Chrześcijański lider cz. II

Jedną z charakterystycznych cech wielkich liderów jest to, że wyszukują najlepszych ludzi, angażują ich, współpracują z nimi, doceniają, słuchają. Kościół w Polsce ma tu stale wielkie możliwości.

 


Pierwsza częśc konferencji - jakie są ogólne wymagania stawiane liderowi?

 

Relacje z ludźmi

 

Ludzie w organizacji są oczywiście integralną częścią odpowiedzialności lidera. Proces kierowania powinien oznaczać uzdalnianie innych (ang. empower – dosłownie „udzielenie mocy”). W duszpasterstwach należałoby się zastanawiać, do czego wychowujemy ludzi, czy uczymy ich przejmowania odpowiedzialności. Patrząc krytycznie należałoby się zastanawiać, co dzieje się z ludźmi trakcie formacji, czy się zmieniają i w jakim sensie. Skauting kobiet w USA jako misję przyjął zadanie uczynienia z dziewczyn pewne siebie kobiety. Szkoła rugby – uczynienie dżentelmenów z dzikusów. Takie sformułowanie misji wprowadza jednocześnie kryteria, dzięki którym można ocenić własną skuteczność. W naszych środowiskach nierzadko brak jest kryteriów, które pozwoliłyby na stałe ulepszanie form wychowawczych.
 
Katolickie organizacje młodzieżowe są czasem tworzeniem szklarniowych środowisk, nierealistycznych, niemal sekciarskich zwyczajów. Sekty starają się uzależnić ludzi sztucznie wytworzonym ciepłem relacji. Z kolei wychowywanie do odpowiedzialności zakłada wolność, ale też stawianie wymagań. Potrzeba wówczas pewnej „żołnierskości”, mądrej konfrontacji; potrzeba informacji zwrotnej. Jeżeli informacje są tylko negatywne, to mogą pogłębić niskie poczucie wartości; jeśli zawsze tylko pozytywne – narcyzm. Stawiając ludziom wymagania narażamy się na utratę popularności, ale ignacjańska intuicja pedagogiczna nakazuje kochać i wymagać.
 
Kolejną umiejętnością lidera o odniesieniu do ludzi jest umiejętność delegowania. W jednej z firm jednocześnie wysłano na urlop dyrektorów wszystkich dobrze funkcjonujących departamentów. Te z nich, które pod nieobecność dyrektorów utraciły zdolność dobrego funkcjonowania, otrzymały nowych dyrektorów. Starym postawiono zarzut nieumiejętności delegowania. Delegowanie to nie wyręczanie szefów. Szef który wszystko scedował na ludzi i tylko kontroluje pracę innych, robi to kosztem działań, które tylko on (ona) może podjąć. Delegowanie to nie „cudzonakładanie”. Jakich spraw nie można delegować? Za co odpowiedzialny jest lider? Za rzeczy najważniejsze, za przyszłość organizacji, za strategię, która przygotuje organizację na przyszłe wyzwania.
 
Delegowanie zakłada model partycypacji i uczenia współodpowiedzialności. Jest to trudne zadanie, a szczególnie dla liderów, którzy są narcystyczni. Żalenie się na ludzi, że „beze mnie nic nie zrobią” jest znakiem słabego przywództwa. Lider nie powinien bać się ludzi zdolnych, lepszych od siebie i świadomie trzymać takich ludzi na dystans – aż odejdą. Takie straty to grzech wobec własnej organizacji. Z kolei delegowanie powinno odbywać się wg stopni zaufania. Na niskich poziomach sprowadza się ono do wydawania poleceń (poziom „dziecka” lub „automatu” – wykonuj to, co ci każę, nie zadawaj pytań). Na wysokich poziomach współpracownicy traktowani są zgodnie z regułami partycypacji („ambasador”, „prawa ręka”, „zastępca”), (zob. Stocki R., Zarządzanie dobrami, Kraków, 2003).
 
Ważna informacja o organizacji i liderze zawarta jest w systemie kar i nagród. To one pokazują, co jest akceptowalne, a co niedopuszczalne. Same deklaracje mogą niewiele znaczyć, są jak expose polityka, który dużo obiecuje. To, o co naprawdę chodzi widoczne jest w nominacjach i degradacjach: jakie zachowania są nagradzane, a jakie niecenione czy wręcz odrzucane. Nominacje i degradacje nie są bezkarnie. P. Drucker: jeśli ludzie w organizacji nagradzani są za pochlebstwa, lojalność kosztem pracowitości (czyli ważniejsze są układy – nasz człowiek, a brak inicjatywy, lenistwo i ogólna miernota są akceptowane), to organizacja szybko popadnie w styl podlizywania się, w lenistwo i układy.
 
Nepotyzm jest silnie zakorzenionym elementem polskich realiów, w których występują silne powiązania układami, a kryterium kompetencji zepchnięte jest na dalszy plan. Przysłowiowe są już tzw. „organizacje rodzinne” (niekoniecznie chodzi tu o rzeczywiste pokrewieństwo). Takie organizacje, wg słów jednego z krytyków, gorliwie mówią o byciu jedną rodziną i z równą gorliwością promują członków własnej rodziny. Różne „królewskie rody”, żeby nie powiedzieć „mafie”, psują organizację swoim uwikłaniem (czasem opinia „nie mamy ludzi” oznacza, że nie mamy tak samo uwikłanych jak my).
 

Rola lidera w grupie

 
Naiwnością byłoby utrzymywać, że lider to ten, który sam wszystko wymyśla, wie najlepiej, a inni mają trzymać się w jego/jej cieniu. Charakter problemów przed jakimi dziś stajemy jest taki, że potrzebujemy wspólnego działania. Pierwszą decyzją, w zależności od charakteru organizacji, jest: jakich współpracowników lider sobie wybierze. A dokładnie: w jakim kluczu. Problem powstaje wówczas, jeśli najważniejszym kryterium jest przychylność wobec lidera, tzn. szukanie ludzi podobnych do siebie, otaczanie się pochlebcami, klakierami, przy jednoczesnych zapewnieniach, że kryterium są umiejętności, że mamy najlepszych fachowców, itp.
 
Problem z jednorodnymi, bezkrytycznymi środowiskami jest taki, że nie ma w nich kreatywności, nie ma odważnych, innowacyjnych rozwiązań. Te powstają jedynie poprzez ścieranie się różnych opcji. Jeżeli ludzie mają poczucie odpowiedzialności za organizację, to mogą debatować i się kłócić i będzie to prowadzić do dobrych rozwiązań.
 
W wielu firmach do pracy zespołowej dobiera się ludzi o różnym wykształceniu i odmiennym charakterze (np. humanistów z inżynierami, analityków z ludźmi działającymi intuicyjnie, itp.). Tymczasem nasze środowiska nierzadko najbardziej cenią święty spokój, za wszelką cenę unikają konfliktów, nie pozwalają na tarcia, różnicę zdań, troszcząc się jedynie o jedność, w której nie ma różnorodności. Jedność nie oznacza różnicy. Liderowi potrzebni są współpracownicy, którzy czasem zakwestionują jego czy jej tok myślenia. Dobrą zasadą jest ta podana w XVIII w. przez Johna Wesley’a: „W rzeczach zasadniczych jedność, w drugorzędnych wolność, a we wszystkim miłość.”
 
Prawda jest rozproszona, nie rezyduje w jednej głowie. Zbieramy ją rozmawiając z wieloma różnymi ludźmi. Wszelkie getta są konstruowane kosztem organizacji. Lekceważenie innych, którzy mają odmienne zdanie może oznaczać utratę istotnej dla przetrwania koncepcji. Przypomina to bajkę Anthonego de Mello o uciekinierze, ściganym przez żołnierzy, który ostatecznie został wydany w ich ręce przez starszyznę wioski, zresztą ludzi bogobojnych. Po jakimś czasie wioska popadła w straszne problemy, a jej mieszkańcy zostali zdziesiątkowani. Prorok, który przechodził przez wioskę powiedział im, że to uciekinier był posłańcem od Boga, który miał ich uratować. Zdumieni odpowiedzieli, że wydali go, ponieważ szukali podpowiedzi w Biblii, gdzie było napisane, że lepiej jest, jeśli jeden umrze za naród… Prorok odpowiedział, że powinni patrzeć nie tylko na literę Pisma, ale również w oczy uciekiniera.
 
Jedną z charakterystycznych cech wielkich liderów jest to, że wyszukują najlepszych ludzi, angażują ich, współpracują z nimi, doceniają, słuchają, itp. Kościół w Polsce ma tu stale wielkie możliwości.


ks. Andrzej Sarnacki SJ - pracownik Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej ‘Ignatianum’; zajmuje się filozofią społeczną, teoriami kultury, duchowością i zarządzaniem.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.2

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (23)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

lelek 10:03:04 | 2010-07-18
Fajny artykuł napisał kiedyś na ten temat Leszek Kołakowski "Charyzmatyczny przywódca". Przykładem takiego charyzmatycznego przywódcy mógłby być np Hitler. Choć nie tylko, bo również postacie nie kojarzone aż tak negatywnie.
Charyzmatycznemu przywódcy Kołakowski przeciwstawia charyzmatycznego nauczyciela, który może być tym który prowadzi, ale tylko w tych bardziej dojrzałych społecznościach. Chrystus też bywał bardzo często odrzucany przez tych, którzy szukali kogoś, kto zechce nimi rządzić a nie wskazywać drogę.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lelek 09:51:18 | 2010-07-18
Cóż zatem znaczy Jezusowe "Ja jestem drogą"?
Czy lider to nie ten, który prowadzi?
Czy prawdziwa wspólnota w Chrystusie to nie ta, w której jest Lider?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lelek 08:28:15 | 2010-07-19
.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m0cna 20:06:16 | 2010-07-08
Tam gdzie (prawie) nie ma grzechu, tam (prawie) nie potrzeba lidera (w w.w. sensie), bo powstaje prawdziwa Wspólnota w Chrystusie, taka jak np. (prawie) bezgrzeszne małżeństwo.


Cóż zatem znaczy Jezusowe "Ja jestem drogą"?
Czy lider to nie ten, który prowadzi?
Czy prawdziwa wspólnota w Chrystusie to nie ta, w której jest Lider?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kok 12:37:22 | 2010-07-08
Oczywiście, że liderzy są potrzebni. Im większy grzech, tym silniejszego trzeba lidera: rządu, policji a nawet więzienia. Liderzy, jak słusznie pisze A.Sarnacki, wyszukują najlepszych, a tych, którzy nie odpowiadają wyższym kryteriiom (jakim?, czyim?) - zwalniają. Kościół zaś podnosi grzeszników, nie zwalnia ich, ale uświęca; grzesznik sam siebie odłącza od Kościoła i szuka liderów zwykle poza Nim. Dlatego ten tekst jest świetny dla biznesmenów i policjantów, ale nie dla Kościoła (świętych); może się też podobać "rodzicom", którzy musztrują swoje dzieci, bo sami nie wiedzą, od czego jest ojciec czy matka. Tam gdzie (prawie) nie ma grzechu, tam (prawie) nie potrzeba lidera (w w.w. sensie), bo powstaje prawdziwa Wspólnota w Chrystusie, taka jak np. (prawie) bezgrzeszne małżeństwo.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~rozsądny 19:40:03 | 2010-07-07
Ciekawe zatem, dlaczego powstają książki typu "Biblijni liderzy" (ks. Wojciech Żmudziński, zresztą jezuita). Czyżby wszystkim się pomieszało i tylko kok wie jak to jest naprawdę?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m0cna 18:46:38 | 2010-07-07
Owszem, w Kosciele istnieje hierarchia służby, rozeznania, wspomagania... Ale to nie jest (automatyczna) socjotechnika.


Ale przecież nikt nie sprowadza liderowania do automatycznej socjotechniki. Przykładowo - każdy rodzic jest liderem dla swojego dziecka - i stosuje w wychowaniu takie, czy inne techniki wychowawcze. Ale przecież to nie ogranicza rodzicielstwa do kwestii czysto technicznych.

Przełożony katolicki ma do wyboru: albo naśladować Pana Jezusa albo "kierować" (jak w artykule).


Ależ Jezus kierował swoimi uczniami. Wybrał tych, którzy będą przydatni do Jego misji. Innych odsyłał. (Mk 5 18-19). Przydzielał uczniom zróżnicowane zadania. Posyłał w konkretne miejsca. Wysłuchiwał "raportów". Wystarczy posłuchać czytań, które daje nam Kościół w liturgii w ostatnich dniach.

Iluzja ludzi Kościoła polega na tym, że wydaje im się, że są od rządzenia...

Są od zarządzania. Weźmy np. św. Piotra, który otrzymał klucze do Królestwa. Czyim symbolem były klucze do Królestwa? One były atrybutem zarządcy pałacu królewskiego (Iz 22,22 - do tego nawiązują słowa Jezusa skierowane do Piotra). Jezus tak ustanowił Kościół - z liderami, zarządcami.

Od rządzenia jest przemijający rząd. Ktoś to ładnie powiedział: "Kościół potrzbuje świadków, nie biznesmenów". To nie oznacza, że świecki nie może być biznesmenem, ale żaden czasowy biznes go nie zbawi, a Kościół - tak; w biznesie trzeba rządów i liderów, w Kościele - służby i świętych.


Nikt przecież nie twierdzi, że biznes zbawi. A lider, to niekoniecznie biznesmen. Pamiętaj, że Jezus był liderem. On prowadził ludzi, wychowywał do dojrzałości, odpowiedzialności.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kok 18:38:08 | 2010-07-07
Chodzi o grzechy ciężkie. Grzechy powszednie, gdy jest dobra wola, łatwo usunąć zwykłą małżeńską miłością.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

OlaA 17:24:24 | 2010-07-07
W bezgrzesznym małżeństiwe nikt nawet nie myśli o liderowaniu;


Będę się czepiać, ale jeśli mnie rozumiesz, to się zgodzisz, a jeśli nie to tym bardziej muszę to uściślić. Nie ma bezgrzesznego małżeństwa, bo nie ma bezgrzesznego człowieka (oprócz Maryi rzecz jasna).
Ubierajmy nasze myśli w odpowiednie słowa - to ważne dla dobrego zrozumienia siebie nazwajem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kok 15:34:01 | 2010-07-07
Owszem, w Kosciele istnieje hierarchia służby, rozeznania, wspomagania... Ale to nie jest (automatyczna) socjotechnika. Przełożony katolicki ma do wyboru: albo naśladować Pana Jezusa albo "kierować" (jak w artykule). Iluzja ludzi Kościoła polega na tym, że wydaje im się, że są od rządzenia... Od rządzenia jest przemijający rząd. Ktoś to ładnie powiedział: "Kościół potrzbuje świadków, nie biznesmenów". To nie oznacza, że świecki nie może być biznesmenem, ale żaden czasowy biznes go nie zbawi, a Kościół - tak; w biznesie trzeba rządów i liderów, w Kościele - służby i świętych.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook