają rzeczywistość, ale uwrażliwia nas na prawdę i na nadzieję, która jest polem popisu dla wyobraźni. Konkretny przykład. Nawet jeśli już wydarzyła się tragedia i rozpadła się rodzina (czy małżeństwo) albo wygasło powołanie kapłańskie czy zakonne, to przecież żyje się dalej. I można żyć mądrzej.

 

Zawsze jest jeszcze miejsce na przebaczenie czy prośbę o wybaczenie. To krok, który zwykle otwiera nowe i niespodziewane horyzonty. Choć popełnionych błędów nie uda się niestety cofnąć, to przecież można spróbować naprawić ich konsekwencje. A wtedy kto wie, czy i z naszych ust z czasem nie wyrwie się zadziwiony okrzyk, który znamy wszyscy z liturgii wielkanocnej: o szczęśliwa wina. Tą prawdą bije serce chrześcijaństwa. To też jest klucz każdej udanej terapii.

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.61

Liczba głosów:

59

 

 

Komentarze użytkowników (43)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Anka 13:24:44 | 2015-02-09
Chyba 2 lata temu się ukazał na Deonie ten artykuł... :(
Nikt nie napisał niczego świeższego?

Oceń 1 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~andrzej 17:10:28 | 2015-02-08
Artykuł fajny, ale pomija jakże ważny fakt naszej egzystencji.
Przecież człowiek składa się nie tylko z ciała.

Owa połowa wieku to czas intensywnego budzenia się naszej świadomości. Myślę, że jest to zaprogramowany przez Stwórcę czas w którym musimy zrozumieć, że naszym powołaniem nie jest życie dla ciała. 
Owszem, czas ten budzi naturalny odruch ratowania ciała, niczym tonący który pragnie zaczerpnąć ze wszystkich sił powietrza.
Jednak kolejne lata udowadniają, że czas dla ciała nie ubłagalnie  przemija.

Nastaje czas dla ducha i jest to nowy etap nauki, zupełnie odmienny od poprzedniego.

Ci co tego nie chcą przyjąć więdną, ci co przyjmują rozkwitają.
Jakże miło jest spotkać uśmiechniętą starszą osobę, a jeszcze bardziej jak owy uśmiech jest naturalny z głębi serca, a nie na pokaz, czy wprost fałszywy.

Duchowość człowieka potrafi być tak ogromna jak tylko uzdolni go do tego sam Stwórca.
Człowiek bez Boga nie potrafi odnaleźć właściwej drogi dalszego rozwoju, a czasami nawet jej zupełnie nie dostrzega.

Łatwiej dostrzec starość jako koniec wszystkiego, jednak człowiek ma o wiele większą przyszłość niż o niej sądzi.
Naszą starość można porównać do zrzucania skóry przez węża.
Ciało sztywnieje, obumiera, i w końcu zawodzi.
Jednak w środku tego ciała rodzi się nowe, duchowe, doskonalsze pod każdym względem i piękniejsze niż najpiękniejsze cielesne ciało.

Powinniśmy zrozumieć, że nasze ciała są jedynie fizycznymi nośnikami świadomości, która ma duchowe korzenie i duchową przyszłość.
Z jednej strony owe ciała w jakimś stopniu nas ograniczają, jednak z drugiej są wystarczające do zaliczenia etapu pewnej nauki, która jest niezbędna do właściwego rozwoju naszej świadomości.

Wszystko tak naprawdę zaczyna się od narodzin Ducha w naszych ciałach.
Dotychczas mieliśmy do czynienia z naszą duszą, którą należy karmić z taką samą starannością jak ciało. Jednak przebudzenie Ducha za sprawą Boga jest czymś zupełnie odmiennym od tego co mogliśmy do tej pory pojąć.

Oceń 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Bart 10:05:28 | 2015-02-08
Magiczny próg traktuję w kataegoriach szansy na zmiany. Zmiany oczywiście na lepsze :-) Zyczę wszystkim by poczuli ten sam co ja impuls do zmiany. By zadbali (w koncu i prawdziwie) o zmianę relacji z samym sobą, sobie bliskim osobom i Stwórcą naszego radosnego padołu :-) 

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Etta 22:05:42 | 2015-02-07
Gdy wybije 40 zrób to co ja: ZAPISZ SIE NA YOGE. Poczujesz sie jak nowonarodzony.

Oceń 1 27 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ania 21:05:30 | 2015-02-07
Dzisiejszy 40-latek ma przed sobą co najmniej 27 lat pracy. Co najmniej gdyż nie wątpię, że wiek emerytalny będzie stopniowo podwyższany. Nie uciekniemy od tego. W czasach serialowego Karwowskiego 40-latek miał  ustabilizowaną sytuację zawodową, która pozwalała mu w spokoju dotrwać do emerytury.

Oceń 11 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~rzymski 15:17:39 | 2014-01-22
Wszyscy z rozczuleniem opisują kryzys wieku średniego, gdy panowie zwykle, jeśli nie "wyszaleli" się (bo wszak takie prawo jest im należne), opuszczają żonę i wymieniają na inny, lepszy model.
Nikt natomiast nie pisze niczego o tym, jak kobieta ciężko przechodzi ten wiek, szczególnie, gdy jest już wypracowana dla dzieci i rodziny i męża, a on najczęściej ją poniża.
Nikt nie opisuje kryzysu wieku średniego, jak ciężki jest dla kobiet, i że ona też powinna to przechodzić, o tym powinno się pisać takie same ilości śążnistych artykułów.

Oceń 10 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ee 08:56:37 | 2013-11-25
A mój mąż po przekroczeniu 40-stki zaczął prawdziwie żyć ! Zdrowo się odżywia, schudł, uprawia sport (rekreacyjnie ale intensywnie), no i zaczął rozmawiać z Bogiem ! A i zainteresowanie żoną jest niesłabnące :) 
Same plusy.

Oceń 13 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~karolinka 00:23:13 | 2013-11-25
Tatusiu kochany twoje lata po ukończeniu doktoratu,po zmaganiach życiowych mialy być szcześliwe ,kochamy Ciebie ,Kocha Cie Mama-to dla Ciebie -Tatusiu  mama stworzyla dom i realizowala twoje pragnienia-nie zostawiaj nas,nie odbieraj marzeń-kto nas obroni przed zlem tego świata,kto pomoże w wyszukaniu  studiow- mamy po 12 lat-Tobie w naszym wychowaniu pomogł dziadek a twoj tato-a TY? Tatusiu odrzuć ta złą kobiete ewę ,nie ma wiekszej milości od naszej mamy i naszej-  Wierzymy że się opamietasz -czy widzisz nasze nocne łzy? gdy Ciebie niema-nam zostawileś pieski-to za malo-WRACAJ DO RODZINY-zrob nam prezent na święta-bo giniemy.

Oceń 11 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~karolinka 00:08:39 | 2013-11-25
Odchodzenie męższczyzny w wieku po 40-tce jest wyrazem braku odpowiedzialności za rodzine. Dzieci w wieku 10-12 lat strasznie cierpią, one w tym wieku potrzebuja ojca,a dziewczynki zawsze pragną być księzniczkami swych ojcow.Porzucenie zony i dzieci do obdzieranie z marzeń i snów, to tragedia dla wypracowanej i kochającej żony dzięki ktorej zwykle męższczyżni osiągnęli status zawodowy.W czasie gdy możnabyloby żyć ,ksztalcić dzieci,odrywać kupony z dorobku dotychczasowego oni odchodzą  do dziwek.
Moje wnuczki bliźniaczki  po 12 lat  okradzione i oszukane przez doktora nauk drżą jak ptaki-to okrucieństwo ojca ,i nieodwracalne dla dzieci utraty wartości i wiary w życie.

Oceń 11 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wojtek1957 23:00:26 | 2013-11-23
Do R
Mam 56 lat i uważam, że młodzi jeszcze ode mnie czegoś powinni się nauczyć.
Jeżeli uchwalą eutanazję dla 50-letnich "starców", to kto ich tego nauczy?

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook