W domu jak w szkole

Bill Gates, Thomas Edison, Theodore Roosevelt - te nazwiska padają jako przykłady. Dlaczego? Bo oni też nigdy nie chodzili do szkoły - uczyli się w domu. Byli homeschoolerami - tak bowiem dziś nazywani są zwolennicy edukacji domowej. W Stanach Zjednoczonych ta metoda ma miliony zwolenników. W Polsce także rośnie liczba rodziców, którzy dla swoich dzieci wybierają naukę w domu.

 

Amerykański prozaik i poeta John Updike powiedział kiedyś nie szczędząc ironii: "Ojcowie Założyciele zdecydowali w swej mądrości, że dzieci są nienaturalnym obciążeniem dla swoich rodziców. Zorganizowali więc więzienia nazywane szkołami, w których stosuje się tortury, nazywane edukacją".

 

Ci, którzy zabierają dzieci ze szkoły, nie mają tak drastycznej oceny tradycyjnego systemu edukacji. Nie mają także złudzeń. Nauczycielom brak czasu na indywidualne podejście do dzieci. A te ostatnie są przecież różne.

 

Rodziców o mdłości przyprawiają gigantyczne rozmiary podstaw programowych i podręczników, które narzucają dzieciom, co mają myśleć. Woleliby, żeby ich dzieci uczone były tak, by same zainteresowały się, zrozumiały i pokochały temat, a nie po prostu by zaliczyły kolejny egzamin.

 

W Stanach Zjednoczonych już ponad trzy i pół miliona rodzin zdecydowało się na system edukacji domowej. W Polsce ta liczba jest zdecydowanie skromniejsza. Szacuje się, że około stu dwudziestu rodziców zabrało dzieci ze szkoły i podjęło się zadania ich edukacji. Powody są różne. W USA decyzja często motywowana jest względami ideologicznymi. Rodzice chcą wychowywać dzieci zgodnie z wyznawanym systemem wartości, a szkoła im tego nie zapewnia.

 

Wśród polskich rodzin zdecydowanie częściej powodem stają się trudności, na jakie napotyka dziecko, a brak indywidulanego podejścia w szkole zmusza rodziców do szukania alternatywnego rozwiązania. Równie często rodzicami kieruje chęć stworzenia dziecku warunków, w których będzie miało szansę lepiej się rozwijać, zwłaszcza wtedy, gdy dziecko okazuje się zdolniejsze od rówieśników, a w 30-osobowej klasie nie ma miejsca i czasu na indywidualne traktowanie.

 

Posyłać do szkoły czy uczyć w domu? 

 

Dla 6-letniego Mateusza start szkolny okazał się trudny. - Nie zaklimatyzował się w zerówce, do szkoły chodził niechętnie - opowiada mama, Joanna Dzieciątko. - Jest wcześniakiem i nie odnalazł się wśród dzieci, ktore okazały się emocjonalnie bardziej dojrzałe. Widzieliśmy, że jest mu naprawdę trudno, więc zaczęliśmy razem z mężem szukać jakiegoś rozwiązania. Ktoś podsunął nam pomysł edukacji domowej.

 

Państwo Dzieciątko poznali ludzi, którzy sami uczyli swoje dzieci i postanowili spróbować. Dziś oboje są zwolennikami tej metody. Założyli stowarzyszenie, by móc mieć realny wpływ na kształt ustawy regulującej edukację domową. Z innymi rodzinami dzielą się doświadczeniami. Wzajemnie się wspierają. 

 

W Polsce możliwość prowadzenia edukacji domowej istnieje od 1991 roku. Rodzic, który decyduje się zabrać dziecko ze szkoły, by samemu je uczyć, musi uzyskać na to zgodę dyrektora szkoły. Potem taki uczeń musi dwa razy w roku zdawać w szkole, do której jest zapisany, egzaminy z prawie wszystkich przedmiotów (poza wychowaniem fizycznym, muzyką, plastyką i pracami technicznymi). Na tej podstawie dostaje świadectwo.

 

Czy jednak edukacja dziecka w domu nie jest rodzajem klosza? Syn lub córka nie radzi sobie w szkole, oszczędzamy mu więc trudności i zabieramy do domu. Czy w ten sposób nie wyrządzamy mu większej krzywdy? Czy w przyszłości każda trudna sytuacja nie będzie go przerastać? 

1 2 3 4  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.95

Liczba głosów:

22

 

 

Komentarze użytkowników (8)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

ewabozenak 21:16:36 | 2010-03-11
Jestem jak najbardziej za jak może nieznany ale za to doświadczony pedagog-terapeuta-reedukator
Dziękuję Pani Bożeno za artykuł

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bart 21:52:07 | 2010-03-02
To wręcz niewiarygodne, aby takie głupoty wypisywać. Artykuł nic nie wnosi: stek bzdur i pobożnych życzeń. Powoływanie się na niejakiego Budajczaka nie poprawia argumentacji: zupełnie nieznany pedagog, to, że pozbawił dzieci szkoły jest raczej patologią. Radzę, aby Pani Bożena zamiast wypisywać takie brednie, w zaciszu domowym poświęciła się reedukacji.
Zastanawiam się też, czy portal Deon prowadzi jakąkolwiek selekcje pisanych artykułów?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~a 16:47:30 | 2010-03-01
 Jestem również jak najbardziej za. Nie wiem, czy sama dałabym radę - wiązałoby się to w moim przypadku z rezygnacją z kariery zawodowej, natomiast, jeśli są rodzice, którzy chcą się podjąc takiego zadania to trzeba im to ułatwiać a nie rzucać kłody...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mika 15:21:57 | 2010-03-01
Zgadzam się, że edukacja domowa powinna być jedną z możliwych opcji, a nauczyciele nie powinni zniechęcać a raczej wspierać rodziców. Przecież czasem naprawdę zmusza nas sytuacja do zabrania dziecka ze szkoły i dlaczego mamy mieć cały świat przeciwko sobie. A swoją drogą ciekawe, że zakaz nauczania w domu to najczęściej domena państw totalitarnych - nie po drodze im z wolnością w tej sferze, nauczaniem niekoniecznie zgodnie z przyjętym "kanonem"..

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ewa z Irlandii 14:30:56 | 2010-03-01
Bardzo spodobał mi się ten artykuł, bo podpowiedział mi rozwiązanie problemu, z którym zmagam się od dłuższego czasu, odkąd wyjechaliśmy do Irlandii. Dwie moje córki chodzą do szkoły irlandzkiej. Chcąc, aby równie dobrze opanowały program polskiej szkoły, zapisaliśmy je  szkoły sobotniej. Po dwóch latach mordęgi z mobilizacją dzieci do sobotniego sześciogodzinnego uczenia i poświęcaniu min. godziny każdego dnia na odrabianie prac domowych tam zadanych, zdecydowaliśmy się wypisać dzieci ze szkoły. Ja zajęłam się historią, mój mąż matematyką, prowadzenie lekcji języka polskiego powierzyliśmy nauczycielce z tejże szkoły. Po pół roku widzę jak duże mamy tego owoce. Chociaż lekcje polskiego 4 i 2 klasę mają razem, to nie przeszkadza im w wykorzystaniu czasu bardziej efektywnie. Dzieci są mniej zestresowane. Widać gołym okiem postępy. Spędzają mniej czasu nad lekcjami. Za to częściej chwalą się zdobytą wiedzą i widać czy coś je bardziej interesuje, a z czym mają problemy. Także dobry i częsty kontakt z nauczycielką pozwala nam z lepszymi efektami szukać rozwiązań i sposobów. Nie ukrywam, że pochłania to trochę czasu i pieniążków, bo trzeba część materiałów przygotować samemu, poszukać. Wreszcie czuję, że ja też mogę się przyczyniać do ich rozwoju aktywnie, a nie bezkrytycznie wymagać tego co muszą zrealizować nauczyciele. Wielkie dzięki za linki.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Adam 13:58:15 | 2010-03-01
Nie chodzi o to, aby wszyscy nauczali swoje dzieci w domu, najprawdopodobniej wiekszości odpowiada państwowa edukacja, chodzi o to, aby możliwość taka nie była jedynie dopuszczalną, ale - nawet - preferowaną. Państwowy monopolizm nauczania z natury rzeczy tworzy przeciętność, a więc ściąga tych wybitniejszych do niższego poziomu - właśnie przeciętnego. A każdy czlowiek z natury jest inny, specyficzny, ma się maksymaknie rozwijać pod kazdym względem, a więć tworzenie przeciętności jest po prostu zlem, wprowadzanym pod hasłem dobrodziejstwa powszechnego nauczania. To wbrew naturze, którą Bóg dał człowiekowi. Nie ma się co łudzić, że formę domowego nauczania nasze państwo tak łatwo dopuści do powszechnego stosowania - straciłoby decydujący wpływ na edukację swoich "poddanych".

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Dominika 12:46:49 | 2010-03-01
Po skończeniu dwóch kierunków i po nieprzespanych nocach w liceum nie uważam, że mogłabym wystarczająco przygotować moje dziecko do egzaminów na studia z przedmiotów, które nie były moją dobrą stroną. Dobre relacje z dzieckiem można budować po lekcjach w szkole...chcieć to móc. Nie każde dziecko wracając ze szkoły siada przed telewizorem...muzea nie są otwarte tylko do 13. Nie rzuciałabym się na głęboką wodę, zwłaszcza że edukować dziecko mogę dodatkowo po zajęciach w szkole.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ewabozenak 10:17:14 | 2010-03-01
 Jak najbardziej jestem za

Oceń odpowiedz

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook