Depresja. Natura czy wychowanie?

(fot. shutterstock.com)

Od momentu narodzin mały Oliver był trudnym dzieckiem. Często płakał, budził się wiele razy w ciągu nocy, jadł mało i niechętnie. Jego matka była zaniepokojona i zagubiona, choć robiła wszystko, by być jak najlepszą matką. Wokół siebie słyszała wiele głosów podpowiadających, co ma robić, ale żadna z tych sugestii nie wydawała się skuteczna.

 

Ona i jej mąż byli coraz bardziej wyczerpani, pozbawieni snu i zmuszeni do konfrontacji z własnym rozdrażnieniem i gniewem na siebie i na dziecko. W końcu Oliver wykształcił rodzaj rutyny, stając się uroczym, lecz wrażliwym i niepewnym dzieckiem. Krytycy teorii przywiązania twierdzą, że nie biorą one pod uwagę różnych temperamentów dzieci i tego, jak mogą one wpływać na sposób, w jaki matki reagują na nie w ciągu pierwszego roku życia.

 

Przyjrzymy się niektórym badaniom psychologa Jerome'a Kagana na temat wagi temperamentu w rozdziale o lęku; ważne jest na razie, aby uświadomić sobie, że Kagan zwraca uwagę na istnienie relacji z innymi ludźmi w domu rodzinnym (poza relacją z matką), które mogą mieć znaczący wpływ na bezpieczeństwo dziecka. Wydaje się, że zarówno natura, jak i wychowanie odgrywają rolę w procesie formowania się fundamentalnego poczucia bezpieczeństwa.


Zdarzenia krytyczne a związki interpersonalne.

 

Szczególne zdarzenia z życia dziecka mogą głęboko wpłynąć na jego obraz siebie samego. Wiele osób spekulowało na temat przyczyny tendencji depresyjnych u malarza Vincenta van Gogha, i warto zauważyć, że chociaż był najstarszym dzieckiem, nie był pierwszy. Dokładnie na rok przed dniem jego urodzin, starszy brat Vincenta urodził się martwy. Dziecko to również otrzymało imię Vincent i było często tematem rozmów w rodzinie. Każdej niedzieli przyszły malarz musiał przechodzić obok grobu swojego nieżyjącego brata. Wiemy, że często zmagał się z poczuciem winy oraz uczuciem bycia "gorszym uzurpatorem", a więc być może czuł, że nigdy nie zaspokoi oczekiwań swoich rodziców wobec prawdziwego Vincenta.


Innym przykładem ilustrującym, jak relacje z wczesnego dzieciństwa mogą wpłynąć na tendencje depresyjne, jest historia Barbary. Przed kilkoma laty przyszła do mnie na terapię. Odkąd tylko pamiętała, jej rodzice kłócili się i walczyli, a kiedy była nastolatką, każde z rodziców wylewało na nią swoje problemy z niewielką świadomością ciężaru troski, jaki nakładali na jej młode barki. Czuła presję, aby zachowywać spokój, i wszystkie jej własne potrzeby musiały zejść na dalszy plan, ponieważ potrzeby zwłaszcza jej matki wydawały się znacznie ważniejsze.

 

Podczas kiedy matka kładła się często do łóżka z powodu bólu głowy, ojciec pił zazwyczaj zbyt dużo, aby móc odpowiednio poważnie ją potraktować. Barbara starała się być idealna, aby ich zadowolić, ale nigdy jej się to nie udawało, i teraz, w wieku dwudziestu kilku lat, poczuła się schwytana w pułapkę. Pragnęła opuścić dom i rozpocząć własne życie, ale czuła się bardzo winna, ponieważ rodzice potrzebowali jej obecności dla swojego szczęścia. Nic dziwnego, że w swoim zagubieniu i depresji zaczęła przypominać sobie niektóre obrazy z dzieciństwa:

 

Jest tyle obaw, które nie zostały wypowiedziane, których nie wolno mi było do siebie dopuścić - starając się po prostu zignorować dławiące uczucia... Zawsze czując, że to nie wystarcza i nie jest w porządku być po prostu sobą - kimkolwiek jestem. Nie będę lubiana, akceptowana, kochana. Boję się spojrzeć na to wszystko. Spoglądam wstecz i "widzę" tę małą dziewczynkę, która przykrywa i ukrywa przed KAŻDYM to, co się dzieje, i każdy ból! Jakie to trudne! I wychodzi do szkoły ta cicha, samotna, mała dziewczynka - chcąca akceptacji, bycia lubianą. ale taka niepewna, a to naprawdę było widać. Tyle obaw, które ją powstrzymywały, okrucieństwo dzieciaków, a czasami odrzucenie. I współczuję jej, ale nadal "jej" - nie mnie, jak gdyby to były dwie różne osoby. Naprawdę staram się nie dopuszczać tego do siebie! Mnóstwo udawania, że wszystko było w porządku, awantury w domu były w porządku, brak pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa był w porządku, ale widzę teraz, że nie!

 

Tego rodzaju doświadczenia, uczucia i strach wspólne są osobom ze skłonnościami do depresji. Z powodu braku głębokiego poczucia wartości i znaczenia czują, że stale muszą zaskarbiać sobie aprobatę ze strony innych.

 

Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa zabarwiają nasze reakcje wobec osób, które spotykamy w trakcie naszego rozwoju. Dziecko wewnątrz nas żyje nadal, choć trudno jest skonfrontować się ze wspomnieniami i bólem.

 

Wiecej w książce: Gdy życie ogarnia ciemność - Richard Winter

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.69

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (6)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Baba 23:29:45 | 2015-02-26
Justyna,to jak to wedlug Ciebie jest,jezeli ktos jest wierzacy to nie zachoruje na depresje,? Dobrze byloby czasem pomyslec a potem pisac,bo inaczej sa to bzdury a przy tym mozna urazic ,chorych na depresje katolikow,bo takich jest wiele- co ma piernik do wiatraka? 

Oceń 5 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~opty 23:36:48 | 2014-01-31
Mnie wychowali rodzice/ było nas trzech/ kochjący nas tak, że moi chłopcy nie mają problemów emocjonalnych. "Dzieci należy kochac"; jak to powiedział pewien stary  ojciec.....

Oceń 4 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~justyna 23:31:18 | 2014-01-20
Natura czy wychowanie? To pytanie materialistów. Katolik wie, że decydujące znaczenie ma nasza wolna wola i współpraca z łaską Bożą. Depresja to brak nadziei, a nadzieja jest cnotą teologalną, nie naturalną...

..."pierniczenie o Szopenie" (za przeproszeniem oczywiście).. Czy Ty w ogóle wiesz co czują ludzie którzy wpadają w depresje? Podejrzewam że nie. A ja wiem bo sama przez to przechodziłam i nadal przechodzę bo u mnie depresja ma przebieg przewlekły.. To nie jest tak że powiem sobie że wierzę że będzie dobrze i nagle tak się stane. Nie będę miała w sobie tej nadziei bo moja głowa mówi mi co innego. Depresja nie jest czymś co jest od nas zależne.. To jest tak jak z każdą inną chorobą, z rakiem.. Sądzisz że ludzie cierpiący na depresje nie chcieliby mieć zamiast depresji tej nadziei?

Oceń 5 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Miłosz Skrodzki 14:43:53 | 2014-01-14
Natura czy wychowanie? To pytanie materialistów. Katolik wie, że decydujące znaczenie ma nasza wolna wola i współpraca z łaską Bożą. Depresja to brak nadziei, a nadzieja jest cnotą teologalną, nie naturalną...

Oceń 1 17 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pele 03:28:07 | 2014-01-13
W temacie polecam "Pamiętnik samobójczyni" autorstwa Magdaleny Grochowalskiej. Zob. http://www.maternus.pl/index.php?p=ksiazki&k=124. Bardzo pouczająca pozycja. Autobiografia.

Oceń 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook