Kobieto, zaplanuj swoje życie

(fot. shutterstock.com)

Jeśli wiesz, że na przykład do trzydziestki chcesz mieć męża i urodzić dwójkę dzieci, sensem twojego życia może stać się wyłącznie niewolnicze spełnianie oczekiwań.

 

Ulewa wisiała w powietrzu, a skoro wisiała, to musiało się tak skończyć. Byliśmy prawie u celu, do którego dotuptały małe nóżki dzielnej pięciolatki. Mój syn w nosidle z każdym krokiem ważył coraz więcej, ale mimo wszystko udało nam się w komplecie prawie dojść na Rusinową Polanę. I wtedy mżawka zmieniła się w oberwanie chmury, a szlak w ciągu kilku minut - w rwący strumyk. Już po chwili mimo kurtek przeciwdeszczowych byliśmy mokrzy dosłownie od stóp w przemoczonych butach do głów.

 

Ani razu nie zrealizowaliśmy celu

Tamten pobyt w Tatrach był pod pewnym względem niezwykły. Cele, które zaplanowaliśmy, były banalne i w niczym nie przypominały prawdziwego chodzenia po górach. A jednak ze względu na ograniczone siły dzieci i przez zmienną pogodę ani razu nie doszliśmy tam, gdzie chcieliśmy.

 

Za każdym razem musieliśmy wycofywać się tuż przed osiągnięciem celu. Próbowałam pocieszać się myślą, że przecież nie o wykonanie planu chodzi, tylko o wspólną wędrówkę i cieszenie się pięknem przyrody. Jakaś część mnie jednak boleśnie odczuwała to, że nic nie układa się tak, jak zaplanowałam w czasie wędrówek palcem po mapie. Tamta sytuacja pokazała mi, jak bardzo frustrująca jest dla mnie konieczność modyfikacji planu działania lub rezygnacja z niego.

 

Plan na życie to dobry pomysł? 

Podobnie jest w życiu. Tutaj też często mam plan, nawet więcej niż jeden. Mam swoje teorie, założenia i recepty na szczęście. To szczęście jest zresztą zazwyczaj sprecyzowane - bo wiem, czego chcę. Jest też konkretnie nazwane, a droga do niego wyznaczona na takiej samej zasadzie jak górski szlak prowadzący na szczyt. Prosto do celu. Przynajmniej wtedy, gdy podróżuje się palcem po mapie.

 

Sytuacja komplikuje się, gdy wymarzony szczyt okazuje się być poza zasięgiem możliwości. Gdy rzeczywistość różni się od marzeń - i gdy nie ma się na to żadnego wpływu - różowe okulary lądują w kącie, rzucone ze złością. Złość i frustracja potrafią pochłonąć większość uwagi i energii, sprawiając, że postrzegamy świat w ciemnych barwach.

 

Łatwo wtedy przegapić to, co życie przynosi niezależnie od naszych oczekiwań - to, co różni się od ideałów, ale przecież też może być dobre i dawać radość. Jeśli żyje się tylko w świecie marzeń, oczekiwań i wyśnionych ideałów (które - o zgrozo - nie chcą się ziścić), można tego nie zauważyć.

1. Spróbuj jednak na chwilę przenieść się do świata swoich planów i marzeń. Wypisz je na kartce.

 

Umieść obok każdego to, co mogłoby być odpowiednim narzędziem do realizacji - czyli działanie, które możesz podjąć, by zrealizować plan. Czy jesteś w stanie określić, w jakim czasie możesz osiągnąć swój cel? Czy są wśród nich takie cele, których nie możesz osiągnąć w sposób samodzielny - to znaczy potrzebne jest do tego działanie innych ludzi, a jego efekt jest poza twoim wpływem? W jaki sposób zazwyczaj reagujesz na sytuacje, w których nie masz wpływu na to, jak wygląda rzeczywistość?


Plan na życie to dobry pomysł. Trzeba wiedzieć, czego się tak naprawdę chce - w końcu, jak głosi jedno z moich ulubionych powiedzeń, "żaden wiatr nie sprzyja temu, kto nie ma wyznaczonego portu". Dobrze jednak, gdy ten plan jest ramowy, a nie szczegółowy.

Jeśli wiesz na pewno, że na przykład do dwudziestych piątych urodzin zamierzasz osiągnąć stanowisko kierownicze w wymarzonej pracy, a do trzydziestki - urodzić dwójkę dzieci, sensem twojego życia może stać się wyłącznie niewolnicze spełnianie oczekiwań. Może ci się wydawać, że o to właśnie chodzi - bo są to przecież twoje oczekiwania. Czasem może się jednak okazać, że duża część z nich to nic innego jak odbicie oczekiwań ważnych dla ciebie osób. Bo w sumie dlaczego chcesz wyjść za mąż już właśnie teraz, a najpóźniej do przyszłego roku? Czy tylko z tęsknoty za tym jedynym, ukochanym mężczyzną, który stanie się dopełnieniem ciebie na całe życie? Czy też dlatego, że większość znajomych ze studiów jest już w stałych związkach, a rodzina niby żartem, ale przecież również bardzo serio, dopytuje, kiedy będziesz ślubować, a nie drużbować?

2. Powróć do listy planów i celów i zadaj sobie ważne pytania.

 

Po osiągnięciu którego z nich będziesz oczekiwać okazania dumy, aprobaty, uznania ważnych dla ciebie osób? Które chciałabyś osiągnąć, żeby coś komuś udowodnić? Którymi chcesz pochwalić się na Facebooku? Pomyśl przez chwilę, które z twoich życiowych celów są tak naprawdę twoje.

Jeśli czegoś bardzo chcesz, zazwyczaj niecierpliwie się ku temu wyrywasz. Na szczyt chciałoby się dojść JUŻ! Łatwo wtedy przegapić fakt, że to, co będzie jutro, zależy od tego, co jest dzisiaj. Nie od tego, co dzisiaj zaplanujesz, wymarzysz i odłożysz na półeczkę z napisem: "do realizacji na później". Przyszłość zależy od tego, co dzisiaj zrobisz, co będzie wypełniać twoją codzienność, co stanie się twoim priorytetem. Żadnego szczytu, również tego życiowego, nie zdobędzie się bez odpowiedniego treningu, a to, co jest twoim wyzwaniem DZISIAJ, stanie się źródłem twojej siły JUTRO.

 

To, jaką kobietą będziesz za dwadzieścia lat, zależy od tego, w jaki sposób dzisiaj pracujesz nad sobą, kształtujesz swój charakter, poznajesz siebie i swoje emocje. To, czy zrobisz wielką karierę lub zostaniesz sławnym naukowcem zależy od tego, czy dzisiaj - mimo że naprawdę ci się nie chce - zabierzesz się za solidne wykonywanie swoich obowiązków i zadań i czy będziesz to robiła uczciwie nawet wtedy, gdy nikt nie będzie cię z tego rozliczał. Sposobem na udaną przyszłość nie jest wcale wybieganie do niej myślami i życie z głową w chmurach, w zapatrzeniu na plany i marzenia. Sposobem na udaną przyszłość jest dobre przeżywanie tego, co jest tu i teraz. Nawet jeśli "tu i teraz" oznacza rzeczywistość bardzo zwyczajną i odbiegającą od marzeń. Spokojnie. Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia - czasem również ciężką pracą.

3. Sprawdź, czy twoja codzienność prowadzi cię do celu.

 

Zazwyczaj łatwo nam powiedzieć, czego w życiu chcemy - jaki jest wymarzony cel, który chcemy osiągnąć. Patrząc na twoją listę celów - lub na najważniejszy z nich - zobacz, na ile zbliża cię do niego nie tylko to, co mówisz, ale to, co robisz. Czy to, co wypełnia twoją codzienność, prowadzi cię do osiągnięcia twojego życiowego celu, czy od niego oddala? A może czekasz, aż coś "samo się zrobi"?

Kto ma małe dziecko lub jest włączony w jego wychowanie jako wujek, ciocia czy rodzic chrzestny, ten wie, że w pierwszych kilkunastu miesiącach życia dziecko wykonuje ogromne postępy. Wiele niecierpliwych mam, w tym również pisząca te słowa, zagląda w specjalnie opracowane normy, które mówią, kiedy dziecko powinno umieć przewrócić się na bok, raczkować, chodzić i tak dalej. Duże odchylenia od tych wytycznych niepokoją, ale w wielu przypadkach dzieci rozwijają się po prostu we własnym tempie. Matka, patrząc na swoje dziecko, cieszy się przede wszystkim z jego obecności, uśmiechu, poznawania świata, a nie z tego, że - hip hip, hurra! - zaczęło samodzielnie siadać dokładnie w wieku dziewięciu miesięcy, czyli zgodnie z tabelką w podręczniku dla najlepszych mam na świecie.

 

Myślę, że podobnie patrzy na nas Bóg - wiedząc, jak ogromne są możliwości naszego rozwoju, ale nie wtłaczając nas w żadne sztywne ramy, według których ten rozwój ma nastąpić. Jeśli w którejś sferze życia coś się jeszcze w nas nie zmieniło, to nie jest to powód do lęku czy narzucania sobie większego tempa pracy nad sobą, ale dowód na to, że być może jeszcze do tego nie dojrzeliśmy. Nie oznacza to, że mamy nie podejmować wysiłku, ale że nie powinniśmy robić tego nerwowo i z nastawieniem, że odstajemy od ogólnie przyjętej normy. W tym przypadku norma ustalana jest indywidualnie i naprawdę - Bóg wie, co robi, i towarzyszy nam w naszych zmaganiach w pełen troski i szanujący naszą wolność sposób.

Nie wiem, jak wygląda Twoja "tabela idealnego rozwoju" i jaki masz w głowie plan na siebie, plan rozwoju na kolejne lata. Dobrze jednak czasem odłożyć go na bok i zamiast na idealnej przyszłości skupić się na nieidealnej teraźniejszości, a zamiast rozliczać siebie z tego, czego jeszcze nie zrobiliśmy, ucieszyć się tym, co już udało się osiągnąć. Wierzę, że właśnie w ten sposób patrzy na nas Bóg. I dobrze jest uczyć się od Niego takiego spojrzenia.

 

4. Podziękuj za "tu i teraz".

 

Bardzo możliwe, że dobrze wiesz, co byłoby twoim spełnieniem marzeń i co przyniosłoby ci radość w przyszłości. W tym momencie spójrz jednak na twoją teraźniejszość, na to czym żyjesz "tu i teraz". Pomyśl o tym, co daje ci poczucie spełnienia i wywołuje uśmiech na twojej twarzy - nazwij to konkretnie i zapisz w postaci listy. Przeżyj dzisiejszy dzień, starając się zauważyć takie małe dary od Pana Boga i dziękując Mu za nie. Skup się dzisiaj na wdzięczności.

 

Już w najbliższy wtorek na DEON.pl przeczytacie kolejny tekst Mai Moller z cyklu "Szczęście na obcasach. Kobiecy nieporadnik".  To cykl kobiety, nie tylko o kobietach i nie tylko dla kobiet. "Nieporadnik" dlatego, że zamiast surowych i jedynych w swoim rodzaju porad, autorka zaprosi was do swojego świata  i da delikatne sugestie, dzięki którym zbliżycie się do osobistego pomysłu na "szczęście na obcasach".  Więcej zdradzimy przy okazji kolejnego tekstu.

 

Dobrej lektury i owocnych zmian!

 

Majka Moller - aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

24

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?