Nie czekajcie aż dopadnie was kryzys

Życie Duchowe
(fot. shutterstock.com)

Mąż i żona od samego początku małżeństwa potrzebują silnej świadomości autonomii swojego związku, przeżycia prawdziwego "opuszczenia ojca i matki", a także odwagi i determinacji, że ich związek, umocniony łaską sakramentu, może przetrwać wszystkie życiowe burze.

 

"Na rekolekcje pojechaliśmy kilka miesięcy po ślubie - opowiada uczestnik Spotkań Małżeńskich. - Niektóre poruszane tam tematy były dla nas odległe, gdyż nie mieliśmy jeszcze takich doświadczeń jak małżeństwa starsze wiekiem i stażem. Jednakże dziś, po kilku latach od tego czasu, mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie uczestnictwo w tych rekolekcjach właśnie wtedy, to najprawdopodobniej nie przetrwalibyśmy kryzysu, który przeżyliśmy rok później". "Kochamy się bardzo - mówią inni uczestnicy rekolekcji - ale oboje pochodzimy z rodzin rozbitych. Bardzo się baliśmy, by nas nie spotkało to samo. Tu zobaczyliśmy małżeństwa, które przeżyły razem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat i dzięki dialogowi potrafiły pokonać trudności. To nam dodało odwagi i napełniło nadzieją". "Odkryliśmy, że umiejętność życia w dialogu na co dzień i zaufanie Panu Bogu to gwarancja szczęśliwego życia".

Z takimi wypowiedziami spotykamy się najczęściej po prowadzonych przez nas "Wieczorach dla zakochanych" - programie Spotkań Małżeńskich, który przygotowuje do sakramentu małżeństwa. Mąż i żona od samego początku małżeństwa potrzebują silnej świadomości autonomii swojego związku, przeżycia prawdziwego "opuszczenia ojca i matki" (por. Rdz 2, 24), a także odwagi i determinacji, że ich związek, umocniony łaską sakramentu, może przetrwać wszystkie życiowe burze. Potrzebne jest do tego przyjęcie od Pana Boga daru dialogu i nauczenie się korzystania z niego. Bo małżeństwo sakramentalne to rzeczywistość duchowa, w której fundamentalną rolę odgrywa dialog.

1. Dialog to zdolność do rozmawiania ze sobą w miłości. Nie każda rozmowa jest jednak dialogiem. Wiele osób domaga się go, zdaje im się, że go prowadzą, ale tak naprawdę zależy im przede wszystkim na mówieniu, dyskutowaniu, narzucaniu swojego zdania i - niestety także - na wystarczająco ostrych pretensjach, wymówkach i oskarżeniach. Podczas spotkań Małżeńskich dialogiem nazywamy taką rozmowę, a właściwie cały zespół werbalnych i niewerbalnych odniesień męża i żony, który prowadzi do spotkania osób, spotkania ze sobą i z Bogiem. Istota takiego spotkania leży we wzajemnej akceptacji małżonków jako osób, wzajemnym zaufaniu i jedności w Bogu.

Wymaga to jednak wielkiej wrażliwości na siebie nawzajem. Cechy dialogu, który do takiego spotkania prowadzi, sformułowaliśmy w postaci "zasad dialogu", które mówią o potrzebie: pierwszeństwa słuchania przed mówieniem, rozumienia przed ocenianiem, dzielenia się przed dyskutowaniem, a nade wszystko o potrzebie przebaczania.

Na rekolekcjach Spotkań Małżeńskich jest mało teorii, za to dużo świadectw dialogu. I one inspirują uczestników do ich własnego dialogu małżeńskiego. Jakże często po rekolekcjach słyszy się słowa: "Przez te dwie doby dowiedziałam się o moim mężu więcej niż przez dwadzieścia lat naszego małżeństwa". Stąd tak wiele pozytywnych zaskoczeń, energii i dynamiki miłości, z którą uczestnicy wyjeżdżają z tych rekolekcji.

2. "Całą teorię, całą wiedzę psychologiczną, która kryła się za waszymi świadectwami, znam doskonale, bo jestem psychoterapeutą. Ale mimo to nie mogłem dogadać się ze swoją żoną. Dlatego tu razem przyjechaliśmy, przeżyliśmy coś na nowo i wyjeżdżamy z nadzieją, że więź między nami poprawi się" - usłyszałem niedawno od jednego z uczestników na zakończenie rekolekcji. Przypominam sobie także inne małżeństwo psychoterapeutów, doskonale znających arkana psychologii komunikacji. To jednak wcale im nie pomagało w porozumieniu, wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej się ranili. Na naszych rekolekcjach odkryli, jak sami powiedzieli, "psychologię z ludzką twarzą".

Ta psychologia, zgodna z podstawową wiedzą akademicką z zakresu komunikacji interpersonalnej, służy rozwijaniu miłości Boga i bliźniego, miłości przyjętej od Jezusa. W świetle nieskończonej miłości Boga do człowieka, pojęcia takie jak miłość, wierność, uczciwość, zaufanie i wiele innych zyskują wartość nieskończoną i swoją mocą sięgają źródła - miłości Jezusa. Rozpoznawaną przez nas psychologię Bożej komunikacji traktujemy jako narzędzie przyjęte od Pana Boga; jako Jego dar, Jego pomoc, która wspiera życie zgodne z Jego drogowskazami. Wiedza pomaga nam przyjąć i zrozumieć, że to, co Bóg stworzył, w niepowtarzalnym kolorycie indywidualnych cech osobowości, jest - jak zostało zapisane w Księdze Rodzaju - dobre. Niestety, to pierwotne dobro zostało skażone grzechem. Próbujemy pomóc małżonkom "wracać do początku" (por. Mt 19, 8) przez inspirowanie rozpoznawania siebie nawzajem w prawdzie i w miłości, przez inspirowanie przypominania sobie lub rozpoznawania na nowo tego, co ich łączy, że są sobie dani i zadani w miłości. Jeden z wybitnych terapeutów powiedział wprost, że zazdrości Spotkaniom Małżeńskim możliwości dotykania transcendentnej sfery człowieka.

3. "Nie przypuszczałem, że w tak krótkim czasie można powiedzieć sobie tyle dobrych rzeczy" - te słowa jednego z uczestników oddają jeszcze jeden aspekt budowania małżeństwa trwałego i mocnego miłością. Niektórzy na początku rekolekcji są nastawieni sceptycznie. Nie widzą szans na zmianę. Doświadczenie rekolekcji przynosi na ogół całkowite zaskoczenie. Współmałżonkowie zaczynają widzieć siebie nawzajem w zupełnie innym świetle. Rozpoznają swoje cechy, których wcześniej nie zauważali. Odkrywają uczucia, o które się nie podejrzewali. Zdarza się, że uświadamiają sobie, iż pomimo - na przykład - dwudziestu lat małżeństwa, tak naprawdę siebie nie znają. Dzieje się tak dlatego, że na co dzień częściej wyrażamy pretensje, niż mówimy sobie dobre rzeczy. Wyrzucamy z siebie wszystko to, co negatywne, oceniamy i oskarżamy. Sporadycznie natomiast dzielimy się tym, co w nas dobre i co umacnia naszą więź. Rzadko dzielimy się wdzięcznością, okazujemy sobie czułość i serdeczność. Nie potrafimy okazać naszych uczuć ani ujawnić, jak wiele w naszych działaniach i zachowaniach jest troski o drugą osobę, jak wiele życzliwości i dobrej woli. Czasem zdaje nam się to niepotrzebne, czujemy skrępowanie i w rezultacie wielka potrzeba kochania i bycia kochanym jest w swym spełnieniu przyblokowana. Warto się zatrzymać, wyciszyć, odejść od codziennego załatwiania spraw, by zauważyć, zadziwić się sobą nawzajem, a może po raz pierwszy od lat - szczerze uśmiechnąć się do siebie. "Mówiliście -wyznaje jedna z uczestniczek - że współmałżonek jest Bożym darem. Ja tu odkryłam, że był darem nie do końca przeze mnie rozpakowanym".

Wszystkie te problemy na rekolekcjach jedynie sygnalizujemy. Jednak fakt, że w czasie ich trwania uczestnicy mogą to przeżyć we własnym małżeństwie, często okazuje się terapią prawdziwie wstrząsową. Niektórym wystarcza na całe życie, inni po rekolekcjach potrzebują systematycznej pracy. Wielu spośród "niedobranych" małżonków mówi dziś z głębokim przekonaniem, że połączył ich Pan Bóg. Rozpoznają w swoim życiu, że słowa: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (J 15, 16) -odnoszą się bezpośrednio do nich.

4. "Rozpaczliwie szukaliśmy kontaktu ze sobą, ale ciężko było trochę czasu wykroić, bo dwoje malutkich dzieci. Te rekolekcje dały nam siłę do życia i systematycznej pracy nad naszym małżeństwem". "Nie chciałem przyjechać i zrobiłem to dla świętego spokoju. Nie miałem nadziei. To był dla nas ostatni dzwonek. Wyjeżdżam z nadzieją". "Nie mieszkaliśmy ze sobą od dwóch miesięcy. Do przyjazdu tu zachęciła nas poradnia małżeńska. Trudno mi było namówić męża, ale jesteśmy. Zawierzyłam Bogu i doznaliśmy cudu".

To kilka przypadkowo wybranych świadectw wypowiedzianych przez uczestników Spotkań Małżeńskich. Jako prowadzący i organizatorzy tych rekolekcji stwarzamy małżonkom warunki do tego, by mogli się naprawdę spotkać ze sobą w prawdzie i miłości. ¯eby mogli podjąć decyzję na miłość, którą realizować będą w dialogu ze sobą i z Bogiem. Animatorzy nie są ekspertami od małżeństwa. Są zwykłymi małżonkami, którzy dzielą się z uczestnikami własnym doświadczeniem dialogu. Zarówno na "Rekolekcjach dla małżeństw", jak i na "Wieczorach dla zakochanych" wychodzimy z założenia, że zainspirowanie do dialogu, umożliwienie im kontynuowania go we dwoje, jest czymś najważniejszym, co możemy im przekazać. Szanując ich osobowość, indywidualność, niczego nie narzucamy, ale pozostawiamy im wolność decyzji: "tak" albo "nie" dla dialogu. W spotkaniach uczestniczy zazwyczaj kilkanaście par, każde małżeństwo ma swój własny pokój. Dialog prowadzą - jak podkreślamy - we dwoje i tylko we dwoje. Nikt w niego nie ingeruje. Nie ma nauk, prelekcji ani konferencji. Jest za to praca własna. Właściwie można to wszystko nazwać warsztatami rekolekcyjnymi.

Przyjeżdżają małżeństwa pełne jeszcze świeżych uczuć zakochania, ale i ci, którym trudno porozumieć się ze sobą. Jedni i drudzy mają możliwość odkryć, ile w nich jest dobra i że warto dalej być razem. Oczywiście to już jest ich decyzja, ich wybór i szansa, z której mogą skorzystać albo nie. Jeżeli po rekolekcjach małżeństwo nie korzysta z ich owoców, często popada w stare koleiny konfliktów.

Z inwestowaniem w swoje małżeństwo nie warto czekać do momentu, aż pojawi się kryzys. Małżeństwa często zwlekają z szukaniem pomocy i wiele z nich zgłasza się wtedy, kiedy uratowanie związku jest trudne, a czasem nawet niemożliwe. Dlatego zachęcamy małżeństwa, by nie zwlekały z przyjazdem na Spotkania Małżeńskie, by odkryły dar dialogu jako drogę wzajemnego poznawania siebie nawzajem, drogę rozumienia, akceptacji i zaufania wtedy, gdy jest im dobrze razem ze sobą.

Jerzy Grzybowski (ur. 1950), założyciel, wraz z żoną Ireną, ruchu rekolekcyjnego Spotkania Małżeńskie (www.spotkaniamalzenskie.pl). Opublikował między innymi: Małżeńskie drogowskazy; Dialog jako droga duchowości; Nas dwoje, przed nami małżeństwo.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.67

Liczba głosów:

12

 

 

Komentarze użytkowników (16)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~ŚWIADECTWO 00:06:47 | 2012-11-10

`PS.A ja się, zgadzam, ze"Małżeństwa często zwlekają z szukaniem pomocy i wiele z nich zgłasza się wtedy, kiedy uratowanie związku jest trudne, a czasem nawet niemożliwe."

ZAWSZE JEST MOŻLIWE !
ŚWIADECTWO !!!
 http://www.youtube.com/watch?v=AQIUzRFnIuE
 
SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA
http://www.youtube.com/watch?v=jlJYZ4rQ-4k

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~U JEZUSA 06:35:27 | 2012-09-22
Moniko, ratowanie małżeństw i rodziny zaczyna się od Tego, który ją stworzył. Żaden psycholog nie użyje słowa "Bóg w waszym związku", "Jezus jest obecny w małżeństwie", rozumiesz więc czym jest Sakrament Małżeństwa? Bo w dzisiejszych czasach nawet ksiądz Ci tego nie wytłumaczy (chyba, że teoretycznie).
Nawet księża nie wierzą w obecność Jezusa w małżeństwie sakramentalnym i wcale nie piszę o skrajnościach, takich jak maltretowanie fizyczne i znęcanie się psychiczne.
Wystarczy powiedzieć księdzu "nie kocham już męża/żony", to zobaczysz co odpowie.
Jakby same uczucia były miłością...
W dniu zawierania Sakramentu Małżeństwa nie mówisz: "ślubuję.... dopóki mi nie przejdzie uczucie"! A jak na drugi dzień przejdzie?!


uzdrowienie małżeństwa i rodzin zaczyna się i kończy u Jezusa

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Monika 09:32:02 | 2012-09-09
Skąd oni to wiedzą, ci orgazizatorzy Spotkań Małż.,
"Małżeństwa często zwlekają z szukaniem pomocy i wiele z nich zgłasza się wtedy, kiedy uratowanie związku jest trudne, a czasem nawet niemożliwe."
Tego nie wie nikt jak jest naprawdę! A tym bardziej nie wie niedoskonaly człowiek, jakim jest każdy, więc i Pan Grzybowski.


`PS.A ja się, zgadzam, ze"Małżeństwa często zwlekają z szukaniem pomocy i wiele z nich zgłasza się wtedy, kiedy uratowanie związku jest trudne, a czasem nawet niemożliwe."
Myślę, że każdy psycholog to samo może powiedzieć, kiedy przychodza do niego małżeństwa na terapie i jest w nich tyle zranień, wzajemnego oskarżania i nienawiści, że jest za późno na ratowanie rodziny, bo tak naprawde oni tego już nie chcą. A przychodzą na terpie, żeby było, że próbowali, albo dlatego, że jedna strona chciała... Inaczej by było, gdyby pojawili się dużo wcześniej, albo wcześniej nauczyli by się ze sobą rozmawiać...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nauka Pana Jezusa 00:55:35 | 2012-09-08
Ktoś napisał "niesakramentalni-nietykalni".

A nauka Jezusa jest inna:
„Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo”. (Ew. św. Łukasza 16:18)

 „Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża. (11) Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony”.
(1 list św. Pawła do Koryntian 7:10-11)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~? 13:51:58 | 2012-08-13
Maripoza, masz rację, że białe małżeństwo to chory wymysł . Chyba wpadł na taki pomysl ktoś, kto nie wie co to jest małżeństwo, a szczególnie w starszym wieku o wiele bardziej liczy się wzajemna bliskość niż współżycie, a więc nie jest wcale trudno żyć w białym małżeństwie i NADAL w jednym domu.
Co do tego dominikanina,  który twierdzi, że niesakramentalni nie żyją w grzechu tylko nie mogą przyjmować Ciała Chrystusa to moim zdaniem czysta herezja i chyba powinnaś zgłosic taki fakt jego przełożonym.
 Nie wiem czy nikt z biskupów nie kontroluje czy podlegli księża  nauczają zgodnie z Ewangelią?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ciekawy 07:37:49 | 2012-08-13
Gdzie jest w przysiędze małżeńskiej napisane, że ślubowanie życia razem aż do śmierci staje się nieaktualne wraz z pojawieniem się dziecka pozamałżeńskiego?

A może  jest gdzieś taki zapis w Piśmie świętym czy w przepisach kościelnych, tylko nikt o tym nie uprzedza narzeczonych?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~maripoza 23:17:26 | 2012-08-12
 "W niektórych jednak sytuacjach, osoby żyjące w takim związku (nieskaramentalni) nie mogą się rozejść z aktualnymi partnerami z różnych ważnych powodów. Na przykład, ze względu na wspólne dzieci, które potrzebują opieki obojga rodziców. Innym powodem może być: przeżyte wspólnie długie lata, podeszły wiek zainteresowanych lub niemożliwość rozejścia się z powodu choroby i potrzeby wzajemnej pomocy, ważne względy majątkowe, itp." (http://www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=1029)
Pytam po raz kolejny a co z pierwotnym (tzw. sakramentalnym) małżonkiem, dziećmi z małżeństwa? Czy te dzieci nie potrzebują obojga rodziców? Czy porzucony chory małżonek nie potrzebuje pomocy? Czy 10, 15, 20 lat wspólnego życia to nic?
Jak daleko KK odszedł od nauk Biblii.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~maripoza 23:09:12 | 2012-08-12
Na spotkaniu/wykładzie z pewnym o. dominikaniniem (celowo nie podam imienia i nazwiska) usłyszałam, że niesakramentalni to właściwie nie żyją w grzechu, oni tylko nie mogą spożywać Ciała i Krwi Chrystusa.
Przeraża mnie postawa KK (księży) w tej w tej sprawie. 
Wg nauki KK najlepiej doprowadzić nieskramentalnych do tzw. białego małżeństwa (kolejny chory wymysł wg mnie) i to najlepiej jak już będą koło 70-tki (to też cytat za jednym z dominikaninów, ale już innym). 
Bo przecież nie mogą się rozstać, bo mają już dzieci, bo powinni siebie wspierać w starości...
Szkoda, że żaden z tak głoszących nie myśli co z porzuconymi dziećmi i małżonkami.
Kto ich ma wspierać, pomagać im w trudnej sytuacji ... 
A ta staje się trudna wraz z odejściem ojca lub matki do innej osoby.


 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~? 07:39:56 | 2012-08-12
Może pan Grzybowski wyjaśni jak można pogodzić pomaganie małżonkom sakramentalnym w kryzysie i jednocześnie robienie tego samego dla "małżonków" niesakramentalnych?
Gdyby nie wspierano tak aktywnie "małżonków" niesakramentalnych to może części z nich udałoby się wrócić do sakramentalnego małżeństwa?
A tak w ogóle to czy pomaganie niesakramentalnym nie jest czasem grzechem ? Wszak wspomaga się ludzi żyjących w cudzołóstwie, by... nadal grzeszyli?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~masz wybór 06:25:55 | 2012-08-12
Wybierz zdrowe myśli

/Claire Cloninger/
e-mail od Pana Boga do kobiet
list do Rzymian 8,6
-Wyobraź sobie swój umysł jako wózek na zakupy.
- Możesz go wypełnić tym, czym chcesz.
- Jeżeli chcesz możesz pójść z nim zaułkiem śmietników
i nazbierać zgniłych resztek.
- Ale jeśli odwiedzisz czyste, jasne pasaże twojego ulubionego
sklepu, wybierając świeże owoce i warzywa, chude mięso,
świeże pieczywo, twoje ciało i twoje kubki smakowe
będą ci wdzięczne.
-Tak jak jedzenie warunkuje zdrowie twojego ciała,
tak twoje myśli warunkują zdrowie twojego umysłu i ducha.
- Dlatego nie przepełniaj się złymi myślami, pysznymi czy
pożądliwymi.

- Wybierz zdrowe myśli, które przynoszą życie i pokój.

Twój Karmiciel Bóg

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook