Jak radzić sobie ze złymi wiadomościami?

Kiedy rozpatrujemy nasz dzień powszedni, trudno ominąć tak ważną kwestię, jaką jest umiejętność radzenia sobie z docierającymi do nas informacjami, szczególnie złymi informacjami. Jeszcze raz pragnę tu podkreślić pewien paradoks, którego do dziś w żaden sposób nie potrafię sobie wytłumaczyć.

 

Wiemy przecież, jak wiele lęków i problemów, sceptycyzmu i braku zaufania, jak wiele pesymizmu i zniechęcenia składa się na trudną rzeczywistość wielu osób! A jednak ci sami ludzie skwapliwie, a czasami nawet z wielkim zapałem chłoną w siebie różnego rodzaju złe wiadomości, plotki i informacje! Wydawać by się mogło, że nigdy nie mają tego dosyć!


Szczególnie przygnębiająco działa to w sytuacji, kiedy wokół miejsca wypadku gromadzą się liczni gapie i zafascynowani tym, co widzą, z niechęcią dają się usunąć, utrudniając przez to nawet dojazd karetki czy policji! Znacie z pewnością takie sytuacje, które za każdym razem są w stanie wprowadzić człowieka w najwyższe zdumienie.


Ale nie koniec na tym. Okazuje się, że sytuacje takie jak ta powtarzają się w wielu innych dziedzinach życia! Często zdarza się, że ludzie z lubością "wsysają" w siebie całą szeroką paletę złych wiadomości, nie będąc jednocześnie w stanie zdobyć się na konstruktywną pomoc lub jakąkolwiek zmianę zaistniałej sytuacji - często podświadomą przeszkodą bywają właśnie zwykli gapie. Trudno się więc dziwić, że sytuacja istotnie nie ulega zmianie. Postępowanie tego typu jest jeszcze dodatkowym dowodem potwierdzającym zasadność własnych problemów i lęków!


Nasze lęki często dostarczają nam dowodów na zasadność ich występowania. Nie chodzi mi tu o kwestię stworzenia innego rodzaju dziennikarstwa, ale o to, w jaki sposób mamy postępować z docierającymi do nas informacjami. Nie mam na to patentu. Mogę tylko przedstawić Wam możliwości, które dostrzegam i które sam stosuję w praktyce. Być może, będą one dla Was zachętą do własnych przemyśleń na ten temat, które z kolei pozwolą Wam dotrzeć do indywidualnych rozwiązań tego problemu.


Konieczny jest dystans


To oczywiste, że czytam gazety i oglądam wiadomości. Zgodnie z zasadą biegunowości życia postrzeganie bieguna negatywnego ma wręcz decydujące znaczenie, bo tylko wtedy jest się w stanie dostrzec również biegun pozytywny. Tylko znajomość problemu daje mi szansę poznania jego rozwiązania.


A to z kolei oznacza konieczność "nabrania dystansu", konieczność, która pojawia się we wszystkich dziedzinach naszego życia. "Nabranie dystansu" umożliwi nam przejście do drugiego bieguna. Konkretnie chodzi tu o nabranie dystansu wobec negatywnych wiadomości! A to oznacza wprowadzenie w życie trzech podstawowych stwierdzeń: Jest tak, jak jest. Akceptuję to. I idę dalej.


Taka metoda przeważnie okazuje się skuteczna. Kiedy docierają do mnie informacje o problemach, odczuwam konieczność poszukiwania rozwiązań konstruktywnych. Nie mogę jednak posuwać się wzwyż po drabinie rozwiązań, jeśli noga utknęła mi na pierwszym szczeblu!


Ludzie jednoznacznie odrzucają morderstwo - nie ma co do tego żadnych wątpliwości. A jednak mordują się wzajemnie od początku istnienia człowieka! Gdy więc dotrą do mnie informacje o kolejnym morderstwie, mogę denerwować się i oburzać z tego powodu. Ale co przez to osiągnę?


Brak "akceptacji" morderstwa, które już się wydarzyło i stało się częścią rzeczywistości, nie ma sensu. Mam własne poglądy na temat morderstwa jako metody rozwiązania problemu. Wiem, że sam nigdy bym się do tego nie posunął. Jeśli morderstwo staje się rzeczywistością, nie oznacza to automatycznie jego legitymizacji!

Do czego jednak zmierzamy? To jasne - chodzi o to, aby morderstw było mniej, a najlepiej, żeby ich w ogóle nie było. Ale czy oburzenie, odraza i lęki otoczenia skutecznie zmniejszyły ilość morderstw? Nawet bez dysponowania danymi statystycznymi na ten temat przypuszczam, że odpowiedź brzmi: nie. Dlatego szukam alternatyw.


Myślę, że i w tym wypadku niezwykle ważne jest przejście od "koncentracji na problemie" do "koncentracji na rozwiązaniu". Nie mam zamiaru niepotrzebnie tracić energii na bezsensowną walkę z "murem rzeczywistości", co i tak niczego nie zmieni. Całą moją energię pragnę wykorzystać na poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań lub intensywniej zaangażować się w kształtowanie lepszej rzeczywistości. Postawmy sobie konkretne pytanie: czy mogę wpłynąć na to, aby na świecie było mniej morderstw? Jeśli tak, to przystępuję do działania. Jeśli nie, przyjmuję to i mam nadzieję, że przyszłość to zmieni. Wszyscy przecież dążymy do lepszego jutra!


Brak akceptacji aktualnych zdarzeń nie ma sensu, bo one i tak się wydarzyły.


Te trzy proste prawdy (Jest tak, jak jest itd.) spowodowały, że pacjent, którego byłem psychoterapeutą, pół roku po opuszczeniu szpitala napisał mi w swoim liście: "Podczas mojej terapii miałem czasem ochotę Pana udusić - tego psychoterapeutę z odrażającą skłonnością do podporządkowywania się losowi! ... Ale teraz nareszcie to zrozumiałem! Najłatwiej znajduję rozwiązania moich problemów wtedy, kiedy je akceptuję!" I opisał mi, jak radzi sobie ze swoimi codziennymi kłopotami jako rektor szkoły, i jak wiele sprawia mu to satysfakcji.

Jestem głęboko przekonany o konieczności nabrania dystansu do problemów i ich akceptacji. Przekonanie to jest moim codziennym towarzyszem.


Tak uzbrojony słucham i czytam najróżniejsze informacje, również te, które aż rażą swą tendencyjnością. Ale moje wewnętrzne przekonanie nie pozwala mi utracić spokoju i opanowania. I tylko w takim stanie ducha rodzą się we mnie pierwsze myśli co do możliwości konstruktywnego rozwiązania docierających do mnie problemów. To bardzo ekscytujące momenty. Wzrasta moje zaufanie, wierzę w możliwość rozwiązania najtrudniejszych nawet zagadnień. To oczywiste, że nie jestem w stanie załatwić wszystkich światowych konfliktów ani też nawet częściowo się do tego przyczynić. Ale przecież nie o to chodzi. Chodzi o lepsze samopoczucie, które jest podstawowym warunkiem naszego udziału w rozwiązaniu danego problemu. A to, jakie konkretne formy może nasze uczestnictwo przybrać, zależy od naszych dalszych decyzji.


Skóra jak na niedźwiedziu?


To zrozumiałe, że przedstawiając takie podejście do informacji, spotykam się z zarzutem: ależ to bezlitosne! Trzeba mieć skórę jak na niedźwiedziu, żeby być aż tak nieczułym! To po prostu niemożliwe! Osoby stawiające mi taki zarzut mają absolutną rację! Nie chodzi mi jednak o życie bez uczuć lub też świadome ich do siebie niedopuszczanie.

Świat, w którym nie dostrzega się zarówno uczuć własnych, jak i uczuć innych osób, jest dla mnie przerażający.


Zapewne pomyślicie sobie: Ja sam nie mam niedźwiedziej skóry, ale wielką wrażliwość. Chodzi jednak o to, w jaki sposób wykorzystujecie swą wrażliwość! To dzięki niej możecie uważnie obserwować wydarzenia na świecie, poznając jednocześnie wewnętrzne mechanizmy i prawa, jakimi rządzi się życie. Im więcej uda Wam się zrozumieć, tym szybciej dostrzeżecie możliwości rozwiązania otaczających Was problemów!


Cieszę się z wrażliwości, którą posiadam. Dzięki niej coraz lepiej mogę się odnaleźć w świecie i odkryć drogi wyjścia z labiryntu (tak właśnie wielu z nas określa swoje życie). Dlatego też uważnie słucham wiadomości. Co prawda często niemiło mnie one zaskakują, nie tracę jednak wewnętrznej równowagi. A to z kolei daje mi lepszą życiową orientację. Wrażliwość pomaga obrać wżyciu odpowiedni kierunek.


To oczywiste, że dostrzegam cierpienie i nędzę świata. Zdarza mi się też płakać z tego powodu. Nie wstydzę się tych łez, wręcz przeciwnie - akceptuję je i ich nie tłumię.

 

Więcej w książce: Nie bój się jutra - Jens Baum
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook