Świadomość własnej samotności

Czego doświadcza człowiek w swej egzystencjalnej samotności? (fot. Keenen Brown / flickr.com)

Wszystko, co jest głęboko ludzkie, jak praca, życie społeczne, miłość itd., od zawsze było udziałem człowieka, lecz w każdym okresie swej historii człowiek przeżywał to odmiennie i różny nadawał temu wyraz, zależnie od czasu, miejsca i kultury.


Wraz z triumfem techniki i postępem w dziedzinie środków społecznego przekazu człowiek uświadomił sobie wyraźniej swoją osobistą samotność i trudność nawiązania głębokiej duchowej łączności nawet z najbliższymi. Wystarczy włączyć telewizor, i w jednej sekundzie przenosimy się do Los Angeles, stając się widzami igrzysk olimpijskich. Zagłębieni w fotelu, z własnego domu możemy się przyglądać efektownym skokom małej Amerykanki Mary Lou Retton, złotej medalistki w gimnastyce. Teleks w chwil parę wystuka nam relację z przebiegu wyprawy ratunkowej na stok masywu Illimani, gdzie rozbił się samolot linii Eastern.


Łatwo jest nacisnąć guzik i stwierdzić, co się dzieje po przeciwnej stronie globu. Dla niektórych okazuje się to łatwiejsze niż zdobycie informacji o tym, co dzieje się w ich własnym domu. A już najtrudniej im się dowiedzieć, co dzieje się w ich własnej duszy lub w duszach osób na pozór dobrze znanych, bo mieszkających pod tym samym dachem. Niezdolny do nawiązania kontaktu z żywymi ludźmi, których ma wokół siebie, współczesny człowiek rozprasza swą samotność ułudą przebywania w towarzystwie postaci z telewizora.

 

Jakże często żona nie ma pojęcia o obawach i niepewnościach dręczących męża w związku z jego pracą zawodową: zawsze był przecież wcieleniem spokoju i pewności siebie! Mąż z kolei nigdy się nie zapuścił w tę otchłań zniechęcenia przygniatającego żonę, której domowe czynności nigdy nie były uznane ani docenione, gdyż nie będąc wynagradzane, ceny nie posiadają. Żadne z dzieci nie zwierzyło się nigdy ze swoich kłopotów. Pewnego pięknego dnia jedno z nich wychodzi z domu pozostawiając kartkę: "nie czekajcie na mnie". Już nigdy więcej nie wróci, nie zasiądzie przy rodzinnym stole, i nikt nie spostrzegł, że nie było go już od bardzo dawna, bo tak naprawdę, to odeszło dużo, dużo wcześniej, zanim jeszcze spakowało swą walizkę... W pewnej rodzinie jedna ze starszych sióstr wraca skądś blada, z podkrążonymi oczami, i prosi, by przekazano wiadomość i zaświadczenie lekarskie do miejsca jej pracy, gdzie w najbliższych dniach nie będzie mogła się stawić. Nikt z jej najbliższych nie wiedział, że musiała się poddać zabiegowi lekarskiemu w związku z ciążą, której nie była w stanie donosić.


W życiu wszystkich ludzi zawsze jest jakaś wielka samotność. Wielu przywykło do niej i ci nawet nie widzą, że są w ich duszach te rozległe puste przestrzenie, jak zamknięte na głucho komnaty starego opuszczonego domu. Oni sami zajmują w nim zaledwie ciasną izdebkę, z oknem na ulicę, co pozwala im zaczerpnąć trochę światła i popatrzyć na przechodzących ludzi. Nie spodziewają się nikogo, kto by zapukał do ich drzwi i wszedłszy do środka, zechciał się rozgościć.

 

W powieści Obcy Albert Camus opisuje dramat samotności współczesnego człowieka, starając się ukazać tę ciemną strefę, jaką wszyscy mamy w sobie. Meursault, bohater książki, to ktoś, kto przygląda się życiu i nawet w nim bierze udział, ale z obojętnością lub zdziwieniem obcego. Nie istnieje nic, co by nim wewnętrznie wstrząsnęło lub go poruszyło. Z nikim nie czuje się związany. Nie posiada korzeni, które by go z czymś łączyły, ani żadnych projektów skłaniających do budowania przyszłości. Asystuje niczym postronny widz w pogrzebie własnej matki, a następnego dnia zabawia się z Marią, z której robi swą kochankę, nie mając zamiaru angażować się głębiej.

 

Jakimś fatalnym zrządzeniem losu zostaje zamieszany w śmierć zupełnie mu nie znanego Araba: nagłe błyśnięcie noża pozbawia go równowagi, w wyniku czego odruchowo, jak automat, naciska pięciokrotnie spust rewolweru. Zostaje osądzony i skazany, na mocy i w obronie systemu, w którym umieszczono go bez pytania o zgodę. Człowiek ten przemierza drogi życia pod bezlitosnym słońcem zenitu, którego blask utrzymuje rzeczy w ich raniącej obiektywności, gdzie nie ma cienia ani tajemnicy, ani półmroku poezji.

 

Samotność cieniem człowieka

 

Samotność jest wierną towarzyszką człowieka, która idzie za nim jak cień, chociażby czasem, w dni chmurne, nie zauważał on tego. Skała, pojedynczo rosnące drzewo mogą być oddalone, ale nie są samotne. Owcy czy orłu przytrafia się być samemu pośród ogromu gór lub pustyni, i mogą nawet doświadczać instynktownej tęsknoty za bliskością partnera lub swych młodych, ale nie ciąży im jednak świadomość samotności.

 

Jedynie człowiek może czuć się samotny i wiedzieć, że jest sam. Już przez to, że jest osobą, doświadcza siebie jako byt jedyny i niepowtarzalny; wie, że nikt na tym świecie nie może dotrzeć do głębi jego tajemnicy ani czuć tego, co on tam czuje i co jest niewyrażalne. "Osoba, mówił Duns Szkot, jest ostateczną samotnością bytu". I dlatego tylko ten byt, który może mieć świadomość swej samotności, jest naprawdę osobą. Samotność jest wymiarem duszy, podobnie jak obecność, i nie w centymetrach czy kilometrach się ją odmierza. Tylko ten, którego duszę choć raz opromieniła pełna miłości obecność drugiego człowieka, przyjaciela, potrafi za nim tęsknić, kiedy go zabraknie, bo wie, że nie ma nikogo innego, kto by go mógł zastąpić. Stąd to poczucie niepowetowanej straty, jakiego doświadcza wobec jego śmierci. Nigdy więcej nie spotka go już w tym życiu; niczyje kroki nie wywołają w jego duszy odgłosu tamtych kroków, niczyja twarz nie rozświetli mu serca pogodą tamtego spojrzenia.

 

Kiedy chłopiec lub dziewczyna, wkraczając w wiek młodzieńczy, zaczyna uświadamiać sobie, że jest istotą jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną, popada często w właściwy dla tego okresu smutek, ma poczucie bezlitosnej samotności; taka istota często odsuwa się od wszystkich, nie wyłączając własnej rodziny, "bo i tak przecież nikt mnie nie zrozumie". Wzmaga się w jej duszy wrzawa jakichś nie znanych dotąd głosów, jakichś przeczuć, lęków i niepojętych pragnień, a ona sama jest jakby zagubiona w gąszczu lasu, dokąd nikt nie może się przedrzeć, i skąd, prawie bezwiednie, woła o pomoc, o wskazanie, którędy iść i jak poradzić sobie z życiem; bywa też, iż zamyka się w sobie, smakuje gorzką słodycz własnej samotności, w której czuje się panem jakiegoś niejasnego przeznaczenia i pędzi galopem po drogach marzeń.

 

Jest też taki rodzaj samotności, bardzo głębokiej, którą możemy nazwać egzystencjalną; każda ludzka istota, przez fakt, że jest osobą, idzie przez życie sama, rzucając na drogę i mury szary cień swojego "ja", ten cień, który potwierdza rzeczywistość jej istnienia, lecz nie pozwala się schwycić. W pewien sposób doświadczamy samotności w tych chwilach, które przeżywamy jako najwyłączniej nasze: gdy bardzo głęboko zapadła w nas jakaś miłość lub nieznośnie boli rozstanie, kiedy musimy rozstrzygnąć o czymś, co dotyczy naszego losu, ale przede wszystkim wtedy, gdy zagląda nam w oczy śmierć... W takich chwilach nasza godność osoby jedynej w sobie i za siebie odpowiedzialnej przyprawia nas o zawrót głowy, jakby rzucono nas w pustkę, w której nie ma się czego uchwycić.

 

Ponieważ nie istnieje jakiś wzorzec tego, czego doświadcza człowiek w swej egzystencjalnej samotności, bardzo trudno jest nam wyrazić to, czym rzeczywiście jesteśmy i co czujemy. Nie ma trudności z wyrażeniem słowami tego, co dla rozmawiających jest wspólne: łatwo mówić na przykład o stole, który nas oddziela, jest pomiędzy nami, ale nie jest ani mną, ani tobą. Niepomiernie trudniej jest przekazać własny smutek, własną niepewność, własny lęk. Nigdy nie znajdę odpowiedniego znaku, by wyrazić to, co jest rdzennie moje - znaku, który byłby doskonale zrozumiały dla drugiego, bowiem nie chodzi tu o rzecz znajdującą się między nami, ale o coś, co tkwi wewnątrz i co nosi koloryt i piętno rzeczywistości jedynej w sobie i nieprzekazywalnej, jaką jest każda osoba. Każdy człowiek w inny sposób przeżywa swe troski i radości.

 

"Każda istota ludzka ma duszę, której nie da się przepleść z żadną inną duszą. Choćby nawet dwie istoty były z sobą najsilniej związane, choćby rozmawiały ze sobą i znajdowały się blisko siebie, to ich dusze są jak dwie rośliny, każda zakorzeniona w swoim miejscu, tak że żadna nie może przejść do drugiej, nie oderwawszy się od swoich korzeni, a to właśnie stać się nie może" (Herman Hesse).

 

Więcej w książce: Radość bycia człowiekiem - Alfonso Vergara SJ

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.81

Liczba głosów:

27

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?