Trzy klucze do uzdrowienia

WAM
(fot. shutterstock.com)

Co by się działo, gdyby katolicy i inni chrześcijanie naprawdę wzięli sobie do serca nakaz Jezusa, aby głosić Ewangelię nie tylko słowem, ale czynami pełnymi mocy, którymi Bóg potwierdza prawdę przekazywaną w słowach? Dla tych, którzy pragnęliby podjąć to wyzwanie, podaję trzy proste klucze, pomocne w otwarciu nas na Bożą moc uzdrowienia.

 
1. Bliska więź z Jezusem
 
Jezus, wybrawszy dwunastu Apostołów, ujawnił przepis na to, aby posługa była zawsze owocna. "Ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy" (Mk 3, 14). Zauważmy, że ich pierwszym, najważniejszym zadaniem było to, "aby Mu towarzyszyli", to znaczy, aby marnowali czas w Jego obecności, miłowali Go i cieszyli się Jego miłością, uczyli się Jego dróg i dostrajali swoje serca do Jego. Wtedy dopiero Jezus ich posłał, aby głosili, uzdrawiali i uwalniali od Złego. Nie był to model, w którym uczą się od Jezusa przez trzy lata, a następnie ruszają na samodzielną posługę. Pozostawali blisko Niego, przebywali w Jego obecności i ciągle do Niego powracali, aby nabierać sił (zob. Mk 6, 30-31). (...)
 
Jak możemy budować zażyłość z Jezusem? Czytajmy Jego Słowo, zwłaszcza Ewangelie, codziennie. Św. Ignacy Antiocheński tuż przed śmiercią męczeńską w Rzymie napisał w liście: "Trzymam się Ewangelii, tak jak ciała Jezusa". Ewangelie stanowią "ciało" Jezusa, ponieważ pozwalają nam dotykać Go w bardzo rzeczywisty sposób: poznawać Jego drogi, miłość, słowa. Zanurzamy się przez nie w Jego miłosierdziu dla upadłej ludzkości, szczególnie w miłosierdziu dla ubogich, chorych i cierpiących. Uwalniani jesteśmy od błędnych wyobrażeń o Nim, którymi nasiąkamy ze świata. Św. Hieronim przestrzegał, że "nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa". Jak możemy ukazywać innym Chrystusa, nie znając Go samemu? 
 
Poznajemy Go także, spędzając z Nim czas na modlitwie, dziękując Mu i wielbiąc Go, rozmawiając z Nim o naszych radościach i zmaganiach. W adoracji Najświętszego Sakramentu pozwalamy, aby ogrzewały nas promienie Jego miłości. W oddawaniu chwały i uwielbianiu Go łączymy się z innymi (zob. Ps 33, 1-3). Przyjmując Go w komunii świętej, gościnnie i gorliwie witamy go w naszych sercach, niczym Abraham przyjmujący w gościnie Pana pod postacią trzech mężów (zob. Rdz 18). Sakrament pojednania oczyszcza nasze serca, w czymkolwiek zgrzeszymy, podobnie jak szybkie oddanie występku Panu i pokuta. Gdy zbliżamy się do Pana, dzieje się rzecz ciekawa. Nie odlatujemy z tego świata ani nie zwracamy się ku swoim wewnętrznym sprawom, lecz kierujemy się na zewnątrz. "Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że (…) Jeden umarł za wszystkich" (2 Kor 5, 14). Im bliżej stajemy Jezusa, tym bardziej wypełnia nas On bezwarunkową miłością, którą tym bardziej pragniemy dzielić się z zagubionymi i złamanymi na duchu.

 

2. Pytajcie, szukajcie, pukajcie
 
Jezus dał swoim uczniom zadziwiające obietnice, które nie straciły na aktualności i tyczą się także współczesnych Jego uczniów: "Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna" (J 16, 24). Nie ma wątpliwości, że Bóg pragnie, abyśmy w imię Jezusa prosili Go o dobre rzeczy. Prosić w imię Jezusa nie oznacza prostego zakończenia modlitwy słowami "w imię Jezusa, amen", ale powołanie się na Jego autorytet i modlitwę w jedności z Nim. Im bardziej będziemy to robić, tym bardziej ukaże się światu wspaniała moc Jego imienia. Jak uczy Katechizm: "Zmartwychwstanie Jezusa otacza chwałą imię Boga Zbawiciela, ponieważ odtąd właśnie imię Jezus ukazuje w pełni najwyższą moc imienia, które jest «ponad wszelkie imię» (Flp 2, 9). Złe duchy boją się Jego imienia i w Jego imię uczniowie dokonują cudów, ponieważ Ojciec udzieli im wszystkiego, o co Go poproszą w imię Jezusa".
 
Św. Paweł przekonywał, że nie ma nic złego w proszeniu Boga o wielkie rzeczy, które służyłyby ukazywaniu Jego miłości w świecie, a więc misji Kościoła. Coś złego dostrzegał raczej w nieproszeniu! "Starajcie się jednak o większe dary (…) ubiegajcie się też o dary duchowe, zwłaszcza o dar prorokowania" (1 Kor 12, 31; 1 Kor 14, 1). W przypadku darów duchowych lud Boży nie prosił o zbyt wiele, raczej za mało. Podobnie i w innych sferach - nasze oczekiwania wobec Pana są nazbyt skromne. "On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?" (Rz 8, 32).
 
O co powinniśmy prosić poza darem uzdrawiania? O wszelkie łaski potrzebne do skutecznego korzystania z niego. O to, abyśmy siebie umniejszali, a wzrastał w nas Jezus (zob. J 3, 30). O prostotę, czystość serca, i bezgraniczne zaufanie do Pana. Każdego dnia prośmy o nowe wylanie Ducha Świętego. O świętą odwagę, abyśmy, na wzór pierwszych chrześcijan, rozgłaszali Dobrą Nowinę i imię Jezusa, nawet w najmniej spodziewanych czy sprzyjających okolicznościach. Prośmy, aby wlał w nasze serca swoje nieskończone współczucie dla zagubionych, cierpiących, samotnych i chorych.
 
Jedną z największych przeszkód do tego, aby Bóg przez nas uzdrawiał, jest nasza obojętność. Być może, widząc cierpiącą albo oddaloną od Boga osobę, odczuwamy współczucie, trudno jednak je porównać do wiecznie płonącego ognia Bożego współczucia. Zazwyczaj to nie wystarcza, aby pchnąć nas do zaryzykowania rozmowy o Jezusie albo głośnej z kimś modlitwy. Presja społeczna, aby pozostawić własną wiarę tylko dla siebie, pozostaje silna i niełatwa do odparcia. Aby zrobić pierwszy krok i zacząć ewangelizować nieznajomych i modlić się z nimi, potrzeba świadomej decyzji. Kiedy jednak już go postawimy, dalej będzie tylko łatwiej.
 
3. Zrób wszystko, cokolwiek ci powie
 
Najważniejszy klucz do bycia narzędziem Pana wskazała osoba, która znała go najlepiej - Jego Matka. "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" (J 2, 5). Słowa te, wypowiedziane przez Maryję na weselu w Kanie Galilejskiej, wybrzmiewają wyraźnie do chrześcijan wszystkich czasów. Są to ostatnie słowa, jakie wypowiada ona na kartach Ewangelii, jakby Jej ostatnia wola i testament dla  swoich dzieci.
 
Kiedy Maryja wypowiada te słowa, Jezus nie uczynił jeszcze żadnego cudu i nie rozpoczął publicznej posługi. Był zwyczajnym gościem na weselu, a Jego Matka, wykazując się kobiecą wrażliwością, zauważa po prostu, że skończyło się wino. Zrobiła to, co od tego czasu zawsze już robi: przekazała Synowi potrzeby ludzi. Zaskakujące, że Jezus odpowiada odmownie, wskazując, że czas rozpoczęcia Jego posługi jeszcze nie nadszedł i zapowiadając wydarzenia, które zaprowadzą Go na krzyż. "Jeszcze nie nadeszła moja godzina" (J 2, 5). Pomimo odmowy Maryja zwraca się do sług, radząc im: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". W rezultacie zmusiła ręce Jezusa do działania! Miała taką wiarę, wypływającą z bliskiego poznania swojego Syna, że przyspieszyła  Boży plan.
 
Podobnie jak w przypadku kobiety kananejskiej (zob. Mt 15, 28), Jezus nie był w stanie oprzeć się wierze swojej matki. Dostrzegłszy sześć wielkich stągwi, polecił sługom, aby napełn ili je wodą. Powiedzmy sobie jasno, że z ludzkiego punktu widzenia ta instrukcja nie miała sensu. Problemem nie był przecież brak wody, tylko wina. Słudzy mogliby właściwie odmówić, utyskując: "Co za niedorzeczny rozkaz". Nie było też łatwo wypełnić te stągwie, skoro każda mieściła od siedemdziesięciu pięciu do stu dziesięciu litrów. Wymagało to serii wypraw do studni w wiosce, czerpania wody i targania z powrotem pełnej stągwi, i tak pewnie sześć razy. Słudzy, wyczuwszy w słowie Maryi jakąś niezwykłą siłę, posłuchali jednak Jezusa i wypełnili stągwie po brzegi. Ich posłuszeństwo, natychmiastowe i gorliwe, może uchodzić za wzorcowe. Otworzyło drogę Panu do uczynienia pierwszego Jego cudu.
 
Nim ten się dokonał, musieli jednak wykazać się posłuszeństwem raz jeszcze. Jezus poprosił ich, aby zaczerpnęli nieco wody i zanieśli ją staroście weselnemu. Polecenie to znów nie miało sensu. W jaki sposób przekazanie chochli wody staroście zestresowanemu brakiem wina miało w czymkolwiek pomóc? Narażało ich raczej na ostre upomnienie, a w najlepszym wypadku na zawstydzenie. Ewangelie nie wspominają, żeby woda w momencie jej czerpania stała się winem, przemiana nastąpiła już po zaczerpnięciu, a przed jej spróbowaniem przez starostę. Zatem do cudu potrzebny był także ten drugi akt posłuszeństwa.
 
 

***

 

Fragment pochodzi z książki Mary Healy "Uzdrowienie". Książkę możesz kupić na stronie Wydawnictwa WAM.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

samy 16:34:59 | 2016-08-23
Gdyby każdy chrześcijanin miał moc w wierze i sie jej nie wstydził to świat pewnie wyglądałby inaczej. Mamy to do siebie, że się wstydzimy wiary, bo nie całkiem ją rozumiemy i nie zawsze żyjemy zgodnie z jej zasadami... A żeby wiarę zrozumieć trzeba trochę się przyłożyć, poczytać biblię pozagłębiać się w to wszystko. Nie można się nazwać dobrym chcrześcijaninem, jeśli polega to tylko na chodzeniu do kościoła co niedzielę... trzeba jeszcze żyć w zgodzie z wiarą.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook