Na wierze można zarobić?

dts

Dane z różnych wspólnot pokazują, że ludzie są w Kościele, gdy im się źle powodzi. Wówczas Kościół może im coś zaoferować: pocieszyć, wesprzeć. Wydaje im się, zresztą sam miałem podobne odczucia, że to nie jest miejsce dla osób, które nastawiają się na sukces. Tymczasem Kościół nie musi być smutny - mówi Kamil Zbozień, właściciel Wydawnictwa MO-REcords w Nowym Sączu, wydawca płyty "Jestem Legendą" o. Fabian Błaszkiewicza.

 

Katarzyna Gajdosz: Przekonujesz, że inspiracją dla Ciebie jest nauka Kościoła katolickiego i tym chcesz zainspirować również swoich klientów. Na wierze można zarobić?


Kamil Zbozień: Wydawnictwo jest jedną z marek, którą promuję. Wydaję audiobooki czy muzykę inspirowaną wartościami chrześcijańskimi. To moje źródło, podobnie jak dla innych wydawnictw źródłem jest nauka, życie innych itp. Chrześcijaństwo nie jest dziś popularne, ale mnie kręci i dodaje skrzydeł. Wraz z zespołem, z którym pracuję, staram się je pokazać w atrakcyjnej formie, czyli takie, jakie naprawdę jest. I takie, jakie zaszczepiał na gruncie sądeckim ojciec Fabian Błaszkiewicz: atrakcyjne, mocne i gwałtowne. Na wierze się nie zarabia. Chociaż w kontekście zbawienia? To ogromny zysk, znacznie przewyższający oferty banków inwestycyjnych. Wiara jest dla nas wartością dodaną, sprawą fundamentalną. I jak wynika z naszych obserwacji, potrzebną. Zarabiamy na towarach. Możemy pochwalić się jedną z najlepszych sprzedaży audiobooków w Polsce. Jesteśmy w połowie drogi do pobicia "Harrego Pottera". Jako książka audio sprzedaje się w nakładzie 10-15 tysięcy egzemplarzy, a wydane przez nas "Jestem Legendą" o. Fabiana Błaszkiewicza już osiągnęło sprzedaż 4,5 tysiąca i właśnie robimy dodruk.


Co było pierwsze "Jestem Legendą" o. Błaszkiewicza czy wydawnictwo MO-REcords?


Moje drogi splotły się z ojcem Fabianem cztery lata temu. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim podczas rekolekcji wielkopostnych w kościółku kolejowym. Nie pamiętam, co powiedział, ale mocno mnie wkurzył. Później miałem okazję usłyszeć go podczas mszy rezurekcyjnej w Wielką Sobotę i rozłożył mnie na łopatki. Wyszedł do wiernych i mówi: "Mam dla Was złe wieści. On naprawdę zmartwychwstał!". To kazanie mocno we mnie siedzi i wciąż motywuje do działania. Tę myśl o. Fabian powtarza również w audiobooku "Źródło prawdziwej siły", twierdząc, że w zmartwychwstaniu mamy ogromne pokłady mocy. Tego wówczas potrzebowałem. Wcześniej Kościół wydawał mi się smutny, dla ludzi, którzy nie powinni odnosić sukcesów. O. Fabian był pierwszą osobą, która pokazała mi, że wcale tak nie musi być i takim sposobem to ja stanąłem na jego drodze.


Słowa o. Fabiana pomagają Ci osiągać sukces, ale sam też przysłużyłeś się do sukcesu jezuity?


Mogę powiedzieć, że wydawnictwo jest między innymi dziełem, które wyrosło z nauczania o. Fabiana. Zanim go poznałem, byłem dyrektorem ds. sprzedaży w firmie oferującej tzw. instrumenty finansowe. Kiedy dostałem awans na dyrektora regionu, stwierdziłem, że to szczyt mej przedsiębiorczości, że nie chcę wchodzić w dalsze struktury firmy. Nie widziałem dla siebie możliwości osobistego rozwoju. Postanowiłem założyć wydawnictwo, bo zawsze otaczałem się artystami. Mój brat Arkadio, jest artystą - promuje go MO-REcords - prawie każdy z moich znajomych na czymś gra, coś tworzy.


A ty?


A ja zauważyłem, pracując w tamtej firmie, że mam talent do zarządzania i współpracy z utalentowanymi ludźmi. Tak na marginesie, jest ich ogromna ilość w naszym mieście. Sącz ma gigantyczny potencjał przedsiębiorczości, ale to osobny temat. Obecnie robię właściwie to samo, co kiedyś, ale w innej branży, która jeszcze bardziej mnie interesuje i przynosi satysfakcję, i z ludźmi, którzy pozytywnie nakręcają. A wracając do pytania - sukces ojca Fabiana jest przede wszystkim jego sukcesem. Niemniej jednak nasz wkład to bardzo dobra promocja, za którą stoi cały zespół. Wierzymy również, że stać nas na jeszcze więcej i zamierzamy to sukcesywnie pokazywać. Zresztą tak nazwałem też moją firmę: M.O.R.Enterprise, co znaczy "więcej śmiałych przedsięwzięć". I ostatnio, już nie pod szyldem wydawnictwa, stworzyliśmy kolejną markę, newsource, która we współpracy z firmą Katarzyny Haloty, utalentowanej sądeckiej projektantki, niebawem wypuści specjalną linię


T-shirtów, zaprojektowanych przez znakomitych artystów i wykonanych z najwyższej jakości bawełny. Ich przekaz jest również chrześcijański. Ta inspiracja towarzyszy nam we wszystkich działaniach i jest jednym z najważniejszych punktów w misji przedsiębiorstwa, nawet jeżeli budzi czasem kontrowersje.


Ale to biznes, więc chyba z założenia robisz coś, co się spodoba, co się sprzeda?


Na pewno. Na naszych ubraniach mają pojawiać się motywy religijne, ale nie z hasłami: "Tylko Jezus". Chcemy stworzyć coś artystycznego i subtelnego.


 Noszenie koszulek z hasłem "Tylko Jezus" to wstyd?


To nie chodzi o wstyd. My proponujemy inny produkt. Kierujemy go w dużym stopniu do ludzi, którzy odeszli od Kościoła, bo na przykład nie widzą w nim nic atrakcyjnego. Dane z różnych wspólnot pokazują, że ludzie są w Kościele, gdy im się źle powodzi. Wówczas Kościół może im coś zaoferować: pocieszyć, wesprzeć. Wydaje im się, zresztą - jak wspomniałem - sam miałem podobne odczucia, że to nie jest miejsce dla osób, które nastawiają się na sukces. Do nich kierujemy swoje produkty. To nie są podrzędne rzeczy. Poza tym dajemy alternatywę do produktów, którymi zarzuca nas rynek. Chcemy zaproponować coś wartościowego: w formie, jakości i treści.


Wiemy, do czego zainspirował Cię pierwszy audiobook o. Fabiana "Jestem Legendą", a jakie słowa najbardziej uderzyły w ostatnio wydanej drugiej części?

 

"Jestem Legendą" to audiobook o tym, jak wychodzić z kryzysu, i do mnie trafił właśnie w najbardziej kryzysowym momencie - kiedy zrezygnowałem ze standardu życia dyrektora i postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Nie miałem już regularnych dochodów, by móc pozwolić sobie na utrzymanie samochodu, którym jeździłem, mieszkania, jakie wynajmowałem. To momentami mogłoby wydawać się upokarzające. "Legenda" jednak pozwoliła przetrwać mi ten najgorszy moment i nabrać sił do działania. Jeżeli chodzi o drugą część to byłem bardzo ciekaw, czym o. Błaszkiewicz może mnie jeszcze zaskoczyć, bo słuchałem go w kościółku kolejowym średnio dwa razy w tygodniu. Niemniej jednak po raz kolejny zrobił to! Szczególnie rozważaniami na temat sztuki przebaczania. Tego trzeba posłuchać.


Co dalej?


W planach mamy kontynuację całej serii "Jestem legendą". Zaczęliśmy od Józefa Egipskiego, ale za nim przecież wiele inspirujących postaci ze Starego i Nowego Testamentu, z których każdy jest dzisiaj "Legendą".

 

Kamil Zbozień, ur. 1983 r. w Limanowej, absolwent Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Krakowie. Jego firma została wyróżniona w konkursie Urzędu Miasta w Nowym Sączu "Mój sposób na biznes" w 2010r.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.85

Liczba głosów:

27

 

 

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~tak tak .. 10:20:18 | 2012-04-25
Komunikacja miejska zarabia na mojej wierze...
Do kościoła dojeżdzam tramwajem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~o. Grzegorz Kramer SJ 17:07:24 | 2012-04-24
osobę człowieka, jak najbardziej

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~o. Grzegorz Kramer SJ 16:29:11 | 2012-04-24
izaBelo
Słowo Boga promuje osobę. Weź się do czytania Ewangelii. Tam to stoi napisane:-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Krait 12:36:47 | 2012-04-24
Tytuł jest prosty, jasny, zrozumiały i jednoznaczny, a na pytanie "czy na wierze można zarobić?" odpowiedź brzmi - TAK.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?