Depresja stłumiona - skąd się bierze?

Czepiamy się jasnego obrazu świata, który jest iluzją (fot. bad_alle / flickr.com)

Żyjemy w epoce światła. Liczy się to, co jasne, świecące, kolorowe, barwne. Lubimy barwy. Jeśli jednak pragniemy nadać wartość wszystkiemu, co staje się naszym udziałem, jeśli pragniemy uważnie wsłuchiwać się w siebie i czynić to owocnym, wówczas nie możemy odrzucać tego, co ciemne, zimne, trudne, co jest sygnałem depresji.

 

Taki sygnał również coś znaczy, mówi, tak jak mówią sygnały radości i szczęścia.

 

To, co mówi depresja, może być trudne i bolesne do zniesienia. Nie jest jednak mniej istotne od tego, co mówią sygnały innych przeżyć. Gdybym pominął te sygnały, ważne dla mnie informacje pozostaną poza mną, poza moją świadomością. To znaczy, że obrona przed depresją nie może polegać na blokowaniu, nieprzyjmowaniu do świadomości takich sygnałów.

 

Depresja uświadamia nam, że w życiu istnieją także strony szare, ciemne, czarne, które są w takim samym stopniu składnikiem ludzkiej egzystencji jak strony jasne, radosne i świetliste. Tragedia, nieszczęście, smutek, śmierć należą w sposób oczywisty do życia, nawet jeśli bardzo się staramy fakt ten zignorować. Tego, co ciemne, smutne, melancholiczne, nie da się sztucznie od życia oddzielić. Jest to jego naturalny składnik. Kto próbuje odsunąć tę prawdę od siebie, uciekając w złudzenia i rozmaite iluzje, ten pomija bardzo istotny fragment własnej egzystencji - "czarne słońce", solniger - znaczące nie mniej niż słońce złote.

 

Sam fakt istnienia w nas tej sfery nie zapowiada jeszcze niczego złego ani dobrego. Jest obiektywną rzeczywistością. Mogę próbować zderzyć się z tą rzeczywistością, starając się ją usunąć, zlikwidować. Mogę też przez zaakceptowanie doświadczenia depresji zrozumieć, że to, co ją tworzy, jest częścią mojej osobowości.

 

Czy nie dlatego tak wielu ludzi cierpi dziś na depresję, że współczesny człowiek chce wyprzeć ze świadomości trudne strony życia, w tym fakt śmierci? Dopiero wówczas, gdy będziemy gotowi zaakceptować tę ciemną stronę jako stały składnik naszego życia, niektóre przeżycia z kręgu depresji znikną. My tymczasem trzymamy się takiej wizji życia, która nie odpowiada rzeczywistości. Czepiamy się jasnego obrazu świata, który jest iluzją.

 

Zamiast przyjąć do wiadomości rzeczywistość taką, jaka jest (nie obiecywano nam przecież nieba na ziemi), chodzimy stale rozczarowani, popadamy w depresję, lecz niczego się stąd nie uczymy. Gdy przeżywamy depresję, bo nasze życie nie jest takie, jakie według nas być powinno, bliższe przyjrzenie się jej pokazuje, czego dotyczyły nasze iluzje, gdzie rozminęliśmy się z rzeczywistością. Dzięki niej mamy szansę zejść z wysokości naszych szklanych wież do surowej rzeczywistości dnia codziennego.

 

Depresja, która przychodzi, ponieważ świat naszych wyobrażeń o życiu okazał swą bezwartościowość, może rozszerzyć nasz, dotąd zawężony, system pojęć. Jest ona sygnałem, jak twierdzi Thomas Moore, teolog i psycholog głębi, że musimy zmienić nasz sposób patrzenia na życie i na śmierć, na kwestie posiadania i istnienia, jeśli znowu chcemy zaznać radości i zadowolenia. Bolesne doświadczenie depresji może w ostatecznym rozrachunku przyczynić się do naszego uleczenia.

 

Więcej w książce: Jak wyjść z depresji? - Wunibald  Müller

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.97

Liczba głosów:

29

 

 

Komentarze użytkowników (8)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Effa 08:49:50 | 2014-07-25
Świetny tekst... i warto podjąć próbę....
Zarówno Ojciec Anzelm Grun i ks. Krzysztof Grzywocz bardzo jasno pokazują jak ważne jest poznanie i zaakceptowanie swojej ciemnej strony.... i tego co nas do niej "sprowadza".... oraz jak przez to przejść.... Co nie jest łatwe.... ale możliwe...

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~M 23:01:44 | 2014-07-24
Hmm nigdy nie myślałam o tym w ten sposób... faktycznie może to być jakieś wyjście... bo im bardziej walczymy z depresją i chcemy ją wyprzeć, tym bardziej skupiamy się na niej, analizujemy, szukamy przyczyn i rozdrapujemy rany. A gdyby tak pogodzić się z tym, zaakceptować? Myślę, że warto spróbować i przekonać się na własnej skórze, nie ma nic do stracenia, oprócz depresji oczywiście :D 

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Otóż to 18:57:18 | 2014-06-04
Ten artykuł dobrze to opisuje - oczywiście że nie chodzi o wypieranie ciemnej strony życia, albo konieczności śmierci, tylko o zobaczenie tego wszystkiego w innym świetle - w dobrym świetle. Śmierć w istocie nie jest niczym złym, jest jakby zasłoną, po odsłonięciu której człowiek może nareszcie do woli wpatrywać się w Tego, który patrzy na nas z obezwładniającą, uszczęśliwiającą miłością, której nie sposób sobie nawet wyobrazić będąc tu. "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują." Jest to "przebywanie w obecności Tego, o którym wiemy, że nas kocha", i nie jest to wiedza intelektualna, książkowa, jest to żywe poznanie i doświadczenie bycia obezwładniająco kochanym. Czasem Bóg pozwala to poczuć już w życiu ziemskim i jest to moment, który zmienia wszystko. Człowiek od tego nie staje się doskonały, ale zyskuje jakby zdumiewającą pewność bycia kochanym bez względu na to, jak układają się relacje z ludźmi. W sercu człowieka jest rana, którą może zabliźnić tylko spojrzenie Boga. Oczywiście wszystkie cierpienia i trudne sytuacje są nadal przeżywane jako bardzo bolesne, ale ból nie przekracza jednak pewnej granicy egzystencjalnej, nie łamie kręgosłupa, co jakiś czas pojawia się pocieszenie, jakiś przebłysk radości, który podnosi na duchu, przypomina o obecności "Tego, o którym wiemy, że nas kocha", wyprowadza z poczucia pustki, pokazuje nową perspektywę.

Oceń 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mała 12:17:56 | 2014-06-04
w życiu nie czytałam gorszych bzdur.

Oceń 3 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pele 03:13:05 | 2014-01-13
W temacie polecam "Pamiętnik samobójczyni" autorstwa Magdaleny Grochowalskiej. Zob. http://www.maternus.pl/index.php?p=ksiazki&k=124. Bardzo pouczająca pozycja. Autobiografia.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~plinek 17:28:57 | 2013-07-03
Jeśli dobrze zrozumiałam pytanie... Wyrzucić jest lepiej. Tłumienie zamyka w sobie, i jeszcze skupianie na tej "burzy wewnętrznej" zdaje mi się jest najgorsze- wtedy zapomina się o 99 innych, pozytwnych sprawach a ciągle się tkwi w tej jednej, co wtedy rośnie do rozmiaru góry i przesłania słońce, zostawia chłód i osamotnienie.

Tak więc aktywność, otwarcie się na innych[nie czekanie aż oni się odezwą pierwsi, to już sprawdziłam-jest głupstwem,bo mamy w większości to do siebie,że boimy się pierwszego kroku;) ], proszenie Jezusa o uleczenie i napełnienie Jego miłością, inni ludzie wokoło- by wyjść z kręgu myślenia o tej jednej rzeczy.

Tak jak upychanie do worka- kiedyś materiał nie wytrzyma i pęknie. Tak ja kłody- wrzucać po kawałku problem do Ognia- Jezus spali i uzdrowi ;-)

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~teresa 17:43:26 | 2013-07-01
Co jest lepsze w depresji- stłumić,czy wyrzucić z siebie całość. Tylko ,kto to ogarnie ,aby postawić celną diagnozę?

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook