Nasza Dobra Nowina

Posłaniec

Nadzieja zawiera w sobie światło mocniejsze od ciemności, jakie panują w naszych sercach.
Jan Paweł II

 

Nasza pierwsza Dobra Nowina cztery lata temu odmieniła nasze życie. Od pierwszej chwili, kiedy dowiedzieliśmy się z mężem, że będzie z nami jeszcze ktoś, żyliśmy ogromną nadzieją, radością, oczekiwaniem i wyobrażeniami o naszym pierwszym dziecku…


Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Oboje pracujemy, żyje nam się dobrze, cieszymy się, kiedy możemy razem spędzać czas. Po dwóch latach małżeństwa przyszedł jednak moment, kiedy zaczęliśmy odczuwać niedosyt szczęścia innego rodzaju. Od dawna byliśmy przekonani, że w naszym domu jest miejsce także dla innych. Dziecko jako osoba było już obecne w naszych myślach i pragnieniach. Oczekiwaliśmy na nie jeszcze wtedy, kiedy snuliśmy marzenia o przyszłości. Już wtedy poprzez tę duchową zgodę na obecność dziecka w naszym domu formowała się nasza rodzina. Bardzo ciepło wspominam czas ciąży – odliczanie miesięcy, potem dni, rozpierającą energię i radość. Dobrze się czułam w roli debiutującej matki. Odczuwanie ruchów rosnącego we mnie dziecka, wyobrażenia o nim były formą pierwszego kontaktu i więzi między nami. Kiedy pojawiła się na świecie Karolina odczuliśmy, że swoim przyjściem uzupełniła puste miejsce w naszej rodzinie. Wniosła w życie bardzo wiele dynamiki, entuzjazmu, a nam umożliwiła przeżywanie nowych wartości: poświęcenia dla dziecka, bezwarunkowej miłości. Nasza córeczka ukończyła już cztery lata, poznaje świat oczami przedszkolaka i jest wciąż dla nas źródłem ogromnej radości.

 

Trudne doświadczenie


W naszych wcześniejszych planach i marzeniach o wspólnym domu rodzinnym zawsze widzieliśmy więcej niż jedno dziecko. Kiedy Karolina skończyła dwa lata, postanowiliśmy powiększyć naszą rodzinę. Przeżyliśmy ponownie wspaniały moment na wieść o nowym istnieniu, które miało wkroczyć w nasze życie. Wielka radość, którą natychmiast podzieliliśmy się z najbliższymi, znów zapalone magiczne światełko nadziei, energia, którą czuje tylko ten, kto spodziewa się dziecka. Czułam się znakomicie. Nie śpieszyłam się na pierwszą wizytę do lekarza. Wiedziałam, że wszystko jest pod kontrolą, wszystko będzie dobrze. Ciesząc się z obecności kolejnej osoby w naszym domu, zaczęliśmy planować dalszą rodzinną przyszłość, zmiany w pracy męża, kupno nowego mieszkania.


Niestety, nie wszystkie nasze plany mogliśmy zrealizować. Najważniejszy plan dotyczący dziecka nie mógł się spełnić w wyobrażanym przez nas czasie. Bardzo przeżyliśmy moment, w którym dowiedzieliśmy się, że dziecko się nie rozwija, że prawdopodobnie jest to tzw. ciąża obumarła. Lekarze uspokajali nas. Mówili, że jest to normalne zjawisko w naturze człowieka. Tłumaczyli, że na tym polega naturalna eliminacja słabych organizmów w przyrodzie. Dla nas jednak było to trudne doświadczenie, z którym musieliśmy się zmierzyć.

 

Zawierzyć Bogu


Ponieważ nie znaleziono w wyniku badań przyczyn wystąpienia obumarcia, postanowiliśmy, że nie będziemy się poddawać i dalej będziemy się starać o dziecko. Wierzyliśmy, że będzie dobrze. Niestety, przez kolejny rok doświadczyliśmy bezradności i zawodności ludzkich planów. Nie jest łatwo w takich momentach zachowywać optymizm i mieć nadzieję mimo wszystko. Wymarzyliśmy sobie przecież inny scenariusz, a on się nie spełnił. Każdy, kto długo i bezskutecznie stara się o dziecko, wie, czym są bezradność i zniechęcenie. Zastanawialiśmy się z mężem, jak przyjmować i zrozumieć to, co nas spotyka. Pojawiały się często w myślach wyrzuty wobec Boga, pytania – dlaczego akurat nas to spotkało?


W pewnej chwili poczuliśmy jednak oboje, że może najwyższy czas przestać liczyć tylko na siebie i na własne plany i dać Panu Bogu szansę na działanie w naszym życiu. Nie jest to łatwe zadanie do zrealizowania, szczególnie dla ludzi, którzy uwielbiają planować i radość sprawia im realizowanie wcześniej zamierzonych celów. Często w żartach przytaczaliśmy zasłyszane gdzieś słowa: Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga – opowiedz Mu o swoich planach. Nauczyliśmy się przez to doświadczenie, czym jest powierzanie swoich spraw Panu Bogu, zrzucenie swojej troski na Niego i pozwolenie, aby On działał. A Bóg, jak zwykle, zadziałał w momencie przez siebie wybranym. Po długim jak wieki czasie znów przeżyliśmy szczęście Dobrej Nowiny. Zaskoczyła nas ona bardzo. Początkowo sami nie dowierzaliśmy, że znów czekamy na dziecko. Szybko pojawiły się pierwsze problemy, konieczność ciągłego leżenia, lekarstwa. Mieliśmy mnóstwo obaw i lęków. Biorąc pod uwagę wcześniejsze przeżycia, próbowaliśmy się sami dystansować, pohamować jeszcze na jakiś czas rosnącą radość i nadzieję. Długo nie mówiliśmy dalszej rodzinie i znajomym. Minęło jednak już pół roku oczekiwania, a bardzo wielka nadzieja zrodziła się sama i jest silniejsza od ciemnych, trudnych myśli. Chociaż ciąża nie przebiega wzorowo i wciąż pojawiają się problemy, wierzymy, że wszystko będzie dobrze.


Nasza Dobra Nowina ma pojawić się na świecie w święta Bożego Narodzenia. Dla nas ten wyjątkowy dzień przyjścia Boga na świat nabiera już teraz osobistego wymiaru. Będziemy przeżywać go z całą rodziną, ciesząc się z przyjścia na świat Dziecka. Bóg sam wybrał czas, kiedy Ono do nas ma przyjść. My oboje czekamy na nasze kolejne dziecko i już czujemy z nim wielką więź. Karolina także oczekuje tego dnia z wielką niecierpliwością. Wie, że już w tym momencie jest dla kogoś starszą siostrą. Często przykłada rączkę do brzucha, czekając na ruch małego dzidziusia. Nawiązuje z nim swój własny, specyficzny, siostrzany kontakt. Martwi się, czy dzidziuś ma co jeść, opowiada mu różne historie. Żyjemy wielką nadzieją, oczekując z radością pojawienia się wyjątkowego gościa w naszym domu.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook