Rób tak... No właśnie, jak?

(fot. Daniel Y. Go / flickr.com)

Mogę dać wam tylko jedną dobrą radę: nie słuchajcie żadnych rad - poradziła nam szczerze koleżanka w rozmowie o wychowaniu dzieci. Kiedy lawinowo rośnie liczba bezosobowych porad, sztuka udzielania dobrych rad zanika. Trzeba robić wszystko, by nie zniknęła całkiem.

 

To jeden z tych detali w naszych relacjach z innymi, które choć są rzadkie, to mają swoją wagę. Dość pomyśleć o pięknej sztuce składania życzeń, dziś w zdecydowanej defensywie. Okazja, by z serca powiedzieć bliskiemu człowiekowi o tym, co ważne i najlepsze dla niego w jego konkretnej sytuacji - przynajmniej według naszej oceny - stała się wymianą uprzejmości w ogóle niezwiązanych z życiem tego człowieka. Zdrowia, szczęścia, pomyślności…
 

Bliskość nieodzowna
 

Można się zżymać na wszelkiej maści światowe dni, ale pośród nich są i takie, które warto celebrować nawet i przez cały rok. Taką okazją jest obchodzony co roku Dzień Dobrej Rady (13 czerwca). Udzielanie drugiej osobie rady jest podobne do składania życzeń, choć zazwyczaj nie mamy ku temu okazji wyznaczonej przez kalendarz. Porę na rady spontanicznie określa codzienne życie. Na czym ta czynność polega? Opisów może być bez liku, ale zaproponuję krótko jeden.


Udzielanie dobrej rady to przede wszystkim szkoła empatii i budowania bliskości. Rady jako takiej - jeszcze bez wartościującego przymiotnika "dobra" - może udzielić każdy, zawsze, wszędzie. Rady poddane zostały też mechanizmom rynkowym: mogę, na przykład, zrobić internetowy przetarg na rady i ta, która mi przypadnie do gustu, zostanie uznana przeze mnie za dobrą i godną wybrania. Nie o to jednak chodzi, mimo że internet stworzył doskonałą przestrzeń dla wymiany praktycznych rad na różnych forach i blogach. To są jednak raczej tylko porady: przychodzą, odchodzą, będąc zresztą całkiem przydatne. Ale udzielić dobrej rady, to coś więcej niż wskazać człowiekowi drogę do osiągnięcia jakiegoś celu.
 

Dobrej rady udzielasz wtedy, kiedy drugi człowiek czuje się przy tobie bezpiecznie. Kiedy nie tylko wykażesz się empatią, ale będziesz gotów budować w oparciu o radę wzajemną bliskość. Kiedy druga osoba wie, że może u ciebie zasięgnąć rady nie dlatego, że masz wielką mądrość albo szczególne kompetencje, ale dlatego, że jesteś jej oddany. Dobra rada rodzi się z czułego przeżycia relacji, jaka jest między dwiema osobami. Jednocześnie muszę wczuć się w sytuację i emocje drugiej osoby, a równocześnie patrzeć niejako z zewnątrz, z pewnego dystansu, pozostając wciąż sobą. Ważniejsze bowiem od samej rady - rozumianej jako treść - i ważniejsze od skutków jej zastosowania - jest to, co rozgrywa się między ludźmi w całym procesie dochodzenia do rady. Dobra rada ostatecznie jest słowem, ale nie zrodzonym w próżni (stamtąd zalewają nas frazesy), lecz we wzajemności.
 

Zrzucić odpowiedzialność

 

Dzisiaj ta trudna sztuka niestety nie jest, jak sądzę, odpowiednio pielęgnowana. Przyczyn naszej nieumiejętności i niechęci do udzielania rad można wyliczyć wiele, także uzasadnionych. Jednak na końcu musimy dojść do wniosku, że obawiamy się podjęcia odpowiedzialności za bliską więź z drugą osobą, bo oznacza ona też rodzaj współodpowiedzialności. Rzucamy więc bezmyślnie hasła: "rób tak, jak ci dyktuje serce", "każda decyzja będzie właściwa", "najważniejsze, żeby to był twój własny ruch". Umywamy ręce. Pewnie dlatego, że na udzielanie rad patrzymy jak na coś, co ma wyłącznie utylitarny charakter. Tymczasem chodzi przecież także o wymiar duchowy.
 

I kiedy dziś sztuka dobrej rady zamiera, to w jej miejsce jak grzyby po deszczu pojawiają się góry porad i poradników. Anonimowe, bezosobowe, wyrwane z kontekstu i wcale nie osobiste - skrzydlate słowa. Niestety dla wielu wygodniejsze niż niekiedy wymagająca trudu i wyartykułowania prawdy konfrontacja z drugim człowiekiem. Z człowiekiem, który poczuwa się do odpowiedzialności za mój los, a nie z kimś, kto ma mi tylko sprzedać przepis na życie. W tego typu zewnętrznych źródłach (dobra rada płynie zaś z wewnątrz naszych relacji) tak naprawdę nie szukamy rady, ale drogi na skróty, szybkiego antidotum, które zniweluje objawy, nie usuwając jednak przyczyny. Do dobrej rady dochodzi się na wspólnej drodze - mówienia, słuchania, wzajemności. "Dobra" nie oznacza przecież "przyjemna".
 

Kazać czy pomagać?

 

Każdy z nas może oczywiście sypać z rękawa anegdotami o "wujku dobrej radzie", o nachalnych wszechwiedzących, a często nieznoszących sprzeciwu krewniakach, prawiących nam tasiemcowe kazania. Ale to jedna strona medalu. Druga strona to wszyscy ci, choć pewnie jest ich niewielu, do których możesz pójść posiedzieć, pogadać, poczuć się u siebie… jednocześnie wychodząc poza siebie, dzięki spojrzeniu na własną osobę ich oczami. Wtedy widzi się więcej.
 

Dobrą radą jest samo bycie z innymi. A jeśli żona przed wyjściem z domu pyta cię, który szal bardziej jej pasuje do ubrania, a ty odburkniesz "nie wiem", "obojętne", "który chcesz", to z pewnością nie udzielasz jej dobrej rady. Zezłości się, wkurzy, będzie zirytowana. Bo w tej małej rzeczy nie chciało ci się dołożyć małej cegiełki do budowli waszej wzajemności, tego poczucia, że możesz się ze swoimi sprawami, jakiekolwiek by one nie były, powierzyć w ręce drugiej osoby. I właśnie dlatego udzielanie dobrych rad jest sztuką, ponieważ oczyszcza się w ogniu codzienności.
 

Dobra rada nie jest radą uniwersalną, odwieczną mądrością, błyskiem natchnienia. Dobra rada jest konkretna. To znak bliskości, dzięki któremu człowiek w zaufaniu i nadziei może budować swoją przyszłość wiedząc, że jesteś i będziesz u jego boku.


Na doskonalenie się w sztuce udzielania dobrych rad nigdy nie jest za późno. Nie dla własnej chwały, oczywiście, ale dla budowania lepszych relacji z innymi, zwłaszcza z bliskimi osobami. Na koniec mogę więc dać tylko jedną dobrą radę: chciejmy udzielać dobrych rad! Bo jeśli ktoś na tobie polega, nie możesz stać (się) bez - radny.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.9

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Gabi (rocznik 72) 15:03:05 | 2012-08-16
 Kiedyś naprawde porady były w cenie, chętnie człowiek się pytał i chętnie udzielał rad. Teraz rzeczywistość jest taka że nikt nie chce słuchać. Nawet bliscy znajomi nie życzą sobie żadnych porad, a nawet jeżeli pytaja o radę ma się wrażenie, że tylko oczekują poparcia własnego postępowania i broń boże żadnych negatywnych uwag. Lepiej generalnie się nie odzywać. A poza tym w dobie łatwego dostępu do informacji lepiej już jak poszukamy sobie sami porady. Komputer czy TV nie obrazają ani się na pytającego ani nie ponoszą odpowiedzialności za sprowadzenie pytającego do rangi głupka. Pozdrawiam serdecznie. 

Oceń 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?