Ogarnij swoje emocje. Pomogą ci być szczęśliwą

(fot. shutterstock.com)

Kiedy przypominasz komuś, że 5 lat temu, w mroźny wtorek, o 7:53, powiedział coś, co cię uraziło, to znaczy, że kiedyś nie dopuściłaś do głosu ważnych, niechcianych emocji.

 

"Na najbliższym skrzyżowaniu zawróć w lewo". Z powodu nieaktualnych map taki irytujący komentarz słyszałam dość często podczas korzystania z systemu GPS.


Głos znanego polskiego rajdowca podpowiadał z uporem maniaka: ta trasa jest zła, zawróć. A ja przecież częściowo znałam drogę i wiedziałam, dokąd chcę dojechać.

 

Uczucia są jak wewnętrzny GPS

 

Czułam się wtedy trochę tak, jakby na trasie do Sopotu pojawiały się co dwie minuty wskazówki dojazdu do Zakopanego. I łatwo się domyślić, że z powodu ochoty na oscypka nie zdecydowałabym się na tak radykalną zmianę wcześniej obranego kierunku jazdy. To byłaby głupia decyzja. A jednak w życiu czasami postępuję w podobny sposób. Chociaż wiem, jaki jest mój cel - bo nawet jeśli nie jest w pełni zdefiniowany, to mówią o nim moje pragnienia i marzenia - zdarza mi się zdążać do niego krętą i skomplikowaną drogą, nadkładając po drodze kilometrów.


Dlaczego? Często dzieje się tak dlatego, że nie potrafię słuchać swoich emocji. I nie chodzi mi wcale o to, że nie dopuszczam ich do głosu. Bywa po prostu, że zamiast skupić się na ich wysłuchaniu, przejmuję ich energię, często ogromną, ruszając od razu do działania. Zazwyczaj kończy się to mniejszymi lub większymi komplikacjami, które nie przybliżają mnie wcale do osiągnięcia upragnionego celu.


Uczucia w mojej drodze przez życie to nic innego jak wskazówki i informacje. Gdyby wrócić do obrazu podróży samochodem, mogłabym potraktować je jak podpowiedzi mojego wewnętrznego systemu GPS - podpowiedzi, którym mogę ufać tylko wtedy, gdy wiem, że na bieżąco aktualizuję mapy moich celów i pragnień. W przeciwnym wypadku może się okazać, że do Sopotu będę jechać przez Zakopane, a wracać przez Zamość i Szczecin…

 

Przeczytaj też: Kobieto, zaplanuj swoje życie >>

 

Emocjonalne zamieszanie


Wewnętrzne komunikaty próbujące zmienić kierunek, w którym chce się podróżować, potrafią wprowadzić wiele zamieszania. Najwięcej kłopotów przysparzają chyba te emocje, które nazywamy "negatywnymi". Najłatwiej byłoby po prostu się ich pozbyć, tymczasem one pojawiają się niekiedy w najmniej odpowiednim momencie - i wtedy trudno jest się z nimi pogodzić.

 

Przyznam szczerze, że sama mam czasem problem w momencie, gdy pojawia się we mnie na przykład złość. To przecież na pierwszy rzut oka takie "niechrześcijańskie" uczucie. Przecież powinnam czuć inaczej, a przeciwności traktować jako okazję do ćwiczenia się w cierpliwości. Zamiast tego pojawia się jednak frustracja, a zamiast woli walki - bunt. Reaguję wtedy na różne sposoby. Czasem idę wprost za podpowiedzią danej emocji, wyrażając złość czy niechęć wobec osoby, która ją we mnie budzi. Niekiedy liczę do dziesięciu, zaciskam pięści i biorę głębokie oddechy, byle tylko nie wybuchnąć i stłumić w sobie złość.

 

Pozornie może się wydawać, że właśnie wtedy radzę sobie z niechcianymi emocjami, bo przecież nie dopuszczam ich do głosu. W rzeczywistości jednak tylko maskuję problem, który na pewno wróci ze zdwojoną siłą. Wtedy może zdarzyć się sytuacja, w której dyskutując z drugą osobą, przypomnę jej, że pięć lat temu, w mroźny przedświąteczny wtorek o godzinie 7:53 powiedziała mi coś, co mnie uraziło, a ja po tym czasie przekonuję się, że zdecydowanie nie miała racji.

 

Poradzisz sobie!


Pierwszą reakcją na pojawienie się we mnie nieakceptowanych czy "negatywnych" uczuć powinno być ich wysłuchanie - bo to ważne informacje. Jeśli mój wewnętrzny GPS krzyczy: "zawróć do Zakopanego", to może chodzi o coś więcej niż tylko oscypki? Może właśnie w ten sposób dochodzi do głosu większy, tłumiony od długiego czasu głód? I może to dobra okazja, żeby - zamiast szarpać się z mapami i wyborem kolejnych szlaków - wsłuchać się w to, czego mogę się o sobie dowiedzieć?


W psychologii skończylibyśmy właśnie na tym etapie - wysłuchania siebie i zaakceptowania tego, co dana emocja o nas mówi, jaki głód w nas dopomina się odpowiedzi i zaspokojenia. W chrześcijaństwie - o dzięki Ci, Boże! - można pójść krok dalej. Można przyjść ze swoim wewnętrznym bałaganem do Jezusa i opowiedzieć: tu nie kocham, tam nie lubię, tu się złoszczę, tam mi żal, a tu pojawia się poczucie niesprawiedliwości, bo wydaje mi się, że ktoś ma lepiej, a ja ciągle pod górkę. Dokąd mnie to zaprowadzi? Czy to dobry kierunek? I co możemy z tym razem zrobić?


Spojrzenie na problem z Jego perspektywy ukazuje czasem rzeczy, które mogą zaskakiwać - na przykład to, że złość nie jest taka zła, skoro pokazuje, że na czymś nam bardzo zależy. Że niechęć, którą budzi w nas zachowanie jakiejś osoby, pojawia się dlatego, że w tym zachowaniu widzimy siebie samych, jak w lustrze. I że wszystkie te "negatywne" emocje nie są takie straszne, gdy patrzy się na nie na spokojnie w obecności Kogoś, kto zna nas najlepiej na świecie, a mimo wszystko - kocha bezwarunkowo.


P.S. A kto był w Sopocie, ten przekonał się, że oscypki z Białego Dunajca można kupić również tutaj. I to z żurawiną!


Ćwiczenie dla ciebie: Znajdź wieczorem kilka minut na to, żeby spojrzeć na miniony dzień i poszukać w nim uczuć, które się w Tobie pojawiały. Zwróć uwagę zwłaszcza na te emocje, od których próbujesz uciec, których nie akceptujesz. Poproś Jezusa, by pokazał Ci, co te uczucia mówią o Tobie, o Twoich potrzebach i głodach.

 

Już w najbliższy wtorek na DEON.pl przeczytacie kolejny tekst Mai Moller z cyklu "Szczęście na obcasach. Kobiecy nieporadnik".  To cykl kobiety, nie tylko o kobietach i nie tylko dla kobiet. "Nieporadnik" dlatego, że zamiast surowych i jedynych w swoim rodzaju porad, autorka zaprosi was do swojego świata  i da delikatne sugestie, dzięki którym zbliżycie się do osobistego pomysłu na "szczęście na obcasach". 

 

Dobrej lektury i owocnych zmian!

 

Majka Moller - aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.08

Liczba głosów:

12

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?