Narodowe pątnictwo i chłopska wizja Krakowa

Kraków końca XIX stulecia to przede wszystkim centrum polskości, miejsce szczególne w dziejach narodu rozbitego pomiędzy trzy zaborcze mocarstwa: Rosję, Austro-Węgry i Niemcy. Specyfiką tutejszą stała się turystyka ludowa, a wycieczki do Krakowa nazywano "narodowym pątnictwem". Zwiedzano Wawel, Muzeum Narodowe mieszczące się wówczas w Sukiennicach, a także Tyniec i Bielany.

 

W roku 1902 Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa zorganizowało pierwszy kurs przewodników po naszym mieście dla studentów, członków Czytelni Akademickiej, którzy z ramieniaTowarzystwa Szkoły Ludowej oprowadzali później gości po Krakowie.

 

Zjeżdżano pod Wawel, by nie tylko podziwiać zabytki, lecz także uczyć się dziejów ojczystych. Zofia Solarzowa, żona znanego działacza ludowego Ignacego Solarza, przed laty tak charakteryzowała atmosferę Krakowa doby autonomii galicyjskiej: "Dla nas słowo ojczyzna było przez wiele lat zakazane, więc kiedy można było wreszcie głośno je wymówić, budziło prawdziwe wzruszenie. Po to się jechało z Królestwa do biednej Galicji, żeby w kościele Mariackim zaśpiewać Boże, coś Polskę. Po to się chodziło na Wawel, by popatrzeć na materialne dokumenty naszych dziejów. Pamiętam, że mnie, młodziutkiej wówczas dziewczynie, postać Warneńczyka
na Wawelu wydawała się bezgranicznie piękna. Tęskniliśmy do wolności i wreszcie gdy nadeszła, najtwardsi ludzie ze łzami w oczach wymawiali słowo Ojczyzna. [...]

Takie momenty wspólnego uwznioślenia jak ten, który wspominam, czynią ludzi lepszymi". Kraków bowiem posiadał szczególny genius loci, czyli ducha miejsca, określającego więź pomiędzy owym kawałkiem ziemi a ludźmi, którzy zaczerpnęli zeń i dodali różne przejawy swojego człowieczeństwa, czyli przez miłość, pracę i sztukę.


Miasto to pełniło jedyną w swoim rodzaju rolę w rozbudzaniu świadomości narodowej Polaków wszelkich klas czy stanów, wyznań - a nawet cudzoziemców, którzy ściągali tutaj od początku XIX stulecia, bardzo szybko asymilując się, wrastając w polską tożsamość. To był autentyczny cud miasta. Wincenty Pol, który osiadł pod Wawelem, nie bez przyczyny pisał: "Kraków! Kraków! Co w tym jednym słowie leży dla Polaka. Wjeżdżając do Krakowa, kto nie był Polakiem, ten się nim staje". Filozof i estetyk Józef Kremer stwierdzał: "Kraków nasz jest tak wysokiego dla wszystkich Polaków znaczenia, iż śmiało rzec można, że stopień miłości i czci, którą każdy z nich przechowuje dla Krakowa, jest zarazem stopniem jego miłości Ojczyzny". Tak jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku sądziły elity.

 

A chłopstwo?

 

Ów proces rozbudzania świadomości narodowej najpóźniej ujawnił się w "pątnictwie narodowym" chłopów polskich. Jeszcze z końcem XIX stulecia - w relacji działacza chłopskiego Jakuba Bojki - chłopi we wsiach położonych "zaledwie dwie mile od Racławic" nic nie słyszeli o Kościuszce. Zdaniem zaś Wincentego Witosa, chłopi galicyjscy uważali Kościuszkę "za zbrodniarza, buntującego się przeciw władzy przez Boga ustanowionej, który poniósł za to ciężką klęskę".

 

Pośród chłopskich pisarzy to jedynie Maciej Szarek (1826-1905) dostąpił zaszczytu odwiedzenia Krakowa, i to z protekcji samego Józefa Ignacego Kraszewskiego, który nawiązał korespondencję z chłopskim pisarzem. Kraszewski osobiście zaprosił go na swój jubileusz pracy twórczej, fetowany pod Wawelem w roku 1879. Szarek przyjechał do Krakowa, ale organizatorzy jubileuszu nie dopuścili go przed oblicze jubilata. Podobnie rzecz się miała z Ferdynandem Kurasiem (1871-1929), którego do naszego miasta zaprosił hrabia Stanisław Tarnowski, protektor młodziana. Natomiast zdecydowanie trudniejsza były droga do Krakowa włościan z niewielkich, bardzo biednych wsi galicyjskich.


Jedyną sposobnością, aby poznać miasto, były organizowane w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku przez ks. Stanisława Stojałowskiego, pierwszego politycznego przywódcy naszych chłopów, okolicznościowe pielgrzymki do Krakowa.


Tym razem cele religijne nierozłącznie wiązały się z patriotycznymi. Przede wszystkim zwiedzano katedrę, potem peregrynowano na Skałkę, a od początku XX stulecia udawano się także do kościoła Świętych Piotra i Pawła, aby tu złożyć hołd cieniom księdza Piotra Skargi. Odwiedzano także mogiłę Kościuszki, zwłaszcza w roku setnej rocznicy insurekcji, gdy Jakub Bojko zorganizował wielką manifestację polskich włościan, popularyzując przy tym tradycje kościuszkowskie.


Do Krakowa dotarł również, choć drogę miał usłaną cierniami, Franciszek Magryś (1846-1934), pochodzący z zagubionej wśród krańca doliny Sawy, wśród wzniesień Pogórza Dynowskiego wsi Handzlówka. W okresie międzywojennym Magryś opublikował pamiętnik "Żywot chłopa działacza" (1932). Nadmieńmy, że to właśnie ksiądz Stojałowski, doceniwszy zasługi Magrysia dla Stronnictwa Chrześcijańsko-Ludowego, zaprosił go w roku 1893 na zorganizowany w Krakowie zjazd włościan i małopolskich kółek rolniczych.

 

Magryś jako delegat z łańcuckiego przybył do Krakowa w asyście wielu chłopów. Zwiedzili Wawel z grobami monarszymi, Skałkę znaną już wówczas z Grobów Zasłużonych Polaków, zaś w teatrze obejrzeli sztukę Kościuszko pod Racławicami Władysława Ludwika Anczyca, o którym Adam Grzymała-Siedlecki pisał: "tym ludziom [chłopom], których i dla których tyle serdecznej pracy poświęcił, zapragnął znaleźć protoplastę ich chłopskiego patriotyzmu: stworzył postać Bartosza Głowackiego.

 

Z instynktu czynu, ze zmysłu tworzenia życia wytrysnął ten wszechpromienny optymizm środowiska, z poczucia realności - praktyczna sceniczność sztuki [...] wiara w ludzi, wreszcie w całej pełni jego duchowości, z nieuspokojonych tęsknot i dążeń - końcowy błagalny zwrot dzieła, w usta Kościuszce włożony: Boże, zbaw Polskę!". Przez wiele lat dramat o racławickiej wiktorii wzruszał kolejne pokolenia włościan, przyczyniając się właśnie do ugruntowania ich poczucia świadomości narodowej. Uczestniczył też Magryś w uroczystym nabożeństwie w kolegiacie św. Anny.

 

Jednak największe wrażenie wywarło na nim zwiedzanie grobów królewskich w katedrze. Przetrwał list pisany z Krakowa do rodzinnej Handzlówki, w którym donosi o swoich przeżyciach: "To najdroższa pamiątka dla każdego serca polskiego. Tam spoczywają śmiertelne szczątki naszych królów polskich. Tam spoczywa sława przeszłości. Trzeba być człowiekiem bez uczucia, bez serca, żeby się nie uroniła łza z oczu. Tu żywo ci stanie przed oczy cały ogrom klęsk i nieszczęść, jakie spotkały naszą Ojczyznę, nasz kraj, co miał tak sławnych królów, tak wielkich bohaterów, takie zamki królewskie i zworowe grody - a dziś rozdarty na trzy części stracił sławę, honor, powagę. Gdzie siadali nasi królowie - dodaje Magryś - tam dziś wojskowe koszary".

 

Więcej w książce: Krakowski Raptularz. Szkice z dziejów - Michał Rożek

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook