Czy samobójstwo jest rozwiązaniem?

Życie zawsze pozostaje wielkim darem i łaską, także wtedy, kiedy bywa bardzo ciężkie (fot. shutterstock.com)

Pytanie to otrzymałem na spotkaniu z licealistami. Ponieważ miało ono miejsce poza zajęciami szkolnymi, przyszli jedynie ci, którzy chcieli. Od samego początku spotkania panowała atmosfera skupienia i powagi. Młodzi ludzie chcieli usłyszeć odpowiedź na pytania, które sami wcześniej zadali anonimowo i przesłali mi je na kilka tygodni przed zaplanowanym spotkaniem.

 

Poza banalnymi pytaniami typu: "Czy wolno się całować?", jakie nastolatki zadają każdemu księdzu na religii, były pytania bardzo poważne, a niektóre - bardzo trudne. Czułem, że za pewnymi pytaniami kryją się wielkie osobiste dramaty: cierpienie, zagubienie, poczucie nieszczęścia czy też zaglądająca w oczy rozpacz. Inne pytania z kolei odzwierciedlały otwarcie na przyszłość, optymizm, fascynację i ciekawość życia. Dla wielu z nich spotkanie było okazją, by zapytać - choćby krótko i anonimowo - o jakąś ważną dla siebie sprawę.


Ponieważ przytoczone pytanie było anonimowe, nie miałem okazji zobaczyć pytającego i spojrzeć mu w oczy, usiłując odgadnąć, czy zadawał je tylko "teoretycznie", bawiąc się w filozofa, jak czyni to wielu młodych ludzi, czy też może sam walczył z pokusą targnięcia się na swoje życie. Nie mogąc poznać okoliczności, w jakich powstało to pytanie, spróbujmy zatem wyobrazić sobie dwie różne sytuacje, w jakich mogło się ono narodzić oraz udzielić dwóch krótkich odpowiedzi.


Wyobraźmy więc sobie najpierw młodego człowieka, który poprzez przekraczanie i łamanie wszystkich barier, nakazów i zakazów, jakie dla obrony człowieka stawiane są przez Boga i przez ludzi, sam doprowadza się do granic życia i śmierci. Następnie przyjrzyjmy się nastolatkowi, który jest doprowadzony do granic śmierci przez wielkie krzywdy, jakich doznał od ludzi. Ponieważ życie jawi mu się jako wieczne cierpienie, wyciąga wniosek, iż lepiej ze sobą skończyć, niż tak bardzo się męczyć.


W pierwszej sytuacji mamy przed sobą młodego człowieka, którego rozpiera jakaś nienasycona chciwość doznań i wrażeń. Wydaje mu się, że cały świat należy tylko do niego, ponieważ czuje się młody. Uważa, że jest panem swojego życia. Jego życiowe plany wydają się dobrze streszczać słowa głupiego bogacza: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! (Łk 12, 19). Wszystkich traktuje z góry. Wydaje mu się, że wystarczy powiedzieć sobie, że wszystko zależy tylko od niego, a wówczas to, co dla innych jest zabronione i niedostępne, dla niego stoi otworem. Wszelkie granice zostają zniesione, wszystko mu wolno. Nikt nie ma prawa niczego mu nakazywać, zakazywać lub czegokolwiek od niego żądać.


Z czasem jednak zauważa, że to, co miało być dla niego źródłem nieograniczonego szczęścia, staje się źródłem śmiertelnej nudy. Łatwość, z jaką wszystko osiąga, nudzi go. Owa śmiertelna nuda sprawia, że to, do czego sam dążył i czego sam szukał, zaczyna go męczyć. I chociaż zaspokaja wszystkie swoje namiętności, to jednak czyni to z taką nudą, że już przestaje czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność. Zauważył, że z narastaniem znudzenia narasta straszny gniew na ludzi. Im ktoś jest lepszy, świętszy, tym większą wywołuje w nim złość. A to, co w innych ludziach budzi odrazę i wstręt, jemu się podoba.


Ów młody człowiek szybko odkrywa, że obok niego istnieją ludzie jemu podobni, którzy myślą podobnie. I choć łamie wszystkie zakazy i nakazy, to jednak jego odwaga jest pozorna. Bardzo boi się, aby nie został zdemaskowany, ukarany, odrzucony. Gdzieś w głębi swojej świadomości wie, że robi coś dziwnego, strasznego i obrzydliwego. Żyje tak przez wiele tygodni i miesięcy. Z czasem rodzi się w nim beznadzieja i rozpacz. Czuje się osaczony. Wie, że musi z tym skończyć, ale nie wie jak. A może odebrać sobie życie? Zadaje sobie więc pytanie: "Czy samobójstwo nie jest dobrym rozwiązaniem tej sytuacji?".

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.79

Liczba głosów:

29

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~robert_b 18:51:47 | 2010-06-03
robert_b, Niebo i R - dziękuję.

Mam jeszcze dużo w zanadrzu :-)


Błękitne Niebo, mam prośbę :) Widzę, że mogę śmiało Ciebie zapytać :P Poszukuję pieśni/piosenki...leci ona mniej więcej tak: "Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie, na zielonych niwach pasie mnie...". Problemem nie jest znalezienie tytułu, tylko odpowiedniej wersji, tzn. Czy masz gdzieś w zanadrzu tę piosenkę, tylko w "szybkiej" wersji :) ? aaaA i szukam jeszcze "Oto są baranki młode..." też w szybkiej wersji :P. Tak więc, jeśli rozumiesz mniej więcej o co mi chodzi to z góry dzięki za odpowiedź. Pozdrawiam.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~trzeba wyjść do ludzi 08:21:09 | 2010-06-03
zobaczyć, że każdy ma jakies problemy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~samotność 08:19:20 | 2010-06-03
jest przyczyna samobójstw. ludzie nie widzą wyjścia z wielu sytuacji i nie maja odwagi poprosić nikogo o pomoc.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nie wiemy co czuje samobójca 08:16:40 | 2010-06-03
mógłby nam to powiedzieć któś, kto próbowal targnąć się na własne życie. tylko czy taka osoba miałaby odwagę to zrobić? nie mamy prawa żądac od nikogo takiego poświecenia. przecież natychmiast byłaby narażona na mnóstwo ataków. i po co? w imie czego? żeby udowodnic jaki jest słaby? nie dowiemy sie tak naprawdę nigdy - bo to bardzo osobista sprawa.
samobójstwo jest potepiane przez Kościól i zakazane przez Boga. nie jest to dobre wyjście z sytuacji problemowej. w każdej sytuacji jest dobre wyjście - trzeba tylko umieć je znaleźc. wielokrotnie potrzebna jest pomoc drugiego człowieka. tylko ten drugi człowiek musi wiedziec o problemie. wielokrotnie ludzi zyja z problemami nikomu nic nie mówiąć - chociaż rozwiązanie może być proste

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~samobójca 00:54:13 | 2010-06-03
Po 1 - nigdy sie nie nudzę i nigdy nie mam na to czasu. Po 2 - na nikogo się nie gniewam - to ty projektujesz na mnie swoją złość. Po 3 - nie ma w was żadnego dobra którego macie pełne usta. Po 4 - nie jestes lekarzem (chyba że konowałem).

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~lekarz samobójcy 00:46:55 | 2010-06-03
"Zauważył, że z narastaniem znudzenia narasta straszny gniew na ludzi.
Im ktoś jest lepszy, świętszy, tym większą wywołuje w nim złość." A już szczególnie katolstwo.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~samobójca 00:41:28 | 2010-06-03
robert_b, Niebo i R - dziękuję.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~samobójca 00:35:39 | 2010-06-03
Do Jerzego S.

Wyobraźmy więc sobie najpierw młodego człowieka, który poprzez przekraczanie i łamanie wszystkich barier, nakazów i zakazów, jakie dla obrony człowieka stawiane są przez Boga i przez ludzi, sam doprowadza się do granic życia i śmierci. Bóg dał człowiekowi wszystko do życia. To my stawiając się ponad swojego Pana, Stówrcę i Ojca odrywamy się od Niego i bez tego zyciodajnego Krzewu Winnego giniemy. [/qoute]

Nie masz żadnego prawa twierdzić że łamię Boskie zakazy albo że stawiam sie ponad Stwórcę bo ja tego nie robiłem i nie robię. Tu chyba powinny nastąpić twoje przeprosiny, bo właśnie wykazałeś się bezsensowną agresją. i NIE JESTEM młodym człowiekiem. Warto szanować każdego rozmówcę a nie z góry zakładać, że jest od ciebie gorszy i że możesz go bezkarnie poniżyć. To jest właśnie wasze katolstwo. To jest to, przez co ludzie traca wiarę, odchodzą od Kościoła i od Boga takiego, jakiego im prezentujecie, stworzonego na wasz obraz i podobieństwo.

I może tak jest, że jeszcze nikt nie pokazał Ci prawdziwie kochającego Cię Boga i nie miałeś szansy doświadczyć wspólnoty ludzi gdzie w centrum jest Chrystus (zaprzeczenie przeróżnych koterii i grup wzajemnej adoracji)


Ty go nie pokazujesz.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

salome 22:32:52 | 2010-06-02
R -" W towarzystwie pewnych siebie katolików , niepewny siebie niesczęśliwy człowiek, czuje sie jescze bardziej nieszcęśliwy"

Zgoda, niepewny siebie, nieszczęśliwy człowiek czuje się gorzej w towarzystwie ludzi pewnych siebie, niezależnie od tego czy są katolikami czy wyznawcami Buddy. Ale sformułowanie "pewnych siebie katolików" jest nadużyciem, bo  nikt nie dowiódł naukowo, że katolicy wyróżniają się szczególną pewnością siebie. Wręcz przeciwnie, przypisuje się im wybujałe poczucie winy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~R 22:22:06 | 2010-06-02
Doprowadzić człowieka do skrajnej rozpaczy a potem obwiniać go o brak zaufania do Boga. Oto linia postępowania katolików. My zatruliśmy mu życie tak, że załamał się ostatecznie i nie ma siły dalej iść, ale go o to oskarżmy, przerzućmy ciężar winy ze swoich barków na niego, bo to jest dla nas wygodne. Najważniejsze jest nasze dobre samopoczucie a on może się zabić, jest sam sobie winien. W naszym wyobrażeniu. I dotyczy to nie tylko nastolatków, ale ludzi w każdym wieku. Podobno Bóg rozliczy, ale Jego się nie boimy bo przecież powtarzaliśmy "Panie, Panie", pisalismy miliony okrągłych zdań, udawaliśmy pobożnych i pogrążaliśmy tych, ktorzy są spoza naszego towarzystwa wzajemnej adoracji.


Cos jest na rzeczy. W towarzystwie pewnych siebie katolików, niepewny siebie niesczęśliwy człowiek, czuje sie jescze bardziej nieszcęśliwy. Ale pozory zawsze mylą, samobójco. Może to Ty jestes bliżej Boga od nich? Pozdro.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?