Antykoncepcyjny mainstream

Imago
(fot. alonis / flickr.com)

Wpis z forum internetowego: "Brałam tabletki przez 8 lat (bez żadnej przerwy!) i aktualnie jestem w pierwszym miesiącu stosowania metod naturalnego planowania rodziny. Czuję się z tym naprawdę fajnie: wreszcie sobą, wreszcie kobietą, wreszcie wolna! I cieszą mnie nawet te wszystkie obserwacje, wyliczenia i pomiary!"

 

Cieszę się, że w końcu przestanę się truć


Reakcja organizmu kobiety na środki hormonalne jest kwestią bardzo indywidualną. I choć zwolennicy pigułek będą podkreślać problem właściwego wstępnego rozpoznania lekarskiego i doboru odpowiedniego preparatu, to jednak praktyka bywa niestety taka, że ginekolog, nie dbając o szczegółową diagnostykę, przepisuje te środki, których marketing jest w danym momencie najskuteczniejszy. Dość typowa wydaje się sytuacja opisana przez jedną z kobiet: Oj, w ogóle to moja głupota z tymi tabletkami. Miało być tak fajnie i wygodnie, a wcale nie było. Wcześniej nie szukałam dokładnych informacji. Lekarz powiedział, że są dobre, to brałam. Niestety, potem był zdziwiony moją podniesioną prolaktyną i guzem na piersi, który teraz trochę się zmniejsza. Zdarza się też, że gdy młoda dziewczyna prosi lekarza o pomoc w sytuacji obfitych, przedłużających się i bolesnych miesiączek, zamiast gruntownego rozpoznania i próby leczenia, rutynowo otrzymuje receptę na tabletki hormonalne.


Istnieje pewien zakres powtarzających się problemów zdrowotnych, które nękają użytkowniczki pigułek: niepokojący przyrost wagi, bóle migrenowe i obniżenie nastroju, suchość pochwy, niechęć do współżycia, niespodziewane krwawienia, rozregulowanie układu hormonalnego po odstawieniu tabletek. To, co miało być wyzwoleniem, często okazuje się uwikłaniem: Kobiety rozpoczynające praktykowanie NPR przypominają niekiedy neofitki - nowa sytuacja jest dla niektórych pań jak objawienie, tak radykalnie zmienia się ich samopoczucie, że mówią o rozpoczęciu nowego życia. Chodzi nie tylko o dobrostan fizyczny - coś odblokowuje się w psychice, jakby zrzucały jakiś ciężar: Cieszę się, że w końcu przestanę się truć. To trwało zdecydowanie za długo, ale wygoda robi swoje. Już od dłuższego czasu myślałam o odstawieniu tabletek, ale nie za bardzo wiedziałam, jaką mamy alternatywę.

 

Wreszcie jestem sobą!


Sporo par pragnących dziecka, odstawiając pigułki, decyduje się na rozpoczęcie obserwacji objawów płodności. Niektóre z nich nie zamierzają po porodzie trwać przy metodach NPR, ale część kobiet przeżywa olśnienie: wiem, co się dzieje w moim organizmie! Oto refleksje kilku pań:


Tabletki rzuciłam dłuższy czas temu, ale dopiero teraz zaczęłam uważnie obserwować swój organizm (…). Uważam, że to była świetna decyzja - bez tabletek jestem sobą, nawet inaczej odczuwam dotyk i przytulanie…
Wszystko się tak diametralnie zmienia, że człowiek się zastanawia, po co tyle lat bez sensu męczył się z tabletkami. Tylko, że póki się nie odstawi, nie tak łatwo jest zauważyć, że coś jest nie tak. Można brać latami i wydaje się, że wszystko jest normalnie… Ale za to po odstawieniu - jaka różnica, jaka frajda!

 

Mężowie "cudownie zabezpieczonych" kobiet


Mój mężuś patrzy na te sprawy tak samo, więc nie mamy problemów z porozumieniem w tym względzie, co jest bardzo ważne - napisała jedna z pań. To idealna sytuacja, gdy do praktykowania metod naturalnych są przekonani oboje - mąż i żona. Bywa, że do prowadzenia obserwacji namawiają swoje wybranki mężowie, co więcej - starają się mobilizować je, pomagać w prowadzeniu zapisów, w interpretacji cyklu. Często kobiety są pełne obaw, niepewności, czy sobie poradzą, nie do końca ufają swojemu organizmowi, bo nigdy wcześniej nie prowadziły obserwacji objawów płodności, a stosowanie antykoncepcji uniemożliwiało im życie w harmonii z organizmem.


Jeden ze skutków ubocznych stosowania pigułek to także zmiana mentalności: zamiast wsłuchać się w naturalny rytm płodności, kobieta odbiera ją jako żywioł, który trzeba okiełznać przy pomocy dostępnych narzędzi. Ta obawa przed zdaniem się na samoobserwację jest zrozumiała, bo przecież kobieta - potencjalna matka - może czuć się obarczona szczególną odpowiedzialnością. To ona ma zażywać pigułki, podczas gdy mężczyzna nie ponosi żadnych wyrzeczeń ani nie naraża się na żadne komplikacje zdrowotne.


Gorzko brzmi wyznanie osamotnionej żony: Tkwię w czymś, czego nienawidzę, ze strachu. A strach i tak jest. Jak się okazuje, wystarczy raz zapomnieć połknąć pigułkę… No i te wyrzuty sumienia. Gdyby mąż mógł mnie wesprzeć, gdyby powiedział: "zostaw to, poradzimy sobie, przecież umiemy NPR", ale on tego nie zrobi, wygodnie mu z tym, że łykam pigułki. No i ma pewność, że nie zajdę w kolejną ciążę, bo i on tego nie chce.


W praktykowaniu naturalnego planowania rodziny wyrozumiałe wsparcie męża jest nieocenione:


"A mnie do npr namawia mój mężyk. Jeszcze się całkiem nie przekonałam, bo chyba nie do końca ufam swojemu organizmowi. Za to mój M nie musi mnie pytać, a nawet zaglądać na wykres (chociaż czasem to robi), bo mówi, że ma w głowie mój wykres. Co rano budzi mnie o 5.30 i podaje mi termometr, a później to on zapisuje na kartce przy łóżku tempkę! Tak więc wszystko ma przed oczami, zanim ja zobaczę to po zapisaniu na wykresie! On pierwszy kojarzy fakty i zwraca uwagę na to, że spadła, wzrosła itd.


Po poronieniu, czekając na pierwszą miesiączkę, rozmawiałam z mężem i oboje ustaliliśmy, że decydujemy się na termometr. Wstępnie nie planowaliśmy dzidziusia, ale małżonek wiedział, jak odbiła się na mnie Depo- Provera i sam nawet stwierdził, że gdy mierzę temperaturę, jest więcej przytulanka niż wtedy, gdy byłam tak "cudownie zabezpieczona" - i tu miał rację."


To interesujące świadectwa - mężowie czują, że z ich żonami dzieje się coś niedobrego, bo antykoncepcja na dłuższą metę psuje radość ze współżycia, choć reklamy wmawiają co innego.

 

Mam dość pakowania w siebie chemii


Profesor Włodzimierz Fijałkowski, niestrudzony orędownik ekologicznego spojrzenia na płciowość, przewidywał, że kiedyś również w pojmowaniu ludzkiej seksualności musi nastąpić zwrot w kierunku świadomości ekologicznej - nazywał to "rewolucją przetrwania". Czy nie daje do myślenia fakt, że w krajach najsilniej promujących antykoncepcję (np. USA, Wielka Brytania) notuje się dziś niespotykany nigdy wcześniej wzrost zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową (autorzy niemal 500-stronicowego amerykańskiego raportu na ten temat zatytułowali go: The Hidden Epidemic - skryta epidemia)? Ucząc małżeństwa naturalnego planowania rodziny, stajemy w pierwszym szeregu owej "rewolucji przetrwania", ponieważ ten styl życia zakłada całościowe ujęcie relacji małżeńskich opartych na autentycznej miłości, na wierności, czystości, wzajemnej komunikacji. Każda dyskusja na ten temat prędzej czy później schodzi na kwestie sztywnych rygorów narzucanych przez Kościół katolicki, podczas gdy wystarczy zwykły zdrowy rozsądek i uczciwe kojarzenie faktów.

 

Owszem, motywacja religijna może mieć kluczowe znaczenie dla wytrwania w takim stylu życia, ale niektórych przekonuje właśnie ekologiczny charakter metod rozpoznawania płodności:


Może też jest we mnie trochę buntu przeciwko tej rzeczywistości, w której, kiedy mówię, że chcę stosować NPR, to ludzie uśmiechają się z pobłażaniem i myślą "ciemnogród", a sami nie mają pojęcia o funkcjonowaniu kobiecego ciała; buntu przeciwko ginekologom, którzy na wyregulowanie okresu zalecają tabletki - (tylko przecież krwawienie podczas brania tabletek to nie jest prawdziwy okres; może niektórym wystarcza świadomość, że leci krew? ). A poza tym NPR to fajna zabawa: te wykresy, pomiary, świadomość, że te "śluzy", bóle piersi to nie jakaś czarna magia. Może tego buntu jest we mnie więcej niż trochę, bo pomyślałam sobie, że NPR właściwie nie przynosi nikomu oszałamiających zysków, jest niepoprawne światopoglądowo, niekomercyjne...

 

Szef nas nie opuścił


W encyklice Humanae vitae papież Paweł VI bardzo zwięźle i trafnie przedstawił istotę miłości małżeńskiej:

  • ludzkiej, czyli zarazem zmysłowej i duchowej,
  • przeżywanej jako akt wolnej woli, dzięki któremu małżonkowie wzrastają w człowieczeństwie,
  • pełnej, zdolnej do obdarowania sobą współmałżonka,
  • wiernej i wyłącznej aż do końca życia,
  • płodnej.

Trudno znaleźć małżonków, którzy w głębi serca nie pragnęliby takiej miłości. Jest też oczywiste, że antykoncepcja poważnie zaburza każdy z wymienionych elementów tej relacji, dlatego wiele małżeństw porzuca ją z powodu niepokoju sumienia. I choć krytycy etyki katolickiej są skłonni dostrzegać w takim zachowaniu jedynie skutek opresyjnego wpływu sztywnych dogmatów, to jednak świadectwa autentycznej radości są bardzo przekonujące:


Antykoncepcja kłóciła się z moim światopoglądem, jednak lęk okazał się silniejszy. Zaczęłam stosować Harmonet. Początkowo wydawało mi się, że uzyskałam spokój. Nie chciałam myśleć o skutkach ubocznych tych środków, choć bóle nóg zaczęłam odczuwać dość szybko, do tego dołączyły się migrenowe bóle głowy. Gorsze są jednak zmiany psychiczne, które dostrzega się dopiero po pewnym czasie. Brak radości ze zbliżeń, brak pełnego oddania się sobie. Po trzech latach antykoncepcji przeczytałam, że środki te mają ukryte działania poronne. (…). Odrzuciłam Harmonet. Bałam się, ale Szef nas nie opuścił. Uważam, że nie ma pewniejszych metod niż NPR. Sprawia mi radość, że wiem zawsze, w której fazie cyklu jestem. A nasze życie nabrało rumieńców - nasza radość jest pełna. Więc przestań się bać! Warto żyć naprawdę!

 

Nie jestem ufoludkiem!


Na początku czułam się jak ufoludek wśród koleżanek, które, słysząc moją decyzję o NPR, pukały się w czoło. Dopiero wchodząc na strony NPR, przekonałam się, jak wiele kobiet z powodzeniem stosuje te metody - bez problemów, prochów i zgryzot sumienia.


Aby małżonkowie wytrwali w wyborze metod naturalnych, potrzebują wsparcia, bowiem presja mentalności antykoncepcyjnej jest bardzo mocna. Chodzi tu nie tylko o wyszkolenie kompetentnych instruktorów, o szeroką dostępność dobrze prowadzonych kursów czy o większą wiedzę lekarzy na temat NPR. Wiele kobiet stwierdza, że przekonały się, bo zaintrygowały je koleżanki, które z powodzeniem stosują tę metodę. Osobiste przykłady wzbudzają zaufanie, dlatego bardzo ciekawą inicjatywą są na przykład kursy NPR prowadzone przez stowarzyszenie Liga Małżeństwo Małżeństwu, w którym instruktorami metod są nie pojedyncze osoby, lecz wyłącznie pary małżeńskie, a do udziału w spotkaniach również zaprasza się oboje małżonków.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.85

Liczba głosów:

27

 

 

Komentarze użytkowników (21)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~assuan 22:52:59 | 2012-10-26
 Od  12 lat stosujemy naturalne metody, z powodzeniem. Mamy dwoje dzieci, świadomie zaplanowanych i oczekiwanych od samego początku, wyleczyłam się też z problemów hormonalnych dzięki obserwacji i mądremu, popierającemu ją lekarzowi.
To takie fajne, gdy i mąż i żona są jednakowo zaangażowani i odpowiedzialni w tym względzie. 
Dostaję piany na ustach, gdy słyszę, że osoby, które nie mają o tym zielonego pojęcia, pogardliwei podsumowują słowem "kalendarzyk".

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~na przykładzie gwiazdy 13:04:08 | 2012-09-21
„Seksbomba” lat 70-tych: Antykoncepcja zrujnowała małżeństwa

Aktorka Raquel Welch, niegdyś „najbardziej pożądana kobieta” „Playboya” i symbol seksu lat 70-tych, dziś ostro krytykuje antykoncepcję i jej społeczne skutki. - Od czasu, gdy otwarto pierwszą klinikę Planned Parenthood, nic nie jest takie samo – pisze.
„Starzejący się symbol seksu” - jak o sobie pisze Welch – analizuje wpływ antykoncepcji na amerykańskie społeczeństwo na stronach internetowych CNN. Jej zdaniem, głównym skutkiem powszechnego stosowania antykoncepcji stała się niewierność i brak zaangażowania w związki, co doprowadziło wielu do zakwestionowania samej „opcji” małżeństwa.

Aktorka sama do tej pory nie była przykładem wiernej małżonki. - Wstyd mi się przyznać, że ja sama wychodziłam za mąż cztery razy. Pomimo to, nadal uważam, że małżeństwo jest kamieniem węgielnym cywilizacji, kluczową instytucją stabilizacji społeczeństwa, które stanowi sanktuarium dla dzieci i ratuje nas od anarchii – pisze aktorka.

Dziewczyna z okładki „Playboy'a” wyznaje jednak, że wszystko zmieniło się gdy sama zaszła w ciążę. Niegdyś, zaprzątnięta karierą, za wszelką cenę unikała poczęcia dziecka. Teraz, jak pisze nosząc w sobie nowe życie, uświadomiła sobie, że „w tym procesie nie chodzi o nią”. - Byłam jedynie obserwatorem tej metamorfozy, która działa się w moim łonie, tak by mogło się narodzić nowe życie – pisze Welch.

Z tej perspektywy, analizując wpływ antykoncepcji, aktorka zauważa, jak niestabilny świat ludzie stworzyli swojemu potomstwu. - Brak seksualnych zahamowań, co niektórzy nazywają „wolnością seksualną”, pozbawił rozsądku i uwagi proces wybierania partnera seksualnego, który niegdyś był partnerem życiowym – pisze aktorka.

Do zmiany moralności przyczyniło się rozpowszechnienie antykoncepcji. - Od czasu, gdy Margaret Sanger otworzyła w 1916 roku pierwszą klinikę Planned Parenthood, świat nie jest już taki sam – pisze Welch.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 14:55:28 | 2012-09-11
 Sz. bobo
Nikt mi nie każe stosować antykoncepcji. To prawda. Nikt mi również nie każe nikogo bić, kopać poniżać. Czy jeśli spotka Cię to na ulicy, mam się "nie wtrącać?"
NPR to świadome kierowanie swoją płodnością, a więc swoim zyciem. Dla wielu to za trudne, a co gorzej niezrozumiałe. 

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 13:16:22 | 2012-09-11
Zauważ że nie ma żadnego obowiązku posiadania kierownika duchowego czy zasięgania porad u spowiednika. ...


Rozumiem, że taki jest niestety język potoczny, ale określenia typu: "posiadanie spowiednika" brzmią dla mnie niepokojąco. Bo posiadać to można rzecz/przedmiot a nie drugiego człowieka. Penitent nie jest posiadaczem czy właścicielem spowiednika.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 11:58:24 | 2012-09-11
@XLeszek
Czyli kluczową kwestią jest w takim razie otwartość na przyjęcie ewentualnego potomka - jeśli małżeństwo jest gotowe przyjąć dziecko, to współżycie w okresach niepłodnych nie jest grzeszne?

Tak. Istotna jest otwartość na życie i nie robienie z metod NPR metod antykoncepcyjnych.

Staram się to wszystko sobie poukładać, ale wydaje mi się, że mieszanie w tak intymne sprawy osoby trzeciej - nawet w postaci spowiednika czy kierownika duchowego jest przesadą i że kwestia planowania rodziny powinna być zostawiona już sumieniu samych małżonków, którzy znają swoją sytuację materialną, zdrowotną, życiową...

Zauważ że nie ma żadnego obowiązku posiadania kierownika duchowego czy zasięgania porad u spowiednika. I nie tylko kwestia planowania rodziny, ale i każda inna kwestia zostawiona jest sumieniu danego człowieka. Weź jednak pod uwagę to, że aby sumienie mogło orzekać co uznaje za dobre a co za złe, to wpierw musi skądś znać normy moralne.
Ale człowiek ma skłonność do usprawiedliwiania siebie. Nie zawsze więc nawet sam sobie mówi prawdę, i nie zawsze powie, że to co robię jest złe i powinienem robić inaczej,  a często powie że choć to co robi może nie jest najlepsze, ale nie może inaczej bo [...]. Potrzebuje więc pewnego weryfikatora, który dokona oceny i albo powie że sumienie rozstrzyga prawidłowo, albo powie że jest w błędzie. Takim weryfikatorem może być kierownik duchowy lub spowiednik.
Nie pamiętam gdzie, ale kiedyś dowiedziałem się, że przystępując do spowiedzi powinienem się w pewien sposób przedstawić. Ile mam lat, jakie wykształcenie, stan cywilny, ilość dzieci, czy pracuję czy jestem bezrobotny czy na emeryturze/rencie itp. No bo aby właściwie określić ciężar grzechów oraz udzielić mi pożytecznej porady duchowej spowiednik powinien wiedzieć z kim ma do czynienia. Jak dziewczyna spowiada się np. że współżyła kilka razy to istotne jest przecież czy jest małżonką która zdradza męża, czy narzeczoną która już przed ślubem współżyje z narzeczonym, czy też jest panną, która co sobotę  wracając z dyskoteki ląduje w innym łóżku.
I te przedstawienie się spowiednikowi powinno w naturalny sposób rozwiązać problem. Bo jak powiesz, że masz xx lat i jesteś yy lat po ślubie, ale nie macie dzieci, to jeśli te xx i yy to nie są pojedyncze lata, to w naturalny sposób powinno się pojawić pytanie spowiednika dlaczego yy lat po ślubie mając xx lat nie macie dzieci. Takie pytania nie oznaczałyby bynajmniej wścibstawa spowiednika. To raczej ich brak byłby jego "błędem w sztuce".

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ela22 11:30:58 | 2012-09-11
@XLeszek
Rzeczywiście, sformułowanie "o posiadaniu kogoś" może nie jest najlepsze, ale napisałam bez zastanowienia. Zgadzam się z tym, że posiadać na własność nikogo nie można. Czyli kluczową kwestią jest w takim razie otwartość na przyjęcie ewentualnego potomka - jeśli małżeństwo jest gotowe przyjąć dziecko, to współżycie w okresach niepłodnych nie jest grzeszne? Staram się to wszystko sobie poukładać, ale wydaje mi się, że mieszanie w tak intymne sprawy osoby trzeciej - nawet w postaci spowiednika czy kierownika duchowego jest przesadą i że kwestia planowania rodziny powinna być zostawiona już sumieniu samych małżonków, którzy znają swoją sytuację materialną, zdrowotną, życiową...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 12:57:22 | 2012-09-10
@XLeszek
Nieprawda. Motyw w obu przypadkach jest diametralnie inny. Czym innym jest stosowanie metod naturalnych w celu świadomego planowania swojego rodzicielstwa a zupełnie czym innym jest stosowanie w/w metod jako naturalnej metody antykoncepcyjnej.
Stosowanie NPR jako naturalnego środka antykoncepcyjnego zamiast prezerwatywy czy tabletki jest również grzeszny.

Dziękuję za wyjaśnienie. Ale nadal mam wątpliwości. Czy w takim razie, jeśli małżeństwo nie wyklucza posiadania w przyszłości potomstwa, ale z konkretnych przyczyn w chwili obecnej nie może sobie na nie pozwolić, według stanowiska Kościoła powinno zrezygnować ze współżycia?

Właśnie na tym polega naturalne planowanie rodziny, że jeżeli dane małżeństwo po głębokim rozważeniu (i modlitwie!) uznaje, że z konkretnych przyczyn w chwili obecnej nie mogą sobie pozwolić na posiadanie potomstwa (czy kolejnych potomków), to wykorzystując metody NPR współżyją ze sobą w okresach niepłodnych. I jeśli jednocześnie pozostają otwarci na wolę Bożą i są gotowi przyjąć nieplanowanego potomka to nie muszą rezygnować ze współżycia.
Myślę jednak, że tego typu sytuacje nie mogą być rozstrzygane szablonowo i wymagają indywidualnego rozważenia z jakimś kierownikiem duchowym czy spowiednikiem. No bo co to choćby znaczy, że w chwili obecnej z konkretnych przyczyn nie mogą sobie pozwolić? Bo mieszkają w 10 osób w mieszkaniu mającym 40 mkw? Czy dlatego, że aktualnie spłacają raty za samochód czy budowę domu? Czy może nie mogliby jeździć latem na Karaiby i zimą w Alpy? A może figura by się matce popsuła i mogłaby popaść w depresję?

ps
Rozumiem, że taki jest niestety język potoczny, ale określenia typu: "sobie pozwolić na posiadanie potomka" brzmią dla mnie niepokojąco. Bo posiadać to można rzecz/przedmiot a nie drugiego człowieka. Rodzic nie jest posiadaczem czy właścicielem dziecka. Należy mieć świadomość, że jest mu ono przez Boga jedynie powierzone na wychowanie. A pozwalanie sobie na posiadanie brzmi niepokojąco egoistycznie (podobnie jak "kocham się w Tobie" zamiast "kocham Cię").

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ela22 11:25:59 | 2012-09-10
@XLeszek
Nieprawda. Motyw w obu przypadkach jest diametralnie inny. Czym innym jest stosowanie metod naturalnych w celu świadomego planowania swojego rodzicielstwa a zupełnie czym innym jest stosowanie w/w metod jako naturalnej metody antykoncepcyjnej.
Stosowanie NPR jako naturalnego środka antykoncepcyjnego zamiast prezerwatywy czy tabletki jest również grzeszny.
Dziękuję za wyjaśnienie. Ale nadal mam wątpliwości. Czy w takim razie, jeśli małżeństwo nie wyklucza posiadania w przyszłości potomstwa, ale z konkretnych przyczyn w chwili obecnej nie może sobie na nie pozwolić, według stanowiska Kościoła powinno zrezygnować ze współżycia?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 10:48:21 | 2012-09-10
Do rzeczy. Czy błądzą określając dwóch wrogów natruralnych metod planowania rodziny? Czy ich nie ma?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 10:17:43 | 2012-09-10

Przecież nikt nie każe ci stosować środków antykoncepcyjnych, to twoja sprawa. Nie wiem kim jestes, ale dobrze by bylo, żebyś wiedział, że rozsądne małżeństwo stosuje antykoncepję, po to aby posiadać tyle dzieci, ile jest w stanie wychować. Człowiek to istota rozumna i nie rozmnaża się jak królik, a dziecko to nie jest zabawka,, którą można komuś podrzucić.

@bobo, to nie tak. Za pojęciem antykoncepcji kryje się cały system wartości. Metody antykoncepcyjne są to metody anty-poczęciowe, metody majace na celu wykluczenie płodności. I metody antykoncepcyjne stosowane są po to aby wykluczyć płodność, aby rozerwać związek pomiędzy seksem a płodnością, by można było współżyć seksualnie ile i kiedy i z kim się chce bez obawy o ciążę.
Te rozsądne małżeństwo o którym wspominasz nie stosuej antykoncepcji ale właśnie NPR, czyli naturalne planowanie rodziny, planując tyle dzieci ile są w stanie wychować i powołując je do istnienia w optymalnych warunkach.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook