Jestem mamą naprawdę, czy tylko kogoś zastępuję? Pytanie, które zadają sobie adopcyjne matki

(fot. depositphotos.com)

Adopcyjni rodzice mają zwykle świadomość, że pewnego dnia ich ukochana pociecha zapyta o to, kim są jego "biologiczni" czy "prawdziwi" rodzice. Jedna z matek powiedziała, że słowo "prawdziwi", wypowiedziane przez jej adoptowanego syna, zabolało ją bardziej, niż gdyby ktoś pociął ją nożem.
 

Jedno z pytań, które mamy adopcyjne dość często sobie zadają - przynajmniej na początku wspólnego życia z dzieckiem - brzmi: "czy jestem mamą naprawdę, czy tylko kogoś zastępuję?". Właściwa odpowiedź jest tylko jedna: mama dziecka adoptowanego to również mama prawdziwa, której trud jest wart nie mniej, niż mam biologicznych. A tych trudności może pojawić się całkiem sporo.


Płakałam krwawymi łzami


Decyzja o adpocji jest w Polsce najczęściej konsekwencją bezpłodności. Para, która długo stara się o dziecko - i nie może go począć - powinna jednak w pierwszej kolejności pogodzić się z utratą możliwości posiadania dziecka w sensie biologicznym - psychologowie często nazywają ten proces żałobą po biologicznym dziecku. Jest to doświadczenie bardzo bolesne i często wykańczające - proces leczenia niepłodności oznacza nierzadko przeplatające się okresy nadziei i jej braku. Dla osób pracujących w ośrodkach adopcyjnych stan psychiczny pary starającej się o adopcję jest jednak jednym z kluczowych elementów, na podstawie których para może otrzymać szansę na adoptowanie dziecka lub spotyka się z odmową.

 

Dobrymi rodzicami adopcyjnym mogą stać się tylko ci, którzy pogodzili się z własną bezpłodnością i nie chcą "pocieszać się" innym dzieckiem. Z tego właśnie powodu wielu kandydatów na adopcyjnych rodziców potrzebuje psychoterapii - tak właśnie było w przypadku Anety, dziś mamy dwuletniej dziewczynki: "Kiedy podjęliśmy z M. decyzję o staraniu się o dziecko, byłam pewna, że maksymalnie po pół roku zajdę w ciążę. Myślałam, że mogą nawet trafić nam się bliźniaki, bo było ich dużo w rodzinie ze strony mojej mamy. Ale po roku wciąż nic. Poszliśmy do poradni, monitorowałam cykl, brałam leki, ale nie udawało się. Kiedy dostawałam okresu, płakałam krwawymi łzami - tak to czułam, że moje ciało płacze. Zaczęły się problemy małżeńskie, obwinialiśmy się nawzajem, raz nawet wyprowadziłam się do rodziców. To moja mama jako pierwsza powiedziała, żebyśmy zaadoptowali dziecko, najlepiej małe, żeby nikt się nie dowiedział o naszej przypadłości. Dopiero rozmowa z moją znajomą, która jest pedagogiem specjalnym, uświadomiła mi, że tak się nie da, że najpierw muszę powiedzieć 'żegnaj' dziecku, którego nie urodzę. Potem było półtora roku terapii indywidualnej i rok małżeńskiej. Dopiero później zaczęło się oczekiwanie na dziecko".


Po kim on jest takim blondynem?


Oczywiście nie wszyscy, którzy decydują się na adopcję, mają za sobą doświadczenie nieskutecznych prób zajścia w ciążę. Zdarza się, że dana para ma już dzieci, ale jest dobrze usytuowana i chciałaby stworzyć dom dziecku, które nie miało szansy na kochających rodziców. Niekiedy rodzicami adopcyjnymi zostają także krewni lub przyjaciele dzieci, których biologiczni rodzice zmarli lub z różnych powodów nie mogli ich wychowywać. Niemal wszyscy rodzice adopcyjni (także ci, którzy nie muszą przechodzić przez proces godzenia się z bezpłodnością), mierzą się zwykle z podobnymi obawami: "jak dalsza rodzina przyjmie nasze dziecko?", "co zrobić, jeśli sąsiadka ciotki zapyta, po kim on jest takim blondynem?", oraz "a jeśli biologiczna matka piła lub paliła w ciąży i dziecko będzie miało problemy?".

 

Świadomość istnienia biologicznych rodziców malucha, którego się wychowuje, bywa także przyczyną lęku przed porzuceniem przez dziecko - adopcyjni rodzice mają zwykle świadomość, że pewnego dnia ich ukochana pociecha zapyta o to, kim są jego "biologiczni" czy "prawdziwi" rodzice. Jedna z mam adopcyjnych powiedziała, że słowo "prawdziwi", wypowiedziane przez jej adoptowanego syna, zabolało ją bardziej, niż gdyby ktoś pociął ją nożem. Osoby decydujące się na adopcję są także uświadamiane, że - niestety - jeśli podejmą się opieki nad dzieckiem, które wcześnie straciło opiekuna lub było zaniedbywane, to może ono mieć poważne trudności z nawiązywaniem więzi, a w późniejszym okresie życia - "testować granice" rodziców, niejako upewniając się, czy po raz kolejny nie zostaną porzucone. Wbrew ludowym opowieściom, dzieci adoptowane rzadko są "potulne i grzeczne" z uwagi na wdzięczność wobec opiekunów - adoptowane dziecko dość rzadko przypomina zapatrzoną w swoich "wybawców" Anię Shirley z powieści Montgomery. Rodzice adopcyjni - poza mierzeniem się z klasycznymi rodzicielskimi problemami - na ogół odczuwają zatem większy niepokój o przyszłość.


Adopcja to więź


Ale bycia adopcyjną mamą czy adopcyjnym tatą nie należy postrzegać tylko przez pryzmat trudności i "pułapek". Adopcja to przede wszystkim szansa na nawiązanie głębokiej, trwałej więzi z dzieckiem - nawet jeśli trzeba włożyć w to nieco więcej wysiłku. Rodzice adopcyjni - tak samo jak biologiczni - mogą zapewnić dziecku szczęśliwe życie, a jednocześnie samemu spełniać się w roli opiekunów, przewodników, nauczycieli życia, którzy przekazują kolejnemu pokoleniu cenne wartości. Aby tak się stało, ważna jest ich osobista dojrzałość i wytrwałość, a także posiadanie wsparcia. Wiele ośrodków adopcyjnych oferuje rodzinom pomoc nie tylko podczas trwania procedury adopcyjnej (niestety, często bardzo wydłużonej), ale także na późniejszym etapie wspólnego życia. Rodzice adopcyjni mogą także korzystać z grup wsparcia - zarówno tych, które spotykają się w "realu", jak i w internecie. W sytuacjach narastających konfliktów lub trudności komunikacyjnych warto skorzystać z terapii rodzinnej. Jednocześnie powinniśmy pamiętać o tym, że sytuacja rodzin adopcyjnych w pewnej mierze zależy także od nas - naszych postaw, reakcji na wiadomość, że ktoś posiada rodziców adopcyjnych lub zamierza adoptować dziecko. Niedopuszczalne jest robienie z tego faktu tabloidowej sensacji, deprecjonowanie roli adopcyjnych rodziców lub "prowokowanie", że dziecko adoptowane na pewno będzie przysparzać problemów. Tak naprawdę smutku, wściekłości i bezradności doświadczają przecież wszyscy rodzice, zarówno biologiczni, jak i adopcyjni. Rodziny, które podjęły decyzję o adopcji, zasługują na szacunek i zupełnie normalne traktowanie. Myślę też, że osoby wierzące mogą szepnąć za nimi słowo świętemu Józefowi - on przecież również wychowywał Dziecko, którego w sensie biologicznym nie był ojcem. I doskonale sobie z tym zadaniem poradził.


A dziś, w Dniu Matki, życzę wszystkim mamom - adopcyjnym, biologicznym i dopiero czekającym na pojawienie się potomka - aby ich relacje z dziećmi były źródłem radości i satysfakcji!

 

Angelika Szelągowska-Mironiuk - psycholog, absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego (spec. psychologia zdrowia i kliniczna), czynny psychoterapeuta pracujący w nurcie systemowym, w trakcie szkolenia w Ośrodku Szkoleń Systemowych w Krakowie, trener umiejętności społecznych I stopnia. Na co dzień pracuje z pacjentami indywidualnymi, parami i rodzinami oraz prowadzi szkolenia i warsztaty dla dzieci, nauczycieli i rodziców. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook