Wtedy zaczyna się miłość

(fot. shutterstock.com)

Czasem myślę, że jestem niezniszczalna. Angażuję się w mnóstwo rzeczy, choć wiem, że miłość nie zaczyna się tam, gdzie komuś pomagam, tylko zupełnie gdzie indziej - pisze Maja Moller.

 

Kiedy byłam małą dziewczynką, zdarzało mi się zakradać do szafki z lekami i wyjadać z torebki Vibovit albo Visolvit, czyli preparaty witaminowe. W czasach kiedy czekolada była na kartki, a więc rzadko gościła na stole, musujący proszek o cytrusowym smaku był pożądanym smakołykiem. Jego smak kojarzy mi się również z okresami przeziębień, gdy wygrzewałam się pod kołdrą, posłusznie łykając witaminy czy krzywiąc się na samą myśl o gorzkim syropie przeciwkaszlowym.

 

Nikt nie nauczył mnie dbania o siebie

 

Dziecięca pamięć przechowała jednak coś więcej niż tylko smaki, bo w każdym tym wspomnieniu przebija się coś ważniejszego - troska, jaką byłam otoczona przed Rodziców i Dziadków.

 

Choć dzieciństwo w latach osiemdziesiątych wyglądało inaczej niż teraz, zawsze czułam, że wokół mnie są ludzie, którym zależy na moim dobru. Wyrażały to zarówno upomnienia związane z brakiem czapki w zimie, jak i smakołyki, które znajdowałam w pudełku na drugie śniadanie w szkole.

 

W pewnym momencie zdałam sobie jednak sprawę, że chociaż przez całe życie czułam, że ktoś o mnie dba, nikt nie nauczył mnie dbać o siebie. To wydaje się dziwne, prawda? Wyniosłam z domu sporo przydatnych umiejętności. Umiem upiec chleb czy ugotować rosół, który jest idealnym lekiem na każdą chorobę. Skoro kiedyś przygotowywała go dla mnie Babcia, to i ja robię to samo, gdy zachoruje ktoś bliski.

 

Moja troska o innych 

 

Od dzieciństwa wielu czynności uczę się właśnie przez naśladowanie, więc w naturalny sposób przejęłam właśnie taki sposób bycia - troskę o innych. O sobie dużo częściej zdarza mi się zapominać - i wbrew pozorom, nie  dowodzi to wcale braku egoizmu.

 

My, kobiety, jesteśmy do tego w pewnym sensie predysponowane. Być może to ryzykowne stwierdzenie, ale wydaje mi się, że każda z nas ma potrzebę bycia matką, choć nie zawsze realizuje się ona wprost. Można być matką  otoczoną gromadką własnych dzieci. Można w bardzo podobny sposób otaczać opieką dzieci duchowe lub matkować jakiemuś dziełu.  Troska o ważne dla nas osoby przychodzi nam naturalnie i nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, dzięki ciepłu i empatii potrafimy sprawić, że inni czują się potrzebni i kochani.

 

Problem pojawia się w momencie, gdy chcemy dawać więcej, niż same mamy, a mamy zawsze tylko tyle, ile zaczerpniemy ze Źródła, czyli od Boga. Spotykamy Go nie tylko w czasie modlitwy. Jego bliskość możemy odkryć również w ciszy po dniu pełnym hałasu, w smaku ulubionej herbaty czy w czasie nieśpiesznego spaceru. Jeśli brakuje chwil na takie spotkanie i jeśli dochodzi do tego brak odpoczynku czy zarywanie nocy, może się okazać, że bycie dla innych jest źródłem nie pokoju i radości, lecz frustracji.

 

Kobieto, zaplanuj swoje życie >>

 

Nie jesteś nieznieszczalna 

 

Ja sama czasem łapię się na myśleniu, że jestem niezniszczalna - że mogę nie spać i nie dojadać, angażować się w mnóstwo dobrych dzieł  - od teatrzyku w przedszkolu po rekolekcje -  i niestrudzenie poświęcać na to wszystkie siły. Usprawiedliwiam to tym, że wokół mnie są ludzie, którzy tego potrzebują, ludzie którym trzeba miłości.  Zapominam jednak, że to nie ja jestem jej źródłem. Zapominam, że jestem tylko człowiekiem i że jeśli nie zaczerpnę miłości od Boga i nie zregeneruję moich ludzkich sił, szybko się wypalę.

 

Przykładem ogromnej troski o innych i bezinteresownej pomocy jest Matka Teresa. To niedościgniony wzór, ktoś kogo wielu z nas chciałoby naśladować. Ale nawet ona, kobieta która poświęcała ubogim całe swoje serce, swój czas i energię, doceniała wagę odpowiedniej ilości odpoczynku. Układając plan dnia dla sióstr, pracujących wśród potrzebujących, zwróciła uwagę na potrzebę chwili wytchnienia w ciągu dnia, po obiedzie. Zadbała o to, żeby siostry, które ofiarnie pomagają innym, miały też czas na regenerację sił.

 

Pomagać, nawet wtedy gdy robi się to całym sercem, trzeba przede wszystkim mądrze. Mój ulubiony święty, czyli Ignacy z Loyoli, ubrał to przekonanie w takie słowa: "Przy braku umiaru nie można służyć Bogu długo i wytrwale. Koń przemęczony w pierwszych dniach podróży zwykle jej nie kończy; co więcej, zazwyczaj staje się koniecznym, by inni zajęli się jego leczeniem..." A ja mogłabym to podsumować takimi słowami: "Chcesz pomagać tak, jak Matka Teresa? To pamiętaj, aby zadbać o siebie".

 

Tam miłość ma swój początek

 

Miłość bliźniego wcale nie zaczyna się tam, gdzie komuś pomagamy. Owszem, ona właśnie tam nas prowadzi. Zaczyna się jednak zupełnie gdzie indziej. Miłość bliźniego zaczyna się, gdy dajesz sobie szansę na to, by zatrzymać się w biegu. Zaczyna się gdy siedzisz nad kubkiem ulubionej herbaty, dajesz sobie chwilę na dobrą lekturę czy zamawiasz w kawiarni swoje ulubione ciasto. Miłość bliźniego zaczyna się, gdy przestajesz biec do kolejnych zadań, a zamiast tego "marnujesz czas" na modlitwę, by tam nabrać sił i zobaczyć właściwy kierunek działania.

 

Miłość bliźniego ma swój początek tam, gdzie uczysz się dbać o siebie - bo bliźniego kochasz tak, jak siebie samego. Jeśli notorycznie zaniedbujesz swoje potrzeby i gonisz od jednego zaangażowania do drugiego resztką sił, to może to wcale nie jest okazywanie miłości, a zagubienie w nadmiernym aktywizmie? Może czas zastanowić się, czy na pewno "obrałaś najlepszą cząstkę"? (Łk 10,42)

 

Może czas pozwolić Marcie, która gotuje najlepsze niedzielne obiady, idealnie wywiązuje się z obowiązków w pracy i zarywa noce, by pomóc potrzebującym, na chwilę wytchnienia? Wysłać ją na urlop albo rekolekcje? Może zwolnić ją z części obowiązków i przypomnieć jej, jak to jest siedzieć w ciszy u stóp Pana albo po prostu gapić się w niebo i zamiast mijającego czasu, liczyć leniwie pojawiające się na horyzoncie chmury? I może zaryzykować i zdradzić jej ten sekret: świat nie zawali się, jeśli na chwilę odłoży swoje obowiązki, by zadbać o siebie. Może się jednak zawalić, gdy tego nie zrobi i zupełnie opadnie z sił.

 

Zadanie: zrób dzisiaj coś dla siebie

 

Pomyśl o tym, co sprawiłoby Ci przyjemność. Jeśli masz taką możliwość, zrezygnuj z części swoich obowiązków i zrób coś, co sprawi, że odpoczniesz. Jeśli w tym planie będzie też miejsce na modlitwę, niech ona również będzie czasem wytchnienia i prostego bycia z Bogiem.

 

Już w najbliższy wtorek na DEON.pl przeczytacie kolejny tekst Mai Moller z cyklu "Szczęście na obcasach. Kobiecy nieporadnik".  To cykl kobiety, nie tylko o kobietach i nie tylko dla kobiet. "Nieporadnik" dlatego, że zamiast surowych i jedynych w swoim rodzaju porad, autorka zaprosi was do swojego świata  i da delikatne sugestie, dzięki którym zbliżycie się do osobistego pomysłu na "szczęście na obcasach". 

 

Dobrej lektury i owocnych zmian!

 

Majka Moller - aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.25

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?