Wypadły mi wszystkie włosy. Mój mąż na poważnie wziął słowa przysięgi: "w zdrowiu i w chorobie"

(fot. Paweł Wronicz)

Kiedy dwa lata po ślubie w tempie błyskawicznym wypadły mi wszystkie włosy, byłam w szoku. Nie mniej ważne okazało się pytanie: "co się stanie z naszą, moją i T. relacją, kiedy tak diametralnie zmieni się mój wygląd?". 

 

Prawie 7 lat temu wyszłam za mąż. Ci z Was, którzy mają już ten krok za sobą, pewnie pamiętają: "…w zdrowiu i chorobie, dobrej i złej doli, dopóki śmierć was nie rozłączy". I każdy, patrząc w oczy człowieka, którego kocha do szaleństwa, mówi: "tak". I jest pewny, że nie ma takiej rzeczy, która zachwiała by tą pewnością.

 

Ja wyobrażałam sobie nas, mnie i T. jako parę staruszków, siedzących na ławce w parku i ciągle trzymających się za ręce, no co najwyżej z chorobą zwyrodnieniową stawów. Kiedy dwa lata po ślubie w tempie błyskawicznym wypadły mi wszystkie włosy, byłam w szoku.

 

Pomijam tu cały aspekt pt. "co się ze mną dzieje?". Nie mniej ważne okazało się pytanie: "co się stanie z naszą, moją i T. relacją, kiedy tak diametralnie zmieni się mój wygląd?".

 

Pamiętam, gdy na samym początku choroby, zostałam skierowana do szpitala na PUVA ( to taki rodzaj terapii z wykorzystaniem fotouczulacza i turbo solarium). Miałam na głowie jeszcze parę kępek włosów i pierwszego dnia poproszono, abym ogoliła głowę na zero. Zrobiłam to w szpitalnej łazience i dostałam głupawki w stylu: wyglądam jak G.I. Jane, ha ha ha. Zadowolona z siebie wyszłam na korytarz a tam czekał T. Kiedy mnie zobaczył, rozpłakał się. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że choroba nie dotyczy tylko mnie i że prawdopodobnie wkraczamy w niełatwy etap.

 

I zaczęło się. Ja siedziałam w szpitalu, T. przyjeżdżał do mnie 2 razy dziennie. Raz, żebym zobaczyła się z naszym, rocznym wtedy, synem, drugi, żeby po prostu ze mną posiedzieć, pogadać, przytulić, dokarmić. A potem wypadły mi absolutnie wszystkie włosy…

 

Wyszłam ze szpitala z myślą, że przecież kiedyś odrosną. Mam tyle wspaniałych smarowideł, które na pewno pomogą. T. codziennie bez drgnięcia powieki pomagał mi smarować moją łysą głowę przedziwnymi mazidłami, w temacie których doktoryzowali się dermatolodzy. Znosił moje smutki, rozdrażnienie, był ze mną w strachu, złości, bezsilności. Wiele razy siedzieliśmy razem z pytaniem: dlaczego?

 

Po dwóch miesiącach dałam sobie spokój z "leczeniem". Czułam, że nie tędy droga. Bardzo dużo się wtedy modliłam, żeby z tej choroby wypłynęło jakieś dobro. Zabrałam się za swoją przeszłość, tą znaną i tą nieznaną. Dopadła mnie i powaliła. Ciężko opisać, ile trudnych momentów się z tym procesem wiązało, ile łez i chwil dezintegracji musiałam udźwignąć. I mój mąż tam był. Nic nie mówił, nie pocieszał, nie doradzał, tylko przytulał mnie i dawał mi poczucie, że nie ma takiego ciężaru, który pozwoliłby mi nieść samotnie.

 

Od jakiegoś czasu odkrywam sens tego, że straciłam włosy. Przestałam liczyć na zmianę sytuacji a zaczęłam akceptować siebie taką, jaką jestem. Przestałam się bać mówić o łysieniu głośno. Słyszę teraz od ludzi: jesteś odważna, silna, piękna. Uwierzcie, nie byłabym ani odważna, ani silna, ani piękna, gdyby nie mój mąż. Człowiek, który stoi w cieniu wszystkich moich śmiałych decyzji, który wspiera wszystkie inicjatywy, który codziennie mi mówi, że mnie kocha. Który sprowadza mnie na ziemię, gdy trzeba i znosi mnie, kiedy sama bym się z sobą najchętniej rozwiodła. Który kiedyś, w pewnym kościele, wziął na poważnie słowa: "w zdrowiu i chorobie, dobrej i złej doli, dopóki śmierć was nie rozłączy" i podjął decyzję, że wytrwa, choć łatwiej pewnie jest czasem odejść. I nie ma takich słów, które byłyby w stanie wyrazić moją wdzięczność dla niego.

 

Dlatego jeśli ktoś, kogo kochasz, choruje na łysienie plackowate i chcesz mu pomóc, to pamiętaj, że najważniejsze jest, aby być obok. Nie naciskaj, nie pocieszaj,  nie doradzaj, nie kryj swoich emocji. Rozmawiaj, przytulaj, mów: "jesteś piękna/ piękny" i "kocham cię".

 

To są słowa, które mają  terapeutyczną moc, odrasta po nich kawałek serca… Po prostu trwaj. Twoja druga połowa przechodzi proces dojrzewania do zaakceptowania siebie, możesz być w tym oparciem i schronieniem.

 

Wpis pierwotnie ukazał się na blogu Zawsze uczesana >>

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

34

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

karoljanik067 22:25:39 | 2018-01-28
Co za historia - przesyłam moje wsparcie dla autorki artykułu. Też przeszłam trudny rozwód - to ile stresu przeżyłam, nerwów zjadłam i nieprzespałam nocy wiem tylko ja sama. Nigdy nie miałam takich problemów z wypadaniem włosów jak autorka, ale w stresujących sytuacjach włosy wypadają mi niemal garściami. Stosuję wtedy olejek mandarynkowy od Damai, świetny produkt, a pieniądze zaoszczędzone na odżywkach i maskach wydaję na relaksujący masaż ;)

Oceń 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook