Jak karty tarota zmieniły moje życie

Miłujcie się
(fot. Sylvain Bourdos / flickr.com)

Zajmowałam się tarotem marsylskim, mającym największe magiczne możliwości… Wtedy to było dla mnie takie kobiece, budujące pewność siebie i dające władzę, szczególnie gdy z kart tarota można było coś wyczytać dla osoby, która przychodziła do mnie po poradę.

 

Na początku musiałam się nauczyć rozkładów, opanować znajomość symboli i powiązań między kartami. Zajęło mi to trochę czasu, ale bardzo się starałam i dawałam całą siebie, aby dobrze położyć rozkład. Kontemplowałam karty, rozmawiałam z nimi jak z osobą. Właściwie już po kilku tygodniach czułam, że mi wychodzi. Ludzie pytali, a ja im mówiłam, jaki jest stan rzeczy, co się wydarzy i co robić, żeby być szczęśliwą. Wróżyłam bez opłat.


Już po roku byłam świetna, po dwóch latach rewelacyjna i właściwie zajmowałam się tylko tym. Przychodziły do mnie moje koleżanki, a ja pomagałam im w trudnych sytuacjach życiowych, służąc radą, którą podpowiadały karty. Byłam przekonana, że to jest moja życiowa misja, chciałam pomagać innym; nie widziałam w tym nic złego, ale sposób, który wybrałam, był zupełnie zgubny…


Jeszcze wtedy nie działy się żadne nadzwyczajne rzeczy. Na początku nawet chodziłam do kościoła jak większość ludzi. Potem kościół tak jakoś przestał mi być potrzebny i zrezygnowałam z uczestnictwa we Mszy św. (na długie lata, jak się okazało). Wszystko toczyło się prawie dobrze i pewnie by to tak jeszcze trwało, gdyby nie spostrzeżenie mojego taty, że siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę i coraz gorzej wyglądam. Ja wtedy jakoś tego nie zauważałam. Mój tata domyślił się, że źródłem problemu mogą być karty. Całe moje ówczesne życie składało się z kart tarota… A ja byłam zupełnie nieświadoma, że przez nie zagłębiam się w okultystyczną rzeczywistość…


Pewnego dnia po przyjściu ze szkoły chciałam pokontemplować karty tarota. Sięgnęłam do szuflady, a ich tam nie było! Ogarnęła mnie najpierw furia, a potem rozpacz. Za wszelką cenę musiałam ich dotknąć i trzymać je w ręce, żeby poczuć się bezpiecznie! Zaczęłam krzyczeć, a potem prosić, żeby rodzice oddali mi karty, zupełnie jakbym błagała o życie, stojąc pod ścianą w oczekiwaniu na egzekucję... Oni jednak nie oddali mi ich, lecz usilnie mnie prosili, żebym z tym skończyła. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie potrafię bez kart funkcjonować, że jestem uzależniona; widziałam samą siebie, co się ze mną dzieje bez nich - to nie było normalne. Podjęłam więc próbę wyzwolenia się z nałogu, a pierwszym krokiem do tego było zniszczenie (spalenie) kart tarota.


I to był właściwie przełom w mojej historii. Od tamtej pory nigdy już nie wzięłam do ręki żadnych kart - i nie mam takiego zamiaru. Jestem za to bardzo wdzięczna rodzicom, chociaż dalsza część mojej walki toczyła się już poza ich wiedzą. Dzisiaj myślę, że na długo przed rozpoczęciem procesu mojego uzdrawiania ktoś musiał się za mnie modlić, żebym odzyskała światło życia; myślę, że to była moja babcia. Po podjęciu decyzji definitywnego zerwania z tarotem, czyli po wyrzuceniu wszystkich książek i jakichkolwiek rzeczy związanych z okultyzmem, poczułam, z kim mam do czynienia. Zły zaczął się ujawniać, wiedząc, że mnie traci. Rozpoczęła się moja bitwa o wyjście z okultyzmu…


Wszystkie reklamy kart tarota wzbudzały wtedy we mnie niepohamowaną tęsknotę za nimi. Męczyłam się strasznie. Toczyłam wewnętrzną walkę o przeżycie, nie było we mnie radości ani chęci życia. Nie potrafiłam myśleć o normalnych rzeczach. Załamywało się we mnie poczucie sensu mojego istnienia.


Czasami miałam takie chwile, że próbowałam się modlić, ale niesamowicie ciężko mi to szło. Prosiłam Pana Boga, aby przywrócił mi normalny stan postrzegania świata. Wiedziałam, że mój stan nie może mieć tylko psychicznego podłoża. Przychodziły mi do głowy dziwne obrazy - tak po prostu, bez powodu. Widziałam w myślach zdarzenia, które dotyczyły przyszłości, takie jak śmierć, choroby i nieszczęścia ludzkie. To, co się pojawiło, gdy rozkładałam karty dla osoby zainteresowanej, miałam teraz bez kart i bez żadnych zapowiedzi - a wręcz wbrew swojej woli. Modliłam się i czułam, że moja modlitwa jest niewystarczająca. Miałam świadomość, że nie jestem sama. Ktoś od lat pomagał mi rozwijać mój talent wróżbiarski, a ja zwyczajnie myślałam, że te myśli i wizje pochodziły ode mnie, to znaczy z kart, które dobrze tasowałam...

 

W mojej głowie nagle pojawiały się bluźnierstwa, których nie można było opanować. Ktoś mnie budził w nocy, czułam czyjąś złowrogą obecność w pokoju, napadały mnie myśli samobójcze, a ja zwijałam się ze strachu.

 

Tak, jakby Zły upominał się o swoje i groził, że mnie zabije... Walczyłam o spokój w myślach - i przegrywałam. Życie traciło dla mnie blask. Gdy byłam w pokoju i próbowałam zasnąć, to duże, czarne robaki chodziły mi po pościeli, a światło zapalało się samo. Często, idąc do domu, spotykałam dziwne osoby, jakichś szaleńców z obłędem w oczach. Zaczepiali mnie, o coś mnie pytali… Widziałam, że oni wszyscy mają ze sobą coś wspólnego.

 

Tak, jakby Zły wysyłał podejrzanych ludzi, aby mi pokazać, że świat jest jego i - że nie ucieknę. Czasami w pokoju słyszałam złowrogie warczenie psa - chyba to był pies, bo tylko słyszałam, ale to i tak było wystarczająco przerażające. Koszmar bez końca...


Miałam już przygotowany plan samobójstwa. Na szczęście… pewnego razu wrażliwa duchowo osoba zauważyła, że jakoś się dziwnie zmieniam w swoich stanach zamknięcia. Mało kto mógł to dostrzec, bo na zewnątrz byłam normalna. Byłam wyczerpana tą walką. Powracały mi siły, gdy inni modlili się za mnie.


Gdy człowiek jest już na tyle silny, że ma świadomość wagi problemu, musi uroczyście wyrzec się nieprawości, aby rozpocząć drogę naprawy swego życia. Przygotowywałam się długo do tego momentu. Otoczona licznymi modlitwami wielu znajomych, podjęłam pewnego dnia takie wewnętrzne wyrzeczenie się zła, wszelkiego okultyzmu w imię Jezusa Chrystusa. Działo się to w ciągu dnia, w moim pokoju, gdzie zawsze wróżyłam. W momencie gdy podejmowałam uroczyście decyzję zerwania z tarotem, nagle zobaczyłam w pokoju ohydną postać podobną do wilkołaka, tyle że nieporównywalnie brzydszą i realną. Stałam jak wryta. Pamiętam tę nienawiść w oczach owego monstrum - czegoś takiego nie widziałam u żadnego człowieka! Odruchowo zaczęłam mówić Zdrowaś Mario... Po chwili potwór zniknął i już nigdy więcej się nie pokazał. Matka Boża zawsze przychodzi z pomocą. Ona jest niezwykłym uosobieniem piękna, czystości i pokory, a złe duchy reagują na Maryję jak szczury na widok ognia w ciemnej piwnicy.


Po tym zdarzeniu udałam się do egzorcysty, żeby się oczyścić, zostać uwolnioną i uzdrowioną w imię Chrystusa i mocą Jego łaski. Tych spotkań było kilka.


Od tamtej pory minęło 5 lat. To wystarczająco długi czas, żeby zdać sobie sprawę ze zniszczeń, jakie spowodowało we mnie moje związanie się z okultyzmem. Chwała Jezusowi, że wyrwał mnie z otchłani i że mnie stopniowo odbudowuje. Niestety, wielu jest takich, którzy nie chcieli uznać tego grzechu i trwają w niewoli złego ducha…


Dzieląc się swym doświadczeniem, chciałbym przestrzec wszystkich przed niebezpieczeństwem zajmowania się wróżbami. Schemat zawsze jest ten sam: wciągnąć, przytrzymać i zniszczyć - prędzej czy później. Ogólne zagmatwanie życia powoduje, że szukamy szybkich odpowiedzi. Wróżby dają taką odpowiedź. Często dowiadujemy się od wróżek takich rzeczy, że wpadamy w osłupienie, bo przecież nikt nie mógł o tym wiedzieć prócz nas; nawet dobrze działający wywiad środowiskowy nie doszedłby do takich informacji. I tutaj właśnie jest haczyk, na który ludzie dają się złapać, ponieważ myślą, że wszystko, co mówi wróżka, jest prawdą.


Przede wszystkim należy wiedzieć, że doświadczenie kart tarota jest bezpośrednim wejściem w magię. Karty zostały tak pomyślane, aby demony mogły działać na bardzo szerokim obszarze naszego życia i tym bardziej nas zniewalać, i odgrywać rolę istoty wszystkowiedzącej. Sam fakt posługiwania się kartami tarota jest równoznaczny z używaniem zaklęć w celu przywołania duchów.


Osoba wróżąca nie musi o tym wiedzieć - poza tym chodzi właśnie o to, żeby nie wiedziała. Kiedy zadajesz kartom pytania, łamiesz pierwsze przykazanie, które mówi, że tylko Pan Bóg powinien być jedynym Panem naszego życia. Poprzez ten grzech dobrowolnie oddajemy się pod panowanie złych duchów, a reszta toczy się już według schematu zniewolenia. Demony, które posługują się kartami, nie znają przyszłości, ale ją tak kreują, aby doprowadzić człowieka do zguby wiecznej. Mają one wielką inteligencję i starają się utrzymać osobę wróżącą w stanie grzechu, bo wtedy mają do niej łatwy dostęp. Znają jej osobowość, słabości i wszystkie jej grzechy. Poprzez odpowiednią manipulację utrzymują osobę wróżącą w poczuciu posiadania szczególnych umiejętności. Nierzadko też taka osoba myśli, że te dary pochodzą od Boga; wówczas występuje podwójne zapętlenie.


Doświadczenie okultyzmu w postaci choćby wróżenia pozostawia ślad na bardzo długo. Jednym z jego efektów jest niechęć do Kościoła i modlitwy. Wiem, że Zły sam nie wypuści nikogo, kogo trzyma w swych szponach. On na początku nawet zagwarantuje Ci pozorny spokój, podrzuci Ci jakieś nadzwyczajne zdolności - a potem Cię zniszczy. Jak mu pozwolisz, to zabierze Ci miłość, wypełni tę przestrzeń zepsuciem, a potem Ci wytłumaczy, że to wina innych... Gdy człowiek nie obudzi się w porę i nie uwierzy, że Jezus jest jedynym Zbawicielem i że ma On moc odnowienia wszystkiego, to jego życie będzie cały czas naznaczone koszmarem duchowego zniewolenia.


Jednak żeby otrzymać łaskę uzdrowienia, potrzebna jest pokora i otwarcie się na Jezusa miłosiernego, który odpuszcza wszystkie grzechy i całkowicie uwalnia z okultystycznych zniewoleń. Osoby, które zajmowały się okultyzmem, po odbytej spowiedzi muszą każdego dnia z całkowitym zaufaniem i cierpliwością pozwalać Jezusowi, by kontynuował proces ich uzdrawiania i przywracania do życia. To powinno dokonywać się w codziennej wytrwałej modlitwie, w jak najczęstszym przyjmowaniu Komunii św., w regularnej spowiedzi i pracy nad sobą pod kierunkiem spowiednika. Wielką pomocą są także: posługa egzorcysty, konsultacja z chrześcijańskim psychologiem i wsparcie grupy modlitewnej.


Dopóki żyjemy na ziemi, możemy wygrać życie, a stawka jest rzeczywiście wysoka: zbawienie albo potępienie. Bóg dał nam środki, aby to życie wygrać i się nie pogubić. Jestem szczęśliwa, że żyję w przyjaźni z Bogiem. Bóg był, jest i będzie zawsze silniejszy i wszystko może przemienić, jeśli zawierzymy Mu całe nasze życie. Weszłam kiedyś w śmierć, nie wiedząc nawet, że jestem zabijana, i właśnie dlatego, żeby znów nie pobłądzić, zawierzam się cała Bożemu Miłosierdziu: "O Boże litości, Ty sam jeden usprawiedliwić mnie możesz i nie odrzucisz mnie nigdy, gdy się udaję skruszona do miłosiernego Serca Twego, u którego nikt nie doznał odmowy, choćby był największym grzesznikiem" (Dz. 1730).

 

Źródło: Tarot nieprawdę Ci powie

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

110

 

 

Komentarze użytkowników (128)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

kuradomowa 15:14:03 | 2016-01-25
Piękne i bardzo konkretne  świadectwo :) Niech Pan Cię błogosławi .

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Vangelia 22:58:21 | 2015-03-19
Ale nastraszyłaś wszystkich przyszłych i obecnych fanów tarota! Jako uczennica niewielkie mia łaś wtedy jeszcze doświadczenie życiowe, a starym robiłaśna pewno na złość. Bunt w młodości i niechęć do kościoła to coś normalneg- prze zywa to 90% młodych ludzi, a większość z nich o tarocie nawet nie słyszała! Na pweno dzieki twojemu świadectwu ''bezbożnicy''rzucą tę zgubną praktykę i zaczną chodzić do kościoła! Kobieto, czy ty myślisz,że na serio zajmujący się tarotem ludzie to są durnie, nieświadomi tego ,co robią??? Zainteresowanie tarotem (jak i w ogóle wiedzą tajemną) jest jednym z etapów rozwoju duchowego. Może i ty byłaś na początku tej słusznej drogi, ale zawróciłaś na korzyść stagnacji w kościele. Zresztą wiele z tego świadectwa zmyśliłaś, aby się przypodobać....ale komu? A może aby dodać sobie powagi, że przeszłaś takie ciężkie doświadczenia i wróciłaś do kościoła. Nie potrzebnie tyle się rozpisałaś - ci co niewiele rozumieją przytakną, a ci co rozumieją wiele pośmieją się z ciebie.

Oceń 10 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~c-a 20:32:41 | 2015-02-21
Gratuluję @ Magdalena przytomności umysłu w dyskusji z @ Miłość . Osoba o pseudonimie ,, miłość " niewątpliwie bardzo inteligentna ale też bardzo niebezpieczna . Jedno co należy zrobić to nie wdawać się z Nią w dyskusję . Jej cały wywód sprowadza się do tego - ,, jestem bogiem " . Więc albo to wariatka albo ... . Wiadomo kto całą wieczność walczy z Bogiem małpując Go i chcąc zająć Jego miejsce . Cel ma jeden , oderwać od Boga jak najwięcej dusz !!!

Oceń 5 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Lena 14:18:56 | 2015-02-18
Bardzo poruszający artykuł. Kiedyś wróżyłam sobie razem z mamą i siostrą. Trwało to latami. Ślepo wierzyłam we wszystkie słowa jakie mówiła wróżka i w to co pokazywały karty. Teraz staram się powrócić do życia, jednak nadal czuję się odamotniona. Przez lata wróżka wmawiała mi, że nie mam prawdziwych przyjaciół, że nie mogę nikomu ufać... Obecnie pragnę z całego serca, abym powróciła do szczęśliwego życia. Mam już dość conocnych koszmarów, załamania i poczucia, że jestem beznadziejna. Wierzę, że Bóg pomoże mi wyjść z tego stanu. Smuci mnie, że moja mama i siostra już nie chcą powrócić do wiary w Boga, modlę się za nie, ponieważ widzę jak taka "zabawa" w przewidywanie przyszłości się dla nas skończyła.

Oceń 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Milosc 14:13:31 | 2015-02-09
Wszystko ma taką wartość, jaką mu sami nadamy.

Aniu, na początku piszesz: „Przychodziły do mnie moje koleżanki, a ja pomagałam im w trudnych sytuacjach życiowych, służąc radą, którą podpowiadały karty. Byłam przekonana, że to jest moja życiowa misja, chciałam pomagać innym; nie widziałam w tym nic złego(…)”.
Bo tak jest w istocie - nie ma niczego złego w pomaganiu innym - wręcz przeciwnie -  po to jesteśmy tu na tym świecie, by innym pomagać.
Wiesz, że nic nie dzieje się bez przyczyny, nie ma żadnych zbiegów okoliczności - Ty pragnęłaś pomagać ludziom i wybrałaś taką formę pomocy, która była najbardziej właściwa dla Ciebie, a więc kładąc karty Tarota. W dodatku robiłaś to z poświęceniem ("bardzo się starałam i dawałam całą siebie"), na czyjąś prośbę i w dobrej wierze ("Ludzie pytali, a ja im mówiłam, jaki jest stan rzeczy, co się wydarzy i co robić, żeby być szczęśliwą.") oraz bezinteresownie ("Wróżyłam bez opłat.").
I wtedy pojawił się Tata. Jego pojawienie się wypłynęło w rzeczy samej z miłości do Ciebie i z troski o Ciebie - sama przyznajesz, że zauważył "siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę i coraz gorzej wyglądam" . Tylko, czy aby na pewno Tarot to sprawił? Czy Tarot nie pozwala wychodzić z domu? Czy od Tarota źle się wygląda? Nie!

Oceń 7 17 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 22:23:33 | 2015-02-08
Katolik ufajacy Bogu nie chodzi do tarocistki, nie wróży z fusów nie potrzebuje innych równie chorych pomysłów na życie.

Ktoś, kto chce poznać nawet dla "zabawy" przyszłość poprzez wróżby czy karty ma bardzo duży problem ze swoją wiarą. I wymaga pilnej pomocy.

W skrajnych wypadkach nawet egzorcyzmów.

Oceń 9 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Penny 18:29:30 | 2015-02-08
Co KK wie o okultyzmie, buddyzmie, taoizmie czy New Age. Wiec rozsądnie byłoby z jego strony nie wypowiadać sie na te tematy.

Oceń 5 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Terra 16:59:52 | 2015-02-08
No, no teraz kolej na porąbanie tarota na wizji. Dlaczego mielibyście byc gorsi od red Terlikowskiego. 

Oceń 8 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Versus 16:55:32 | 2015-02-08
Prawdziwie KATOLSKI artykuł. Większych bzdur nie czytałem. Jeszcze dodajcie, ze jak ktos biorący akupunkturę dostał sie pod wpływ szatana. Joga to oczywiście tez demony. Ewentualne korzyści dla zdrowia to sprawa szatańska. Historia, która opisaliście, to z punktu widzenia psychologii zwyczajna obsesja. Mogła powstać na punkcie czesania codziennie włosów ta sama szczotka. Wiec nie doszukujmy sie w niej NIE WIADOMO JAKICH PODTEKSTÓW.

Oceń 14 17 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pawel 13:44:42 | 2015-02-08
~do anonim

"Nieprawda! Decydując się na wróżby podejmowałbym decyzję rozłożenia kart czy lania wosku wyłącznie(!) po to aby spróbować dowiedzieć się czegoś o przyszłości. I tak samo byłoby gdybym czytał jakiś gazetowy horoskop po to by dowiedzieć się co mnie czeka."

Wróżbiarstwo jest jednak w takim przypadku nie tyle rzeczywistością religijną, co gnostycko-magiczną, zawsze związaną ze spirytyzmem i innymi formami okultyzmu czy ezoteryzmu. Chodzi tu o doświadczenie mediumiczne, które w każdej formie i postaci jest odrzucone przez Objawienie i naukę Kościoła (KKK, 2116-2117). Z tej racji nie jest ono neutralne czy naturalne, jak sądzi wielu. Według św. Tomasza z Akwinu, "wszelkie wróżenie posługuje się jakąś radą i mocą szatańską do poznania przyszłych wydarzeń. Niekiedy wróżbici wzywają tej pomocy wyraźnie, niekiedy zaś demony w sposób ukryty wpływają na poznanie rzeczy przyszłych nieznanych ludziom, im zaś znanych" ("Suma teologiczna", tłum. F. Bednarski, q. 94, a. 3).
http://sanctus.pl/index.php?grupa=79&podgrupa=349&doc=292

Oceń 3 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?