Nadzieja matką mocy

Człowiek depresyjny nie tylko depresję odczuwa (fot. by timsnell)

Depresja zamyka drogę do nadziei. Jak czarna dziura wchłania wszystko, co znajdzie się w jej zasięgu, i przetwarza na dowody nieszczęścia i zła. Nadzieja depresję przezwycięża: pozwala utrzymać zdolność do pozytywnego działania w sytuacji z pozoru bez wyjścia i sprzyja przekraczaniu własnych możliwości.

 

Człowiek depresyjny nie tylko depresję odczuwa. On z tego powodu cierpi i albo skłonny jest do działań, które tworzą nowe jej źródła, albo wymknie się, eliminując siebie. Poza tym depresję nie tylko trudno powstrzymać, ale i niełatwo u siebie wywołać, gdyż dzieje się sama w sobie - jako wynik uzasadnionej rozpaczy, smutku, pogrążenia się w bezradności wobec straty. Bywa też zjawiskiem biologicznym, gdy wynika wprost z określonego stanu mózgu.


Inaczej jest z nadzieją, stanem psychicznym, który wyzwala siły twórcze prowadzące do pokonania nieszczęścia, a nawet spełnienia się. Nadzieja jest zatem wyjściową przesłanką paradoksu szczęścia w warunkach nieszczęścia i nawet cierpieniu może nadać właściwości pozytywne. O ile więc depresji odpowiada metafora zapadliska duszy, jamy, czarnego grzęzawiska, to nadziei odpowiada metafora lotu ponad, trudnej radości, ale i intencjonalnego działania. Nadzieja nie pojawia się sama z siebie, nie może nam być narzucona, nie możemy w niej ugrzęznąć ani w nią się zapaść. Jest naszym własnym dziełem, naszym domem, w którym decydujemy się zamieszkać. Można nas do niej natchnąć, ale nikt nie da nam jej za darmo, bez naszego osobistego udziału. Tak więc jeśli depresja jest poza naszą intencjonalnością, to nadzieja jest wynikiem naszych intencji.


Tyle ogólnych uwag o fenomenologii nadziei i depresji. Są to zjawiska tak różne, że powstaje pytanie, dlaczego omawiam je obok siebie. Otóż i nadzieja, i depresja wiążą się z sytuacjami trudnymi. Poza tym zarówno pesymizm depresji, jak i optymizm nadziei są oparte o specyficzne dla działania emocji fałsze uzasadniające pogląd, że jest gorzej lub lepiej, niż może się wydawać. Dlatego depresja pogrąża człowieka, nasilając poczucie beznadziejności, nawet gdy jeszcze nie jest źle, a nadzieja przeciwdziała takiemu poczuciu nawet wtedy, gdy sytuacja jest bardzo niedobra.


Przytoczę dla ilustracji następujący przykład: badałem kiedyś osobę cierpiącą na rzadko występującą postać choroby diagnozowanej wówczas jako psychoza maniakalno-depresyjna. Polegała na tym, że fazy stanów maniakalnych i depresyjnych następowały po sobie szybko, tego samego dnia. Pacjentka przechodziła niemal wprost od rozpaczy do bezsensownej radości, jaka towarzyszy manii. Odpowiednio do tego zmieniały się też oceny i interpretacje tych samych wydarzeń. Gdy otrzymała list od syna powołanego do wojska, zapytałem ją, jak mu się tam powodzi. W odpowiedzi od razu zaczęła płakać (była w fazie depresji). Mówiła, że jej syna - dobrego i delikatnego chłopca - zniszczą w wojsku. Twierdziła, że bardzo cierpi, jest źle karmiony, marznie i ma niewygodne łóżko. Wystarczyło jednak zaczekać do przeciwstawnej fazy i na to samo pytanie pacjentka odpowiadała z optymizmem. Mówiła, że w wojsku wreszcie zrobią z jej syna mężczyznę i nauczą go porządku. Przypomniałem jej poprzednią, negatywną opinię o tych samych faktach. Ku mojemu zdumieniu, nie zaprzeczyła. Zgodziła się, że w wojsku jest ciężko, jej syn bardzo narzeka, ale trudno. Dla chłopaka to dobrze, że są surowe wymagania. Stwierdziła, iż takie warunki hartują młodego mężczyznę i to ją cieszy. Tu dodam ważną obserwację. Owa racjonalizacja pojawiała się tylko w fazie maniakalnej. Gdy przeżywała depresję - przypomnienie jej tego, co mówiła w fazie maniakalnej, wywoływało tylko zdziwienie. Jest przecież źle i będzie, i nie ma o czym mówić.


Warto tu wspomnieć, że depresja ujawnia się w kilku postaciach. Nieraz sami chorzy mówią, że mają "zamrożony mózg" - i ten symptom wysuwa się na pierwszy plan. W innych przypadkach przeważa lęk. Chory, pochłonięty nim, zrozpaczony, nie traci jednak siły moralnej. Jest głęboko przekonany o okrucieństwie świata. Uważa, że powinien oszczędzić najbliższym takiej męczarni. Matka, zanim zabije siebie, zabija najpierw dzieci - w głębokim przekonaniu, że to, co czyni, jest dla nich najlepsze.
W niektórych jednostkach chorobowych depresja prowadzi do urojeń winy. Co ciekawe, urojenia te mają nieraz charakter wielkościowy. Na przykład chora kobieta płakała, chwytała mnie za nogi i błagała o wybaczenie, ponieważ uważała, że to przez nią miliony ludzi na świecie umierają z głodu. Inni tego rodzaju pacjenci obwiniają się za wybuch jakiejś wojny, trzęsienie ziemi lub śmierć bliskiej osoby. Piszą samooskarżycielskie listy, domagają się kary, nieraz sami ją sobie zadają. Jakiekolwiek perswazje są tu bezskuteczne. Na racjonalne pytania chorzy w ogóle nie odpowiadają, gdyż bezwzględnie wierzą w swoją winę. Oni wiedzą - jakby byli wyznawcami jakiejś tajemniczej religii.


Inaczej przebiega depresja, która jest wynikiem realnego wydarzenia. Nieraz powoduje ją utrata osoby bliskiej lub zawód sercowy, tak dramatycznie opisany w "Pani Bovary". Tytułowa bohaterka nie chce żyć bez miłości i po prostu umiera. Można się zastanawiać, czy byłoby to możliwe we współczesnej kulturze. Obecnie warunki chyba nie sprzyjają takiemu podporządkowaniu się jednej wartości. A może chodzi tu o brak wartości innych? Może Emma Bovary wie, że poza tym uczuciem nie ma w jej życiu nic? Jest puste, nikomu niepotrzebne. Można więc położyć się na szezlongu, cierpieć, umrzeć i naprawdę nie będzie się działo nic ważnego. "To sleep, to die, no more" - to typowy dla depresji brak alternatywy, brak wyjścia. Bo niby na czym by ono polegało? Optymizm w wypadku Emmy Bovary nie miałby sensu - nie ma dla niego miejsca, gdyż w jej życiu liczy się tylko miłość.


Emocje nie tylko zakłócają spostrzeganie wydarzeń, rozpoznawanie osób lub ich intencji. Są one - w postaci nastrojów i formowanych pod ich wpływem pozytywnych bądź negatywnych oczekiwań - powodem błędnych nastawień zarówno tych, którzy wierzą, że udaje im się niemal wszystko, jak i tych, którzy równie błędnie wyrażają przekonanie, że nie udaje im się nic. Dzieje się tak, ponieważ ci pierwsi zawsze oczekują powodzenia, stale spodziewają się sukcesu, a ci drudzy patrzą na świat przez ciemne okulary i są przekonani, że jest on przeciwko nim, a więc muszą przegrywać. I jedni, i drudzy mylą się, gdyż w rzeczywistości spotykają ich zarówno powodzenia, jak i niepowodzenia.


Skąd biorą się takie rozbieżności między przekonaniami i rzeczywistością? Nieraz to tylko skutek nabycia określonych wzorów kulturowych, nacisku otoczenia, może traum z okresu dzieciństwa, które blokują lub zmieniają ocenę własnych doświadczeń. Tak bywa, ale i inna interpretacja może być uzasadniona. Przed kilku laty reporter amerykański, przerażony jakością życia w pewnym rosyjskim miasteczku, zapytał starszą kobietę, jak może tak żyć. A ona odpowiedziała: "Nie jest źle, przecież mamy chleb". Reporter i kobieta posługiwali się różnymi kryteriami, mieli różne doświadczenie jakości życia. Stąd jego zaskoczenie, a jej naturalność. Czy jest jednak możliwe, że ta kobieta akceptowała takie warunki tylko dlatego, że nie znała innego życia? Byłoby to nieprawdą, tak jak nieprawdą byłoby przypuszczenie, że wystarczy jej, jeśli naje się chleba. Moim zdaniem uznała ona swoją sytuację za nie najgorszą, bowiem skoro jest już chleb, to może być jeszcze lepiej.


Trzeba dodać, że już samo pobudzenie emocjonalne nasila działania i dodaje sił, gdy coś nie wychodzi, a sprawa jest poważna. Omówiłem ten problem w książce "Kody orientacji i struktura procesów emocjonalnych". Tu tylko powiem, że emocje mogą wzmagać skuteczność działania, kompensując paraliżujące skutki lęku lub nasilając aktywność wykonawczą, ponieważ zakłócają procesy poznawcze. Dzieje się tak wówczas, gdy chłodne myślenie zawodzi. Ładnie to ujmuje rosyjska przypowieść o dwóch żabach, które wpadły do głębokiego dzbana ze śmietaną. Mądra i racjonalna żaba po zbadaniu sytuacji stwierdziła, że nie da się wyskoczyć z dzbana. Uznała, że nie warto się męczyć bezcelowo. Uniosła łapki i utonęła. Druga, mniej racjonalna, wpadła w rozpacz i pływała intensywnie bez sensu. Nie wiedziała, że machanie łapkami spowoduje ubicie śmietany na masło. Była ona nieracjonalna, ale nie głupia - natychmiast dostrzegła swoją szansę. Wskoczyła na masło i wyskoczyła z dzbana. Czy więc jej rozpaczliwe działania nie były w istocie mądre? A czy nadzieja jest mądra? Człowiek zachowujący nadzieję może być wystraszony, jak żaba z przypowieści, ale nie rezygnuje z pozytywnego działania i nie powiela swoich nieszczęść, nie wzmacnia ich skutków. Odwracając znak emocji z negatywnego na pozytywny, znajduje w tym satysfakcję. Staje się skuteczny i dlatego nadzieję można by nazwać mądrością skazanych na bezradność. Czasem przecież trzeba wyjść poza "posiadane informacje", a nie zawsze są warunki do twórczego rozwiązywania problemu. Nieracjonalna, nieraz "przerażona" nadzieja pozwala nam nie poddać się i przeczekać, a nierzadko także przezwyciężyć trudności, które - jak wszystko na świecie - mijają. Trawestując znane powiedzenie, można by rzec, że optymizm jest głupi, ale mądrzejszy od pesymizmu.

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.07

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~R 20:07:23 | 2011-12-04
Strasznie długie to pisanie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~*** 19:06:46 | 2011-12-04
Ostatnie przeczytane słowa poruszyły mnie- "Optymizm jest głupi,ale mądrzejszy od pesymizmu", ponieważ moim skromnym zdaniem OPTYMIZM JEST MĄDRY.
Nadzieja bowiem ściśle łączy się z WIARĄ(pięknie Opisał Razinger w Encyklice o Nadziei),stąd jest pewnością tego co otrzymamy.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook