Chciałem być wsparciem dla żony po porodzie, ale sam potrzebowałem wsparcia. Było mi wstyd

(fot. shutterstock.com)

Trudno jest mi okazywać przed żoną i córeczką swoje słabości. Wolałbym raczej być wszechogarniającym, doskonałym mężem i ojcem, który nie ma "miękkiego brzuszka". Oto ja, zalatany ojciec, który wszystko próbuje ogarnąć i zatraca się w tym do tego stopnia, że zapomina o samym sobie, a w rezultacie trzeba się nim zajmować jak kolejnym dzieckiem. Zacząłem naprawdę błogosławić żonę za to, że ją mam.

 

Z pamiętnika młodego taty:


25 września 2018 r.

 

Słowo na początek to zmęczenie. Zaczęło się od tego, że Basia dała nam popalić w nocy. Mówię "nam", ale założę się, że D. spała dużo krócej niż ja, który to właśnie narzekam na swoje zmęczenie. Potem zaczął się kolejny dzień i jego sprawy, które trzeba ogarnąć.

 

Choć jeżdżenie po mieście i zaliczanie urzędów, sklepów lub aptek to dość przyjemne zajęcie (bo daje chwilę odskoczni od kupek i kremików), to można się przy tym nieźle zmęczyć. Kiedy już wróciłem do domu czekało mnie trochę sprzątania i gotowania. Efekt tego był taki, że wieczorem czułem się kompletnie wypompowany, przeziębiony i sfrustrowany (bo nie udało mi się wszystkiego załatwić).

 

Wtedy z pomocą przyszła moja żona, która wepchnęła mnie do łóżka i kazała odpocząć. I choć wcale nie miałem ochoty leżakować, to po krótkiej chwili nie dobudziłby mnie traktor. Gdy później otworzyłem oczy, było mi głupio przed samym sobą - oto ja, zalatany ojciec, który wszystko próbuje ogarnąć i zatraca się w tym do tego stopnia, że zapomina o samym sobie, a w rezultacie trzeba się nim zajmować jak kolejnym dzieckiem. Zacząłem naprawdę błogosławić żonę za to, że ją mam - ją, która potrafi lepiej rozpoznać, czego potrzebuję niż ja sam.

 

I tu naszła mnie chwila refleksji - trudno jest mi okazywać przed żoną (no i przed córką) swoje słabości i ograniczenia. Wolałbym raczej być wszechogarniającym, doskonałym mężem i ojcem, który nie ma "miękkiego brzuszka". 

 

Myślę, że dla wielu osób mężczyzna, który okazuje słabość i którym się trzeba opiekować, to jakaś oznaka niemęskości. To bardzo ciekawe, ale my faceci naprawdę czasem się na to nabieramy i udajemy, że nie mamy żadnych ograniczeń, ani chwil słabości. Ktoś nam wmówił, że zawsze i wszędzie mamy być twardzi i wszystkowiedzący, zwłaszcza jako mężowie i ojcowie - że mamy tylko twardą skorupę najeżoną kolcami. Często się na tym łapię. A przecież to jedna wielka ściema.

 

To wspaniałe uczucie uwolnić się od takiego wykrzywionego obrazu mężczyzny, który zawsze musi być doskonały i musi wszystko ogarniać. Jasne, wiem, że jestem mężem i ojcem, więc mam szereg obowiązków wobec dziewczyn, ale to nie znaczy chyba, że muszę być alfą i omegą, zawsze mieć siłę i robić wszystko idealnie? 

 

Żeby ten wpis nie nabrał pozorów taniej psychologii, szybko utnę ten wątek: facet-macho to kłamstwo, które trapi wielu facetów, a drogą do uleczenia się jest przyjęcie swoich słabości - odsłonięcie "miękkiego brzuszka". Ojcostwo bardzo szybko mi pokazało, że mam swoje limity i wcale nie muszę zawsze być tytanem ogarniania rzeczywistości, a świat się nie zawali. Przyjęcie tego, że naprawdę mogę taki być to baaardzo uwalniające doświadczenie. 

 

Skoro więc słowem początkowym tego wpisu było zmęczenie, to słowem na koniec niech będzie akceptacja. Amen.

 

 

Z pamiętnika młodego taty 25.9 Słowo na początek to zmęczenie. Zaczęło się od tego, że Basia dała nam popalić w nocy....

Opublikowany przez Jakub Pruś Czwartek, 27 września 2018

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook