Gdzie ci mężczyźni?!

Don Bosco
(fot. shutterstock.com)

Gdyby mnie spytano, dlaczego tak źle się dzieje w świecie, odpowiedziałbym bez wahania: ludzie odeszli od Boga i świata Jego wartości. To oczywistość! Tak, ale to odejście od Boga ma swoje ludzkie korzenie, konkretne przyczyny. Tu wskazałbym na zachwianie się tradycyjnej rodziny i jej podstawowej funkcji: przekazywania życia w miłości i wychowania do miłości.

 
Przekazywanie życia przestało być powszechnie rozumiane jako powinność małżeńska a stało się zachcianką, niemalże kaprysem, by nie powiedzieć produktem ubocznym (często niepożądanym) działań seksualnych. To właśnie działaniom seksualnym (niekoniecznie w obrębie małżeństwa) "nowoczesny" świat próbuje nadać miano "sensu życia", źródła szczęścia, ba: jedynej drogi do szczęścia w życiu człowieka. W efekcie przyjemność seksualna (jakże łatwa do doraźnego uzyskania) dla wielu, nawet tak zwanych "przyzwoitych ludzi", stała się dostatecznym usprawiedliwieniem dla pozostawienia żony i dzieci (albo męża i dzieci) i pójścia za "prawdziwą miłością swojego życia"...
 

Kryzys

 
Wychowanie odeszło od tradycyjnych, przez wieki sprawdzonych, fundamentalnych zasad i systemów wartości. Zamiast spójnych systemów wychowawczych proponuje się zbiory sposobów oddziaływania na wychowanka (nierzadko na granicy manipulacji), by robił to, czego chce wychowawca, najlepiej myśląc, że on sam tak chciał. Lansuje się całkowicie błędne teorie wychowawcze (np. wychowanie bezstresowe czy oparte wyłącznie na kiju i marchewce). Słowem proponowane współcześnie działania wychowawcze utraciły z pola widzenia swój jednoznaczny cel i sens i nierzadko stały się zbiorem oddziaływań losowych na fali panujących trendów i mód. Zupełnie przestało się mówić o samowychowaniu jako niezbędnym elemencie rozwoju człowieka.
 
Rodziny zachwiały się zatem w wypełnianiu swych odwiecznych funkcji, zarówno gdy chodzi o przekazywanie życia, jak i o wychowanie. Po prostu dały się oszukać fałszywym ideom i modom. Dlaczego dały się oszukać? Dlaczego tak masowo małżonkowie się gubią i w efekcie małżeństwa rozpadają? Plaga rozwodów, a i rosnące przyzwolenie na nie, są widoczne gołym okiem. Dlaczego wierzący i praktykujący rodzice tak łatwo akceptują dziś nową synową czy zięcia? Słowem, co jest przyczyną, że atak nieprzyjaciela nie został skutecznie odparty i rodzina współcześnie "chwieje się w posadach"?
 
Odpowiem bez najmniejszego wahania i jednocześnie z ogromnym smutkiem: przyczyną tego zła i jego coraz skuteczniejszego (niestety) panoszenia się w świecie, jest zanik męskiej miłości i odpowiedzialności.
 

Gdzie ci mężczyźni?

 
Odpowiedzialna miłość mężczyzny nie tylko skutecznie broni rodzinę przed zagubieniem i ostatecznie rozbiciem, ale ukierunkowuje rozwój całej rodziny, a w szczególności właściwe wychowanie dzieci. Właściwe, czyli ku czystości, ku miłości, ku świętości z rozróżnieniem: wychowanie dziewczynek ku powołaniu macierzyńskiemu, chłopców ku ojcowskiemu. Im bardziej świat próbuje te cele rozmywać, a nawet negować, tym bardziej niezbędny jest mężczyzna - mąż - ojciec. Mężczyzna, prawdziwa głowa rodziny, ma pilnować (jest do tego specjalnie wyposażony, predysponowany), by rodzina zmierzała do obranego celu i by on sam, żona i dzieci nie pogubili się w życiu. Najważniejszym celem dla rodziny chrześcijańskiej jest oczywiście zbawienie wszystkich jej członków, ich konsekwentne zmierzanie do świętości. Jasne wytyczenie tego celu i pilnowanie jego realizacji to pierwszoplanowa rola mężczyzny - męża - ojca, o czym nawet wierzący (nie wyłączając większości publicystów) jakby zapomnieli, a co najmniej wstydliwie milczą.
 
Ofiarna miłość mężczyzny gotowego nie tylko poświęcać się bezgranicznie w codzienności, ale nawet, w razie konieczności, oddać życie za swoją rodzinę przestała być funkcjonującym powszechnie ideałem. Nie o tym marzą wychowywani w naszych rodzinach chłopcy. W pewnej mierze przyczyniły się do tego matki, które zawładnęły wychowaniem chłopców (ściślej: jedne rzeczywiście zawładnęły, wypierając mężów z wychowania, drugie przyzwoliły na nieobecność mężów, a inne opuszczone przez nieodpowiedzialnych mężów (lub partnerów) skazane zostały na samotne wychowywanie swych dzieci). Nie chcę jednak zwalać winy na matki, lecz jedynie wskazać przyczynę chybionego, nieukierunkowanego na ojcowską miłość i odpowiedzialność, wychowania chłopców. Głównymi winowajcami takiego stanu rzeczy są nieodpowiedzialni, dysfunkcyjni mężczyźni, nie wypełniający swych zadań wychowawczych. (Może kogoś razić słowo "dysfunkcyjni", lecz jak nazwać mężczyzn, którzy nie wypełniają swoich funkcji ojcowskich?)
 

Ideał i rzeczywistość

 
Warto w tym miejscu zacytować Jana Pawła II (Familiaris consortio), piszącego o funkcji mężczyzny - męża - ojca: "Mężczyzna (...) powołany jest do zabezpieczenia równego rozwoju wszystkim członkom rodziny przez: wielkoduszną odpowiedzialność za życie poczęte pod sercem matki, troskliwe pełnienie obowiązku wychowania dzielonego ze współmałżonką, pracę, która nigdy nie rozbija rodziny, ale utwierdza ją w spójni i stałości, dawanie świadectwa dojrzałego życia chrześcijańskiego..."
 
Uważne przeanalizowanie powyższych funkcji prowadzi do oczywistego wniosku, że gdyby mężczyźni je wypełniali, losy świata (bez żadnej przesady) odmieniłyby się radykalnie.
 
Mieliśmy jednak mówić o funkcji wychowawczej mężczyzn. Wpływ ojca na dzieci jest większy niż to się powszechnie wydaje. Wiadomo, że dzieci postawy życiowe przejmują głównie od ojców. Nie przyjmują jednak tego, co ojciec mówi, nakazuje, ale to, czym naprawdę żyje. Choćby codziennie ojciec dziecku powtarzał, że ważniejsze jest "być" niż "mieć", a potem znikał z domu, by zarabiać, już nie na prawdziwe potrzeby, ale na zbytki, to dziecko będzie dobrze wiedziało, że w życiu chodzi o kasę (owszem swoim dzieciom też będzie powtarzać, że ważniejsze jest "być". Widocznie tak trzeba). Jakże często nie są to "zbytki" rodzinne czy małżeńskie, tylko jego egoistyczne, indywidualne, "prywatne". Z tego płynie kolejny przekaz: wspólnota małżeńska jest fikcją i trzeba się samemu dobrze urządzić, choćby kosztem innych członków rodziny.
 
Najwyraźniej wpływ ojca objawia się w kształtowaniu obrazu Boga w wyobraźni i sercu dziecka. Jest ewidentny i wykazany w licznych badaniach. Jeżeli ojciec jest nieprzyzwoity, to dziecko kształtuje w sobie nieprzyzwoity obraz Boga. Takiego Boga, w okresie krytycyzmu młodzieńczego, z dużym prawdopodobieństwem odrzuci: "jeżeli Bóg jest taki, to ja w niego nie wierzę". Problem w tym, że Bóg "nie jest taki". W efekcie dziecko w zamyśle swoim odrzuca coś, co jest karykaturą Boga (i słusznie), ale zrywa więź z Bogiem prawdziwym, z Kościołem (jedynym pośrednikiem łask sakramentalnych), z modlitwą, która mogłaby go do Boga prawdziwego przybliżyć. Głównym winowajcą zaistniałej, tragicznej sytuacji jest rodzony ojciec.
 
Tymczasem dobra więź ojca z dzieckiem jest najważniejszym elementem chroniącym dorastające dziecko przed zagubieniem w świecie. Zerwanie więzi z ojcem sprzyja odrzuceniu wartości domu rodzinnego. Otwiera to drogę do przyjęcia pseudowartości oferowanych przez świat. I mamy młodych zagubionych w sektach, seksie, narkotykach, alkoholu, w ideologiach opartych na przemocy.
 
●●●
 
Terenem specjalnym, gdzie ani kobiety, ani mężczyzny zastąpić się nie da jest wychowanie w rodzinie. Dziecko potrzebuje miłości. Miłości prawdziwej kobiety - matki, prawdziwego mężczyzny - ojca, a najbardziej miłości wzajemnej między rodzicami. Z tych trzech miłości pojedynczy człowiek może zaofiarować tylko jedną - swoją. Ostatecznie, najważniejsze, co ojciec może dać dzieciom to uczciwie, wiernie i dozgonnie kochać ich matkę. Jest jeszcze czwarta miłość potrzebna jak powietrze. A ściślej potrzebna jest człowiekowi świadomość, pewność, że ona istnieje. Chodzi o miłość Boga. Miłość tak wielka i bezwarunkowa, że człowiek żadnym czynem nie jest w stanie jej od siebie odwrócić. Świadomość tej miłości nie pozwala na utratę poczucia sensu życia człowieka nawet, gdy zawiodą wszystkie ludzkie miłości (ojca, matki, wzajemna rodziców). 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.36

Liczba głosów:

66

 

 

Komentarze użytkowników (58)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Magda102 06:17:31 | 2016-02-17
Zgadzam się z tym, co  napisał pan Pulikowski. Lecz co my możemy zrobić? My jako kobiety np? Możemy zacząc od drobiazgów, małych rzeczy - kochać, wspierać, okazywać szacunek przez drobne gesty, słowa swoim mężom, kolegom, ojcom, braciom, synom. A przede wszystkim modlić się za nich. To są może małe rzeczy, ale jeśli każdy z nas będzie starał się je robić, to można w ten sposób zmienić świat. Moim zdaniem najłatwiej zacząć od siebie i od czegoś małego, a rezultaty przyjdą - może nie szybko, ale na pewno. Sama to widzę po swoim doświadczeniu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Magda102 06:17:31 | 2016-02-17
Zgadzam się z tym, co  napisał pan Pulikowski. Lecz co my możemy zrobić? My jako kobiety np? Możemy zacząc od drobiazgów, małych rzeczy - kochać, wspierać, okazywać szacunek przez drobne gesty, słowa swoim mężom, kolegom, ojcom, braciom, synom. A przede wszystkim modlić się za nich. To są może małe rzeczy, ale jeśli każdy z nas będzie starał się je robić, to można w ten sposób zmienić świat. Moim zdaniem najłatwiej zacząć od siebie i od czegoś małego, a rezultaty przyjdą - może nie szybko, ale na pewno. Sama to widzę po swoim doświadczeniu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Krzysiek13 11:04:31 | 2016-02-16
A może już minęły czasów "męskich mężczyzn". Prawo, moda, szkolnictwo, obyczaje a także Kościół (chociaż to się powoli zmienia) promuje kobiety.

Sprawy rozwodowe są rozpatrywane na w dużej większości na korzyść kobiet, opieka nad dzieckiem również w 95% przechodzi na matkę, sprawa o gwałt jest prawie bez głębszej analizy rozpatrywana na korzyść kobiety, do tego dochodzą parytety, coraz szersza definicja przemocy wobec kobiet i dzieci itp. itd. Ideał mężczyzny promowany przez media to wieczny nastolatek. W szkołach jest jakiś nietaruralny brak męskiej kadry, a lektury w stylu Ani z zielonego wzgórza nie motywują młodych chłopców do rozwijania męskich cnót. Kościół dopiero niedawno się obudził, i zauważył, że na te oazy chodzą głównie dziewczynki, a w ławach siedzą wierne i oddane 40 letnie Panie, a facetów brak. Nawet piosenki kościelne w stylu Jezus za rękę Cię weźmie... są tworzone jakby dla kobiet, bo chyba nie skłamię że większość chłopaków nie lubi trzymać za rękę innych przedstawicieli tej samej płci.

Trudno się ostać samotną wyspą gdy cały świat wokół Ci mówi, że będąc facetem jesteś w najlepszym wypadku barbarzyńcą. Zamiast chwalić takiego typowego budowlańca za siłę, poświęcenie i dobre serce to gani się go np. za zbytnią szorstkość, a przecież to wcale nie taka straszna wada.

Oceń 3 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mar56733 23:07:33 | 2015-02-28
Panie Jacku, dziękuję za artykuł, tyle tylko, że zamiast opisywania stanu rzeczy, mógły Pan napisać wiecej o tym jak powinnismy zaradzić dzisiejszemu kryzysowi męskości..? Przydałby się kolejny Pana artykuł ale juz z konkretnymi radami, ewentualnie działaniami, w jaki sposób odbudowywać dziś mężczyzn, w jaki sposób przyciągnąć mężczyzn do Boga ?
​-pozdrawiam!

Oceń 12 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Bartek 20:09:46 | 2015-02-28
Jaka głowa rodziny? Dzisiaj mężczyzna już nie ma praktycznie żadnych praw, co tu mówić o władzy w rodzinie. Gdyby podczas przysięgi małżeńskiej żona przysięgała posłuszeństwo mężowi, to bym się jeszcze zgodził z autorem. Nie słyszałem, żeby Kościół w Polsce (przepraszam POlsce) wymagał żon takiej deklaracji.

Dziś mężczyzna ma prawo do poświęcania się i pokazywania dzieciom, jak to zrobić z siebie życiową ofiarę. Ma również prawo do płacenia alimentów. Generalnie prawo zmusza mężczyznę do wywiązywania się z jego obowiązków materialnych, ale już odmawia mu innych praw np. wychowawczych. Panie prędzej dostaną prawo do opieki nad dziećmi w sądzie niż panowie. Z drugiej strony kobiet prawo nie zmusza do wywiązywania się z powinności wobec mężczyzny, symetrii tutaj nie widzę.

Mam wrażenie, że autor myli odpowiedzialność z nadodpowiedzialnością. Adam nie był winny temu, że Ewa miała kaprys zjeść jabłko. Bóg obdarzył ją rozumem i wolną wolą tak samo jak mężczyznę. Choć w dzisiejszych czasach to zupełnie niepopularne można oczywiście argumentować, że Bóg uczynił Ewę podwładną czy służebnicą Adama - i wówczas ponosił on odpowiedzialność za jej frywolne występki. Tylko że wtedy miał realną władzę, a dzisiaj świat jest zupełnie inaczej skonstruowany. Afirmuje się kobiety, a z mężczyzn robi się ginący gatunek. Pozbawiany coraz większej ilości praw, o jakiejkolwiek władzy nad kobietą w ogóle nie wspominając. Gdyby ta władza była, można by faktycznie się z autorem zgodzić.

Powiem szczerze, podziwiam autora i jego heroiczne wysiłki na rzecz rodziny w naszym kraju. Jednak nie podoba mi się faworyzowanie kobiet, a obciążanie całą odpowiedzialnością mężczyzn.

Oceń 5 17 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Lesco madralinski 20:30:57 | 2015-02-19
Nie czytalem tego artykulu bo juz nie m sil ..brzmi podbnie jak cala seria z ostanich 3 lat po ksiazce Eldriga ktory zrta zainspirow sie pewnym franciszkaninem ...juz zystko w temacie -facet nie jest autonmiczny -spojrzmy jak caly swiat relacji wyglada,spotkan,Wychowania w domu od tego wychodzmy od porzaego pacieza ...pzdr

Oceń 3 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~- jola 21:08:31 | 2012-10-27
Z moich obserwacji wnioskuję, że ten proces zaczął się już dawno, a teraz zbieramy owoce... zaczął się już w latach powojennych, latach komunizmu, gdzie wtedy zaczęto robić już ludziom "wodę z mózgu": np. kobiety na traktory... i inne głupstwa, to już wtedy rodzice przestali mieć czas dla swoich dzieci i nie potrafili wytłumaczyć im podstawowych prawd wiary, nie potrafili ich kochać, potem naszedł stan wojenny, gdzie Kościół zaczął sie zajmować Mszami za Ojczyznę, ale gdzieś po drodze została młodzież... sama sobie. Wiem, bo sama jestem tą tamatejszą młodzieżą... gdzieś coś się zagubiło po drodze , a teraz to już coraz bardziej ludzie nie wiedzą jak żyć. W mojej parafii nic się nie dzieje, te grupy, które są, to bardziej towarzystwa wzajemnej adoracji, niż Chrystusowej. Ksiądz proboszcz boi się charyzmatyków. Jest niechętny np. Ruchowi Odnowy w Duchu Świętym. To co ma rozbudzić wiernych jak nie modlitwa?

Oceń 12 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bez komentarza...... 09:04:21 | 2012-05-17
"...Mężczyzna, prawdziwa głowa rodziny ma pilnować by rodzina zmierzała do obranego celu, by on sam, żona i dzieci nie pogubili się w życiu..."

Zgadzam się ! To samo odnosi się do naszych duszpasterzy; mają pilnować najpierw sami siebie, czy się nie pogubili i głoszą prawdziwą naukę Chrystusa bez relatywizmu moralnego, czy źle pojętej tolerancji dla rozwodów i nowych małżeństw cywilnych


Ktos kiedyś powiedział, że księża boją się głosić prawdę o małżeństwie sakramentalnym ludziom ze związków niesakramentalnych, bo ci drudzy odejdą od Kościoła.
A czy już nie odeszli nie trwając w łasce uświęcającej i nie porwadząc życia sakramentalnego???

Oceń 3 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~rana 08:04:50 | 2012-05-17
"...Mężczyzna, prawdziwa głowa rodziny ma pilnować by rodzina zmierzała do obranego celu, by on sam, żona i dzieci nie pogubili się w życiu..."

Zgadzam się ! To samo odnosi się do naszych duszpasterzy; mają pilnować najpierw sami siebie, czy się nie pogubili i głoszą prawdziwą naukę Chrystusa bez relatywizmu moralnego, czy źle pojętej tolerancji dla rozwodów i nowych małżeństw cywilnych 

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bez komentarza 23:39:35 | 2012-05-16
"....Dlaczego tak masowo małżonkowie się gubią i w efekcie małżeństwa rozpadają? Plaga rozwodów, a i rosnące przyzwolenie na nie, są widoczne gołym okiem. co jest przyczyną, że atak nieprzyjaciela nie został skutecznie odparty i rodzina współcześnie "chwieje się w posadach"?
Odpowiem bez najmniejszego wahania i jednocześnie z ogromnym smutkiem: przyczyną tego zła i jego coraz skuteczniejszego (niestety) panoszenia się w świecie, jest
zanik męskiej miłości i odpowiedzialności...."

Niestety ten zanik męskiej odpowiedzialności dotyczy też kapłanów, którzy łatwo pogodzili się z problemem rozwodów i zamiast "odpierać atak nieprzyjaciela" tworzą duszpasterstwa dla związków niesakramentalnych. W efekcie takiego działania (=przyzwolenia) należy spodziewać się wzrostu rozpadów małżeństw.


Też tak uważam!! Zgadzam się z tymi słowami ze smutkiem!
D L A C Z E G O - Z G A D Z A M - S I Ę ?!?
>>>> Od dwóch lat zainteresowanie księży małżeństwami w kryzysie (w sąsiedniej parafii) jest zerowe, choć od dwóch lat proszą o to malżonkowie w kryzysie i zero reakcji księży!!
 
Z E R O - R E A K C J I.
A od dwóch lat można by uratować około 50 małżeństw!!!!
TAM GDZIE MĘŻCZYZNA JEST MĘŻCZYZNĄ - małżeństwa odradzają się całkowicie i na stałe - to są stuprocentowe dane statystyczne!!
 

Oceń 3 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook