Żyjesz w klatce zbudowanej z oczekiwań? Nic nie musisz

(fot. shutterstock.com)

Odmieniamy słowo "musieć" przez wszystkie życiowe przypadki i wypadki. A ja dzisiaj postanowiłam poszukać go gdzieś indziej - pisze Maja Moller.

 

Muszę - zdążyć na czas, załatwić wszystkie sprawy, spełnić oczekiwania, sprawdzić się. Musi - on i ona. Musi zachować się tak, jak ja bym chciała. Musi reagować w sposób, który wydaje mi się odpowiedni. On, ona, oni, świat. Czerwone światło musi się szybko zmienić na zielone, tramwaj musi przyjechać o czasie, pogoda musi być ładna, a dzień w pracy musi się potoczyć bez komplikacji.

 

Żyję w klatce, którą zbudowałam z miliarda oczekiwań ubranych w to samo słowo - MUSI. Życie musi się toczyć według wymyślonego przeze mnie scenariusza, a swój dobrostan, czyli szczęście, uzależeniam od tego, czy faktycznie się tak stanie. Strasznie to karkołomne, bo w ten sposób oddaję zarządzanie moim poczuciem spełnienia w ręce innych. Uzależniam moje szczęście od tego, na co nie mam żadnego wpływu.

 

Nie mogę przecież wpłynąć na pogodę za oknem, rozkład jazdy komunikacji miejskiej ani reakcje i uczucia innych ludzi. A jednak często to robię i dobrowolne ładuję sobie na plecy ciężar, który ze szczęściem nie ma nic wspólnego - ciężar tego, co MUSI się stać, bym w końcu poczuła się dobrze. Ta iluzja waży zaskakująco dużo i w bardzo podstępny sposób kradnie moją wolność, a oprócz niej dźwigam też ogromny bagaż stresu i pytań o to, co będzie, jeśli coś potoczy się niezgodnie z planem.

 

 

Słowo "musi" występuje w naszym języku zastanawiająco często. Dziecko musi chodzić do szkoły, a dorosły do pracy. Katolik musi chodzić do kościoła i pościć w piątki.  "Wszystko musi się dobrze skończyć" - zapewniamy przed operacją w szpitalu. "Musicie być bardzo szczęśliwi" - mówimy uśmiechniętym nowożeńcom. Odmieniamy słowo "musieć" przez wszystkie życiowe przypadki i wypadki. A ja dzisiaj postanowiłam poszukać go również tam gdzie każdy katolik musi często zaglądać - w Biblii.

 

Okazuje się, że Jezus też używał tego słowa. Rozczarują się jednak ci, którzy palą się do prowadzenia małych i wielkich krucjat oraz piętnowania grzechu bliźniego. Jezus ani razu nie mówi: "Musisz się nawrócić". Nie zwraca się w ten sposób ani do kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, ani do celników, ani nawet do faryzeuszy.

 

Wiele razy mówi jednak: "że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć" (Mk 8,31), "że musi iść do Jerozolimy" (Mt 16,21) i że "musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany" (Łk 24,7). Jedyną Osobą, która coś musi zrobić, jest On sam. Do nas, do swoich uczniów i osób, które proszą Go o uzdrowienie, kieruje inne słowa: "jeśli chcesz". Jeśli chcesz iść za mną, to weź swój krzyż i chodź.  "Co chcesz, abym ci uczynił?" (Mk 10,51). To coś więcej niż zwykłe słowa - to wolność. Bo to wszystko, co nas zniewala, łącznie z tym, w czym więzi nas słowo "MUSI", On bierze na swoje ramiona. Zabiera to od nas - po to, by nas uwolnić.

 

Dzięki temu ja nic nie muszę! Nie buduję sobie więzienia z powinności i norm do wyrobienia, bo jestem wolna. I w tej wolności wybieram: nie muszę, tylko chcę. Chcę iść za Jezusem chcę być posłuszna Słowu Bożemu. Chcę chodzić do kościoła, czytać Biblię i po prostu żyć tym w co wierzę. Żyć Tym, w Kogo wierzę. Między "chcę" a "muszę" jest ogromna różnica. Dzięki wolności, jaką mam w Jezusie, mogę tej różnicy doświadczać. I ta różnica naprawdę dobrze smakuje.

 

Pewnie ktoś mógłby się przyczepić, że upraszczam, że "rozwadniam Ewangelię" albo uciekam od radykalizmu. Nic z tych rzeczy. Nie odrzucam przykazań, nie neguję Bożych wymagań, a cytując słowa Jezusa, nie zapominam chociażby o tych: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą." (Mk 12, 30). Tylko że ja słysząc takie słowa, wcale nie widzę w nich Boga, który stoi nade mną, patrzy surowym wzrokiem i grzmi: masz tak postępować, bo jeśli nie, to się pogniewamy! Ja w tych słowach nie widzę przymusu i powinności.

 

Widzę w nich obietnicę. Widzę miejsce na moją słabość, która dogania mnie codziennie i codziennie o sobie przypomina. I takie słowa są dla mnie jak pocieszenie. Bo Jezus mówi: "wiem, że Ci dzisiaj nie wyszło, chociaż się starałaś. Wiem, że jeszcze nie potrafisz. Ale jeśli chcesz, ja Ci pomogę. I przyjdzie taki piękny dzień, gdy będziesz miłować Pana Boga swego całym swoim sercem." A skoro On tak mówi, to ja w to wierzę.

 

Wpis pierwotnie ukazał się na blogu chrześcijańska mama

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.85

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook