Ciasne domy czy ciasne serca?

Sygnały troski

Zjawisko kurczenia się rodzin staje się faktem i każdy, nawet mało wnikliwy obserwator może to potwierdzić. Socjolodzy apelują, politycy debatują. Ale czy oprócz groźby regresu demograficznego i upadku systemów emerytalnych w związku z postępującym starzeniem się społeczeństw istnieją inne możliwe konsekwencje coraz mniejszych rodzin?

 

Czy małe, często hermetyczne środowiska rodzinne spełnią swoje zadanie wobec społeczeństwa na polu socjalizacji? Czy oprócz popularnej i szeroko rozpowszechnionej antykoncepcji i narastającego zjawiska aborcji istnieją inne przyczyny takiego stanu rzeczy? I wreszcie co się bardziej opłaca: skoki na bungee tudzież inne ekstremalne wyczyny czy posiadanie potomstwa, skoro to drugie dostarcza nam emocji i adrenaliny regularnie, w dużo większych dawkach i za darmo?

 

Dlaczego jest mało dzieci?

 

Względy ekonomiczne od dłuższego czasu zajmują najwyższe pozycje w badaniach nad przyczynami odkładania decyzji o założeniu rodziny. W Polsce zamiast polityki prorodzinnej mamy politykę antyrodzinną, by wspomnieć tylko Ustawę o świadczeniach rodzinnych z 28 listopada 2003 roku, w myśl której rodzic wychowujący dzieci samotnie ma prawo do wyższych świadczeń w porównaniu z rodziną pełną, co jawnie godzi w trwałość związku małżeńskiego. Brakuje również kompleksowych działań wspierających rodziny wielodzietne, które w Polsce w przeważającej większości żyją na granicy ubóstwa lub są nim zagrożone.

 

Polityka społeczna, nietrudno zauważyć, pozostaje w rażącej sprzeczności z wartościami takimi jak małżeństwo czy rodzina, które niezmiennie od wielu lat stoją na czele hierarchii wartości polskiego społeczeństwa. Do tego dochodzi system podatkowy ignorujący, a nawet dyskryminujący rodzinę, który posiadanie dzieci uważa za luksus, od którego należy odprowadzić podatek (pośrednio w pomocach szkolnych, artykułach dziecięcych, książkach).

 

Sytuacja na rynku pracy zachęca bardziej do snucia marzeń na temat własnego mieszkania i rodziny niż do ich realizacji. Ponadto wydłużony czas kształcenia kobiet, ich aktywność zawodowa oraz oczekiwanie na względną stabilizację finansową powodują, że zdecydowanie później niż nasze mamy i babcie decydujemy się na urodzenie dziecka, które coraz częściej staje się tym pierwszym i ostatnim. Oczywiście takie zjawiska jak wypadnięcie z rynku pracy czy "zawieszenie" rozwoju zawodowego z powodu opieki nad dziećmi nie stanowią dodatkowej zachęty. Rola gospodyni domowej już dawno nie cieszy się społeczną estymą, a rodzina z większą ilością dzieci stereotypowo jest odbierana przez Polaków jako patologiczna lub nieodpowiedzialna, co również nie przysparza jej naśladowców.

 

W Stanach Zjednoczonych czy we Francji wielodzietność kojarzy się z dobrobytem i wysokim statusem społecznym (bo kogo stać na dzieci, jak nie bogatych), a w krajach Ameryki Południowej czy w tradycji żydowskiej nadal jest wyrazem Bożego błogosławieństwa. Jednak nowoczesne polskie społeczeństwo ma inne zdanie na ten temat. Ciekawe, że w Chinach uregulowania prawne zmuszające obywateli do zredukowania potomstwa do jednego dziecka są traktowane jako cios wymierzony w prawa człowieka, podczas gdy w Europie dobrowolnie godzimy się na taki model i promujemy go. Zresztą definicja rodziny wielodzietnej zmieniła się ostatnio w świadomości Polaków. Stosujemy ją nawet do rodzin średnich, takich jak nasza - z trójką dzieci.

 

Pomieszanie pojęć

 

Do tego dochodzi lansowana przez media moda na późne (czasami zdecydowanie za późne - 40 lat i więcej) macierzyństwo, zbudowany przez reklamę "etos" łatwego i przyjemnego życia, bez obowiązków, odpowiedzialności (najlepiej na koszt rodziców) czy promowany trend na bycie młodym i pięknym aż do śmierci. Nie sposób pominąć wszelkich kampanii i ruchów domagających się ograniczania dzietności w formie zawoalowanej eugeniki, fałszywie pojętego feminizmu walczącego rzekomo o prawo kobiety do decydowania o sobie i o "losie" swojego dziecka w jej łonie, a w rzeczywistości namawianie jej do antykoncepcji i aborcji.

 

Istnieje również presja otoczenia dotycząca awansu społecznego, kariery, samorealizacji. Prawdą jest, iż godzenie obowiązków rodzinnych i zawodowych nie należy do najłatwiejszych, nie oznacza to jednak, że jest niemożliwe. Nie dajmy sobie również wmówić, że każda kobieta, która zrezygnowała z kariery zawodowej po to, żeby zająć się dziećmi, padła ofiarą dyskryminacji i z tego powodu jest pogrążona w depresji.

 

Coraz bardziej powszechne staje się przeliczanie wydatków związanych z dzieckiem na dobrej klasy samochód w celu uzmysłowienia przeciętnemu obywatelowi skali czekających go kosztów posiadania potomstwa. Szkoda tylko, że nikt nie zapyta, czemu miałaby służyć i do czego zachęca taka socjotechnika.

 

Nie bez znaczenia jest również migracja za pracą, oderwanie od najbliższej rodziny. Teraz z powodu odległości czy aktywności zawodowej naszych rodziców - dziadków naszych dzieci - musimy liczyć wyłącznie na swoje siły.

 

Późne rodzicielstwo

 

Znajome małżeństwo opowiadało, że kiedy po wielu latach małżeństwa zdecydowali się na dziecko, uznając, że jest to najwłaściwszy moment, okazało się, że kolejne próby kończyły się niepowodzeniem, chociaż nie było ku temu żadnych przeszkód z biologicznego punktu widzenia. Po pewnym czasie doszli do wniosku, że przez te lata wytworzyli u siebie coś w rodzaju blokady psychicznej, której teraz nie potrafią samodzielnie przełamać. Nie wiedząc o tym, mówili o mentalności antykoncepcyjnej, której tak wiele miejsca w swoim nauczaniu poświęcił Jan Paweł II. Być może, pozostaje ona w związku z narastającym problemem niepłodności małżeńskiej - problemem już nie tylko medycznym, ale i społecznym.

 

Pogląd, że istnieje idealny czas na świadome macierzyństwo, to swojego rodzaju ślepa uliczka. Po pierwsze, konia z rzędem temu, kto taki czas wskaże, po drugie, jak mówi ks. Orzechowski: "wychowanie ma być przy okazji". Innymi słowy - rodzicielstwo winno być niejako wplecione w nasze życie, a nie do niego "dosztukowane". Nie wyklucza to planowania, jednak istotne jest, aby bez ważnych powodów nie odkładać rodzicielstwa na bardzo daleką, nieokreśloną przyszłość.

 

Jako matka pozostająca na urlopie wychowawczym już szósty rok, mogę śmiało powiedzieć, że zajmowanie się dziećmi jest dużym wyzwaniem i wymaga niebywałej energii, której z czasem mamy coraz mniej. Prawdą jest, że w późniejszym wieku zyskujemy mądrość, doświadczenie życiowe, dojrzałość, ale tracimy siły i cierpliwość, czasem brakuje nam spontaniczności tak potrzebnej w zabawach z dziećmi.

 

Cóż, każdy kij ma dwa końce. Często właśnie przeciążenie obowiązkami związanymi z opieką nad dzieckiem powstrzymuje nas od decyzji o następnym. Biorąc pod uwagę powyższe i inne, niewspomniane tutaj przyczyny, coraz więcej małżeństw decyduje się na jedno, maksymalnie dwoje dzieci (w Polsce według badań z 2008 roku przeprowadzonych przez GUS na Polkę przypada 1, 39 dziecka), co nie gwarantuje nawet prostej zastępowalności pokoleń. Konsekwencje ekonomiczne Wspomniany we wstępie regres demograficzny na skutek coraz niższego przyrostu naturalnego może za pewien czas przynieść krach demograficzny.

 

Pozostawiając szczegółową analizę ewentualnych jego skutków specjalistom, zatrzymajmy się na kilku istotnych sprawach. Po pierwsze, jako przeciętni obywatele możemy przypuszczać, że nie ma co liczyć na dobrą emeryturę. Po drugie, nasze dzieci mogą nie udźwignąć ciężaru utrzymania starzejącej się części społeczeństwa pochodzącego z wyżu demograficznego. Tym samym nie ma gwarancji, że czeka je dobre, dostatnie życie, na które my teraz tak ciężko pracujemy, dbając o ich edukację, rozwój, pomnażając ich talenty. Po trzecie, w ramach "sprawiedliwego" rozdzielenia środków to nasze dzieci sfinansują w przyszłości emerytury tych, którzy świadomie nie założyli rodzin i nie ponieśli związanych z tym kosztów zarówno psychicznych, jak i materialnych.

 

Czy możemy zaakceptować taką przyszłość dla naszych dzieci?

 

Nie są to bynajmniej groźby, ale możliwe skutki coraz mniejszych rodzin. Skutki społeczne W mniejszych rodzinach jest możliwa większa swoboda w podejmowaniu decyzji o rozstaniu rodziców, jeśli pojawią się poważne problemy. Będąc samotnym rodzicem, dużo łatwiej utrzymać się z jednym dzieckiem niż z całą ich gromadką (w tym sensie większa ilość dzieci scala rodziców i mobilizuje ich do rozwiązywania problemów). Przeszkodą nie są nawet koszty psychiczne, jakie w sytuacji rozwodu ponosi dziecko. Już od kilkunastu lat obserwujemy wzrost liczby rozwodów w Polsce. Wraz z nimi rośnie również prawdopodobieństwo powielania niezdrowych, niesłużących rodzinie wzorców.

 

Rodzina z jednym dzieckiem, jakkolwiek satysfakcjonująca pod względem zaspokojenia emocjonalnej potrzeby bycia rodzicem, dająca możliwość samorealizacji i "niegroźna" dla domowego budżetu, może napotkać na trudności w zapewnieniu dziecku optymalnego środowiska rówieśniczego niezbędnego do pełnego rozwoju społecznego. Posiadanie rodzeństwa zdecydowanie służy rozwijaniu osobowości altruistycznej, wrażliwej na potrzeby drugiego człowieka.

 

Długo by wymieniać zalety wynikające z wzrastania wśród rodzeństwa. Nauka empatii, tolerancji, akceptacji, opiekuńczości, wrażliwości, odpowiedzialności odbywa się tu w sposób naturalny. Jednak model rodziny z jednym dzieckiem jest coraz częściej powielany w społeczeństwie. Prawdą jest, że w przypadku jedynaków - dzisiejszych trzydziesto-, czterdziestolatków - zauważamy tendencję do zakładania większych rodzin. W dzieciństwie zazdrościli rodzeństwa kolegom z rodzin wielodzietnych, które kiedyś stanowiły zdecydowaną większość. Ta tendencja może się jednak nie powtórzyć z prostej przyczyny: dziś nie bardzo jest komu zazdrościć. Czy zatem istnieje jakieś dobre rozwiązanie?

 

Oczekiwanie na zmiany systemu, cud gospodarczy, opamiętanie mediów? W tej kwestii bądźmy raczej sceptyczni. Jakkolwiek ważne są wszystkie omówione wyżej zagadnienia, jako chrześcijanie zróbmy porządek w kwestii swoich priorytetów. Przyczyniajmy się więc do zmiany świadomości społecznej, zaczynając od dobrego przykładu. Im więcej dzieci wychowanych w oparciu o odpowiednie wartości, tym więcej pozytywnych wzorców, tym więcej dobra w naszym świecie. A skoki na bungee? Widząc nasze dziecko na krawędzi krzesła, wykonujemy dwa naraz, ale to chyba temat na kolejny numer. A zatem ciasne domy czy serca? Najlepiej sami odpowiedzmy sobie na to pytanie.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

27

 

 

Komentarze użytkowników (40)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~gtyhj 21:47:21 | 2012-12-19
to ideał , i nakaz religijny-jak najwiecej dzieci, w jak najmniejszym lokum  w jak najwiekszej biedzie- -kapłani kochaja i nakazuja biede

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PL 08:41:27 | 2011-07-27
Nie widzę tutaj nigdzie wypowiedzi, z których wynika, że ktoś chce dostać za darmo. Widzę tylko- słuszne zresztą- uwagi, że problemem rodzin są niedostępne mieszkania. Nie wiem czemu ma służyć propagowanie opinii, że ludzie nie chcą dzieci z egoizmu i lenistwa. Są na świecie lenie i są przestępcy itd, ale co to ma do rzeczy? Ludzie tutaj zwracają uwagę na problemy, nie wiem jak wnioskujesz ile kto zrobił...

Czemu dopisujesz mi cos czego nie napisalem?Ja nie wnioskuje/oceniam ile kto zarabia. Wczesniej zarzucales,ze obrzucam epitetami- prosilem o konkret... przemilczane.
Idzmy dalej....darmowe mieszkania - zobacz wypowiedz z 2011-07-25 14:39:29 - jesli znasz troche realia tamtych czasow, to wiesz na jakiej zasadzie sie to odbywalo.
W szkole tego nie ucza. Latwo jest kogos oceniac wyrywajac slowa z kontekstu i przeinaczajac wypowiedz.

Nie wiem czemu ma służyć propagowanie opinii, że ludzie nie chcą dzieci z egoizmu i lenistwa.

Przeczytaj artykol- bedziesz wiedzial o czym mowa i czemu to sluzy.

Dobrego dnia i ladnej pogody :)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~lea 18:48:42 | 2011-07-26
 do ~jo
Dlaczego bez kwalifikacji? Bycie matką nie zwalnia z obowiązku kształcenia się. Przed zostnaiem matką trzeba było adobyć wykształcenie. Chyba matkami nie zostaje się po gimnazjum ani po liceum. Wychowanie dzieci to ogromne doświadczneie ale nie jestr tak, że są to jakieś unikatowe cechy nieosiągalne przez matki pracująće, kształcące się czy przez mężczyzn. Będąc z dzieckiem w domu można się dokształcać. Myślę, żę to bardzo ryzykowne liczyć na to, że jest się komś wyjątkowym z powodu odbycia urlopu wychowawczego.
to ja, widzę, popełniłam straszny błąd- zostałam matką po liceum! W tamtych czasach, na wsi gdzie mieszkam, mało kto miał maturę i cieszę się, że nie znalazłam się w zawodówce...Poza tym, żeby matka mogła się dokształcać, czy zdobywać jakieś kwalifikacje, musi ją ktoś czasem z obowiązków wyręczać, inaczej nie da rady. Różne są sytuacje w życiu, przewlekle chore dziecko, brak przedszkola,trudności finansowe, duże odległości od centrów, itp. Natomiast nikt tu nie miał na myśli unikatowych cech matek, które wychowały dzieci, ale potencjał tychże. Oczywiście potencjał tych, wykształconych, młodych ludzi też jest marnowany, bo tak źle zorganizowane jest nasze państwo. Jednak tutaj, w tej dyskusji omawiamy tylko wycinek tego źle zorganizowanego państwa, mianowicie politykę prorodzinną i te problemy, których rozwiązania tam należałoby szukać. Trzeba jednak przyznać, że najlepiej smakuje dyskusja z kimś kto ma inne zdanie :-). Niezwykle miło jest też przeczytać ~ Tatuśka, bo mało jest chyba mężczyzn, którzy tak pięknie potrafią docenić swoje połowy!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leon 16:22:50 | 2011-07-26
Powtorze jeszcz raz : Pan Bog jak daje dzieci to da i na dzieci.Opatrznosc naprawde czuwa nad tymi , ktorzy szukaja Jego opieki i prowadzi -ale prowadzi a nie wyrecza...

Niestety, nie zawsze daje na dzieci. A niektórych to własnie wyręcza. Rozejrzyj się wokół. Nie tłumacz działania Boga w taki prostacki sposób. Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny ale nie zawsze w takim ludkzim rozumieniu, w taki bezpośredni sposób.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leon 16:17:03 | 2011-07-26
Nie widzę tutaj nigdzie wypowiedzi, z których wynika, że ktoś chce dostać za darmo. Widzę tylko- słuszne zresztą- uwagi, że problemem rodzin są niedostępne mieszkania. Nie wiem czemu ma służyć propagowanie opinii, że ludzie nie chcą dzieci z egoizmu i lenistwa. Są na świecie lenie i są przestępcy itd, ale co to ma do rzeczy? Ludzie tutaj zwracają uwagę na problemy, nie wiem jak wnioskujesz ile kto zrobił. Może więcej od Ciebie. Co do pomocy Bożej do jest to ogromna tajemica. Nie każdemu Bóg pomaga w tak niezwykły sposób. Znam rodziny (może wg Ciebie lenie, ale ja wiem, że tak nie jest) całe życie tułają się po wynajmowanych mieszkaniach. Chyba teraz nie zaczniesz z kolei kogoś oceniać, że widocznie źle się modli, źle ufa itd?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PL 13:31:45 | 2011-07-26

Kupno mieszkania to poważna sprawa. Ci, którzy nic nie robią i są leniami nawet nie startują. Jeżeli ktoś nic albo mało robi to w końcu dostanie od państwa. Problem absurdalnych relacji wynagrodzeń do cen mieszkań to problem ludzi pracowitych, a nie leni. Róznie isę w życiu poukłada, nie spiesz się z ocenami. w niektórych sprawach ten kto nie ma kazsy na mieszkanie radzi sobie lepiej niż Ty. Ale to nie uprawnia go obrzucania Ciebie epitetami.

Wlasnie takich leni jakich tu przytoczyles mialem na mysli. Oni wlasnie maja pretensje i oczekuja mieszkania od panstwa, rodzicow. Prosze o konkret- gdzie obrzucilem epitetem?
Nie oceniam tych, ktorzy nie maja kasy na mieszkanie- przez glowe mi nie przeszlo. Nazywam po imieniu tych, ktorzy nic nie robia i czekaja az inni zrobia za nich.
Przeinaczanie i nadinterpretacja wypowiedzi w stylu ~jo

Pan Bog tak prowadzi,ze dzisiaj ten kto ma trudna sytuacje mieszkaniowo/materialna ale jest wierny Bogu w tym co ma niebawem moze miec zupelnie odmienna sytuacje.Znam kilka takich przypadkow, gdzie niemal z tygodnia na tydzien ich sytuacja znaczaco sie zmienila.Moze nie kazde dziecko mialo swoj pokoj ale maja mieszkanie
Powtorze jeszcz raz : Pan Bog jak daje dzieci to da i na dzieci.Opatrznosc naprawde czuwa nad tymi , ktorzy szukaja Jego opieki i prowadzi -ale prowadzi a nie wyrecza...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leon 12:49:55 | 2011-07-26
 Jesli nazywanie rzeczy po imieniu - lenia leniem tak cie dotyka, to bardzo cie przepraszam...inaczej nie potrafie nazwac osoby pretensjonalnej i nic nie robiacej/nie pracujacej (nie mowie zawodowo, ale zyciowo).

Kupno mieszkania to poważna sprawa. Ci, którzy nic nie robią i są leniami nawet nie startują. Jeżeli ktoś nic albo mało robi to w końcu dostanie od państwa. Problem absurdalnych relacji wynagrodzeń do cen mieszkań to problem ludzi pracowitych, a nie leni. Róznie isę w życiu poukłada, nie spiesz się z ocenami. w niektórych sprawach ten kto nie ma kazsy na mieszkanie radzi sobie lepiej niż Ty. Ale to nie uprawnia go obrzucania Ciebie epitetami.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PL 12:26:41 | 2011-07-26
Ja nie znam rodziny, która kupiła mieszkanie bez pomocy tylko, że niektórzy nie liczą niby drobnych rzecz- książeczki mieszkaniowe, pomoc dziadków w opiece nad wnukami, pierwsze miesiące a czasem lata przy rodzicach. A to jest bardzo dużo.

Mi to bylo dane- bez pomocy, bez ksiazeczek, bez mieszkania katem u rodzicow,bez opieki nad dzieckiem. Z plecakie zaczynajac nowe zycie w innym miescie
Ciekawe, że kiedy te "lenie" wyjadą za granicę, to jakoś zaczynają pracować. A wcale jakichś kokosów tam nie ma tylko normalność. Dlaczego państwo cały czas szuka jakichś rozwiązań i chce dopłacać do spłat kredytów? Leniom? A dlaczego niewiele (w stosunku do potrzeb) rodzin skorzystało z tych dopłat? Bo nie mają zdolności kredytowej.

Mylisz skutki z przyczyna.Ci  ktorzy nie ogladaja sie "co dostane za free"  po pewnym czasie kupuja mieszaknie- nie od razu 60 m2 ale 20m2...z czasem zamieniaja na wieksze....Doplaty do kredytow sa, ale tak ustwione by dobrze bylo bankom a nie kredytobiorcom...oni zawsze beda w plecy. Jesli nazywanie rzeczy po imieniu - lenia leniem tak cie dotyka, to bardzo cie  przepraszam...inaczej nie potrafie nazwac osoby pretensjonalnej i nic nie robiacej/nie pracujacej (nie mowie zawodowo, ale zyciowo).
Matka wychowywujaca (mimo nie zarabiania w PL) pracuje nie na jednym ale na kilku etatach.
Jeżeli ktoś nie widzi trudności w kupnie mieszkania przez rodzinę w dzisiejszych czasach

Jesli przeczytasz caly moj wpis- to bedziesz wiedzial jaka zaplacilem cene za te kilka metrow.Ktos kto dostal mieszkanie zna ceny mieszkan ale nie zna ich warotsci....
Wiem jakie sa problemy - ale znam tez rozne drogi jakimi Bog prowadzi by rozwiazac te problemy - ale prowadzi , a nie zalatwia za kogos...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leon 11:37:35 | 2011-07-26
Panie/Pani PL, no fakt, życie w Polsce nie jest super łatwe, ale wylewanie złości na innych Ci nie pomoże. Nawyzywasz innych i czujesz się lepiej? Jeżeli ktoś nie widzi trudności w kupnie mieszkania przez rodzinę w dzisiejszych czasach i uważa, że to kwestia lenistwa, to wcale nie wydaje mi się pracowity. Ci, którzy wiedzą, że kupno mieszkania przekracza możliwości rodziny, bez jakiekolwiek pomocy, wydają mi się naprawdę pracowicy, bo to oznacza, że wszystko muszą sobie zapewnić sami i oni znają życie. Ja nie znam rodziny, która kupiła mieszkanie bez pomocy tylko, że niektórzy nie liczą niby drobnych rzecz- książeczki mieszkaniowe, pomoc dziadków w opiece nad wnukami, pierwsze miesiące a czasem lata przy rodzicach. A to jest bardzo dużo. Ciekawe, że kiedy te "lenie" wyjadą za granicę, to jakoś zaczynają pracować. A wcale jakichś kokosów tam nie ma tylko normalność. Dlaczego państwo cały czas szuka jakichś rozwiązań i chce dopłacać do spłat kredytów? Leniom? A dlaczego niewiele (w stosunku do potrzeb) rodzin skorzystało z tych dopłat? Bo nie mają zdolności kredytowej. Ale jak ktoś chce widzieć rzeczywistość po swojemu, to ma prawo, nikomu nie szkodzi, a moze sobie poprawi samopoczucie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PL 10:28:37 | 2011-07-26
mieszkań. Po co mnie odsyłasz do teksów Tatuśka i Leo? Ja nie dyskutuje o urlopach wychowawczych. Na wychowacze idą kobiety które mają dobrą sytuację finansową. Nie twierdzę, żę luksusy, niektóre pewnie żyją skromnie, ale na pewno nie takie gdzie jedna pensja musi być przeznaczona na spłatę kredytu albo wynajęcie. Jeżlei ktoś miał okres w życiu żę mógł całą pensję przeznaczyć na spłatę długu, to znaczy, żęm iał pomoc.

CO ZA BZDURY PISZESZ !!! CZYTAJ ZE ZROZUMIENIEM!!!!!

Ja nie odsylam cie do wypowiedzi Tatuśka i Leo- tylko txt "Ciasne domy czy ciasne serca?".

Widac - nie wiele wiesz o zyciu. Takich bredni jeszcze tu nie spotkalem. Na wychowawczy ida ci co musza  anie ci co maja dobra systacje finansowa (np.sa do zwolnienia - tu przynajmniej maja kontynuacje i czas na szukanie pracy, dziecko ciezko choruje i wymaga stalej opieki etc.)
Jesli ktos mial okres w zyciu,ze cala pensja szla na splate dlugu- to znaczy,ze musial pracowac na dodatkowych etatach- by z nich sie wyzywic.Takiego rozumowania nie przyjmujesz - bo dla ciebie to mieszkanie powinno byc za darmo(jak za komuny) i praca dożywotnia zapewniona (czy sie stoi czy sie lezy 2000 sie nalezy)

Trudno leniom jest odnalesc sie w nowych czasach , gdzie trzeba sie samemu mocno  organizowac, pracowac i wykozystywac kazda sposobnosc by zapewnic zycie sobie i rodzinie.

Zycze sukcesu w zyciu- lub na emeryturze

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?