Małżeństwo "się robi"

(fot. TheBusyBrain / flickr.com)

Z Anną i Krzysztofem Łoskotami, koordynatorami ruchu "Małżeńskie Drogi", rozmawia Dariusz Piórkowski SJ

 

 

Dariusz Piórkowski SJ: Czy warto się żenić i za mąż wychodzić?

 

Krzysztof Łoskot: Nie ma innej możliwości.
 

Dlaczego nie ma?

 

KŁ: W wyjątkowych przypadkach, na przykład księży, jakichś samotników, alpinistów można się nie żenić. Ale w zasadzie Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę.
 

Ale czy to się opłaci?

 

KŁ: A czy opłaci się żyć? My oboje, po przeżyciu 44 lat razem, uważamy, że małżeństwo się opłaca. I to chcemy przekazywać młodym, aby się nie bali zawierać związku małżeńskiego.
 

Anna Łoskot: Mnie się wydaje, że kiedy człowiek jest dzieckiem, to się nie zastanawia, czy coś się mu opłaci. Chce skakać, to skacze. Biegać, to biega. Ale kiedy osiągnie bardziej dojrzały wiek, powiedzmy te kilkanaście i więcej lat, to pojawia się w nim chęć bliższego bycia z drugim człowiekiem. Nie zastanawiałam się przed ślubem, czy mi się to będzie opłacało.


Jak wytłumaczycie fakt, że obecnie coraz więcej osób przesuwa decyzję o ślubie w nieskończoność albo mówi, że im to niewiele wniesie do związku?
 

AŁ: Ja tego nie rozumiem.


KŁ: A ja, zdaje się, że rozumiem. Jest kilka powodów. Wymienię tylko dwa. Ludzie są zabiegani, za bardzo obciążeni pracą, nie zajmują się swoimi dziećmi. Kiedyś dzieci wychowywały się w rodzinie i widziały to jako pewien model. Dzisiaj ojciec gdzieś znika. Matka też. Dzieci uczą się w przedszkolu i w szkole. Na dodatek rodzice mało przebywają ze sobą, często się nie rozumieją, rośnie fala rozwodów. Istnieją też małżeństwa dla pozoru i rodziny niepełne. Kiedy dzieci na to patrzą, to trudno im wyobrazić sobie, że mogą zbudować szczęśliwe małżeństwo. Wielu osobom już w wieku dorosłym wydaje się, że małżeństwo musi zakończyć się fiaskiem. Drugi ważny powód to konsumpcyjny styl życia, który na młodych nakłada taki niepisany obowiązek, że muszą mieć bardzo dużo różnych gadżetów, mieszkanie i pełne wyposażenie już na wstępie. Najlepiej jeszcze przed ślubem. Bo jakżeż można prowadzić życie bez samochodu, telewizora, zmywarki do naczyń itd. Stąd te zahamowania, bo nie każdy jest w stanie temu wszystkiemu od razu sprostać.
 

A więc lęk przed porażką?

 

KŁ: Te sztucznie kreowane standardy życia oraz związana z nimi odpowiedzialność sprawiają, że głównie mężczyźni obawiają się małżeństwa. Nie mają pewności co do tego, czy będą mieli pracę, odpowiednie zdrowie, cierpliwość, czy ich żony (jeśli mają już za sobą okres łatwych "podbojów" seksualnych) też będą takie łatwe w pożyciu, czy w ogóle będą mieli dzieci, czy będą w stanie żyć ideałami wyznaczonymi przez Kościół (bo w rzeczywistości przecież różnie to wygląda). I myślą sobie, po co w to małżeństwo się pakować, a potem unieszczęśliwiać dzieci i mieć szramę rozwodową.


Czyli dawniej było lepiej?

 

AŁ: Dawniej, czyli powiedzmy umownie do połowy poprzedniego wieku, człowiekowi trudno było samemu żyć. Bardziej potrzebował pomocy grupy. Natomiast dzisiaj technika daje nam takie możliwości, że zarówno kobieta jak i mężczyzna mogą żyć w pojedynkę.
 

Ale to chyba dobrze, że postęp i wynalazki tak nas odciążają.
 

AŁ: Bardzo dobrze. Tylko że odpadł jeden z ważnych motywów dla bycia razem. Nie musimy dzielić się już pewnymi obowiązkami.
 

Tyle tylko, że to za słaba motywacja, aby zawierać małżeństwo - spełnianie domowych obowiązków.

 

AŁ: Jak najbardziej. Dzisiaj decyzja o małżeństwie musi być bardziej świadoma. Trzeba pogłębiać motywację.
 

Gdybyście mieli wymienić przynajmniej trzy fundamenty dobrego małżeństwa, to co byście powiedzieli?
 

AŁ: Żeby małżeństwo było dobre i w miarę szczęśliwe, bo nie ma idealnych, to oboje muszą podjąć uczciwą decyzję, że chcą być w trwałym małżeństwie, to znaczy, na całe życie.
 

Przecież większość osób, która bierze ślub, podejmuje taką decyzję, a niektórzy spośród nich już po dwóch, trzech latach mówi sobie: "Do widzenia!" W Polsce jest to obecnie prawie jedna trzecia związków rocznie.
 

KŁ: Ale 70% par się nie rozchodzi. Dużo więcej wytrzymuje niż nie wytrzymuje. Wracając do tych fundamentów, dodałbym też realną wizję małżeństwa. Bo jeśli ktoś ma zbyt wyidealizowane pojęcie o małżeństwie, to będzie nieszczęśliwy, bo nigdy do niej nie dorośnie. Jeśli będzie oczekiwał tylko przyjemności i co z tego będzie miał, to się rozczaruje, ponieważ małżeństwo to także choroby, niezrozumienia, klęski, niespełnienie celów, różne cierpienia, które wydają się niezasłużone.
 

AŁ: Nawiązując do myśli Jana Pawła II, powiem jeszcze, że jestem w małżeństwie po to, aby służyć tej drugiej osobie, a nie tylko żeby mnie było dobrze. Oczywiście, jeśli małżeństwo "gra", to również ja będę usatysfakcjonowana, moje potrzeby będą zaspokojone, ale to jest również owoc moich starań, dbania o męża, zastanawiania się, jakie są jego potrzeby. I na odwrót. Trzecia podstawa to ciągłe pogłębianie wiary przez oboje małżonków, takie uczepienie się Pana Boga niemalże jak rzep psiego ogona. Owszem, często niedoskonale. Istotne jednak, by mieć świadomość, że ktoś potężniejszy czuwa nad nami.
 

Małżeństwo nie jest lekarstwem na samotność?

 

AŁ: Nie tylko na samotność, ale i na dom, w którym nie było za dużo miłości, nie jest receptą na kryzys, na rozstanie z poprzednim małżonkiem. Szybko wezmę kolejny ślub i będzie sielanka. To jest ślepa uliczka. Małżeństwo się tworzy. Satysfakcja, przyjemność, radość to są wartości dodane, owoc wspólnej pracy małżonków.
 

KŁ: Tak, małżeństwo całe życie "się robi". Zbliżamy się do ideału. Co więcej, żenimy się na dobre i na złe. Tak naprawdę każdy, wierzący czy niewierzący, chce być z kimś bliskim na zawsze, a zwłaszcza w chwilach trudnych: utrata pracy, choroba, niezrozumienie przez kogoś.
 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.77

Liczba głosów:

35

 

 

Komentarze użytkowników (39)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~irek 19:55:30 | 2013-04-27
Małżeństwo się robi... Być może. Ale Kościół też zostawia ludźmi samymi, ale oczekiwania są duże.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mąż 09:51:05 | 2013-01-05
Ludzie nie chcą zawierać małzeństw, poniewaz myślą, że strona materialna jest najważniejsza. Mówią, że najpierw trzeba mieć mieszkanie, samochód, meble. Myślą, że to jest decydujące w udanym związku. Materializm wygrywa z miłością i osobą ludzką.

Do tego dochodzi lęk, że się nie uda, bo mało jest dobrych wzorców. Ten lęk tak paraliżuje, że ludzie ciągle chcą się próbować, testować. A gdzie zaufanie?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Kościół katolick0-prawosławn 08:22:51 | 2012-10-30
No właśnie, nie każdy ma takie szczęście...

Kościół ma propozycję dla rozwodników:
http://www.niedziela.pl/artykul/3163/Rozwiedzeni-nie-sa-wykluczeni
po co masz cierpieć?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pan Cogito 07:57:21 | 2012-10-30
No właśnie, nie każdy ma takie szczęście...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~rozwiedziony 08:20:43 | 2012-08-25
to wszystko nie jest takie proste, jak mówią ci państwo. Może im się udało, ale wielu się nie udaje...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Lena 09:49:00 | 2012-05-10
A ja bym powiedziała, że żeby się z kimś ożenić/wyjść za kogoś za mąż, to przede wszystkim trzeba STAĆ SIĘ tą "właściwą osobą", dać uczucie, uświadomić sobie, że małżeństwo, to pasmo wyrzeczeń i zapytać siebie, czy jestem na tyle dojrzały/a, żeby wziąć za tą drugą osobę odpowiedzialność.



Przede wszystkim trzeba spotkać kogoś, kto ma takie same cele w życiu./małżeństwo, dzieci, wspólne spędzanie czasu/. I oczywiście musi "zaiskrzyć" ;)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~narzeczony 17:02:11 | 2012-05-09
Ciekawy wywiad, miejscami radykalny. Ale chyba to najlepsza droga.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kochana i chcąca kochać 15:25:26 | 2012-03-30
A ja bym powiedziała, że żeby się z kimś ożenić/wyjść za kogoś za mąż, to przede wszystkim trzeba STAĆ SIĘ tą "właściwą osobą", dać uczucie, uświadomić sobie, że małżeństwo, to pasmo wyrzeczeń i zapytać siebie, czy jestem na tyle dojrzały/a, żeby wziąć za tą drugą osobę odpowiedzialność.
Takie oburzone głosy świadczą o bardzo głębokim zranieniu emocjonalnym. Ja też kiedyś tak myślałam: że muszę spotkać odpowiednią osobę. A teraz spotkałam najcudowniejszego mężczyznę i nie potrafię się odnaleźć w tym związku. I właśnie ostatnio sobie uświadomiłam, że właśnie ja powinnam nad sobą pracować, żeby dać mu szczęście, bo on mi codzień nieba przychyla, a ja nie potrafię tego docenić.

~wri: przeczytaj cały wywiad, albo może jakiś inny o małżeństwie. Ale bez urazy, bo oni mówią z miłości i naprawdę chcą tylko pomóc.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~30-letnia panna 16:38:37 | 2012-03-15
A ja rozumiem zdenerwowanie ~wri. Czy mam wychodzić za mąż tylko dlatego, że nie ma innej możliwości, żeby nie mówili na mnie ,,stara panna" albo ,,wyjątkowy przypadek"? A co z miłością, która jest podstawą do zawarcia małżeństwa? Szanowny Panie Małżonku nie wszyscy mogą sobie takie życie wybrać z prostej przyczyny: żeby móc się ożenić czy wyjść za mąż trzeba najpierw spotkać właściwą osobę. Co więcej, ta osoba musi odwzajemnić nasze uczucie. Jeśli mam wybierać: wolę być sama do końca życia niż wyjść za kogoś, kogo nie będę kochać. Pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~małżonek 16:01:53 | 2012-03-10
wri,

a co ty się tak oburzasz? Właśnie to powiedział Krzysztof Łoskot: są wyjątki. Nie wszyscy muszą się żenić. Podał parę przykładów, pewnie jest i więcej.

Nie każdy może sobie takie życie wybrać, to prawda. Pytanie tylko dlaczego?

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?