Wybaczanie rzeczy niewybaczalnych?

(fot. shutterstock. com)

Każdy z nas posiada swoisty zestaw przekonań na temat przebaczenia. Posiadamy własne kryteria określające wagę spraw, a także wierzymy, że pewne rzeczy są co najmniej "trudno" wybaczalne.

 

Prześledźmy więc nasze poglądy na ten temat oraz jakie jest nasze zrozumienie tego pojęcia, zanim zajmiemy się badaniem możliwości wybaczania rzeczy niewybaczalnych.

Gdy wybaczam, powinienem zawsze próbować przebaczyć i zapomnieć

Nieprawda. Ale jak często tak się myśli. Wielu ludzi twierdzi, że zawsze uważali za obowiązek przebaczać i zapominać jednocześnie. Myślę, że jest tak częściowo dlatego, iż w młodości tak nas uczono i to się w nas utrwaliło. Jakże często mama mówiła nam: "Musisz przebaczyć koledze (lub koleżance) i nie myśl o tym"? Prawdopodobnie też dla większości urazów, jakie nam się w dzieciństwie zdarzały było to wystarczające. Podobne stwierdzenie jest również ukutym powiedzeniem, które przekazywano sobie od stuleci. W literaturze angielskiej odnajdujemy tego ślady, przynajmniej od czternastego wieku.

W jaki sposób jednak mąż lub żona zapomnieć mogą niewierność małżeńską? Albo, jak rodzice mogliby zapomnieć o dziecku, które zostało zamordowane? Jak dorosły człowiek może nie pamiętać molestowania, którego doznał jako dziecko? Nawet bardzo się starając, nie możemy zapomnieć. Możemy chcieć zapomnieć, ale tak naprawdę to nawet nie powinniśmy.

Musimy przebaczać i pamiętać, bowiem doznając ciężkich urazów musimy się uczyć, jak ochraniać samego siebie i inne kochane osoby przed tym samym niebezpieczeństwem. Tymczasem, ponieważ pamięć jest bolesna, nie chcemy tego robić. To prawda, lecz jeśli stajemy się zdolni do prawdziwego przebaczenia, pamiętamy znacznie więcej niż sam ból. Przypominamy sobie o tym, czego dokonuje Bóg dzięki swemu przebaczeniu dla nas i dzięki naszemu przebaczeniu dla innych.
Dobrze jest poczuć gniew, gdy próbuję wybaczyć

To prawda. Odczuwanie gniewu jest nie tylko "w porządku", ale to jest jego niezbędny element. Ciężkie zranienia i urazy, których przebaczenie zdaje się niemożliwe, nie są ani łatwo, ani szybko uleczalne. Musimy uwzględnić jeszcze wiele związanych z nimi emocji. Potrzeba nam przejść przez prawdziwą żałobę, wynikającą ze straty, jakiej doznaliśmy. Jeśli na przykład, borykam się z przebaczeniem dla rodzica, który opuścił mnie, gdy byłem dzieckiem, trzeba abym przeżył żal, ze przez nieobecność jednego z rodziców w moim życiu, doznałem realnej straty.

Każdy punkt naszej listy czynów "niewybaczalnych" reprezentuje pewien rodzaj straty. W rzeczywistości wszystko, co domaga się od nas przebaczenia, czy to będzie przebaczenie samemu sobie, czy też komuś innemu, zakłada jakiś rodzaj straty, którą musimy odpowiednio "odżałować".

Żal rozpoczyna się zaprzeczeniem - nie mogę w to uwierzyć, to nieprawda - a kończy się zaakceptowaniem rzeczywistości takiej, jaka istnieje. Pośrodku tych dwóch krańcowych stadiów negacji i akceptacji wystąpić muszą dwa podstawowe rysy żalu: gniew i smutek. Aby należycie przeżyć żal, powinniśmy odczuwać gniew i smutek zarazem, ażeby przebaczyć trzeba żałować. Więc gniew jest częścią procesu przebaczania.

Co się dzieje, jeśli staramy się przebaczać, unikając gniewu? Zwłaszcza kobiety mają trudność w jego zaakceptowaniu. Odczuwają one smutek z powodu straty, lecz tradycyjne wychowanie i kultura nakazują im nie okazywać gniewu. Mężczyźni na ogół mają przeciwne problemy. Będą odczuwać złość na skutek straty, ale nie pozwolą sobie na odczuwanie smutku. W obu wypadkach rezultat będzie taki sam: osoby takie nie przeżywają odpowiednio swej żałoby. Zatrzymują się w pół drogi, a żal traci swój właściwy charakter.

Powinienem przestać żywić negatywne uczucia wobec osoby, której wybaczam

Prawda. Znalezienie prawidłowej odpowiedzi powinno tu być łatwe, szczególnie gdy popatrzymy na definicję słownikową "przebaczenia". Webster zaznaczał, że przebaczenie jest "zaprzestaniem odczuwania niechęci" wobec osoby, która wyrządziła nam krzywdę. Znakiem przebaczenia jest brak złych intencji w stosunku do tej osoby. Możemy przestać jej ufać. Możemy nie lubić jej, ale nie życzymy jej doznawania urazów.

Nie znaczy to, że wrogie uczucia dla takiego człowieka nigdy nie powrócą. Nawet gdy udało nam się wypracować przebaczenie, często zdarza się, że wydarzenia będą na nowo przywoływać stare poczucie krzywdy i urazy. Czy znaczy to, że nie przebaczyliśmy? Niezupełnie. Zazwyczaj sytuacja taka oznacza, że rozpoczęliśmy zmaganie z przebaczeniem na głębszym poziomie, w bardziej czułym miejscu w sobie, które również potrzebuje zaznać uzdrawiającej siły przebaczenia. Po prostu musimy ponownie wypracować przebaczenie na nowo odkrytym poziomie cierpienia. Nie jest to w sprzeczności z tym, co uczyniliśmy poprzednio, ale oznacza tylko, że jest jeszcze trochę do zrobienia.

Powinienem się starać przebaczać natychmiast i zupełnie

Nieprawda. Autentyczne przebaczenie jest wewnętrznym procesem zdrowienia, który nie znosi przynaglania. Zależy to oczywiście od wagi i konsekwencji traumatycznego zdarzenia. Jeśli potrącisz mnie, chcąc w tym samym czasie co ja przejść przez drzwi, i mówisz: "przepraszam", nie muszę odpowiedzieć: "Hmm, będę musiał to przemyśleć. Nie jestem pewien, czy mogę panu natychmiast wybaczyć". Byłoby to śmieszne. Przewinienie było bardzo drobne i łatwo, i szybko wybaczalne. W rzeczywistości, gdy coś takiego zachodzi, nie mówimy: "proszę mi wybaczyć", ale: "przepraszam".

Potrzeba poświęcenia odpowiedniego czasu na przebaczanie oraz nasza żałość nad stratą, wyrażająca się gniewem i smutkiem, pomagają nam zrozumieć, jak ciężki był dany uraz. Nie chcemy traktować go jak drobiazg. Zasadniczo zbyt szybkie przebaczanie, nie jest autentycznym przebaczaniem - jest usprawiedliwianiem. I kiedy wymijająco traktujemy bolesne urazy, zachęcamy innych do dalszych, raniących nas czynów.

Z czasem mój ból minie i przebaczenie dla tej osoby samo się dokona

Nieprawda. Przebaczenie nie dokonuje się samo. Musi zawsze być poprzedzone wyborem, który poprowadzi nas poprzez proces przebaczenia. Niepodjęcie takiej decyzji, czyli czekanie aż czas uleczy rany, nie ma wiele wspólnego z przebaczeniem. Czekanie jest tylko instrumentem odkładającym nasz ból na inny moment lub inne miejsce. Sam z siebie nie może on odejść, przechodzi natomiast do podziemia.

Chociaż jest odrobina prawdy w powiedzeniu: "Czas leczy rany", to uzdrowienie, o którym mowa, nie jest tym samym, co przebaczenie. Możemy z biegiem czasu stać się nieczuli na ból lub zepchnąć w nieświadomość większość naszych bolesnych wspomnień. Jednak znieczulenie oraz spychanie w nieświadomość nie są przebaczeniem, nie są żadnym rozwiązaniem ani nie przynoszą uwolnienia od bolesnych doświadczeń z przeszłości, które wymagają głębszego uzdrowienia, wynikającego jedynie z procesu przebaczenia.

Gdy przebaczę, uczucie nienawiści do osoby, która mnie uraziła, zniknie

Nieprawda. Jeśli doznaliśmy bolesnego urazu, zasadniczo będziemy odczuwać nienawiść do osoby, która nas zraniła.

Podczas gdy czujemy na kogoś, kto nas obraził, gniew, nie pozostajemy na długo pod wpływem negatywnych uczuć. Część naszej pracy w procesie przebaczania dotyczy właśnie uwolnienia, wypuszczenia na wolność uczuć wynikających z urazy. Aby to zrobić, od samego początku musimy się sami przed sobą i innymi przyznać, że doświadczamy tego typu silnych emocji. Później, w miarę postępów na drodze do przebaczenia ze szczerego serca, uzdalniamy się do uwolnienia z siebie naszej złości i gniewu.

Jeśli przebaczam, to w pewnym sensie oświadczam, że nie jest ważne, co mi się przydarzyło

Nieprawda. Mimo że może się nam wydawać, że przebaczając pobłażamy szkodliwym czynom, to nie pobłażamy w żadnym wypadku złu. Przebaczenie wcale nie czyni ze złego postępowania czegoś godnego zaakceptowania. W rzeczywistości proces przebaczenia oznajmia coś przeciwnego. Głębia naszego smutku i gniewu bezpośrednio odnoszą się do rozmiaru niesprawiedliwości, z jaką przyszło nam się zmierzyć. Tylko rozpoznając nasz ból, smutek i gniew jesteśmy gotowi postąpić na drodze do przebaczenia.
 
Nasza obawa przed przebaczeniem złych czynów pochodzi z naszego duchowego zmysłu sprawiedliwości i równości. Nie chcemy, aby przebaczenie mogło być odebrane jako pobłażanie. Wygląda to trochę tak, jakbyśmy zbyt łatwo zwolnili drugą osobę z odpowiedzialności, jeśli jej przebaczymy. Odruchowo domagamy się, aby zapłaciła ona jakoś za zło, które uczyniła! Wydaje się nam, że jeśli wybaczymy naszym winowajcom, zwalniamy ich całkiem z tego obowiązku.

Tymczasem nawet jeśli doznajemy podobnych emocji, prawda o przebaczeniu głosi, że wybaczając, nigdy nie uważamy grzechu za coś stosownego. Przebaczenie nigdy nie przemieni zła w dobry uczynek.
 
Chociaż protestujemy, myśląc że przebaczenie ułatwia złoczyńcom życie, nasze wybaczenie w żadnym wypadku nie zwalnia ich z odpowiedzialności. Jedynie umożliwia nam umorzenie długu, jaki jest nam ten ktoś winien, którego prawdopodobnie i tak nikt nie jest w stanie pokryć. My sami stajemy się przez to uwolnieni od oczekiwań wynagradzania nam strat, które ponieśliśmy.

Przebaczenie jest właściwie jednorazową decyzją. Albo przebaczam, albo nie

Nieprawda. Albo przynajmniej częściowo nieprawda. Przebaczenie jest zarazem decyzją i procesem. Nie udawane przebaczenie wymaga czasu.
 
Ogólnie rzecz biorąc, im wcześniej w życiu miał miejsce dany uraz, i im głębsza była rana, tym dłużej trwa zwykle okres przechodzenia przez żal w procesie przebaczania. Jednocześnie potrzebujemy w tym czasie towarzyszenia prawdziwie świętych ludzi, ponieważ nie chcemy zagubić się w goryczy i złości żałoby. Potrzebujemy kogoś obiektywnego, komu ufamy, z kim dzielimy nasz ból i kto mógłby nam kiedyś powiedzieć, że żałoba została dopełniona i że czas podjąć decyzję wybaczenia.

Powinienem wybaczyć, nawet jeśli druga osoba nie jest skruszona

Tym razem odpowiedzią jest prawda. Jeśli moje przebaczenie zależy od woli skruchy drugiej osoby, jestem zamknięty w pozycji ofiary, a druga osoba trzyma kontrolę nad tą sytuacją. Przebaczenie jest aktem dokonywanym przez osobę doznającą jakiejś niesprawiedliwości. Winowajca jest nam dłużny wiele, lecz może nie być w stanie nam tego zadośćuczynić, nawet jeśliby zechciał.

Jeślibyśmy musieli włączać w nasz proces przebaczenia naszych winowajców, to jak mógłbym wybaczyć memu ojcu, który zmarł już ponad dwadzieścia lat temu? Albo jak moglibyśmy wybaczyć komuś, kto odmawia przyznania się do zła, jakie uczynił? Przebaczenie przynosi uwolnienie od ponoszenia ciężaru długu, który może nigdy nie zostać spłacony, nawet jeśli winowajca mógłby spełnić jakieś formy zadośćuczynienia. Złożenie całej władzy w ręce winowajcy mogłoby okazać się słuszne pod warunkiem, że uznałby on winę i za nią żałował, ale jeśli tego odmówi, staniemy się jedynie ofiarami i to już nie po raz pierwszy.

Więcej w książce: Wybaczyć niewybaczalne - David Stoop

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.63

Liczba głosów:

83

 

 

Komentarze użytkowników (28)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~jola 09:21:14 | 2015-04-15
No fajnie , hmmmmmm.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~karma 22:35:49 | 2015-03-22
Wybaczanie...hm....nic w zyciu nie idzie w zapomnienie,istnieje cos takiego jak karma,która dopadnie wszystkich krzywdzicieli w nieznanym czasie.na tym polegam,a spiewki o Bogu bla bla,to między baśnie i legendy,można wybaczyć,choć niektórych rzeczy nie,to czyni nas silnymi,a nie słabymi,nie zapominajmy o tym.istnieją krzywdy,których nie mozna wybaczyć,gdyby proces wybaczania dotyczył wszystkich krzywd,to jaki byłby świat ?Totalnie beznadziejny.to samo z tzw.nowo narodzeniem w kosciołach protestanckich,czy innych,totalna bzdura w wielu przypadkach wykorzystywana przez krzywdziciela,aby pokazac,że żaluje i chce się na nowo narodzić,cos jak wyczyszczenie sumienia dla nowych wybryków.Znam chwasta,który 25 nowo naradzał się,teraz w kosciele w łodzi,bo tu go każdy zna,tłukł i gwałcił zone 8 lat,zawsze nowo naradzał się i otrzymywał poklask w kościołach,bravo !! nowy człowiek,a ona bita i maltretowana nadal..przez nowo narodzonego..potem znowu i znowu.wzięła rozwód,po kilku latach spokoju od chwasta oczywiście wynbaczenie i odnowienie ślubu wraz z ..nowonarodzeniem.Ciemnogród intelektualny,poklaski znowu..totalny idiotyzm i manipulacja ludźmi..owa kobieta porzuciła wszystkich przyjaciół,bo również z chwastem sie nowonarodziła,ludzie bezinteresownie pomagali jej,a ona po prostu odwróciła się od nich....dlaczego ?? bo prawdopodobnie boi się chwasta,gdyż ci ludzie zeznawali w sądzie przeciw niemu,pomagali jej gdy się rozwiodła.zostawiła świetnego chłopaka,który poświęcił jej lata,kochał bezgranicznie,dał wszystko co mógł..odwróciła sie od niego,bo z chwastem byli w Bogu sakramentalnym małżeństwem..to straszne jak mozna manipulowac ludźmi poprzez wiarę..kto teraz jej pomoże jak jej powybija zęby,polamie......oj Basiu Basiu....

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mama smutna nadal Karolci 21:53:26 | 2013-09-23
Przebaczać! To łatwo! A wybaczać? Boże, jak trudno.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~andy 08:22:52 | 2013-07-25
Kiedyś wielkim odkryciem był dla mnie fakt, że nie potrzeba skruchy krzywdziciela, nie potrzeba jego zrozumienia dla krzywd które wyrządził aby mu wybaczyć. Dziś o wiele bardziej szanuję i doceniam postawę cierpiącego Pana Jezusa. Wydaje mi się, że w cierpieniu bardzo ważna jest godność i świadomość niesprawiedliwości jaka nas dotyka. Myślę, że tylko w pełni doceniając własną krzywdę, okazując sobie szacunek gdy inni nas poniżają i krzywdzą jesteśmy w stanie prawdziwie wybaczyć. Z drugiej strony rozumiem, że najczęściej ludzie skrzywdzeni odbierają sobie prawo do godności, umniejszają swoje cierpienia, uciekają od myślenia o tym. Przez wiele lat nie mogłem w sercu wybaczyć strasznych krzywd jakich doznalem żyjąc w przeświadczeniu że potrzebna jest skrucha krzywdzącego. Dziś rozumiem jak ważne jest aby szanować uczucia bliźnich i zauważać to że ponieśli krzywdę z mojego powodu, szczególnie wtedy gdy oni sami zdają się tej krzywdy nie dostrzegać. Czasem jest to jedyny sposób, aby skrzywdzony przez nas człowiek właściwie odreagował, czasem przy okazji możemy mu pomóc docenić jego własne człowieczeństwo.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Anna 20:03:30 | 2013-07-21
Tylko modlitwa pomogła mi w przebaczeniu,sama nie umiałam przebaczyć,choć bardzo chciałam.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~donata 14:07:40 | 2013-07-21
~Jolka  "Maria - odejdz od męża bo to nie ma sensu. On nie szanuje siebie ani Ciebie a życie z czasem można ulożyć sobie na nowo z kimś odpowiednim"  - i trafić na samo dno piekła....to to ci co żyją  z nowymi partnerami idą do piekła -prosze o jasną  odpowiedz-bo wychodz  ina to  ze większa   połowa ludzkosci tam skonczy-żyjąc  w związku niesakramentalnym.coś mito niezgadza z młoscią Boga do ludzi-bow takich związkach ludzie sie  kochają-czy Miłosc nie kocha miłosci (tej niesakramentalnej??-wrzuci ją do piekła?

Maria postaraj się może wziąść udział w jakiś rekolekcjach dla małżeństw, wiem że takie spotkania pomogły ocalić już nie jedno małżeństwo. Zobacz świadectwa, poszukaj sobie w internecie np.
http://www.jmanjackal.net/pol/swiadectwa2012.html
http://www.jmanjackal.net/pol/bialystok-malzenstwa.htm

Bóg z największego zła potrafi uczynić dobro!

Pozdrawiam :)

...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~do @Maria-Maja 12:50:02 | 2013-07-21
Nie odwiedzaj go w nowym domu. Dlaczego to robisz? Nikt Ci też nie każe życzyć mężowi szczęścia z kochanką

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Maria-Maja 06:32:14 | 2013-07-21
Nie mam złych intencji, nie życzę źle mężowi, ale nie widzę powodu,by życzyć mu szczęścia z inną kobietą. Gdy go nie widzę tęsknię za tym, co było między nami kiedyś. Gdy jest w pobliżu, wystarczy nawet, że znajdę się w jego nowym domu to czuję tylko fizyczny wstręt, mam mdłości.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

anonim 21:47:33 | 2013-06-22
Dziękuję za artykuł, który był mi bardzo potrzebny.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~grzesiek 23:07:44 | 2013-06-17
Jeśli sami umiemy wybaczać, to po co nam Bóg?!

@myśl. może i nie potrafimy sami wybaczać. Ale też Bóg nie zrobi tego za nas, wbrew nam. Bez pracy nie ma kołaczy. Czy można powiedzieć: "jeżeli sam zarabiam pieniądze, to po co mi Bóg"? Nie. Ale spróbuj nie chodzić do pracy wykręcając się wiarą. Skończy się to klapą. Ignacjańka zasada mówi: robić jakby wszystko zależało ode mnie, a ufać, jakby wszystko zależało od Boga.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook