Emocjonalne wykorzystywanie

Szantażysta doskonale wie, czego ofiara najbardziej się boi (fot. shutterstock.com)

Ofiara emocjonalnego wykorzystywania odczuwa lęk, męczy ją poczucie obowiązku i wyrzuty sumienia. Ofiara emocjonalnego wykorzystywania nie rozumie sytuacji, w jakiej się znajduje. Nie potrafi jasno myśleć i nie jest zdolna do podjęcia racjonalnych decyzji. Wykorzystywanie emocjonalne prawie zawsze kończy się rozpadem związku.

 

W rozmowach z mężczyznami i kobietami, których małżeństwa się rozpadły, słyszymy często o fenomenie emocjonalnego wykorzystywania. Wiele osób stwierdza, że były emocjonalnie wykorzystywane przez całe lata trwania związku. Mechanizmy wykorzystywania seksualnego i emocjonalnego są podobne. Sprowadzają się do wykorzystywania uczuć drugiej osoby, by sprawować nad nią władzę i otrzymać od niej coś, czego się potrzebuje. Druga osoba jest wykorzystywana do zaspokajania czyichś potrzeb. Następstwem emocjonalnego wykorzystywania jest uczuciowy zamęt u osoby wykorzystywanej. Nie potrafi ona jasno ocenić sytuacji. Jest rozdarta między lękiem lub wynikającym z powodów moralnych bądź religijnych poczuciem zobowiązania wobec drugiej osoby, a wyrzutami sumienia, gdy odmawia spełnienia jej życzeń. Emocjonalne wykorzystywanie prowadzi także do stopniowego oziębienia uczuciowego wobec partnera i prócz wyrzutów sumienia budzi także silną agresję, która może zamienić się w nienawiść i pogardę. Jeżeli ktoś nie potrafi się obronić przed emocjonalnym wykorzystywaniem, może ono tak bardzo obciążyć związek, że dalsze wspólne życie staje się niemożliwe.

Emocjonalne wykorzystywanie występuje jednak nie tylko w związkach między kobietami i mężczyznami, lecz często także w firmach, między szefem a pracownikami, między kierownikiem zespołu a jego członkami, oraz w rodzinie, między rodzicami a dziećmi. Wszędzie tam, gdzie wykorzystywanie emocjonalne nie jest uświadomione, zatruwa i niszczy ludzkie związki.

Amerykańska psycholog Susan Forward mówi o szantażu emocjonalnym. Określa tym pojęciem fenomen, który u nas z pewnością występuje równie często jak w USA, a któremu w niemieckiej literaturze poświęcamy za mało miejsca. Dlatego chcielibyśmy, przynajmniej w skrócie, opisać ten problem. Uważamy, że należy mówić raczej o wykorzystywaniu emocjonalnym, a nie o szantażu emocjonalnym. Emocjonalne wykorzystywanie lub szantaż polega na tym, że jedna osoba grozi drugiej karą, jeśli nie spełni ona jej żądania: "Jeśli nie będziesz się zachowywał tak, jak chcę, to będziesz cierpiał".

Ofiara i szantażysta

Ofiara emocjonalnego wykorzystywania odczuwa lęk, męczy ją poczucie obowiązku i wyrzuty sumienia. Ofiara emocjonalnego wykorzystywania nie rozumie sytuacji, w jakiej się znajduje. Nie potrafi jasno myśleć i nie jest zdolna do podjęcia racjonalnych decyzji. Emocjonalny szantażysta również często jest owładnięty lękiem. Podporządkowuje sobie kogoś, by uciec od własnego lęku. Ofiary dają się często szantażować z powodu trudnych przeżyć i doświadczeń. Ponieważ nie pogodziły się ze swoją bolesną przeszłością, są z jakiegoś powodu szczególnie wrażliwe, a szantażysta potrafi to wykorzystywać. Niektórzy ludzie boją się, że zostaną sami, że wpadną w psychiczny dołek, że będą mieli depresję. Inni mają skłonność do wyrzutów sumienia, a szantażysta umie je w nich wzbudzać. Ofiara chce tego uniknąć. Nie chce się czuć winna. Podatnym na emocjonalne wykorzystywanie czynią człowieka najczęściej różne traumatyczne doświadczenia opuszczenia, braku akceptacji i zranienia. Nieszczęście polega na tym, że raz dopuszczone wykorzystanie osłabia w przyszłości możliwość obrony ofiary. Rozpoczyna się diabelski krąg emocjonalnego wykorzystywania, gniewu, lęku, wyrzutów sumienia, ulegania, oziębienia emocjonalnego. Emocjonalne wykorzystywanie w małżeństwie niszczy duszę partnera. I czasem jedynym sposobem wyzwolenia się od partnera i odzyskania godności w swoich oczach jest rozwód.

Susan Forward opisuje sześć śmiertelnych symptomów szantażu:

  • Szantażysta żąda czegoś od ofiary.
  • Ofiara stawia opór.
  • Szantażysta zwiększa presję.
  • Grozi ofierze, że musi się liczyć z konsekwencjami, gdy nie zrobi tego, co on chce.
  • Ofiara ulega, chociaż źle się z tym czuje.
  • Przy następnym konflikcie szantażysta powtórzy swoją strategię. Ofiara jest "osaczona".


Forward rozróżnia cztery różne typy emocjonalnego wykorzystywania.

Prokurator

Pierwszym typem szantażysty jest typ "prokuratora". Gdy żona wyjawi zamiar odwiedzenia przyjaciółki, mąż reaguje groźbą: "Jeżeli tam pójdziesz, nigdy nie pojadę z tobą na urlop". Gdy mąż chce jechać na tydzień z przyjaciółmi na urlop, żona grozi samobójstwem. Grożąca kara nie ma żadnego związku z zachowaniem, któremu chce zapobiec szantażysta. Ofierze jest trudno znaleźć wyjście z tej kłopotliwej sytuacji. Może się przecież zdarzyć, że "prokurator" rzeczywiście spełni swoją groźbę. Gdy jednak ofiary ustąpią, ogarnia je złość: "(...) złość na szantażystę za stworzenie tak trudnej sytuacji i na samych siebie za to, że nie potrafią podjąć walki".


Istnieje też pasywne karanie, gdy ktoś ucieka w milczenie i całymi dniami nie rozmawia ze współmałżonkiem. Dla ludzi, którzy mają silną potrzebę harmonii i bliskości, jest to nie do zniesienia.

Biczownik

"Biczownik" czyni ofiarę odpowiedzialną za swoje własne problemy: "Jeśli to zrobisz, zachoruję, będę się źle czul, nie będę mógł spać, dostanę ataku astmy. W atmosferze, którą stwarzasz, na pewno nie wyzdrowieję". Najsilniej działającą groźbą "biczownika" jest naturalnie zapowiedź samobójstwa. Ponieważ ofiara nie może tak po prostu przejść do porządku dziennego nad podobnymi groźbami, ustępuje. Później jednak groźba ta przybiera postać stałego emocjonalnego wykorzystywania. Jeden człowiek bawi się lękiem drugiego; zniewala partnera i niszczy go psychicznie. "Biczownik" doskonale wie, jakie lęki i wyrzuty sumienia dręczą ofiarę. Świadomie je wykorzystuje, by przeforsować swoją wolę i zmusić ofiarę do uległości. Wie, że nikt nie potrafi żyć dłużej z silnym lękiem i wyrzutami sumienia.

Cierpiętnik

Trzeciego rodzaju emocjonalnego wykorzystywania dokonuje "cierpiętnik". Ciągle czyni wyrzuty swojej małżonce. To ona jest winna temu, że czuje się taki samotny i ma depresję. Często tacy "cierpiętnicy" mają swe cierpienie wypisane na twarzy. Zarzucają partnerowi, że nie jest wrażliwy na ich sytuację i nie zauważa, jak źle się czują. "Załamani, milczący i często zalani łzami «cierpiętnicy» obrażają się bez podania powodu, gdy nie dostaną tego, co chcieli. Informują o swoich potrzebach dopiero po upływie odpowiedniego dla nich czasu, gdy ich ofiara godzinami, a nawet tygodniami odczuwała lęk i niepokój". Wyraz cierpienia na ich twarzy jest ciągłym wyrzutem wobec innych: "Zobacz, co mi zrobiłeś". Cierpiący budzi u swoich ofiar "instynkt zbawcy i opiekuna". Przez to zmusza ofiarę, by stale się o niego troszczyła i odczytywała zmartwienia z jego twarzy.

Kusiciel

"Kusiciel" stosuje najsubtelniejsze wykorzystywanie emocjonalne. Obiecuje ofierze niestworzone rzeczy. Mami ją nagrodami, które ma dla niej. Nagrody związane są jednak z twardymi warunkami. "Wielu «kusicieli» frymarczy dobrami emocjonalnymi, roztaczając przed nami wizję życia pełnego miłości, rodzinnej bliskości i wyleczonych ran. Wstęp do takiego życia wymaga tylko jednego: poddania się temu, czego chce «kusiciel».


Wszystkie cztery typy emocjonalnych szantażystów wzbudzają w swoich ofiarach lęk i wyrzuty sumienia oraz apelują do poczucia obowiązku. Uczucia te wywołują zamieszanie w życiu ofiary. W pewien sposób traci ona orientację w tym, co jest słuszne, a co nie. Nie wie, czy szantażysta nie ma czasem racji. Może on chce dobrze? Nie chcę być egoistą. Nie chcę myśleć tylko o swoim szczęściu. Przecież związałem się z tą kobietą, przecież związałam się z tym mężczyzną. Im bliżej małżonkowie się poznali, tym lepiej znają swoje lęki. Szantażysta często zna bolesne przeżycia drugiej osoby z jej bardzo osobistych zwierzeń. Zna najgłębsze tęsknoty i potrzeby ofiary. Używa tej wiedzy jako środka przymusu, gdy chce otrzymać od ofiary to, na co ma właśnie ochotę. Ponieważ sam ma potrzeby, wie, jak wykorzystywać potrzeby innych.

Lęk ofiary bronią szantażysty

Pierwszą i najskuteczniejszą bronią emocjonalnego szantażysty jest lęk ofiary. Szantażysta doskonale wie, czego ofiara najbardziej się boi. Na skutek doświadczeń z okresu swojego dzieciństwa ofiara boi się, na przykład, opuszczenia lub też wpada w panikę, gdy ktoś robi jej awanturę. Przypomina jej to porywczego ojca, wobec którego była jako dziecko bezbronna.

Gdy szantażysta wykorzystuje lęk partnera, by wywrzeć na niego emocjonalny nacisk, posuwa się do szantażu emocjonalnego.

Emocjonalny szantażysta działa często nieświadomie. Sam jest pełen lęku i niepewności. Jednak zamiast uświadomić sobie te uczucia, nie przyznaje się do nich przed sobą i światem. Zniewala drugą osobę i wykorzystuje ją, by uciec od prawdy o sobie. Druga osoba staje się kozłem ofiarnym, który jest wszystkiemu winny. Szantażysta uzależnia w końcu swoją pomyślność od ofiary. Gdy ofiara nie zachowuje się tak, jak chce szantażysta, wszystko się dla niego załamuje. I tak powstaje wzajemne błędne koło niszczące obie strony. Ofiara jest w rękach szantażysty, a szantażysta w fatalny sposób wiąże się emocjonalnie z ofiarą. Ponieważ nie dostrzega własnych potrzeb, podświadomie wykorzystuje do ich zaspokojenia ofiarę. Ale w ten sposób albo wymaga od ofiary zbyt dużego poświęcenia, co powoduje u niej depresję i chorobę, albo osiąga dokładnie to, czego za wszelką cenę chciałby uniknąć: ofiara wyciąga wnioski z zaistniałej sytuacji i ucieka z tego chorego emocjonalnie związku.

Poczucie obowiązku

Inną bronią emocjonalnego szantażysty jest przypominanie o obowiązku. Ta broń jest szczególnie skuteczna u chrześcijan. Ten, kto chce uchodzić za dobrego chrześcijanina, nie może tak łatwo uciec od obowiązku. Lekarz romansujący z wieloma kobietami wmawia żonie, która chce się z nim rozwieść, że nie wolno jej tak łatwo pozbyć się swoich obowiązków żony i matki. Nie posiada się z oburzenia, że mogła w ogóle pomyśleć o czymś podobnym. Nie może przecież zostawić rodziny na pastwę losu. Nie może przecież zrobić tego dzieciom. Byłaby wyrodną matką! Takie apele do poczucia obowiązku wywierają wpływ na postępowanie kobiety. Nie występuje ona o rozwód. Mąż jednak nadal ją zdradza.

 

Przypominaniem o religijnych obowiązkach zmusza żonę do kontynuowania małżeństwa, chociaż ona czuje się stale upokarzana, a ich związek stal się jałowy. Kiedyś jednak zmuszona chorobą albo wyciągnie wnioski z sytuacji i przeprowadzi rozwód, albo wewnętrznie zdystansuje się od emocjonalnego wykorzystywania. Gdy się przed nim obroni, zmusi, być może, partnera, by zrezygnował ze starych sztuczek i nawiązał z nią kontakt w dojrzały sposób. Jednak zawsze "(...) kiedy nasze poczucie obowiązku jest silniejsze niż szacunek do samych siebie i troska o własne dobro, szantażyści szybko uczą się to wykorzystywać".

Wyrzuty sumienia

Trzecią bronią emocjonalnego szantażysty są wyrzuty sumienia. Szantażysta stale wywołuje w ofierze wyrzuty sumienia. Ofiara jest winna, gdy szantażysta źle się czuje, gdy spotykają go niepowodzenia w pracy, gdy jest chory. Wyrzuty sumienia są niemiłe dla każdego człowieka i dlatego chciałby się od nich uwolnić. A jednym ze sposobów dokonania tego jest spełnienie żądań szantażysty. Ale to zwykle nie zadowala emocjonalnego szantażysty. Zauważa, że poprzez wzbudzanie w ofierze wyrzutów sumienia może całkowicie nad nią zapanować i ponawia stosowanie tego środka. Ofiara nie może odkupić winy, którą wmawia jej szantażysta. Nie jest łatwo obronić się przed wyrzutami sumienia, ponieważ nikt z nas nie czuje się bez winy. Gdy ktoś wmawia nam winę, dotyka naszej pięty achillesowej. Każdy z nas chciałby przecież być dobry dla drugiego człowieka. Szantażysta wykorzystuje tę tęsknotę. Obiecuje nam, że pozbędziemy się poczucia winy, gdy spełnimy jego wolę. Nie żąda przecież tak wiele.

Proces poddawania ofiary swojej woli

Forward za środek szantażu uważa przede wszystkim sztukę przekręcania faktów i nieumiejętność przeciwstawiania się temu przez ofiarę. Szantażysta przypisuje ofierze wszelkie możliwe negatywne postawy: jego zdaniem jest ona niedojrzała, egocentryczna, pruderyjna, staromodna i tak dalej. Pewna młoda kobieta opowiadała mi, że jej chłopak po grze w tenisa idzie razem z innymi kobietami do koedukacyjnej sauny. Gdy mu powiedziała, że jej to przeszkadza, usłyszała, że jest pruderyjna. To przecież nic takiego, wszyscy tak robią.

 

Takie zarzuty zaniepokoiły ją - może rzeczywiście ma zahamowania seksualne, może rzeczywiście ma kompleksy. Nie jest łatwo obronić się przed takimi zarzutami. Kto z nas jest całkiem normalny i zdrowy? Jak można się obronić przed zarzutem, że jest się niezdolnym do związku, że odczuwa się lęk przed seksualnością, że jest się oziębłym seksualnie? Gdy próbuje się to robić, można natychmiast usłyszeć, że ten, kto się usprawiedliwia, ma coś na sumieniu, uderz w stół, a nożyce się odezwą i tym podobne. Takie rozmowy zwiększają własną niepewność. Ofiara albo poddaje się wyobrażeniom i życzeniom partnera, albo wycofuje się ze związku i zostaje sama z zarzutami, że nie jest normalna. Wtedy potrzebuje przyjaciół, którzy potwierdzą, że jej uczucia i przeczucia są cenne i prawidłowe. Tylko tak może odzyskać poczucie własnej wartości.

Do środków, które stosuje emocjonalny szantażysta, należy także werbowanie sprzymierzeńców i porównywanie partnera z innymi. Czasem mężczyzna, który nic nie może zdziałać szantażem emocjonalnym u kobiety, idzie do jej pracodawcy i chce zepsuć jej dobrą opinię. Czasem rozmawia z jej rodzicami i próbuje ich do niej negatywnie nastawić lub porównuje ją z innymi kobietami, które rzekomo żyją tak, jak on uważa za słuszne: "«Dlaczego nie możesz być taka, jak...». Te sześć słów staje się emocjonalnym ciosem, który wzmacnia u ofiary niepewność i przekonanie o własnej bezużyteczności".

Część osób, których małżeństwa się rozpadły, przez całe lata doświadczała emocjonalnego szantażu. Ponieważ kochały partnera i nie wyobrażały sobie życia bez niego, spełniały jego życzenia. Myślały, że gdy ustąpią, swoją miłością stopniowo zmienią go i pozyskają dla siebie. Działały w dobrej wierze, często usprawiedliwiając swoje zachowanie duchową motywacją: to jest krzyż, który muszę nieść. Nie wolno im myśleć tylko o sobie, gdyż jako chrześcijanie muszą się poświęcić dla innych. Dość długo nie docierało do nich, że żyją w atmosferze emocjonalnego szantażu, choć nie czuły się dobrze. Nadszedł jednak czas, że emocjonalne wykorzystywanie za bardzo je zgnębiło. Przestały rozumieć partnera, czują do niego nienawiść i pogardę. Nie poznają siebie. Nie wierzą własnym uczuciom. Są niespokojne i wytrącone z równowagi. Jedyną drogą wyjścia jest dla nich rozwód. Przez całe lata chciały utrzymać małżeństwo. W końcu dzieje się to, czego emocjonalny szantażysta obawiał się najbardziej: druga osoba chce się rozstać, iść własną drogą, kierować się własnymi uczuciami i nie pozwala już sobą zawładnąć.

Istnieją w takiej sytuacji tylko dwie drogi: albo ofiara położy kres emocjonalnemu wykorzystywaniu i przeprowadzi rozwód, albo będzie się bronić przed wykorzystywaniem i złamie je odpowiednią strategią. Gdy ofiara przestanie odgrywać swoją rolę, gdy nie da już szantażyście narzucać reguł gry, gdy sama przejmie inicjatywę, może się zdarzyć, że nada związkowi nową jakość. Dzieje się tak dlatego, że czasami szantażysta nie zdaje sobie do końca sprawy z tego, co przeżywa ofiara. Decydujące jest oczywiście, żeby ofiara nie odwróciła teraz stosunku sił i sama nie zaczęła manipulować szantażystą. Gdy ofiara odzyska poczucie własnej godności, musi umożliwić szantażyście znalezienie drogi odwrotu tak, by nie stracił on twarzy.

 

Susan Forward poleca tu różne strategie. Najważniejszą wydaje mi się próba pozyskania szantażysty jako sprzymierzeńca we wspólnym rozwiązywaniu problemów. Każda walka o władzę rodzi tylko zwycięzców i zwyciężonych. Dlatego ważne jest zrezygnowanie z podejmowania walki i wspólne szukanie rozwiązań, które uwzględniają potrzeby i lęki obojga partnerów. Tylko w takiej atmosferze szantażysta zdobędzie się na odwagę konfrontacji z własnymi potrzebami, słabościami i prawdą o sobie. Często musi się to odbyć przy profesjonalnej pomocy psychologa. Dla obojga, zarówno dla ofiary, jak i dla szantażysty, zrezygnowanie ze swoich starych ról i pojednanie się w całej pokorze z własnym człowieczeństwem i nędzą jest bolesnym procesem.

Wykorzystywanie emocjonalne prawie zawsze kończy się rozpadem związku. Gdy ofiara odzyska poczucie własnej godności i jest pewna swoich uczuć i pragnień, szantażysta albo szuka sobie innej ofiary, albo wstępuje na drogę pokory: poznaje swoje lęki, własną nędzę i zwątpienie. Wtedy również może zacząć leczyć swoje rany.

Więcej w książce: Porażka? Nowa szansa! - Anselm Grün OSB, Ramona Robben
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.74

Liczba głosów:

73

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

paul.grazyna.saimon 18:41:26 | 2019-05-20
Witam . A dlaczego w tym artykule podaje się przykłady Chrześcijan . Dwu ktrotnie . Uważam że Świadkowie Jesrowi , Czuli gówno z pomyjami. Wpływają na podświadomość ludzkom. Wykożystójom wszytkie słabości ludzkie . W każdej chwili . Wyłapują wszystkie możliwe sposoby oraz sytuacje gdy ludzie cierpiom . Pomagają ,wykożystóją wiedzę i słabości ludzi. Oto typowy przykład. Jestem przekonnany że ten kto to napisał jest zesrancem . Ludzie obudzcie się . Wyłapiom takom chorom osobe . Popilnują dowiedzą się oniej wiecej . Będom chcieli cierpiącej osobie pomóc albo zaszkodzom żeby ją zamotać ,omotać . I Do sali spotkań . Prośze was ludzie czytajcie modzze i rozważnie. Nie ulegajcie manipulacji. Bo gówno się ruszy śmierdzi potem , a nie jeden plakał życie chciał sobie oderać ,tak motają  . Paweł.S

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~odiasolutioncenter 09:11:24 | 2019-05-09
Witam, Nazywam się jannik Brinkerhoff Chcę podziękować temu wspaniałemu człowiekowi Dr Odii za to, co zrobił w moim życiu, (4 lata) temu ja i moja żona mieliśmy katastrofę, więc odeszła, nie wiedząc, gdzie ona wyszła z moim 2 dzieciaki, byłem naprawdę zszokowany, że poszedłem złożyć raport na policję o mojej zaginionej żonie, zabierającej moje dzieci, więc szukali i szukali wciąż nie mogli jej znaleźć, byłem naprawdę chory i nie mogę żyć bez niej i ja naprawdę tęskniłam za moimi dziećmi, byłam naprawdę zdenerwowana moją jaźnią, ponieważ nie mogłam dwukrotnie kontrolować mojej bezużytecznej złości, stawałam się sfrustrowana, stałam się uzależniona od narkotyków i piję alkohol z powodu mojej sytuacji po tym, jak moja żona opuściła mnie na dobre (4 lata ) więc niestety znajomy powiedział mi o rzucającym zaklęcie internetowym o nazwie Dr Odia i powiedział mi, żebym skontaktował się z nim, żeby pomógł mi przywieźć moją żonę, z początku uczyłam go, że żartuje, dopóki nie zauważyłam, że jest cholernie poważny , więc postanowiłem się z nim skontaktować, nie mogłem uwierzyć własnym oczom Dr Odia powiedziała mi, żebym się tym nie martwił moja żona wróci do mnie z moimi dziećmi bezpiecznie w ciągu 12 godzin. Po rzuceniu zaklęcia zadzwonił do mnie i powiedział, że nie powinienem się martwić, że moja żona przyjdzie teraz, w chwili, gdy skończył ze mną rozmawiać przez telefon, niestety moja żona wróciła do mnie z moimi dziećmi, byłem naprawdę szczęśliwy, to było najszczęśliwsze dzień w moim życiu, więc postanowiłem podzielić się swoim świadectwem o nim, jego czar działa natychmiast po rzuceniu go, wielkie dzięki dla Dr Odii za przywrócenie mojej żonie do mnie szczęśliwie. Jeśli masz jakieś problemy, prosimy o kontakt z nim, ponieważ może on pomóc w rozwiązaniu problemów. przez e-mail: [email protected], dla WhatsApp i Viber chat: +27638836445

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

[email protected] 11:26:55 | 2015-01-02
Chce z kimś popisac na priv o emocjonalnym wykorzystywaniu cierpiętnika.

Oceń 2 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~aaa 08:26:13 | 2014-11-30
Dlaczego artykuł opisuje wyłącznie kobietę ofiarę i mężczyznę szantażystę??? Odwrotnie niby nie bywa?

Oceń 32 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jacek Czerwieniec 18:18:22 | 2014-11-29
c.d.

"Emocjonalne wykorzystywanie w małżeństwie niszczy duszę partnera. I czasem jedynym sposobem wyzwolenia się od partnera i odzyskania godności w swoich oczach jest rozwód."

Rozwód może być czasem jedynym sposobem na wyzwolenie się z mocy toksycznego partnera. Ale z reguły, nie będzie (poza samym aktem wyjścia z chorego układu) sposobem na odzyskanie godności. Jeśli nie pojawi się wspomniana praca i głęboka zmiana, to istnieje duże pradopodobieństwo, że za pewien czas, z "nie wiadomo jakiego powodu", ofiara znajdzie sobie nowego szantażystę. Być może innej kategorii i działającego w innych rękawiczkach. Realny efekt przynosi zmiana w nas, a nie zmiana układu, w którym źle się czujemy, choć i taki krok jest niekiedy absolutnie niezbędny.

Dlatego sama wiedza nt. funkcjonowania relacji oprawca-ofiara, choć niewątpliwie przydatna i ciekawa, z reguły nie wystarcza. Brakuje mi wyraźnego podkreślenia roli przemiany w samej "ofierze" i jak ciężkiej pracy ona wymaga. Bez niej, bez względu na liczbę przeczytanych porad, ofiara pozostanie ofiarą, a szantażysta zawsze się jakiś znajdzie.

Oceń 19 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jacek Czerwieniec 18:16:44 | 2014-11-29
I co z tego ? - mam ochotę powiedzieć. Kolejny tekst, od jakich uginają się półki w księgarniach i puchną internetowe dyski. I nawet nie chodzi o to, że podaje nieprawdę. Zawiera sporo sensownej treści, jednak w moim odczuciu o wiele za mały nacisk położony jest na fakt, że JEDYNĄ skuteczną metodą na wyrwanie się z opisywanej pułapki życia z "szantażystą" jest praca nad sobą - rozpoznawanie swoich emocji, nauka ich wyrażania, przeżywania na stare i nowe sposoby. W artykule jest jednocześnie sporo wątpliwej treści. Szczególnie alergicznie działa na mnie poniższe zdanie:

"Ofiary dają się często szantażować z powodu trudnych przeżyć i doświadczeń. Ponieważ nie pogodziły się ze swoją bolesną przeszłością, są z jakiegoś powodu szczególnie wrażliwe,..."

Tak, to prawda. Każda ofiara daje się szantażować z jakiegoś powodu. Prawdopodobnie trudnych przeżyć i doświadczeń. Tych powodów może być o wiele wiecej niż wymieniono w tekście. I jeśli czytam, że receptą na nie poddawanie się szantażowi jest "pogodzenie się z przeszłością", to nóż mi się w kieszeni otwiera. Co to znaczy "pogodzić się z przeszłością" ? Czy pogodzenie, nie jest działaniem uczącym bierności i właśnie bycia ofiarą ? Tak, z przeszłością trzeba się pogodzić, ale ma to miejsce, gdy z tą przeszłością się najpierw zmierzymy, wykonamy niekiedy niezykle trudną pracę skonfrontowania się z własnymi słabościami i finalnie podniesiemy głowę, nie poddając się już więcej grom i manipulacjom, od których kipią relacje międzyludzkie. Ta praca to godziny spędzone w gabinecie terapeutycznym, na grupach wsparcia, warsztatach - wszędzie w kontakcie z ludźmi i prawdziwymi emocjami, które się wówczas dzieją. A nie podczas czytania mądrych książek, których już bez liku napisano.

c.d.n.

Oceń 20 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?