Ocenianie innych ani trochę mi nie służy

(fot. shutterstock.com)

Wsiadam z Małą w chuście do autobusu, wszystkie miejsca zajęte. Trudno, postoimy. Obok siedzą w większości młodzi ludzie, wpatrzeni w swoje smartfony.

 

Autobus w kierunku centrum. Wsiadam z Małą w chuście, szybkim spojrzeniem omiatam wnętrze: wszystkie miejsca zajęte. Trudno, postoimy. Podchodzę do kasownika i słyszę: "proszę sobie usiąść". Odwracam się i widzę młodego chłopaka, najpewniej studenta, który w dłoni trzyma garść notatek pokreślonych kolorowymi mazakami. Aha, egzamin! Ustąpił mi miejsca, chociaż sam się uczy i wykorzystuje ostatnie chwile na powtórkę.

 

Omiatam wzrokiem pasażerów


Obok mnie siedzi nastolatka i pół drogi rozmawia przez  telefon. Potem pisze smsy i przegląda instagrama. Po drugiej stronie autobusu na siedzeniach w większość młodzi ludzie, niemal wszyscy wpatrzeni w swoje smartfony lub ze słuchawkami na uszach. Jak to jest, że osoba ucząca się na egzamin była w stanie mnie zauważyć i oddać swoje miejsce, a tylu młodych nawet nie zwraca uwagi na innych w autobusie?

 

Łatwo mi ich ocenić jako egoistów, zapatrzonych tylko w swoje sprawy, niewrażliwych na innych ludzi. Łatwo mi sklasyfikować tego studenta jako dobrego człowieka, stawiać go za wzór postępowania w komunikacji miejskiej. Łatwo winić za wszystko wszędobylski internet i wynalazców smartfonów, bo to przez nich dopada nas taka znieczulica.

 

Znowu to robię


Mimo setek godzin spędzonych na treningach i szkoleniach, mimo skończonych studiów, wielokrotnych przypomnień, by tego nie robić, ta pierwsza reakcja znowu okazała się silniejsza. A może tylko bardziej narzucająca się? W końcu mój mózg, by nie zwariować, potrzebuje zamykania rzeczywistości w szufladki poprzez interpretowanie i ocenianie tego, co widzę i słyszę. Tylko czy to mnie usprawiedliwia?

 

Ja chcę myśleć pięknie, a nie schematycznie, korzystać z mojej ludzkiej woli, a nie iść za prostymi reakcjami. Ocenianie innych jest takie łatwe! Spore są jednak koszty tej prostoty: zaczynam stawiać siebie wyżej niż innych i patrzeć na nich z góry. Stawiam siebie w pozycji sędziego, który sam sobie daje prawo do wydawania wyroków na tych, którzy odstają od moich przyjętych norm. Oddalam się od osoby, którą oceniam, czasem nawet tak bardzo, że nie potrafię z nią ponownie porozmawiać… Podjęłam więc rękawicę po raz kolejny.

 

Ocenianie jest takie proste


Tyle, że ono wcale mi nie służy i już o tym wiem. Ocenianie innych wprowadza w moje myśli jednoznaczne i krzywdzące dla innych osądy, bo przecież jakim prawem mogę twierdzić, że oni są nieczuli, niewrażliwi, nie chcą dostrzegać ludzi wokoło? Nie chcę oceniać! Zaczynam więc pytać siebie, jakie zachowanie mogę u siebie wprowadzić zamiast tego, które uważam za nieprawidłowe? Czym mogę zastąpić ocenianie? Odwracam uwagę od tych konkretnych osób, a skupiam na tym, co mogę zmienić w sobie.

 

W drodze powrotnej kontynuuję obserwacje i w zgodzie z moim nowym nastawieniem postanawiam, że nie będę używać smartfona w komunikacji miejskiej więcej niż to konieczne. Wolę mieć oczy i uszy otwarte i uśmiechnąć do współpasażerów. Efekty widzę od razu: łatwiej jest zauważyć kogoś potrzebującego, gdy nie patrzę w telefon. Piękniej dla mnie jest nawiązać interakcję niż oceniać w myślach tych, których nawet nie znam.

 

W ten sposób nawiązałam już całkiem sporo ciekawych znajomości.

 

Wpis ukazał się pierwotnie na blogu Chce mi się 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.47

Liczba głosów:

59

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

TomaszL 10:43:24 | 2017-10-04
Tak na marginesie - tych młodych ludzi, którzy nie poznali do tej pory zasad dobrego wychowania (w tym ustępowania miejsca starszym) ktoś w domu wychowuje.
Czy sa to matki po wielu kursach, kóre wystrzegaja sie oceniania innych (w tym własnych dzieci)?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 01:34:41 | 2017-10-04
Autorka tekstu chyba przekonuje nas, byśmy pozbyli się sądów wartościujących.

Wielu chyba nie przekona, ponieważ sądy wartościujące (oceniające)
są powszechne nie tylko u homo sapiens ale też u zwierząt niżej zaszeregowanych. Bez tych sądów nie istniałby instynkt samozachowawczy. Nie istniałaby kultura i wszelki postęp z naukowo technicznym włącznie.

Oceń 7 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?