Pod wspólnym dachem

Dziennik Polski

Dostosowanie rytmu życia dwóch, a czasami trzech pokoleń nie zawsze jest łatwe. Problemów można wymieniać mnóstwo. Ale zanim będzie trzeba na nie reagować, można postarać się ich uniknąć. Na przykład spróbować ustalić zasady postępowania. Nie można liczyć na to, że jakoś to będzie i samo się ułoży.


Jeszcze kilka dekad temu oczekiwanie na mieszkanie było dla młodego małżeństwa wieloletnią lekcją cierpliwości.
 

Trzeba było liczyć na kąt u rodziców. Dzisiaj każdy młody człowiek, który ma pracę i jakie takie zarobki może kupić własne lokum. Ale bywa, że młodzi wolą przez jakiś czas pomieszkać z rodzicami, żeby zaoszczędzić na wynajmie czy jedzeniu i odłożyć więcej na własne mieszkanie. Czasami nie ma sensu inwestowanie we własne cztery kąty, ponieważ mieszkanie rodziców zostało przewidziane dla dwóch rodzin. Wtedy przekonują się, że dostosowanie rytmu życia dwóch, a czasami trzech pokoleń pod jednym dachem nie zawsze jest łatwe.
 

Jola, 25 lat, rok po ślubie, mieszka wraz z mężem w domu jego rodziców. Młodzi mają do dyspozycji piętro, a teściowie parter. Wspólna jest klatka schodowa i wjazd do dużego garażu.
- Nie mamy szans na własny kąt gdzieś dalej, więc będziemy budować zewnętrzną klatkę schodową do siebie, żeby uniknąć konfliktów - mówi Jola. - Oboje mamy wolne zawody. Śpimy długo, ale też do późna pracujemy. Czasami wracamy do domu, gdy rodzice już pogasili światła. My siadamy do śniadania, oni przygotowują się do obiadu. Po prostu się mijamy.
 

Konflikty powstają, bo kiedy ja piorę - najczęściej wieczorem - przeszkadzam rodzicom w oglądaniu serialu. Gdy oni już zasypiają, a my przemieszczamy się po schodach - mają pretensje o hałas. A z kolei my nie możemy dospać, gdy o ósmej rano z dołu słychać odkurzacz, bo teściowa akurat ma w planie sprzątanie klatki schodowej. Lubimy się, ale sobie przeszkadzamy, bo żyjemy w innym rytmie.
 

Dom teściów Joli został zbudowany z myślą o synu. Oni chcieli mieć na starość dziecko w pobliżu, jemu też nie przeszkadzało, gdy okazało się, że całe piętro dostanie w prezencie. W zasadzie wszystko powinno być w porządku, ale gdy do syna lub córki wprowadza się ich druga połowa, a potem pojawiają się wnuki, zaczynają się niesnaski. Problemy - wbrew pozorom - nie muszą wynikać ze zbytniego zagęszczenia na domowym terytorium, choć i to niejeden raz wystawia nerwy obu stron na ciężką próbę. Generalnie przyczyn jest więcej. Starszemu pokoleniu trudno zaakceptować odmienny styl życia, który zaburza sposób postępowania wypracowany przez lata. Młodym trudno się dostosować.
 

Teresa, 82 lata, przekonała się, że życie z rodziną syna pod jednym dachem, w mieszkaniu w bloku jest trudne, a z czasem wręcz niemożliwe. Dlatego podjęli z mężem decyzję o wyprowadzce i wynajęciu garsoniery, choć czteropokojowe mieszkanie, w którym zostawili syna, to był dorobek ich życia. - Momentami było nerwowo, choć pewnie nikt tego nie chciał - mówi pani Teresa. - A to mąż zajmował łazienkę akurat wtedy, gdy dzieci szykowały się do szkoły. Nie złośliwie, tylko nie był w stanie się powstrzymać. To się w starszym wieku zdarza. A to stukał kubkami w kuchni, bo musiał się czegoś napić w nocy i budził synową. A to musieliśmy zmienić pościel, bo się coś wylało, a pralka była zajęta. To drobiazgi, ale powodowały spięcia, a czasami ostre wymiany zdań. Woleliśmy mieć spokój, choć w gorszych warunkach.
 

Problemów można wymieniać mnóstwo. Ale zanim będzie trzeba na nie reagować, można postarać się ich uniknąć. Na przykład spróbować ustalić zasady postępowania. Nie można liczyć na to, że jakoś to będzie i samo się ułoży. Fakt, że dzieci są dorosłe, nie oznacza, że wszystko im wolno. Ale też nie wszystko wolno rodzicom. Warto uzgodnić zasady obowiązujące w domu i konsultować zmiany czy nieprzewidziane przypadki: kto odpowiada za sprzątanie, jakie nawyki są dokuczliwe dla pozostałych, kto i jakie rachunki reguluje.
 

No i należy ze sobą rozmawiać. Jeśli brakuje komunikacji, to wszelkie drobne sprzeczki mogą urosnąć do rangi wielkich konfliktów. Sygnalizowanie błahych nieporozumień nie powinno zmienić się w narzekanie, ale sprawić, że łatwiej będzie się wzajemnie dopasować.
 

Krystiana, 68 lat, jest zdania, że zasady łatwo ustalać, bo to teoria. Natomiast, gdy przychodzi do ich realizacji na co dzień - bywa znacznie trudniej. - Życie pisze różne scenariusze. Do dziś pamiętam, jak któregoś dnia zapomniałam zamieszać gulasz i przypalił się nowy garnek synowej. Usłyszałam wtedy ostre - no tak, trzeba kupić nowy. Przyniosłam więc na ten nowy pieniądze i dopiero się zaczęło... Pewnie, że garnek, to nic takiego, ale takich sytuacji jest mnóstwo. Ja także bywam drobiazgowa, nie tylko synowa. Czepiam się, że wyrzuca całkiem dobre poszewki albo robi remont łazienki, choć kafelki, które położył mój mąż 20 lat temu są jeszcze całkiem dobre. Gdy ochłoniemy, dochodzimy do porozumienia, ale potrzeba czasu.
 

W życiu współczesnych rodzin etyka złotego środka wymyślona przez Arystotelesa nie bez przyczyny zyskuje uznanie. Filozof poleca dążenie do rozsądnych zachowań, które są tak samo dalekie od nadmiaru, jak i niedostatku. Małgorzata ma 30 lat, wyższe wykształcenie i od trzech lat mieszka z mężem w domu jego rodziców. - Nie jest ciasno, bo i my z Jarkiem, i teściowie mamy do dyspozycji po dwa spore pokoje, ale wspólna kuchnia oraz łazienka i tak dostarczają powodów do spięć i napięć. Gdy zabieram się za gotowanie zupy pomidorowej po swojemu, zaraz obok jest teściowa, która - pewnie bez złej woli - poprawia to, co robię, komentuje i radzi. Jak mam dobry dzień, jakoś to wytrzymuję, ale kiedy indziej się obruszam. I ciche dni gotowe. To samo dotyczy prania nie w takim, jak trzeba proszku, wieszania nie na takim, jak należy wieszaku. Teściowa po prostu wie lepiej, a wszystko robi najlepiej. Dlatego, jeśli tylko mogę, wyciągam męża na obiad w mieście, a piorę u swojej mamy, żeby mieć spokój.
 

Psychologowie wyjaśniają, że jest tak, bo ludzie przyglądając się dobrze znanej im czynności wykonywanej przez inną osobę - bez względu na to, czy chodzi o pranie, sprzątanie, uprawę ogródka, czy też majsterkowanie - często myślą: - ja to robię lepiej. Gdy zapytać ich: Dlaczego lepiej? - odpowiedzi sypią jak z rękawa: mam większe doświadczenie, jestem fachowcem w tej dziedzinie, zawsze robiłem to po swojemu i było skuteczne.
A wystarczyłoby, gdyby teściowa wyobraziła sobie, że ona smaży mielone, a młoda synowa stojąc tuż obok mówi jej przez ramię: takiego tłuszczu nie wolno używać, sznycle trzeba inaczej panierować, mięso najlepiej mielić w domu, a nie przynosić kupne, bo nie wiadomo, co się je...
 

Już po chwili pracy ze swoją wyobraźnią wyszłaby z kuchni i zaakceptowała przepis synowej na pomidorówkę.
 

Umiejętność zdystansowania się do własnych poglądów wobec odmienności opinii innego człowieka to cenna rzecz.

Źródło: Pod wspólnym dachem

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.22

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (7)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~kass 12:46:41 | 2011-05-18
Per, też tak uważam, że powinien zostać znak po moderowaniu. Z tym, że nie łączyłabym tego z brakiem odwagi. Myslę, że to dobre chęci, aby zrobić porządek i uprzątnąć niepotrzebne wypowiedzi. Jednak ze względów dydaktycznych trzeba zostawiać znaki po interwencji, aby komentujący wiedzieli, że nie można pisać byle czego, no i żeby - w przypadku komentarzy obraźliwych (akurat tutaj nie o to chodziło)- było nam trochę wstyd, że na katolickim portalu tyle wrogości do drugiego człowieka, żebyśmy nie oceniali innych skoro sami tak bardzo niedomagamy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kass 10:44:24 | 2011-05-18
Kass święta prawda... a co mają powiedzieć młodzi np bez pracy, chorzy zdani na łaskę i humory rodziców?

Powiem Ci Poszukiwaczu Szcześcia, że gdybym nie miała pracy, to chociaż wiedziałabym dlaczego jestem (byłam raczej) praktycznie bezdomna. Pracowaliśmy razem z mężem w swoich zawodach, po studiach, ale cała kasa szła na wynajmowanie, bo wcale tak nie jest to, co na wynajmowanie, to można przeznaczyć na kupno własnego. A wynajmowanie to wiadomo- na łasce i niełasce właściciela i to jeszcze za grube pieniądze. Chyba już bym wolała znosić humory rodziców, bo zawsze to rodzina, ale nie miałam takiego wyboru. A banki mają ogromne wymagania, nasze dwie, wcale niegłodowe pensje i tylko dwójka dzieci, ale niestety, to za mało. No cóż, teraz mieszkamy na obczyźnie, ale z poczuciem że ktoś dba o obywatela, zwłaszcza o rodziny.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~per... 10:07:46 | 2011-05-18
Ja zgłosiłam to już dawno i jak widać ... kolejny dzień bez reakcji ... śmietnik sobie tu i tam jest i przyzwolenie na zło by się panoszyło. I dziwić się, że jest tyle zła na świecie, skoro prostego portalu powadzący nie potrafią pilnować i ekspresowo reagować na zło w nim reklamowane! Bardzo smutne i gorszące bo już pewnie wiele osób zdązyło w te linki kliknąć...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Do moderacji 00:42:01 | 2011-05-18
Proszę zwrócić uwagę na ukryty link aktywny w komentarzu wiosenki26'.
I wykasować mój komentarz, żeby tego linku nie rozpowszechniał.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Poszukiwacz_szczescia 00:23:37 | 2011-05-17
Kass święta prawda... a co mają powiedzieć młodzi np bez pracy, chorzy zdani na łaskę i humory rodziców? Już nie mówię o zakładaniu rodziny ... To się tak zawsze mówi ... że pomogą że to że tamto a jak coś nie po myśli to zaraz ... SAMO ŻYCIE
Napewno jest wiele problemów... czasem się zdaży że młodzi są na tyle obrotni i szczęście im dopisało albo poprostu tworzą popierającą się zdrową rodzinę ... Ale nie można zakładać takiej tezy która trzyma jedną stronę...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~per... 18:42:12 | 2011-05-16
A tu ktoś z w poniższym poście "wio..." rozsiewa śmieci po portalu. Zgłoszenie nie działa. Tak ma tu być? Taki śmietnik bez reakcji?!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kass 11:54:34 | 2011-05-15
"Dzisiaj każdy młody człowiek, który ma pracę i jakie takie zarobki może kupić własne lokum. "
Gdyby tak było to nie byłoby mowy o jakimkolwiek problemie mieszkaniowym. Żeby dostać kredyt trzeba mieć wysokie zarobki, stałą umowę i sporo oszczędności. Jeżlei oszczędności jest mało, a kredyt bradzo wysoki to spłaca się przez wiele lat oddając jedną pensję, a ludzie chcą mieć dzieci, a z tym wiąże się czasowo niezdolność matki do pracy. Autorka zakłada, że każdy ma pmoc rodziców bo skąd młodzi ludzie mieliby mieć jakieś duże oszczędności. No i nie każdy może zamieszkać u rodziców czy teściów aby oszczędzać, bo nie wszyscy rodzice chcą w ten psosób pomagac. Warto pisząc takie teksty brać pod uwagę, że nie każdy ma troskliwych, hojnych rodziców. Są młodzi ludzie samodzielni. Widać z artykułu jak niektórzy nie muszą zadbać sami o siebie, ile biorą od rodziców. A potem komentarze (zapewne tych na garnuszku rodziców) że ludzie to tylko narzekają a przecież wszystko można osiągnąć, albo zadowolić się tym co się ma. Jak się wszystko dostaje pod nos to nie wie ile to kosztuje. Może jeden raz kto napisałby o życiu za własne pieniądze, jak wyglądają możliwości młódych, pracujących ludzi zdanych na siebie.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?