"O, Bambo jedzie" [WYWIAD]

WAM
(fot. Grażyna Makara/Wydawnictwo WAM)

Mówi wprost: "W Polsce nie ma rasizmu jako takiego. Rasizm to jednak pewna ideologia. Ja najczęściej spotykam się z głupotą"

 

Sławomir Rusin, wydawnictwo WAM: Brianie, zrealizowałeś swój american dream w polskim wydaniu. Przyjechałeś tu 31 lat temu jako młody chłopak z nikomu nieznanej Gujany Brytyjskiej i w ciągu kilku lat zostałeś gwiazdą RMF FM, a potem TVN.


Brian Sott: To nie był american dream, to był gujański sen. Co prawda Gujana leży w Ameryce Południowej, ale nie czujemy się krajem latynoamerykańskim. Jesteśmy w tym rejonie jedynym państwem anglojęzycznym. Gujana była brytyjską kolonią, dlatego każdy Gujańczyk korzysta z brytyjskiego szkolnictwa, uczy się historii imperium, angielskich manier i ogłady. Kolonizatorzy wmówili nam, że Europa to najlepsze miejsce do życia, kształcenia się i pracy. Ja nie marzyłem o wyjeździe do USA, ja, podobnie jak moi dziadkowie i rodzice, marzyłem o Europie. I w końcu, w 1985 r. do tej Europy wyjechałem, a dokładnie do Polski (śmiech).


Oj, to nie był dobry moment.


To prawda. Na początku przeżyłem szok. Ale spełniłem swój sen. Chciałem zdobyć wyższe wykształcenie i udało mi się. Zdobyłem to, o czym 60% młodych ludzi z mojej miejscowości nie może nawet marzyć, bo nie mają na to środków finansowych. Ludzie uważają, że aby dziecko dostało się na studia, musi skończyć dobre liceum. Nie, to zależy od człowieka. Ja skończyłem szkołę w Skeldon w Gujanie. Słyszał ktoś o niej? W moim domu nie było elektryczności ani bieżącej wody. A jednak dałem radę. Przyjechałem, by studiować inżynierię rolniczą w Łodzi, a skończyłem dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim.


I jeszcze na studiach trafiłeś do stacji RMF FM…


Tak. Byłem otwarty, ciekawy. Starałem się jak najlepiej wykonywać moją pracę. Uwielbiałem to: audycje, spotkania, relacje (np. moment wstąpienie Polski w struktury NATO), wywiady, Inwazja Mocy… Nagle ludzie zaczęli mnie zaczepiać, prosić o zdjęcia, autografy… Możesz mi wierzyć albo nie, ale nie przepadam za tym. Cenię prywatność.
To piękny sen przyjechać do jakiegoś kraju i spotykać się twarzą w twarz z ludźmi, z którymi większość ma wyłącznie kontakt telewizyjny. Nigdy nie zakładałem, że będę osobą publiczną. Stało się, ale to był efekt uboczny mojej pracy.


Pracując nad programem Etniczne klimaty dla TVP spotykałeś się też z tymi, o których Polacy mają raczej niewielkie pojęcie: z Łemkami, Tatarami, Karaimami, Białorusinami...


Dziś uczę w szkole w języku angielskim. Co roku na przedmiocie wiedza o społeczeństwie przerabiamy rozdział o mniejszościach narodowych. Kiedy mówię, że są w Polsce społeczności, które żyją tu "od zawsze", które mają swoje dialekty lub języki, mają swoje zwyczaje i tradycje, mają swoją historię, swoje wierzenia, inny sposób bycia, uczniowie otwierają szeroko oczy i patrzą na mnie, jakbym opowiadał im jakieś bajki. A ja się spotykałem z tymi ludźmi. Byłem w takich miejscach w naszym kraju, gdzie język mniejszości brzmi częściej niż polski. Jadłem potrawy, których nie uświadczysz w tych wszystkich restauracjach w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, serwujących kuchnie świata. Wiem o Polsce więcej niż niejeden tzw. przedstawiciel narodu w parlamencie. Jestem niezmiernie wdzięczny za to, że mogłem ten świat poznać. I to też jest ten spełniony sen.


Czujesz się Polakiem?


Tak! Spędziłem tu 31 lat życia, zdobyłem wykształcenie, ożeniłem się z Polką, mam tu dom i pracę. Wszystko, co ważne w moim życiu, związane jest z Polską.


Za granicą tęsknię za Polską. Za Gujaną też, ale inaczej. To tęsknota za mityczną ojczyzną dzieciństwa, za rodziną, przyjaciółmi z młodości. Jest mi smutno, że nie mogłem być przy mojej mamie przez te 31 lat. O bólu imigrantów się nie mówi. Wszyscy powiedzą: "O, spełnił swoje marzenie". Ale nikt nie widzi, ile to kosztuje. Mieszkasz kilka tysięcy kilometrów od bliskich i podświadomie czekasz na telefon, na informację o tym, że ktoś z nich miał wypadek, zachorował albo umarł. Wiesz, że taki telefon na pewno otrzymasz. Chciałbym, aby moja Polska, to wszystko, co osiągnąłem, zmieściło się w Skeldon w Gujanie Brytyjskiej. Ale to niemożliwe. Niektórzy muszą wyjechać; Polakom chyba nie trzeba o tym mówić. Szczęśliwi ci, którzy nie musieli tego robić, bo takie rozstania idą za człowiekiem przez całe życie.


Kiedy zaczyna się być Polakiem?


Kiedy zaczynasz śnić, reagować, myśleć spontanicznie w języku polskim. Najważniejszą rzeczą w podtrzymaniu tożsamości jest język. Wyczuć ból i radość tzw. prawdziwego Polaka da się tylko przez język. Jeśli wkurwiam się w języku polskim, jestem Polakiem. Jakiś czas temu stworzyłem czasownik, który bardzo spodobał się profesorowi Bralczykowi. Powiedziałem, że się "przepolakowałem". I tak jest. Kiedyś byłem Gujańczykiem, który mieszka w Polsce, teraz jestem Polakiem, który pochodzi z Gujany.


Polacy są gościnni, tolerancyjni?


Lubimy tak o sobie myśleć. Ale zapytaj Murzyna albo Araba, czy to prawda. Co więcej, tradycyjne mniejszości etniczne i narodowe w Polsce też nie czują się komfortowo. Polska powinna się cieszyć swoją bogatą różnorodnością. Rzeczpospolita Obojga Narodów to pierwowzór zjednoczonej Europy, państwo, w którym w pokojowej egzystencji mieszkali Polacy, Litwini, Rusini, Żydzi, Tatarzy.


Sam spotykasz się z rasizmem?


Na początku mojego pobytu w Polsce, dość często. Kiedy jednak ten ciemnoskóry, nikomu nieznany człowiek stał się rozpoznawany, problem zmalał. Rasistą się jest wobec anonimowych osób. Prowadziłem kiedyś imprezę dla RMF-u na Rynku Głównym. Skończył się właśnie mecz. Na Rynek wtargnęła grupa kiboli z rasistowskimi okrzykami: "Polska dla Polaków. Je…ać czarnuchów" itd. Zobaczyli mnie na scenie i… "Brian, ale nie ciebie. Brian! Brian!". Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy w Polsce jest rasizm, porozmawiaj z kimś nieznanym.


Dużo jeżdżę na rowerze. Niedawno z żoną i synem mijaliśmy pewnego starszego mężczyznę. Usłyszałem wycedzone przez zęby: "Ci uchodźcy są wszędzie". Jacy uchodźcy? Gdzie ty człowieku widziałeś w Krakowie uchodźcę? Inna sytuacja. Wieś obok Krakowa, mijam na rowerze dom a z ogródka dochodzi głos: "O, Bambo jedzie". Zatrzymałem się i zawróciłem. Podszedłem, wyciągnąłem rękę i mówię: "Dzień dobry, jestem Brian Scott, a nie żaden Bambo. A ty jak masz na imię?". "Ojej, przepraszam. Nie chciałem Pana urazić". Wydaje mi się, że w Polsce nie ma rasizmu jako takiego. Rasizm to jednak pewna ideologia, coś za nią stoi, jakaś myśl, co prawda chora, ale jednak. Ja najczęściej spotykam się z ignorancją, ze zwykłą głupotą ("Na Murzyna woła się Bambo. Co w tym złego?").


Tytuł twojej książki brzmi Pierwszy Murzyn RP. Jaki masz stosunek do słowa "murzyn"?


Obojętny. Kiedyś, owszem, słowo to było używane, żeby poniżyć ciemnoskórych, ale dziś straciło swój negatywny wydźwięk. Ty jesteś Słowianinem, ja jestem Murzynem. Tak jest po prostu. Pani prof. Ewa Łętowska, była Rzecznik Praw Obywatelskich, powiedziała mi kiedyś: "Cieszę się, że Pan używa, mówiąc o sobie, słowa 'murzyn'. Pan przez to odbiera mu negatywny wydźwięk". Więc teraz, jak ktoś chce mnie wnerwić, musi użyć innego słowa.


Co cię jeszcze denerwuje?


Myślenie w kategoriach wyłącznie historycznych i przenoszenie win z przeszłości na obecne czasy. Niedawno do szkoły, w której uczę, przyjechali uczniowie z Niemiec. Jedno z dzieci powiedziało: "O nie, wszystko, tylko nie te Szwaby. Oni zabili moją prababcię". Ale się wkurzyłem. Zapytałem: "Słuchaj, które z tych dzieci zabiło twoją prababcię? Pokaż mi palcem". Jak długo na kształt naszych relacji z innymi będzie miała wpływ przeszłość, na którą nie mieliśmy żadnego wpływu? Młody Niemiec nie powinien ponosić odpowiedzialności za Hitlera i eksterminację Żydów, a młody Polak za Jedwabne i pogrom kielecki. Tak samo nie można rozliczać młodych Ukraińców za Wołyń. Gdyby iść tym tropem, powinienem nienawidzić wszystkich białych za wieki niewolnictwa. A ja mam przyjaciół w Polsce, których kocham nawet bardziej niż rodzonych braci. Jesteśmy dla siebie jak rodzina. Ich dzieci są moimi bratankami i siostrzeńcami, a ja jestem dla nich wujkiem. I jestem z tego dumny.


No właśnie, z czego najbardziej jest dumny Brian Scott?


Z tego, że przeżyłem i osiągnąłem to, czego nie osiągnął mój ojciec, a czego dla swoich dzieci bardzo pragnął. Chciał, żebyśmy zdobyli wykształcenie, stali się niezależni, wyrwali się z miejsca, w którym tenis, jazda na koniu i pływanie w basenie to rozrywki wyłącznie dla białych. On widział, że to jest szansa na lepsze, bardziej sprawiedliwe życie. I miał rację.


Bardzo go kochałem, kłóciliśmy się nieraz, ale zawsze go podziwiałem. Doczekał tego, że wszystkie jego dzieci poszły na studia, ale nie dożył momentu, w którym mógłby cieszyć się zwycięstwem, sukcesem swojego syna w Polsce. Bardzo tego żałuję. Jestem też dumny z tego, że nie przyniosłem wstydu moim bliskim. Owszem, popełniałem błędy, zapewne też kogoś skrzywdziłem, ale uważam, że bilans jest pozytywny.

 

 

<<Książkę Pierwszy Murzyn RP. Brian Scott o Polsce, mediach i polityce można nabyć w księgarni Wydawnictwa WAM>>

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.73

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

bonaventura 15:06:59 | 2016-09-20
Deon zawsze sobie znajdzie jakiegoś idola i orze nim 24 godziny na dobę.
Byl ksiądz Kaczkowski, biskup Ryś, siostra Chmielewska.Teraz jest Brian Scott.

Oceń 4 11 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?