Lęk przed odrzuceniem rządzi twoim życiem. Jak z nim wygrać?

(fot. shutterstock.com)

Odczuwała smutek, ale przykrywała go półuśmiechem. Nie pokazywała niechcianych uczuć i trudno było się do niej zbliżyć. Nakładała coraz grubszą zbroję i rosła w niej samotność.

 

Pierwsze spojrzenie, uśmiech, gaworzenie - niemowlęta w rozkoszny sposób zachęcają do kontaktu, a ich zdolności społeczne można zauważyć już na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Zachowują się w taki sposób, jakby podświadomie wiedziały, że nie istnieją bez relacji. I rzeczywiście tak jest... Nie istniejemy bez relacji! Na podstawowym biologicznym poziomie brak więzi oznacza zagrożenie życia. Chęć przynależności to nasza podstawowa potrzeba. Jako dorośli nieustannie działamy na rzecz tego, aby być blisko innych: przyjaźnimy się, poszukujemy partnerów, należymy do grup i wspólnot. Jednak bardzo często zdarza się, że z tą potrzebą łączy się lęk przed odrzuceniem. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się on głównym źródłem motywacji naszych działań.

 

Jak ukryć lęk przed kochaniem?

 

Poznałam Klaudię, gdy doświadczała pasma sukcesów w pracy. Sprawiała wrażenie zdecydowanej i pewnej siebie osoby. Powtarzała, jak bardzo pragnie być wydajna i skuteczna. W trakcie rozmowy często odczuwała smutek, ale natychmiast przykrywała go półuśmiechem. Nie pozwalała sobie na ujawnianie niechcianych uczuć. Tym samym trudno było się jej, i do niej, zbliżyć. Zewnętrzna siła Klaudii maskowała ogromny lęk. Ciągłe wymagania wobec siebie i perfekcjonizm miały uchronić ją przed byciem niedoskonałą, niespełniającą standardów i oczekiwań, a w rezultacie, na głębokim poziomie, przed odrzuceniem. Przez lata nakładała na siebie coraz grubszą zbroję, a jednocześnie rosła w niej samotność.

 

Osoby, u których lęk przed odrzuceniem zaczyna przejmować kontrolę nad życiem, mogą iść dwiema ścieżkami: szukają nieustannego uznania w relacjach albo, tak jak w przypadku Klaudii, cierpią na chroniczną samotność. W pierwszej sytuacji dominuje myślenie: "jestem z kimś, a więc nie jestem odrzucona/odrzucony". Związek staje się potwierdzeniem własnego istnienia i wewnętrznej wartości. Osoby takie mogą co chwilę angażować się w romanse, zakochiwać, zabiegać o względy i aprobatę.

 

Jednocześnie, gdy są już w relacji, nie przyjmują ciepłych uczuć ze strony partnera i nie doceniają jego obecności w swoim życiu. Uważają się za niegodne miłości i panicznie boją się odrzucenia. Z tego powodu oczekują ciągłych deklaracji, że są ważne, pragną dowodów zaufania i wierności. Bywa, że z ogromu napięcia, które generuje lęk, prowokują bliską osobę do odrzuceń. Dzieje się to w imię myśli, żeby "zły sen się ziścił", a to, co nieuchronne, w końcu się wydarzyło.

 

Mogą np. często powtarzać, że za niedługo zostaną porzucone, że jest tyle innych kobiet/mężczyzn, mogą szukać okazji do konfliktów, bojkotować to, co dobre w relacji, odnosić się głównie do braków… Badania ujawniają, że takie osoby wykazują wyższy poziom wrogości i są mniej wspierające wobec partnera, bo spodziewają się katastrofy. Pomimo obecności ludzi w życiu, permanentnie koncentrują się na swoich odczuciach, które dają skrzywiony obraz rzeczywistości. Cierpią i doświadczają samotności wśród bliskich...

 

Nadmierny krytycyzm i brak głębokich więzi

 

Z drugiej zaś strony lęk przed odrzuceniem sprawia, że część kobiet i mężczyzn wycofuje się z relacji jakby na starcie i dlatego nie wchodzi w bliskie, głębokie więzi. Może przybierać to różne formy: stawiają bardzo wysokie wymagania wobec płci przeciwnej i wyszukują niedoskonałości u innych, popadają w nadmierny krytycyzm. Mogą skupiać się głównie na pracy, stawiać swoją wolność na pierwszym miejscu, otaczać się gronem wielu osób, ale nie posiadać rzeczywistych więzi… Część osób wybiera odosobnienie.

 

Wszystko po to, by nie być zbyt blisko. Często jednak taki stan oznacza pogłębiającą się izolację, a w konsekwencji samotność. Gdy boimy się odrzucenia, nie robimy pierwszego kroku, nie zapraszamy na spacer, nie rozpoczynamy rozmów. Mówimy o sobie lakonicznie, pokazując na zewnątrz niewielką część informacji na swój temat, zazwyczaj ugładzonych. Obawiamy się tego, że gdy ktoś nas dogłębnie pozna, zobaczy, jacy jesteśmy niedoskonali, a wtedy na pewno odejdzie. Żyjemy w świecie fantazji i wyobrażeń, utrzymujemy bezpieczną odległość i nic się nie zmienia…

 

Oprócz tych czysto biologicznych przyczyn związanych z potrzebą przynależności, lęk przed odrzuceniem ma swoje źródło w przeszłych doświadczeniach życiowych. Szczególnie istotne znaczenie mają te wczesne, rozgrywające się w domu rodzinnym. Dziecko właśnie tam uczy się budować więzi i dostaje informacje, jakie ono jest oraz jakie jest otoczenie. Osoby, których rodzice nie zbudowali z nimi bezpiecznej relacji, częściej doświadczają lęków w kontakcie z ludźmi. Mogli ciągle krytykować i strofować, wysyłając dziecku przekaz: "Nie jesteś taki, jak powinieneś być".

 

Gdy spełniało ono wymagania, byli przyjaźni, a w odwrotnej sytuacji - chłodni, wycofani, być może obrażali się, karali. Carl Rogers opisuje ten proces jako czas powstawania warunków wartości. Każdy z nas ma je w sobie. Wystarczy spróbować dokończyć zdanie: "Jestem akceptowany, gdy…" (miło zachowuję się w towarzystwie, nie wyrażam złości etc.). Jeżeli jest ich bardzo dużo i niewiele doświadczeń akceptacji, to lęk przed odrzuceniem zaczyna nabierać na sile. Najtrudniejsze są sytuacje, kiedy dziecko wprost dostaje informację o tym, że jest niechciane, że miało być chłopcem albo dziewczynką. Choć każdy z nas był kiedyś pominięty, niezauważony, to wiele takich negatywnych doświadczeń sprawia, że kolejne odrzucenia zaczynają być traktowane jako prawda o sobie, a nie tylko jak część życia.

 

Spełnienie w ramionach mężczyzn

 

Tak było w przypadku Michaliny, która ciągle szukała spełnienia w ramionach mężczyzn. Gdy to zrozumiała, długo była sama, aby dać dojść do głosu różnym uczuciom, zrozumieć siebie i poczekać na właściwą osobę. Gdy zjawił się odpowiedni chłopak, lęk powrócił ze zdwojoną siłą. Paradoks? Nie. Okazało się, że to nie kwestia tego, czy jest z kimś, czy jest sama, ale tego, co w środku na swój temat myśli i czego się boi. Odkryła, że jej głos wewnętrzny powtarzał, że na nikogo nie zasługuje, że w zasadzie to nie zasługuje na szczęście.

 

Warto w tym miejscu wspomnieć, że w parze z lękiem zazwyczaj idzie niskie poczucie własnej wartości, a w większości zaburzeń osobowości (narcystycznej, zależnej, lękowej) staje się głównym objawem. Dotyczy on nie tylko relacji damsko-męskich, ujawnia się w tych przyjacielskich, w kontakcie z szefem, ale też z Bogiem.

 

Nasilony lęk przed odrzuceniem ma poważne konsekwencje, więc nie należy go lekceważyć. Pogłębia negatywne myślenie o sobie, co sprzyja wycofaniu z kontaktów i unikaniu podejmowania zadań życiowych. Taka postawa powoduje, że osoby nie realizują własnych celów, porzucają plany, zamiary i marzenia oraz sprawia, że poczucie własnej wartości albo spada, albo utrzymuje się na niskim poziomie.

 

Po czasie wpadają w zamknięte koło lęku, czyli doświadczają sytuacji, kiedy boją się czegoś, unikają tej sytuacji i w związku z tym jeszcze bardziej się boją. Dochodzi też do tego, że lęk zaczyna rodzić kolejne nowe lęki. Taka jego natura. Trudno w tym miejscu nie wspomnieć o doświadczaniu samotności i natężonym stresie, co może prowadzić do depresji. To wszystko wpływa na umysł, więzi, ale też na ciało. Spada odporność organizmu, osobę mogą męczyć bóle i różne dolegliwości. Bo napięty umysł, to napięte ciało.

 

Życie bez lęku przed odrzuceniem

 

Wyobraź sobie, jak wyglądałoby Twoje życie bez lęku przed odrzuceniem. Czego byłoby w nim więcej lub mniej? Co nowego by się w nim pojawiło? To krok do ujawnienia siły lęku i jego realnego wpływu na Twoje życie i do rozpoznania, w którą stronę podążać. Spróbuj narysować to, co się pojawi w Twoich emocjach i wyobrażeniach. A potem zrób pierwszy krok… Bo z zaklętego koła lęku trzeba wyjść, trzeba go przerwać. I niestety nie da się tego zrobić, nie wykonując żadnego ruchu do przodu. Zacznij od małych rzeczy.

 

Zastanów się, co najgorszego stanie się, gdy zaprosisz kogoś na kawę? Odmówi, wyśmieje, a może ucieszy się? Co stanie się, gdy przestaniesz zamartwiać się o partnera, a zajmiesz się bardziej sobą? Utracisz kontrolę, przestaniesz trzymać rękę na pulsie, odejdzie od Ciebie, a może poczujesz wolność i radość z jego obecności? Pomyśl przez chwilę, czego potrzebujesz, a potem zrób to! Tylko w taki sposób można zweryfikować swoje obawy.

 

Bo zazwyczaj okazuje się, że najgorsze scenariusze nie sprawdzają się, a gdyby nawet tak było, to masz w końcu kolejną szansę nauczyć się radzić z paletą trudnych emocji i nabierać wiary w swoje możliwości. Zaczniesz wtedy zbierać nowe informacje na swój temat i weryfikować warunki własnej wartości oraz stare przekonania dotyczące Twojej osoby. Odpowiesz sobie na nowo na różne pytania: "Czy naprawdę jestem niewarty czyjegoś zainteresowania, a inni ludzie są? Czy to prawda, że inni tylko krzywdzą?". Ta praca nad sobą wymaga nieustannego przypominania sobie podstawowych praw dotyczących własnej godności i swojego istnienia: "Mam prawo być tym, kim jestem", "Mam prawo do miłości, przyjaźni, tak samo jak inni ludzie".

 

A jeśli ciągle wraca głos wewnętrzny mówiący tak, ale… (inni mogą, ale nie ja), to sprawdź, kto tak naprawdę wypowiada te słowa. Może kiedyś w dzieciństwie powtarzała Ci je Twoja mama, babka, ojciec, wujek? Zazwyczaj okazuje się, że to nie nasz wewnętrzny głos, że to nabyte słowa od kogoś ważnego. Sprawdź, czy naprawdę zgadzasz się z tą osobą.

 

Dziś Ty możesz wybierać, co sobie myślisz, bo jesteś już dorosły. I pamiętaj, że lęk ma siłę hamującą, ale na szczęście nie jest jedyną siłą w naszym życiu.

 

Aneta Cieśla jest psychologiem i psychoterapeutą humanistycznym integrującym różne podejścia. Pracuje z kobietami z syndromem "kochania za bardzo" oraz osobami doświadczającymi trudności w relacjach. Z ludźmi w depresji i kryzysach życiowych. Prowadzi własną praktykę terapeutyczną: www.anetaciesla.pl

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

prayship 02:38:03 | 2017-12-13
To uczucie, że nie zasługuję, ta obawa, że on w końcu też na to wpadnie i mnie zostawi. Boję się tego, że zostanę sama, a jednocześnie balansuję na krawędzi, nie dając się czasem dotknąć, bo po co robić sobie nadzieję, że to się uda. Jest mi szkoda mojego męża. Siebie za swój lęk nienawidzę. Gdybym umiała tę nienawiść przekierować z siebie na lęk, może umiałabym z nim walczyć. Bo chwilowo walczę po jego stronie. Nawet Bogu próbuję udowodnić, że się pomylił, że nie warto mnie kochać. Gdybym mogła wreszczcie poczuć ich - Boga i męża miłość, zobaczyć, że są prawdziwe i adresowane dla mnie. gdybym umiała znaleźć odrobinę miłości i współczucia dla siebie, zamiast użalać się i nienawidzić...

Oceń Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook