Nauczyciel, czyli 2 w 1

(fot. bewinca/flickr.com/CC)

Praca nauczyciela jest jak odkrywanie pereł. Najtrudniejsze jest to, aby wychowanek sam odkrył swoją wartość, uwierzył w to, że każdy ma jakiś talent - że jest diamentem. 

 

Czy pamiętasz kto otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomi w ubiegłym roku? Kto zdobył Oscara za najlepszy scenariusz, albo kto zwyciężył w slalomie gigancie podczas igrzysk zimowych w Soczi? Na wiele tego typu pytań nie umielibyśmy odpowiedzieć lub długo trzeba by odkurzać zasoby naszej pamięci. Powyższy quiz to fragment prezentacji, która swego czasu "krążyła" w sieci - za jej autorem możemy zadać kolejne pytania: Czy mógłbyś wskazać swoich ulubionych nauczycieli ze szkoły podstawowej lub gimnazjum? Kto był Twoim największym autorytetem? Kto był najbardziej surowy w liceum, a kto do życia i obowiązków podchodził z przymrużeniem oka? Nie musimy się długo zastanawiać - szybko odnajdziemy w pamięci sylwetki poszczególnych belfrów. Tymczasem większość z nich z nie zdobyła żadnej nagrody (no, może poza nagrodą dyrektora), nie pisano o nich w gazetach, ani nie widziano na szklanym ekranie.

 

Kiedy zajrzymy do Karty Nauczyciela (1982 r.), zaraz - na samym początku - spotykamy zwrot: "Mając na względzie doniosłą rolę oświaty i wychowania w Rzeczypospolitej Polskiej […]". Z kolei we wprowadzeniu do Ustawy o systemie oświaty (1991 r.) czytamy, że "kształcenie i wychowanie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości ojczyzny oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego, przy jednoczesnym otwarciu się na wartości kultur Europy i świata". Już lektura samych preambuł tych dokumentów pozwala wyróżnić w pracy nauczyciela dwie płaszczyzny. Pierwsza to przekaz wiedzy - czasem teoretyczna, czasem praktyczna, najlepiej byłoby je łączyć razem. Jednemu nauczycielowi wychodzi to lepiej, drugiemu gorzej, jeden będzie przynudzał i zniechęcał, inny aktywizował i zachęcał. Rzeczywistość, o której tu mowa jest solidnie skodyfikowana - posiadamy multum programów nauczania, wynikowych, ewaluacji etc. Także przełożeni mają wiele narzędzi - chociażby plan nadzoru pedagogicznego - aby kontrolować pracę swoich pracowników. Ale oprócz tego wszystkiego jest jeszcze inna, już nie dająca się tak łatwo pomierzyć i zweryfikować - znacznie ważniejsza - warstwa edukacyjnego procesu. Nauczyciel bowiem, chcąc nie chcąc - świadomie używam tego określenia - przede wszystkim wychowuje.

 

W zależności od rozwoju wiekowego wychowanka - pedagog jest dla dziecka wzorem, świadkiem, autorytetem. Już słyszę głosy oburzonych komentatorów, że to zwykłe bajanie. Owszem, tak pewnie w wielu przypadkach jest. Dziś jednak - w kontekście święta edukacji - piszę te słowa w pozytywnym świetle, na marudzenie mamy pozostałą część roku szkolnego. Problem sprowadza się do kwestii wiarygodności - dzieci, młodzież doskonale wyczuwają, kto jest wiary-godny, kto jest autentyczny, czy ktoś pracuje, bo musi, czy ktoś jest najemnikiem, czy też powołanym do tego zawodu. Wielu z nas ma doświadczenie, że po kilku latach od wręczenia świadectwa, już nie pamięta trudnych wzorów matematycznych, ale pamięta, że Pani od matematyki nigdy nie spóźniła się na lekcję i tego samego wymagała od swoich podopiecznych; do grobowej deski i jeden dzień dłużej wielu z nas będzie pamiętało prawe dopływy Wisły, za co "prześladowała" Pani z przyrody i może nigdy nie zapomnisz Profesora od chemii, któremu po dziś dzień jesteś wdzięczny nie tyle za skomplikowane wzory kwasów i zasad, które do dziś śnią ci się po nocach, ale za wpływ, jaki jego osoba - jego uczciwość i solidność - wywarła na Twoje życie. Są to osobowości, o których opowiadamy z dumą, w których życiorysie nie było rozdźwięku między tym, co mówili, co nauczali, a jak żyli na co dzień. W tym miejscu na myśl przychodzą słowa Pawła VI z adhortacji Evangelii nuntiandi, w której pisał, że "człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami" (nr 41). Pamiętam, jak w podstawówce, w okolicach 89 roku, kiedy publicznie jeszcze nie mówiono o zbrodni w Katyniu - my przygotowywaliśmy akademię, w której przywoływano wielką zbrodnię na Wschodzie. Nasza polonistka była odważna - wówczas nie do końca rozumieliśmy o co w tym wszystkim chodzi, dziś jednak, po latach, jesteśmy jej wdzięczni za tę lekcję Polski.

 

Często uczeń identyfikuje się ze swoim nauczycielem, student chce być jak jego profesor - zaczyna nawet przejmować sposób mówienia i zachowania swego wykładowcy. Czasem śmiesznie to wygląda - niektórzy ironizują, że to bezmyślne naśladownictwo. Takie spojrzenie jest jednak uproszczeniem, od tego bowiem zaczyna się relacja uczeń-mistrz. Nauczyciel w takiej konstelacji stoi z boku, dyskretnie towarzysząc. Będzie czas, kiedy uczeń pójdzie sam - własną drogą, wówczas role się odwrócą - sam zostanie nauczycielem, "mistrzem" czy to jako pedagog, rodzic, ksiądz, siostra zakonna… Z naszego podwórka można by w tym miejscu podać kilka przykładów więzi potwierdzających taką tezę, zarówno w relacji wychowawca-wychowanek (św. Jan Bosko i św. Dominik Savio; św. Rafał Kalinowski i bł. Książę August Czartoryski) jak również w relacji rodzic-dziecko (św. Monika i św. Augustyn, św. Teresa od Dzieciątka Jezus oraz bł. Zelia i Ludwik Marin).

 

Praca nauczyciela jest jak odkrywanie pereł. Najtrudniejsze jest to, aby wychowanek sam odkrył swoją wartość, uwierzył w to, że każdy ma jakiś talent - że jest diamentem. Wiem, że brzmi to patetycznie, ale za to dokonuje się bezszelestnie. Kluczem - zarówno względem tych najmłodszych, jak i nieco starszych - jest postawa szacunku i słuchania. Wartości, których często nasi wychowankowie nie znajdą w swoich domach, za to niejednokrotnie pomagają im uwierzyć w siebie i czasem są jak ziarno, z którego kiedyś wyrośnie piękna roślina; i nawet jeśli, tak po ludzku, im się nie uda, jeśli ich życie też będzie porażką, to jednak będą mieli świadomość, że był ktoś - w tym przypadku nauczyciel - dla którego nie było się tylko jednym z wielu, lub że po prostu "miał zawsze dla mnie czas". Sytuacja tu opisana, to nie tylko jakiś akademicko-pedagogiczny problem, z kategorii "prewencja", gdyż coraz częściej uczniowie mają zaniżone poczucie własnej wartości i godności. I choć zagadnienie jest złożone, to łatwo w szkolnej społeczności dostrzec jak polaryzują się - podkreślmy, że coraz wyraźniej - dwie grupy. Jedną grupę wyznaczają zamożne domy, gdzie wszystko jest - dzieci mają możliwość uczestnictwa we wszelakich kursach i dodatkowych zajęciach. Mają czas wypełniony-przeładowany w 100%. Czekają dla nich najlepsze szkoły, z olimpiadami i konkursami, gdzie jednocześnie zadomowiła się chora rywalizacja, a oni sami będą uczyć się jak przebijać się do przodu łokciami. Jeśli zaś ktoś jest słabszy i nie wytrzyma tempa, to po drodze zdąży się wypalić. W domach, z których pochodzą tacy uczniowie, nie ma - paradoks: pomimo w pełni zaplanowanego czasu - po prostu, czasu dla dzieci. Świadomie używam określenia "dom", gdyż kategoria rodziny znajduje się w odwodzie. Mała "podgrupa" jest usytuowana pośrodku, powiedzielibyśmy "normalna", ale niepokojąco się kurczy. No i wreszcie druga skrajność - ogromny, powiększający się obszar z dużą liczbą rodzin-domów, gdzie bieda graniczy z nędzą, a rodzice mają problem, żeby przeżyć do pierwszego. W szkole, w której pracuję, to około ¼ społeczności (ok. 100 uczniów). Bardzo dużo, o wiele za dużo… W tym kontekście nauczyciel nieraz jest osobą, która zanim zacznie uczyć, organizuje swoim wychowankom podstawowe, życiowe potrzeby jak ubranie i wyżywienie. Znam nauczycieli, dyrektorów, którzy załatwiają swoim wychowankom obiady, znajdą dla nich jakiś strój sportowy, piłkę, zabawkę lub - jak trzeba - zorganizują wizytę u lekarza specjalisty. Oczywiście, za darmo. Tu najważniejszym zadaniem nauczyciela będzie - szczególnie względem biedniejszych i zaniedbanych dzieci - pokazanie im, że może być inaczej, że nie muszą kopiować złych wzorców, których świadkami są na co dzień w swoich domach, a najlepszą drogą, aby przestać nieść taki toksyczny depozyt - jest właśnie nauka, praca.

 

Na koniec - skoro mamy święto - nie może zabraknąć życzeń. Nauczycielom życzymy podwyżek, aby szukanie nadgodzin, korków i innych "robót", by samemu móc godziwie odchować "prywatne" dzieci - aby to wszystko nie przesłoniło im sensu i wiary w wykonywaną przez siebie pracę. Życzymy poczucia stabilności oraz jak najmniej zmian w prawie i systemie oświatowym - abyście mogli uczyć i wychowywać a nie zastanawiać się jak sprostać kolejnym kuriozalnym pomysłom urzędniczych pryncypałów. No właśnie - politykom (to o nich mowa) życzymy, aby jak najmniej wtrącali się do edukacji, aby doraźnych celów partyjno-politycznych nie mieszali ze szkołą, nauką i wychowaniem; życzymy więcej pokory, która przejawiałaby się w postawie uważnego słuchania, a nie stała na straży, że "my wiemy, co jest najlepsze dla waszych dzieci". Posłuchajcie przede wszystkim rodziców, którzy są pierwszymi nauczycielami, ale również tych, którzy większą część swojego życia spędzili przy jednej tablicy - w przeciwieństwie do tych, którzy barwy polityczne zmieniali kilka razy - oni naprawdę lepiej się na tym znają…

 

 

 

Wspomóż Nas
Tagi: szkoła, edukacja

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

18

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Benia 12:05:36 | 2014-10-14
Świetny artykuł, ale ostatnio dość dużo czytam Deona i juz jestem rozdrażniona tym, że DEON na wszystko daje odpowiedzi, i to w sposób perfekcyjnie przemyślany, ale ja widzę w tym chaos. Chociaż może to być moja intuicja

Oceń 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook