Zaburzenia nastroju - ja, leki czy terapia?

(fot. Sharon Drummond / flickr.com)

Depresja jest często nazywana chorobą cywilizacyjną XXI wieku. Taki paradoks, że w dobie dostępności do osiągnięć nauki, techniki i medycyny oraz afirmacji życia i hedonistycznej postawy doń, coraz więcej ludzi doświadcza zaburzenia, które charakteryzuje brak radości i odczuwania przyjemności, zmniejszona energia i obniżony nastrój.

 

Czy rzeczywiście depresja w swojej książkowej postaci występuje tak często? Czy za każdym razem przygnębiony pacjent spełnia kryteria afektywnej choroby? Czy każdy towarzyszący nam smutek stanowi podstawę do podjęcia długiego farmakologicznego leczenia i żmudnej terapii? Bo diagnoza doświadczanych trudności to jedno, a podjęcie leczenia, to zupełnie inna sprawa. Trzeba bowiem poznać wroga, by wiedzieć jakimi metodami z nim walczyć.


O depresji napisano wiele książek, artykułów, rozpraw. Być może jej powszechna obecność w naszym życiu sprawiła, że uciekamy w dwie skrajności - zaaferowani zobowiązaniami i zafiksowani na doświadczanych problemach, nie zauważamy często zmian, które się w nas dzieją. A z drugiej strony każdy smutek, przygnębienie, gorszy dzień czy zmiany hormonalne nazywamy depresją, za którą idą przyjmowane leki i wizyty u specjalistów, a sama choroba staje się często formą wymówki i usprawiedliwienia dla wielu pełnionych przez nas ról i podejmowanych działań. W pierwszym przypadku choroba dostrzeżona za późno, zbiera swoje żniwo, z próbami samobójczymi włącznie. W drugim przypadku odbieramy sobie radość życia, myląc często depresję z zupełnie normalną reakcją organizmu na zewnętrzne bodźce, bo smutek, przygnębienie czy brak dobrego humoru są prawidłowo przez nas odczuwanymi emocjami, zwłaszcza w odpowiedzi na sytuacje trudne. Tymczasem opisywanie swoich uczuć, przy całej gamie możliwych emocji i bogatej palecie słów w języku polskim, sprowadzamy do jednego określenia - depresja. Czy słusznie?


Depresja z definicji wynikającej z wieloletnich badań naukowych, jest zaburzeniem nastroju, z kręgu tzw. afektywnych. I choć często używany jest potocznie do określenia chwilowej zmiany nastroju jako normalnej reakcji na trudne wydarzenia życiowe, to w psychologii i medycynie rozumiana jest jako "zespół doświadczeń, obejmujących nie tylko nastrój, ale także doświadczenia fizyczne, psychiczne i behawioralne, które określają bardziej długotrwały, szkodliwy i poważny stan, który może zostać klinicznie rozpoznany jako zespół depresyjny". Jest to poważny stan psychofizyczny, określany mianem chorobowego, który w znaczący sposób utrudnia codzienne funkcjonowanie osoby go doświadczającej, ale także w znacznym stopniu wpływa na jej otoczenie.

 

I tylko w takim znaczeniu powinno się tego określenia używać. Zawód miłosny czy ciężki tydzień w pracy nie są powodem do nadużywania nazwy, która kryje za sobą naprawdę poważne objawy i konsekwencje. Dlatego w przypadku zaobserwowania u siebie lub u osoby bliskiej 1) znacznego obniżenia nastroju przez większą część dnia i prawie codziennie, niezależnie od okoliczności, 2) utraty zainteresowania dotychczasową aktywnością, która do tej pory sprawiała przyjemność, lub zanik odczuwania przyjemności, 3) szybszego męczenia się lub znaczącego spadku energii, którym to towarzyszą 4) lęk, 5) spadek poczucia własnej wartości, 6) nieuzasadnione poczucia winy, które wcześniej nie występowało, 7) trudności w koncentracji, myśleniu, podejmowaniu decyzji, 8) zaburzenia snu, 9) zmiany aktywności psychoruchowej, objawiające się pobudzeniem lub spowolnieniem, 10) zmiany łaknienia (jego brak lub pobudzenie) związane ze zmianą masy ciała oraz 11) spadek libido obserwowany u współmałżonka - to sygnał alarmowy, by szukać pomocy.

 

Wystarczy, że objawy utrzymują się nieprzerwanie przez 2 tygodnie. Mówimy oczywiście o epizodzie dużej depresji, która wymaga długiego procesu terapeutycznego nie tylko w psychologicznym gabinecie, ale często także przy współpracy z lekarzem psychiatrą. Stan chorego bowiem, który nie skorzysta z pomocy w odpowiednim czasie, może być na tyle  poważny, że podjęcie psychoterapii musi zostać poprzedzone wsparciem farmakologicznym, by pacjent w ogóle wyszedł z domu, by wróciły siły i motywacja do podjęcia jakiegokolwiek działania. Bo najgorsze w tej chorobie jest to, że pacjent bardzo chce wyzdrowieć, ale nie ma to siły. Tak mniej więcej opisują swój stan cierpiący na depresję.


Oprócz depresji, podobne objawy występują u osób cierpiących na dystymię, czyli łagodniejszą formę zaburzeń afektywnych, która utrzymuje się przez ok. 2 lata, z lżejszym przebieg i okresami normalnego nastroju. Mała depresja jako kliniczna jednostka chorobowa objawia się mniejszą ilością objawów charakterystycznych dla dużego epizodu. Depresja ma zdolności nawracania, dlatego może przybierać również postać nawracających krótkotrwałych zaburzeń depresyjnych.

 

Badacze coraz częściej mówią o egzystencjalnych aspektach depresji, związanych z utratą sensu istnienia i realizowania wartości. U kobiet ciężarnych obserwuje się stany depresyjne w okresie okołoporodowym. Natomiast w drugiej fazie cyklu miesiączkowego, większość z nas obserwuje u siebie zmianę zachowania i pogorszenie funkcjonowania, które często mogą manifestować się objawami depresyjnymi. O ile napięcie przedmiesiączkowe wymaga jeszcze dalszego potwierdzenia badawczego i obecnie zostało umieszczone w kategorii "nieokreślonych zaburzeń depresyjnych", jest wprawdzie cykliczne, ale właściwie przemijające wraz z pierwszą tabliczką czekolady, o tyle pozostałe epizody depresji w każdej postaci należy skonsultować z psychologiem lub lekarzem psychiatrą. Nie w celu utwierdzenia się w przekonaniu o swoim psychofizycznym cierpieniu, a raczej po to, by wykluczyć rozwijającą się chorobę lub podjąć odpowiednie działania, które zapobiegną długoletniej terapii. Tym bardziej, jeśli znacząco, w subiektywnym odczuciu pacjenta, zakłócają funkcjonowanie.


Trzeba pamiętać, że depresja jest zaburzeniem z grupy endogennych, czyli takich, dla których medycyna upatruje przyczyny wewnątrz organizmu, ale nie znalazła jeszcze konkretnego źródła. Zatem epizod depresyjny mylony często z reakcją na sytuację trudną i kryzysową jest dość powszechnym błędem. Płacz, smutek, brak energii, zaburzenia snu czy brak apetytu mogą pojawiać się jako reakcja na niezdany egzamin, kłopoty finansowe, chorobę członka rodziny, stratę pracy czy śmierć bliskiej osoby, jednak nie w każdym z tych przypadków od razu mówimy o depresji. Konsekwencją w dłuższej perspektywie może być stan depresyjny, jednak każda z tych sytuacji niesie ze sobą negatywny ładunek, stąd negatywne emocje, które im towarzyszą. Ich brak byłby dla mnie sygnałem zdecydowanie bardziej niepokojącym. Reakcja emocjonalna na wydarzenie wprowadzające w nasze życie chaos i budzące dyskomfort, jest bowiem naturalna. Nawet przeżywanie żałoby nie wymaga od razu specjalistycznego wsparcia. Dopiero przedłużająca się, tzw. patologiczna żałoba, powinna być poddana terapii. Natomiast czas po stracie bywa często powodem wizyty u psychologa, gdy stan emocjonalny zaburza codzienną aktywność.


Nasze samopoczucie zmienia się również cyklicznie wraz ze zmianą pór roku. I chociaż wielu uważa, że sezonowe zaburzenia nastroju to mit, ponieważ do dzisiaj nie znalazły swojego miejsca w klasyfikacji, to nie należy lekceważyć zmian, które pojawiają w zakresie naszego samopoczucia w okresie jesienno-zimowym. Najwyższe wskaźniki zachorowań w tym czasie odnotowuje się w krajach północnych. W USA prowadzono badania, które wskazywały, że na Alasce nawet 10% mieszkańców doznawała zaburzeń afektywnych w okresie od grudnia do marca. Pacjenci deklarowali, że szybsze zapadanie zmroku i pochmurna, deszczowa pogoda, sprawiają, że częściej pozostają w domach i nie są udziałowcami tak wielu pozytywnych wydarzeń, jak w okresie wiosenno-letnim.


Dlatego by nie dopadła nas okresowa chandra, trzeba nauczyć się korzystać z życia i jego dobrodziejstw. Nie chcę rzucać poradami rodem z czasopisma dla kobiet, ale w pracy z pacjentami często czerpię z psychologii pozytywnej, która skupia się na mocnych stronach jednostki, na kształtowaniu zalet i cnót, które wpływają na rozwój, a jednocześnie stanowią bufor dla szkodliwych czynników. Umiejętność odreagowania stresu, czerpania radości z niewielkich przyjemności, odkrywania swoich walorów i pielęgnowanie wyznawanych wartości, wzmacnia pewność siebie i kształtuje wizję świata jako sprzymierzeńca, nie zagrożenie. Dostrzeganie sensu i znaczenia egzystencji, wzrost zaangażowania, zwiększanie satysfakcji z pracy, wzmacnianie i doskonalenie kompetencji oraz poczucie dobrostanu, wpływają na jakość życia, która oceniania wysoko niezależnie od wieku i stanu zdrowia, stanowi swoistą tarczę, dzięki której człowiek staje się bardziej odporny na sytuacje kryzysowe.  


Nie należy zatem wpadać w panikę, kiedy przez jakiś czas nie mamy ochoty na ulubiony serial lub wyjście z koleżanką. Kiedy nie możemy zwlec się z łóżka lub brakuje nam energii i motywacji do uporządkowania swoich spraw. Należy się zastanowić co takiego ostatnio wydarzyło się w naszym życiu, co mogło je zdezorganizować. Jeśli towarzyszą temu  objawy fizyczne, warto zwrócić uwagę jakie i z jaką częstotliwością. Brak energii, apatię i tzw. "doła" może powodować zmęczenie, długotrwały stres, kłótnia z mężem, zmiana weekendowych planów z powodu choroby koleżanki, reorganizacja firmy i zmiana zakresu obowiązków. Nie zapominajmy jednak o tym, że sami jesteśmy wyposażeni w całą gamę zasobów, z których powinniśmy korzystać w takich sytuacjach. Ingerencja terapeuty konieczna jest wówczas, gdy człowiek wykorzysta już wszystkie dostępne mu możliwości poradzenia sobie w ramach własnych kompetencji, a zaistniały stan jest dyskomfortowy na tyle, że znacząco dezorganizuje życie. Cała magia polega na tym, by umieć to dostrzec. Dlatego właśnie niektórzy psychologowie zapraszają do gabinetów zdrowych, a nie tych, którzy się źle mają. Po prostu lepiej zapobiegać niż leczyć. Lepiej dla pacjenta.

 

***


Literatura:


Bilikiewicz A. (red.). (2006). Psychiatria. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
Gulla B., Tucholska K. (2007). Psychologia pozytywna: cele naukowo-badawcze i aplikacyjne oraz sposoby ich realizacji. W: P. Francuz, W. Otrębski (red.). Studia z psychologii w KUL. Lublin: Wydawnictwo KUL.
Hammen C. (2006). Depresja. Modele kliniczne i techniki terapeutyczne. Gdańsk: GWP.
Ledwoch M. (2005). Egzystencjalne aspekty depresji. Lublin: TN KUL.

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.23

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Marta Janowska 10:30:23 | 2015-10-09
Ja osobiście byłam u psychoterapeuty. W warszawie jest bardzo dobra klinika - Psychomedic.pl i pracuje tam bardzo dobry specjsalista dr Krzystof Staniszewski. Jestem bardzo zadowolona z efektów terapi. Dodatkowo dostałam leki ale one mają mnie tylko wspomagać. Bardzo dużo daje mi terapia. Polecam udac się bo często samemu nie jestemśmy w stanie sobie pomóc.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ania 21:11:23 | 2014-10-22
Nieleczona depresja może  prowadzić do schizofrenii, sprawdziłam na sobie. Prawda.

Oceń 2 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zuza 19:18:55 | 2014-10-22
Depresja jest chorobą, w której nie da się nic na siłę, choć czasem podczas terapii trzeba trochę przekraczać siebie i swoje ograniczenia, by wreszcie z niej wyjść. Wiele chorób somatycznych maskuje się w postaci depresji, jako objaw. To trudna choroba do zdiagnozowania i do wyleczenia. Myślę, że najlepiej w walce z nią połączyć wszystkie możliwe siły. Ale o ile ciągle jest jednak tematem tabu, o tyle w drugą stronę też nei nalez się jej doszukiwać. Bo czas smutku i gorszego samopoczucia naprawdę miewa każdy.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~rabarbarek 18:23:07 | 2014-10-22
Pamiętam jak czytałam artykuł w jakiejś gazecie, około 16 lat temu.Wówczas jeszcze nie było tak wielu kudzim którzy mówili, że się leczą, zresztą u psychiatry w gabinecie nie było też takich kolejek, mało kto mówił, że nie chce mu się żyć itd... generalnie na ulicy ludzie więcej spoglądali jeden na drugiego, więcej życzliwych spojrzeń było widać.Ale, to co ktoś madry napisał w tej gazecie..."w XXI wieku ludzie będą w największej mierze chorować na nowotwory, depresje i schizofrenie... Jako młoda dziewczyna pomyślałam sobie, że to musiałoby być straszne, że to przecież niemożliwe.Wtedy jak ktoś mówił, ze ma depresję, to ludziom było go strasznie żal, a dziś co 2 człowiek zdradza czasem (często) objawy depresji...Myślę, ale to moja opinia, że w społeczeństwie te choroby  się już "przejadły". Mało kto spotka życzliwego 2 człowieka, który zechce go wysłuchać, poświęcić mu godzinkę czasu swojego... Najlepszym antydepresantem jest drugi człowiek, nawet jeśli on sam będzie mówił, ze nie chce się z nikim widzieć itd...
...ale to tylko moje zdanie

Oceń 10 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~rob 13:11:22 | 2014-10-22
Ukryta borelioza może również prowadzić do głębokich stanów depresyjnych, co wiem z autopsji. Podejrzewam kilka innych jednostek chorobowych, które też mogą prowadzić do stanów depresyjnych.
Świat jest pełen pułapek.

Oceń 5 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook