Święta Rodzina, czyli miejsce dla mnie

Maja Moller
(fot. shutterstock.com)

"To nie tak" - mówiłam, nie mogąc przekonać się do tego, że życie Maryi i Józefa to laurka otoczona wianuszkiem róż i lilii.

 

Kazanie było przesłodkie. Czasem jest tak, że gdy nie wiadomo, co powiedzieć, zakleja się te dziury dużą dawką pobożności i powinności. Jakbyśmy lękali się tego, czego nie da się wypowiedzieć. Jakbyśmy uciekali od niewygodnych pytań i wielkich niewiadomych za wszelką cenę...

 

Siedziałam więc w ławce, rok temu, w uroczystość Świętej Rodziny, i prowadziłam ze sobą cichy dialog. "To nie tak" - mówiłam, nie mogąc przekonać się do tego, że życie Maryi i Józefa to laurka otoczona wianuszkiem róż i lilii.

 

Samo wysłuchanie kazania było dla mnie jednak bardzo owocnym doświadczeniem. Zmusiło mnie do myślenia. Bo skoro nie zgadzam się na wizję, w której Święta Rodzina przechodzi przez życie, unosząc się dziesięć centymetrów nad ziemią, w nieustannym zachwycie i rozmodleniu, to co wiem o ich życiu? I czego mogę się od nich nauczyć?

 

Plany pokrzyżowane

 

Nie bez powodu używam chyba tego wyrażenia - gdy coś toczy się nie po mojej myśli, czuję że moje plany zostają pokrzyżowane. A jednak tylko w życiu Świętej Rodziny te słowa wypełniły się w sposób dosłowny. Kiedy patrzę na nich, mam szansę zmienić też moje spojrzenie: na krzyż oraz wszystko co u-krzyżowane i po-krzyżowane.

 

Ich wspólne życie to przecież od początku pasmo niespodzianek. A jednak ani razu nie powiedzieli : "A myśmy się spodziewali…" (Łk 24,21). Gdy czytamy o ich historii, wiemy, w jaki sposób się potoczy. Czasem może nam się wydawać, że oni również to wiedzieli albo że posiadali ponadludzką zdolność do przyjmowania tego, co trudne. Wydaje mi się jednak, że mierzyli się z tym samym, z czym i my mierzymy się na co dzień - z niepewnością oraz łączącymi się z nią obawami. Z niespodziankami, które nie zawsze przynoszą radość i sprawiają, że trzeba zostawiać swoje oczekiwania, plany, a nawet marzenia.

 

>> Skąd wziąć dystans, kiedy kończy ci się świat?

 

A jednak w tym trudnym równaniu, w którym po jednej stronie sumują się przeszkody i niepewność, oni potrafili po drugiej stronie nakreślić słowo "ufność". Miejsce, w którym ich plany były pokrzyżowane stawało się przestrzenią do odkrywania Bożego prowadzenia, Jego troski i miłości.

 

W tym miejscu wraca do mnie historia, którą usłyszałam, uczestnicząc niedawno w spotkaniu organizowanym przez Ruch Szensztacki. W czasie wojny o. Josef Kentenich, założyciel Ruchu, był więźniem obozu koncentracyjnego.  Miał szansę uniknąć tego losu, doszedł jednak do przekonania, że wolą Bożą jest to, by właśnie tam pełnił swoją posługę. Niezależnie od okoliczności, miał powtarzać: "Bóg jest Ojcem, Bóg jest dobry i dobre jest wszystko, co On czyni". Pytał też, czego Bóg oczekuje od niego w każdej z takich nowych, nawet ekstremalnie trudnych sytuacji.

 

Jego historia bardzo mnie poruszyła, bo heroiczna decyzja o towarzyszeniu ludziom i współdzieleniu ich cierpień w obozie koncentracyjnym przyniosła ogromne owoce. Jest w tym jednocześnie tak wiele z naśladowania Jezusa, który stał się jednym z nas, by dzielić nami radości, smutki i... niespodzianki. Jest też ufność przekraczająca to, co po ludzku zrozumiałe - bez żadnych kalkulacji. Ufność, której możemy uczyć się od Józefa i Maryi.

 

Milczenie, które łączy

 

Wizja małżeństwa idealnego zakłada czasem, że mąż i żona są nierozłączni - bo przecież miłość ma jednoczyć. Każdy jednak, kto związał się z drugim człowiekiem, wie, że bycie razem nie oznacza dobrania się jak dwie idealnie pasujące do siebie połówki. Każdy z nas ma swoją historię życiową z pięknem jej wspomnień i ciężkim bagażem zranień. Każdy nosi w sercu swoje marzenia, tęsknoty, pytania i wątpliwości. Każdy ma swoją małą samotność. Czy z Maryją i Józefem nie było podobnie?

 

Każde z nich przeżyło swoje spotkanie z Tajemnicą: Miriam w czasie zwiastowania, jej mąż - we śnie. Każde musiało zmierzyć się z tym, co nosiło w sercu i dać Bogu swoją własną odpowiedź. Dopiero później możemy mówić o tym, co jest ich wspólnym "TAK" wobec Boga - gdy pozwalają, by On ich prowadził drogami z Nazaretu do Betlejem, do Egiptu, do Jerozolimy z dwunastoletnim Jezusem. Drogami wiodącymi przez codzienność.

 

O. Stanisław Biel w swoim zbiorze medytacji biblijnych “Matka Boga" pisze o tym, że miłość Maryi i Józefa naznaczona jest milczenie i że to właśnie milczenie staje przestrzenią, w której następuje wzajemne zrozumienie i zaufanie. "Oboje przeżywają ciszę nie jako mur odgradzający od współmałżonka, lecz jako przestrzeń wyjątkową, jako czas poświęcony na spotkanie z Bogiem. NIe obawiają się szukać zrozumienia własnej tajemnicy i tajemnicy drugiej osoby w Bogu." (A. Fumagalli, cytat z S. Biel SJ, "Matka Boga" s. 78).

 

Żyjemy w czasach, w których o komunikacji w małżeństwie i  rodzinie powiedziano już chyba wszystko. Może brakuje nam właśnie tego jednego? Tej najlepszej cząstki, którą każdy z nas - mąż, żona, córka, syn - może odkrywać sam na sam z Bogiem?

 

Miejsce dla mnie

 

Tego jednak, co najbardziej porusza mnie w Świętej Rodzinie, nie wyczytałam w Biblii ani w żadnej z książek. Odkryłam to właśnie w czasie niezbyt porywającego kazania, gdy próbowałam patrzeć nie na pobożne ozdobniki, ale na Nich - na pełną miłości Maryję, na pełnego miłości Józefa i na pełnię miłości w Jezusie. Pomyślałam wtedy o Nim, o Bogu, który stał się człowiekiem. O Bogu, który oddał wszystko -  "ogołocił samego siebie" (Flp 2,7) - i wszystkim się z nami dzieli.

 

Tak samo jest z Jego Rodziną i to jest właśnie najpiękniejsze: w tej Rodzinie jest też miejsce dla mnie. Bóg zawsze zaprasza do relacji, do bycia razem, bycia blisko. Nie stawia przy tym żadnych warunków, nie urządza egzaminów wstępnych i nie pyta o to, czy na pewno się nadajemy. Po prostu - przygarnia. W miłości, jaka wypełniała Świętą Rodzinę, widzę kolejną szansę na przyjęcie Jego zaproszenia do tego, by pozwolić się kochać. Tam jest miejsce dla każdego z nas. I czasem zamiast mądrych słów, długich rozważań i prób zrozumienia Tajemnicy, warto po prostu na nich popatrzeć. Dostrzec spokój w oczach Józefa, pełne miłości spojrzenie Maryi i szeroko otwarte ręce Jezusa.

 

To właśnie na Ciebie dzisiaj czekają.

 

Majka Moller - aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama

 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

3

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook