Nie jesteś już kobietą mojego życia

(fot. cecile anne inga / flickr.com)

Wziął dzień urlopu i przejechał 30 kilometrów, żeby się ze mną spotkać. Pół roku temu przyjechał z żoną na jedną z moich konferencji. Młode małżeństwo, dziecko w drodze. Mają za sobą długi okres narzeczeństwa i głębokiej formacji. I nagle, trzy miesiące temu, dramatyczny sms od żony.


Oddzwoniłem do niej. Zobaczyliśmy się w miejscowości, w której mieszka, przed jednym z moich wykładów. Widać było, że cierpi, twarz miała wychudzoną, wyczerpaną. Opowiedziała mi o nagłym, dziwnym zachowaniu męża: późne powroty z pracy, nieprzyjazne nastawienie, kłótnie o byle co. A potem wyznanie: zakochał się w innej kobiecie.


Spadło to na nią jak grom z jasnego nieba. Zdezorientowana, szukała nieprawdopodobnych wyjaśnień, a on wyprowadził się z domu. Okropna sytuacja.


To od niej dostałem numer telefonu nieuchwytnego męża. Wysłałem do niego wiadomość, deklarując gotowość wysłuchania go bez oceniania. Odpowiada mi nieoczekiwanie, prosząc o pilne spotkanie. Teraz siedzi naprzeciwko. Pociągła twarz, kilkudniowy zarost. Proszę o osobny stolik w barze i dostaję go. Przy kawie i ciastku otwiera się przede mną. Tryska energią. Tak, zakochał się, czuje się wspaniale, jest szczęśliwy, jakby nie był sobą, nic już nie rozumie.


Przybiera agresywny ton: dobrze zrobił, podjął dobrą decyzję, wcześniej jego życie było fikcją, nikt nie ma prawa go oceniać. Żona udawała, że nie widzi kryzysu, który przeżywali od wielu lat.

 

Pozwalam mu mówić, wiem, że w podobnych sytuacjach próby sprowadzenia na ziemię są tylko niepotrzebną stratą czasu. Nie przerywam mu przez ponad godzinę. Zadaję tylko kilka pytań, aby lepiej zrozumieć, o co chodzi.

 

Powoli sytuacja staje się jaśniejsza: nowe obowiązki w pracy, presja ze strony zwierzchników, codzienna, uciążliwa podróż do miejsca zatrudnienia... W takich okolicznościach poznaje ją. Jest piękna, atrakcyjna i dużo młodsza od niego. Poznają się w barze, do którego przychodzą na lunch. Ona umawia go na rozmowę w sprawie pracy, tylko po to - jak później przyznaje - żeby go poderwać. Iskrzy między nimi. On w końcu ulega i przyjmuje zaproszenie.


Ona jest pewna siebie i pozbawiona skrupułów. Wie, czego chce. Już pierwszego wieczora lądują w łóżku. Obecnie jest uwikłany w absurdalną historię, owładnięty namiętnością. Poddał się własnym lękom i fantazjom.
Mówi pospiesznie, jest podekscytowany.

Jest mu przykro z powodu żony (nawet nie nazywa jej po imieniu!), oczywiście będzie płacił na dziecko, ale - upiera się - jego nowa "ona" to jest właśnie "ta". Żona nieustannie go nękała, tłamsiła, zawsze stawiała na swoim, a on jej ulegał, nigdy nie mógł podejmować decyzji, jedynie dostosowywał się do niej. Ma już tego dość.


Człowiek to naprawdę zabawne stworzenie! Nie zauważa, że wpadł z deszczu pod rynnę. Uporczywie twierdzi, że jest zadowolony, jakby chciał mnie przekonać. Według mnie w ogóle nie wygląda na zadowolonego, widzę, ile go to kosztuje. Mówię mu, żeby nie wyrzucał do śmieci dwudziestu lat miłości do żony. Na próżno, on wie, co jest dla niego dobre. Już podjął decyzję.


Wiem z doświadczenia, co może się zdarzyć. Małżeństwo nie jest szczepionką uodparniającą na zakochanie. W przypadku jakichkolwiek rozłamów i trudności ludzie skłonni są wmawiać sobie, że gdzieś tam istnieje inna osoba, która nie sprawi tylu kłopotów. Jak gdyby źródłem problemów byli inni, a nie my sami.


W takiej sytuacji lepiej byłoby z kimś porozmawiać, aby nie pogłębiać podziałów. Jeżeli to możliwe, najlepszym wyjściem byłoby zerwanie wszelkich kontaktów z osobą, która nas pociąga i angażuje nasze siły. Czasami wystarczy zachować dystans, nie spotykać się przez jakiś czas i pozwolić, aby uczucie zgasło niczym zdmuchnięta świeca. Czasami, niestety, presja jest zbyt silna i człowiek ulega. Rozwodzi się i zaczyna życie z nowym partnerem. Tyle że później, znacznie częściej niż się ludziom wydaje, po kilku miesiącach wraca się na właściwą drogę. Prawie zawsze jednak jest już za późno na leczenie ran. Skończył mówić.


Dochodzę do wniosku, że niewiele już da się zrobić w tej okropnej sytuacji. Namiętność, uczucie, popełnione błędy odebrały mu zdolność widzenia. Nie jest w stanie właściwie ocenić sytuacji, nie stać go nawet na odrobinę samokrytyki. Straszna historia. Cudów nie ma: albo był autentyczny wcześniej, albo jest teraz. I nie chodzi tu o kwestię moralną - jak stara się mnie przekonać - lecz o głębokie zagadnienie ontologiczne. Po prostu nie da się popierać dwóch przeciwstawnych stanowisk. Głos sumienia zawsze stara się powstrzymać nas przed upadkiem.


Albo kobietą życia była jego żona, albo jest nią ta obecna dziewczyna, która upolowała przystojnego menadżera. Stawiam wszystko na jedna kartę.


"Wysłuchałem cię i nie wiem, co mam ci powiedzieć. Oczywiście masz prawo do szczęścia, masz już dość zginania karku, chciałbyś samodzielnie podejmować decyzje, nawet jeżeli w tej chwili są one bolesne. Tysiące par dochodzi do wniosku, że się pomyliło, a rozwód nie musi wpływać niekorzystnie na rozwój dziecka. Każdy chciałby być szczęśliwy! A, o ile dobrze rozumiem, przy tej dziewczynie - w przeciwieństwie do twojej żony - czujesz się jak prawdziwy mężczyzna. W porządku. Jeżeli jednak mam być szczery, coś mi się tu nie zgadza. Twierdzisz, że jesteś zadowolony, a tymczasem ja widzę człowieka wyniszczonego cierpieniem. Który z was dwóch ma rację: ten ty, który twierdzi, że jest szczęśliwy, czy ten ty, który ma ochotę płakać?".

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.58

Liczba głosów:

43

 

 

Komentarze użytkowników (27)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~DEBB 07:44:06 | 2014-07-31
Sakrament małżeństwa.. wypowiadane słowa są takie piękne ! I potem trwać też jest piękne! Liczyć na siebie, nie dać powodu do zazdrości i kochać spokojnie, coraz spokojniej i pewniej ... aż do końca życia.

Oceń 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~NP 17:10:11 | 2014-04-29
Ożeniłem się 2 lata temu. Ostatni miesiąc po 8h dziennie analizowałem moje życie (dlaczego? - o tym dalej), wszystkie decyzje, jakim jestem człowiekiem, jak mnie wychowali rodzice, co mną kierowało, czy podświadomie ulegałem presji, itp. i uważam, że wiele rzeczy w życiu zrobiłem niezupełnie w zgodzie ze sobą, w sposób niedojrzały, podświadomie kreując nierealny obraz, ulegając otoczeniu. Do wszystkiego doprowadziło poznanie koleżanki ze studiów (sprzed kilku lat, znanej "z widzenia" na uczelni). Minęło kilka miesięcy od poznania, było kilka spotkań. Nie powiedziałem, że mam żonę na pierwszym spotkaniu (nie nosiłem też obrączki) - OK, na drugim - postanowiłem, że powiem, wiedziałem, że nie spotykamy się tylko na pogawędkę, ale nie odważyłem się, zrobiłem to na trzecim - było trudno i żałowałem, że nie byłem szczery wcześniej, bo wiedziałem, że po takim numerze to już definitywny koniec jakiejkolwiek znajomości. Była bardzo rozczarowana (delikatnie mówiąc). Spotkaliśmy się jeszcze, aby sobie wszystko powiedzieć, wyjaśnić i już się nie spotkać. Mi było potem naprawdę ciężko, ale ona też odrobinę pokazała, że trudno jej zapomnieć. Ostatecznie mamy kontakt ze sobą od czasu do czasu, bo nigdy nie wiadomo co jest nam pisane - tak się umówiliśmy :) A jesteśmy profesjonalistami i wiemy co wolno a czego nie. Trzy lata temu zabrakło mi tego przewartościowania i samoświadomości - sam czuję, że to zupełnie inny poziom. Teraz pewnie nie podjąłbym takiej samej decyzji o ślubie. I poznałem kobieta mojego życia właśnie teraz. Mija już któryś miesiąc, czuję, że ją kocham, ale niewiele mogę chyba zrobić. Nie mogę jej teraz "przeszkadzać" w ułożeniu sobie życia - życzę jej z całego serca jak najlepiej. I cały czas żałuję, że kiedyś nie zrobiłem inaczej.

Oceń 12 35 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Moon 12:07:32 | 2014-03-15
Jejku to historia o moim mężu i o mnie.
Przerażające.
Właśnie zadeklarował że sie wyprowadza do kochanki...
Po 15 latach bycia razem...
Ciagle mnie oskarża ...nie walczysz o mnie... a ja 
osiem miesiecy, odkad trwa zrada walcze codziennie,
ups - walczyłam, do środy popielcowej, walczyłam...
a teraz 
modle się o spokój, spokój serca, spokój, duszy i spokój umysłu...

Codziennie powtarzam sobie  ...jeżeli Bóg pozwala żeby w twoim zyciu coś runeło, to tylko po to żeby na tych ruinach zbudowac coś wspanialszego...

Oceń 39 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~skaza 11:14:30 | 2014-03-05
Bardzo łatwo powiedziec" nie jesteś już kobieta mojego życia". Bardzo łatwo jest się rozwiesć. Bardzo łatwo znaleźć duszpasterstwo dla nowego związku w Kościele. (dla zwiazków niesakramentalnych).

Bardzo trudno usłyszeć na kazaniu: nowy związek to cudzołóstwo.
Czy ktoś słyszał ktos takie słowa w ostatnich latach?

Oceń 31 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~grzegorz(nieGrzegorz) 23:16:32 | 2014-03-04
Omijałem  jakiś czas a to proszę - wyzwoliło taką fajną dyskusję!
1/Oczywiście nie ma żadnego życiowego przypadku  -  jest fikcja literacka skompilowana z 10 opowieśći. Ludzie kupią. Wyliczanie lat narzeczeństwa (25 + 3 = 30 itd.) niewiele tu zmieni.
2/Zdrada to zawsze i wyłacznie moja wina.Przyznaję.Nie mam zdolności do monogamii. 3/Jak się zwykle ludzie dobierają?  na haju?  albo...i... z łaski Bożej!!!
4/Widać nawet po fikcji literackiej że zdarzają się ludzie z charakterem! Akceptują miłość kiedykolwiek przychodzi!
5/"Nie martwcie się zbytnio o jutro, dosyć ma dzień swoich zmartwień..." Wierzysz w to? Czy nie za bardzo?

Oceń 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Destroy 21:45:28 | 2014-03-04
A ta nowa będzie jeszcze gorsza.
Ludzie!
Weźcie nie dajcie się manipulować uczuciom. Wyprzyjcie się jakiś pragnień miłoiści i miejsce zdrowy rozsądek i ŁEB na karku a nie serce.

Oceń 13 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jusujus 17:36:45 | 2014-03-04
Aj aj i znowu bolesna rzeczywistość. Kościół swoje a rzeczywistość swoje, jaka wredna ta rzeczywistość. Jeszcze nie spotkałam pary ludzi u których małżeństwo nie wyzwoliło jeszcze większej ilości rządz niż było przed apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zawsze znajdzie się ładniejsza i młodsza a mężczyzna jest jak wino dojrzewa i staje się coraz bardzie w cenie z wiekiem i prestiżem w pracy. Nie ma miłości po grób, jest ślubowanie po grób mam wrażenie. Jak najbardziej zgadzam się z nauką Kościoła bo jestem kobietą i  taki projekt na życie,że to nie żądze mają nas trzymać razem a odpowiedzialność jeden za drugiego jest piękne ale jakby ktoś o tym na poważnie myślał zawierając związek małżeński to raczej wogóle by się nie żenił jak słusznie zauważyli Żydzi w Piśmie Świętym. Z artykułu wynika, że koleś jak koleś był na emocjonalnym haju to żona była miłością życia ale jak już się skończyło to już jest inna. Czy są jeszcze mężczyźni z charakterem na tym świecie, co realizują swoją wartość przez skuteczne działanie zakorzenione w Bogu i osiągnięcia w pracy niż fascynację coraz to nowej kobiety?

Oceń 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Marian Skandalista 16:43:02 | 2014-03-04
Ciekawe czemu się pobrali... Z miłości, z przyzwyczajenia, z "braku laku", z presji rodziny, presji wieku, bo "łatwiej/taniej żyć z kimś niż samemu", "bo lepszy taki niż żaden", "bo w sumie to już długo jesteśmy ze sobą, więc to chyba miłość i w końcu coś z tym zróbmy", "bo nie chcę jej skrzywdzić zostawiając przed ślubem", "bo w sumie już i tak mieszkamy razem", bo wstyd w tym kraju zerwać zaręczyny nawet z kimś toksycznym (kobietą czy mężczyzną)... Nie chcę oceniać tego konkretnego przypadku, bo za mało mi/nam tu wiadomo. Ale obawiam się, że ryzyko takich sytuacji jest do przewidzenia jeszcze przed ślubem... Tylko że wtedy myśli się o wielu rzeczach (zaproszenia, sala weselna, wspólne mieszkanie), ale najmniej się myśli, jak to będzie nie za rok-dwa, ale za 10-20-30 lat... niby wszystkiego się nie przewidzi, ale jednak sporo można...

Jak ona leci głównie na kasę, to co gdy stracisz pracę, albo znajdzie się ktoś bardziej kasiasty? Jak on leci głównie na Twoją urodę, to w końcu z czasem nie będziesz tą najmłodszą i najpiękniejszą w jego zasięgu. Przykre to wszytko... :|

Oceń 14 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~maciej 21:39:10 | 2014-02-23
Może warto zastanowić się czym jest SAKRAMENT małżeństwa?!?

Oceń 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~alta 17:16:32 | 2014-02-23
A jak się zwykle ludzie dobierają? Ano na "odlocie". Zauroczenie czy też żądza miłości wyzwala w mózgu endorfiny i inne hormony. Człowiek tak samo jak po narkotykach nie potrafi się skupiać na pracy, nie żadko wypowiedzi są pozbawione składni lub sensu. Na odlocie świat staje się nagle kolorowy i taki wspaniały. Ciągła stymulacja mózgu poprzez rozmyślanie o niej lub o nim powoduje iż zakochany ciągle jest na odlocie, prawie 24h. Feromony potrafią wyzwalać tak olbrzymie odlotowe dawki, że nawet nie zauważamy jak się uzależnimy. Tak naprawdę to chcemy być z tą wybraną osobą dla emocji dla odlotu. Ten mechanizm jest bliźniaczo podobny do małżeńskiej prostytucji. Związek trwa do póki są pieniądze. Kończą się pieniądze i związek się rozpada. Ileż to takich związków upada każdego roku. Przyczyną rozwodów jest to, że człowiek nie odróżnia miłości od własnych żądz. O negatywnym doborze partnerów napisano już wiele tomów poradników małżeńskich, bo przecież na nie dobranych parach można sporo zarobić zmuszając je do obopólnych wyrzeczeń. Z drugiej strony dopasowanych par znam niewiele. Jest to tak niesamowicie żadkie, że wręcz niespotykane.  Pozostaje jeszcze inna droga, ucieczka ku Bożej Miłości. Ona też niczym narkotyk uśmierza wszelki ból i naprawia słabości w człowieku. Potrafi przemieniać niedobranych ludzi w tak niesamowity sposób że stają się dla siebie partnerami życiowymi. Może człowiek zanim zakocha się w innym człowieku powinien najpierw zakochać się w Bogu, aby poznać prawdziwą miłość? 

Oceń 21 4 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?