Bądź silny tato!

(fot. Billie Hara / flickr.com)

Zadania mamy i taty są teraz, gdy dziecko ma już kilka miesięcy, dokładnie podzielone: mama jest od pocieszania i bliskiej obecności, od tej jedynej w swoim rodzaju jakości wczesnodziecięcej fazy życia. Ojciec ma inne zadanie.

 

Ojciec powinien nieznany jeszcze i budzący obawy świat uporządkować i dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. Ten podział ról da się skorygować tylko częściowo. Postać ojca daje dziecku — a zwłaszcza małemu chłopcu - rodzaj fizycznego bezpieczeństwa, tak iż dziecko rzeczywiście potrafi poradzić sobie z tymi wieloma kanciastymi i niekiedy bolesnymi przedmiotami, jakie poznaje na swojej drodze.


Mały chłopiec identyfikuje się z postacią ojca. W swoich fantazjach jest niekiedy "tatą", wtedy czuje się kimś dużym, kto wszystko może, i jest władcą i panem świata. Niewiele później boleśnie się przekona, nie mogąc na przykład poradzić sobie z drzwiami szafy, że owo "bycie dużym" nie funkcjonuje jednak bez problemów. Wtedy marzenia o własnej wielkości zostaną przesunięte ze świata zewnętrznego do wewnątrz psychiki i staną się "wyobrażeniami wewnętrznymi". Psychoanaliza mówi tu o "idealnym ja".


I teraz w psychice dziecka wydarza się coś bardzo złożonego. Gdy tylko owo "idealne ja" (a więc wyobrażenie wewnętrzne) może identyfikować się z konkretnym tatą, dziecko uwewnętrznia obraz ojca. I uwewnętrznia zarówno to, co wiąże się z siłą fizyczną ojca, jak i - co o wiele ważniejsze - sposób bycia ojca, a nawet jego przekonania i normy postępowania.


Dziecko nie tylko naśladuje zachowanie ojca, wartości, które on wyznaje, nie tylko przejmuje jego zakazy i zachęty, ale wbudowuje je głęboko w swoją świadomość. Ojciec przejmuje teraz częściowo rolę, jaką w życiu dziecka odgrywała dotychczas mama. To oddziaływanie jest równie głębokie! Tata jest kimś więcej niż tylko wzorem: jest fundamentem moralności, sumienia i dziecięcej samoświadomości.


Zrozumiałe, że ojciec, by sprostać temu wyzwaniu, musi być "silnym mężczyzną". Silnym nie tylko fizycznie, lecz przede wszystkim psychicznie. Słaby ojciec mianowicie, który nie będzie wiedział, jak zareagować, gdy chłopiec podniesie na niego głos, nie zostanie przez syna "uwewnętrzniony". Także ojciec, który pozwala sobą dyrygować komuś z otoczenia, powiedzmy ciotkom czy sąsiadowi, jest dla syna gorzkim rozczarowaniem.


Ojciec, który nie chroni dziecka przed niebezpieczeństwem, który - gdy nagle na drodze dla pieszych pojawi się rowerzysta-wariat, siejący grozę - zatrzyma się przestraszony i nie stać go będzie na żadną reakcję - nie jest ojcem, jakiego chłopiec pragnie i jakiego pilnie potrzebuje.


Z takim ojcem dziecko nie może się identyfikować. W takim ojcu dziecko nie znajduje oparcia w tym wyzwolonym świecie, oparcia w sferze postrzegania świata i w sferze kształtującego się porządku moralnego, który zaczyna się razem z nauką mówienia.


Wielu dzieciom brakuje dzisiaj ojca w tym sensie. Może ojciec jest nawet w domu, może nawet "ma czas dla dziecka", jak głosi hasło urzędników ministerialnych od spraw rodziny, ale nie znaczy to, że jest takim ojcem, jakiego dziecko potrzebuje.


Wrócę raz jeszcze do problemu ochrony i poczucia bezpieczeństwa dziecka, ponieważ jest to bardzo ważne.


Jako przykład wezmę nieodpowiedzialnych rowerzystów, jeżdżących bez wyobraźni, którzy każdego lata są zagrożeniem dla dzieci. Każde dziecko, jak powiedziałem, oczekuje, że będzie bezpieczne. Wierzy z całym zaufaniem, że ojciec zawsze, w każdej chwili, ochroni je przed niebezpieczeństwem. Jeśli ojciec zawiedzie w tym względzie, rozczarowanie będzie dogłębne. Obserwuję codziennie, jak w rozległej, pięknej strefie dla pieszych niedaleko naszego domu szaleńczo pędzą rowerzyści (oczywiście wbrew zakazowi), mijając o włos małe dzieci, próbujące pod okiem rodziców niepewnie stawiać swoje pierwsze kroki. Mamy podnoszą krzyk, dzieci są przestraszone, czasem zaczynają płakać, a ojcowie? Najczęściej wzruszają ramionami i nie odważą się powiedzieć ani słowa. Takie sceny widzę każdego dnia.


Jakie kolosalne rozczarowanie musi wówczas przeżyć dziecko! Nieważne, czy czuje je świadomie, czy intuicyjnie. Ojciec okazał słabość. Ujawniła się jego obojętność. Nie wystąpił w obronie dziecka. Nie odważył się. Ojciec się boi.


Jaką wartość mogą mieć teraz jego poglądy, które dziecko chciało przejąć jako swój wzór, tak jak chciało naśladować jego umiejętności manualne? Czy może mieć znaczenie, co dla taty jest dobre, a co złe? Ojciec pokazał to sam przy tym prostym zdarzeniu, które było sytuacją próby.


Jak długo utrzymują się skutki takiego zawodu dziecka?


W sferze świadomości być może niezbyt długo. Lecz gdy wydaje się, że reakcja ojca poszła w zapomnienie, co czyni z nią pamięć dziecka? Gdzie zdarzenie to zostało zachowane w dziecięcych wspomnieniach i jak teraz funkcjonuje?


Wielu ojców nie ma należytej świadomości takich procesów. Mnóstwo wysiłku wkładają w sprawy, które wcale nie są tak ważne. Próbują zrobić na dziecku wrażenie, pędząc z nim razem na rolkach lub na najnowszym rowerze sportowym, a przy tym często tylko się ośmieszają. Wielu oczywiście poświęca dzieciom czas w sposób rozsądny. Lecz o wiele ważniejsze jest, jaką postawę ojcowie przyjmują w sytuacjach próby, w chwilach małych kryzysów, jakie zdarzają się każdego dnia.


Codzienne napięcia — jest ich całe mnóstwo. Na przykład córeczka płacze, ponieważ jej koleżanka woli się dziś bawić z inną dziewczynką. Wtedy objęcia ojca muszą dać poczucie bezpieczeństwa, jego głos powinien brzmieć pewnie i nieodmiennie pogodnie (a nie, na miłość boską, niepewnie i współczująco), gdy będzie zapewniał swoją małą, że jest ona najmilszym stworzeniem, jakie kiedykolwiek istniało na świecie. Syn znowu jest przybity, bo kolega z tej samej ławki dostał z dyktanda czwórkę, a on niestety dwóję, a przecież kolega gada na lekcjach tak samo jak on, jeśli nie więcej! Ojciec musi dodać synowi otuchy, że w najbliższej przyszłości da się to naprawić ("Dasz sobie radę!"), a zarazem przypomnieć mu o koniecznej dyscyplinie ("Musisz uważać!").


I tak dalej, i tak dalej. Konto bankowe jest zablokowane, bo bank zajął je pod hipotekę. Ojciec nie może okazać, że jest zdruzgotany, chociaż tak właśnie się czuje. Dzieci patrzą bystro i wszystko widzą. Świadomie, nieświadomie. Ich spojrzenie jest czujne i widzą każdą ojcowską niepewność. Nie lubią niepewności ojca. Nie znoszą jej wręcz.

Marzę o tym, żeby zobaczyć kiedyś plakaty, na których nie będzie tych samych, ogranych sloganów, lecz hasła wyrażające interes dziecka. Na przykład: "Bądź przy mnie, tato!". Bądź silny, kiedy twój syn ma kłopoty z ortografią albo kiedy w przedszkolu jest spychany na margines; musisz wtedy stać po jego stronie, żeby mu pomóc wyjść z tej sytuacji. Zachowaj też odporność, kiedy dokłada ci twój szef, mówiąc, że ojciec rodziny taki jak ty nie pasuje do dzisiejszego dynamicznego i globalnego świata, rządzącego się prawami ekonomii. Musisz też umieć zdecydowanie zareagować, kiedy bezczelni rowerzyści wpadają w strefę dla pieszych, narażając twoje dziecko na niebezpieczeństwo. Bądź przykładem pozytywnym, mężczyzną z charakterem. Twoje dziecko nie ma wielu wzorców.


Można by tu podać tysiące przykładów. Nie zmienia się tylko jedno - uważne, wrażliwe, utkwione w tobie spojrzenie twojego dziecka.

 

 

Więcej w książce: Sztuka rodzicielskiej miłości - Wolfgang Bergmann

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.27

Liczba głosów:

11

 

 

Komentarze użytkowników (17)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~mar783711 23:11:38 | 2014-02-08
Fantastycznie, zgadzam się z autorem artykułu. Jednak zabrakło mi w nim sytuacji, a jest ich mnóstwo, kiedy ojcu zdarzy się być słabym, czy popełnić błąd.... i ok! Tyle, że powinien o tym prozmawiać z synem/córką i powiedzieć czemu się zachował w danej sytuacji - słabo. Że się sam bał, że nie zdążył, czy po prostu mu się nie chciało.... I przeprosić za to. Tak po prostu szczerze przeprosić. Pisanie o tym jaki powinien ojciec być silny i że zawsze silny i dający poczucie bezpieczeństwa, może wielu ojców wprawiać we frustrację. Nie jesteśmy Bogami ! Jesteśmy ludźmi, którzy nie unikną błędów i słabości. Siła w tym aby się tego nie wstydzić i o tym rozmawiać.
-pozdrawiam !!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~marek 10:52:23 | 2014-01-27
a co do bania się życia,to każdy strach pochodzi od zlego,
więc jest sprzeczny z byciem katolikiem,nalezy to wiedziec

nic głupszego nie słyszałem od dawna - to że się czegoś boję albo że coś mnie złości nie oznacza że przestaję wtedy być Katolikiem

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~A-gus 20:46:02 | 2014-01-23
"Konto bankowe jest zablokowane, bo bank zajął je pod hipotekę. Ojciec nie może okazać, że jest zdruzgotany, chociaż tak właśnie się czuje."

Totalna bzdura - tak kształtujemy tylko kolejne pokolenia ludzi, którzy nie są świadomi swoich emocji, nie potrafią ich nazwać i sobie z nimi poradzić. W takiej przykładowej sytuacji ojciec powinien pokazać, powiedzieć, że czuje się zdruzgotany, ale zaraz potem, dać przykład dziecku, jak sobie w takiej sytuacji poradzić. Wtedy dziecko widzi, że emocji nie zamiata się pod dywan, tylko się je nazywa po imieniu i rozwiązuje problem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nieszczęsliwe dorosłe dziecko 13:21:53 | 2014-01-21
nie łatwo byc ojcem..ale zapominają o tym że to ich zyciowa rola..niepowtarzalna...jedyna... nie kariera.. spelnienie zawodowe..co własnie wychowanie....ojcowie nie zdają sobie sprawy jak ranią dziecko.. myslą ze prezentem kupia milosc dziecka..a czy potrafią go obronić? okazac mu cierpliwosc?, przytulic jak czuje sie bezsilne, zranione? Albo gdy chce sie wyszalec bo ma tak duzo energii, ojciec strofuje dziecko -masz byc grzeczne! odbiera mu wolnosc, odwagę.. ojcowie robia czasem taka krzywdę nie zdajc sobie sprawy jak to procenuje na rozwój dziecka..

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Jan 13:20:42 | 2013-10-10
Wadą tych wszystkich książek jest to, że przeczytawszy je dowiedujesz się tylko tego, co już wiesz. Pytanie jak sprawić, by ojciec stał się silnym facetem? Sama diagnoza nie wystarczy. Nie wystarczy się dowiedzieć, że trzeba być silnym. To jeszcze silnym nie czyni, wręcz przeciwnie...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~art7 18:28:10 | 2013-10-09
a co do bania się życia,to każdy strach pochodzi od zlego,
więc jest sprzeczny z byciem katolikiem,nalezy to wiedziec
i starac się go odzucić.A najlepiej chyba wchodzić w to czego sie bojimy,
bo to oznazca że zły chce nas od zcegoś co jest nam potrzebne odciagnać
poprzez strach.To naawet zcasem walka jest i trzeba być zdetreminowanym czasami.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~art7 18:22:08 | 2013-10-09
tak naprawdę idealny Ojciec jest tylko jeden-Bóg.i to chyba tyle można powiedziec w tym temacie

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~JK 15:53:41 | 2013-10-09
A propos tego zwracania uwagi rowerzyście-piratowi: Jakiś czas temu, zapewne pamiętamy, pewien policjant w cywilu po służbie zdaje się, zwrócił uwagę komuś na przystanku a ten go zasztyletował. Więc wydaje mi się, że zgrywanie bohatera jest gorsze od bycia bohaterem, który nadal żyje dla dzieci. Ustąpienie jakiemuś agresywnemu frustratowi nie musi być od razu kojarzone z tchórzostwem, a wręcz przeciwnie ze spokojną odwagą. Trochę autor opiera się na schemacie zerojedynkowym, moim zdaniem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nieprzypadkowy 11:27:02 | 2013-10-09
Pełna zgoda - psychoanaliza nie ma wiele wspólnego z psychologią.
Nie powinno się próbować tłumaczyć całej rzeczywistości pojęciami psychoanalitycznymi, dlatego uważam używanie, na przykład, określenia "ideału ja" na polu innnym niż kliniczne za ślepą drogę. Sądzę, że miejsce psychoanalizy jest przede wszystkim tam, gdzie ma działać - w klinice, a dokładniej w klinice podmiotu. Oczywiście każda teoria, również psychoanalityczna, powinna być kwestionowana. Bo jest to tylko teoria. Współczesny dyskurs naukowy wydaje się jednak zachowywać omnipotentnie - wszystko można wytłumaczyć, nazwać, potrzeba tylko czasu. Trochę mnie to niepokoi, bo zapomina się, że w poznawaniu rzeczywistości dryfujemy na paradygmatach, nie do końca przewidując dokąd to zmierza. Trochę jak w majakach platońskiej jaskini. A prawda wydaje się być gdzie indziej.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Inceptive 21:22:42 | 2013-10-08
Psychoanaliza nie ma żadnego kontekstu, to prymitywne, po wielokroć skompromitowane majaki niezbyt wiarygodnych ludzi.
I wreszcie, psychoanaliza ma tyle wspólnego z psychologią (i z nauką), co astrologia z astronomią.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook