Niekochana Miłość. Droga Krzyżowa i...

Niekochana Miłość to połączenie fragmentów dziennika s. Józefy Menéndez, w którym Chrystus opowiada o swojej męce z rozważaniami Drogi Krzyżowej, podyktowanymi jej przez Zbawiciela.

 

Ta duchowa lektura pomaga towarzyszyć cierpieniu Jezusa, odmalowanemu Jego własnymi słowami. Przemierzając tę drogę, odkrywamy odmienny od tradycyjnego, zaskakująco ludzki wizerunek Boga, który przeżywa smutek, samotność i tęsknotę za człowiekiem. Dlatego bardziej od ran, dotyka Go ból odrzucenia Jego Miłości, ponieważ ponad wszystko chce, aby poznano Miłosierdzie Jego Serca. Żaden ludzki umysł, żadna książka nie jest w stanie zgłębić tajemnicy Odkupienia. Ale, być może, dzięki tej lekturze ktoś odkryje miłość, miłosierdzie i przebaczenie Boga.

Na podstawie Wezwania do Miłości - notatek z objawień Pana Jezusa siostrze Józefie Menéndez zakonnicy Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacré Coeur).

 

 

Niekochana miłość. Droga Krzyżowa i tajemnice Męki Pańskiej - s. Józefa Menéndez

 

Słowo wstępne


W lutym 1890 roku w Madrycie przyszła na świat Maria Józefa Menéndez. Jak sama o sobie mówiła, pragnęła przeżyć swoje życie niezauważona, służąc Bogu i ludziom. Ale Chrystus miał wobec niej inne plany. Wybrał tę niepozorną siostrę ze Zgromadzenia Sacré Coeur, aby była powiernicą i świadkiem Jego Dzieła. W swoim krótkim życiu zakonnym doświadczała niezwykłych objawień. Zapis jej spotkań i rozmów z Panem Jezusem, zatytułowany Wezwanie do Miłości, został opublikowany dopiero po jej śmierci.

 

Niekochana Miłość składa się z fragmentów tego wyjątkowego dziennika, w których Chrystus opowiada o swojej męce, oraz z Drogi Krzyżowej, której rozważania podyktował siostrze Józefie sam Zbawiciel.

 

Niniejsza książka to zaproszenie, aby towarzyszyć Panu Jezusowi w Jego cierpieniu, opowiedzianym Jego własnymi słowami. Przemierzając tę drogę, odkrywamy odmienny od tradycyjnego, zaskakująco ludzki wizerunek Boga. Boga smutnego, samotnego, tęskniącego za człowiekiem. Boga, którego bardziej od ran, dotyka odrzucenie Jego Miłości, ponieważ ponad wszystko chce, aby poznano Miłosierdzie Jego Serca. Aby nikt nie bał się przyjść do Niego i prosić o przebaczenie. Aby nikt nie czuł się samotny i opuszczony.

 

Poznajemy także swoją wartość jako człowieka. Cierpiący Jezus pragnie nas, bo tylko nasze otwarte serca, nasze modlitwy przynoszą Mu ulgę. Zraniony Bóg szuka bliskości ze swoim stworzeniem i prosi, abyśmy wyszli Mu naprzeciw. I szanując naszą ludzką wolność, nam pozostawia wybór drogi.

 

Żaden ludzki umysł, żadna książka nie jest w stanie zgłębić tajemnicy Odkupienia. Ale, być może, dzięki tej lekturze ktoś odkryje miłość, miłosierdzie i przebaczenie Serca Jezusa.

 

Iwona Kubiś


Tajemnice Męki Pańskiej
1. Wieczernik


18 - 28 lutego 1923
Pan Jezus do Józefy


A teraz, Józefo, zacznę od tego, że odsłonię ci uczucia, które przepełniały moje Serce, kiedy umywałem nogi moich Apostołów. Zgromadziłem ich dwunastu, żadnego nie wykluczając. Znajdował się tam i Jan, uczeń umiłowany, i Judasz, który miał wkrótce potem wydać Mnie moim wrogom. Powiem ci, dlaczego chciałem ich wszystkich zgromadzić i dlaczego zacząłem od umywania nóg.
 

Zgromadziłem ich wszystkich dlatego, ponieważ nadeszła chwila, by Kościół mój ukazał się światu, a wszystkie owce ujrzały, że mają tylko jednego Pasterza.
 

Chciałem także pokazać duszom, że nawet wtedy, gdy ciążą na nich największe grzechy, nie odmawiam im nigdy mojej łaski i nie oddzielam ich od tych, które miłuję w sposób szczególny. Moje Serce strzeże ich, i tak jednym jak i drugim, zależnie od ich stanu, udziela niezbędnej pomocy.
 

Jakaż jednak była moja boleść, kiedy ujrzałem w osobie nieszczęsnego Judasza tyle dusz, które często gromadzić się będą u moich stóp i oczyszczać się będą w mojej krwi, a przecież dobrowolnie obiorą wieczne zatracenie. Chciałbym, aby zrozumiały, że będąc nawet w stanie grzechu, nie powinny oddalać się ode Mnie. Niech nie myślą, że nie ma już lekarstwa i że nigdy nie będą miłowane tak, jak dawniej. Nie, biedne dusze, nie takie są uczucia Boga, który ma wylać za was swoją krew.
 

Przyjdźcie do Mnie wszystkie i nie lękajcie się, bo was kocham! Oczyszczę was w mojej krwi i staniecie się bielsze nad śnieg. Grzechy wasze utoną w wodzie, którą Ja sam was obmyję i nic nie zdoła z mego Serca wydrzeć miłości, jaką mam do was.
 

Józefo, daj się dziś przeniknąć gorącym pragnieniem, aby wszystkie dusze, a zwłaszcza grzesznicy, obmyli się w wodzie pokuty, aby napełnili się uczuciami ufności, a nie lęku. Jestem bowiem Bogiem Miłosierdzia, zawsze gotowy przyjąć ich do mego Serca.


Tu kończy się pierwsza wypowiedź Pana Jezusa. Józefa pisała szybko przez dwadzieścia minut.


Tak - mówi dalej Pan Jezus. - Tu występują dwie rzeczy: nędza i miłość. Dzięki miłości wiele dusz odzyskuje tutaj życie, a dzięki nędzy, Bóg skierował swoje spojrzenie na tę gromadkę dusz.
 

Powiem ci, dlaczego przed Ostatnią Wieczerzą chciałem umyć nogi moim Apostołom. Najpierw dlatego, aby dusze zrozumiały, jakiej czystości serca pragnę od nich, kiedy Mnie przyjmują w Najświętszym Sakramencie. Chciałem następnie przypomnieć tym, które miały nieszczęście upaść, że zawsze mogą odzyskać utraconą niewinność w sakramencie pokuty.
 

Sam umyłem nogi Apostołom, aby ci, którzy poświęcają się pracom apostolskim, umieli zniżyć się za moim przykładem do grzeszników, do innych dusz, które ich pieczy zostały powierzone i aby odnosili się do nich z całą słodyczą.
 

Przepasałem się prześcieradłem, aby im wskazać, że apostoł powinien się przepasać umartwieniem i żyć pełen zaparcia, jeśli skutecznie chce zdobywać dusze.
 

Chciałem ich również nauczyć wzajemnej miłości, która zawsze jest gotowa obmyć winy bliźnich, to znaczy przysłonić je, wytłumaczyć, nigdy ich nie rozgłaszając.
 

Wreszcie woda, którą wylewałem na nogi Apostołom, była obrazem trawiącej moje Serce gorliwości o zbawienie świata. Zbliżała się godzina odkupienia rodzaju ludzkiego i wtedy Serce moje nie mogło opanować gorliwości, a nieskończona miłość nie mogła pozwolić na to, aby ludzi zostawić sierotami. Chcąc więc dać im dowód miłości i pozostać z nimi aż do skończenia świata, postanowiłem stać się ich pokarmem, ich podporą, ich życiem - ich wszystkim.
 

Ach, jakże pragnąłem, aby wszystkie dusze poznały uczucia mojego Serca i przejęły się miłością, która Mnie paliła, kiedy ustanawiałem w Wieczerniku Przenajświętszy Sakrament! Widziałem w tej chwili te wszystkie dusze, które w ciągu wieków miały znaleźć w moim Ciele pokarm i zaspokoić swe pragnienie moją Krwią. Oglądałem Boskie owoce, które dzięki temu przyniosły. Ta krew niepokalana stała się dla wielu dusz posiewem czystości i dziewictwa! W iluż innych duszach rozpaliła ona płomień gorliwości i miłości! Ilu męczenników miłości stanęło w tej chwili przed moim Sercem i oczyma! Ile jest dusz, które popełniły liczne ciężkie grzechy, i osłabły wskutek silnych namiętności, a potem odzyskały siłę, pożywając Chleb mocnych!
 

Któż przeniknie uczucia, które wtedy ogarnęły moje Serce? Uczucia radości, miłości i czułości; któż jednak równocześnie pojmie Jego gorycz?

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.8

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Twój młodszy brat debil 20:16:01 | 2012-03-01
A jutro jest orędzie, bo jest 2-i dzień miesiąca. Więc zobaczymy co Kochana Nasza Matka powie. Pewnie to co zawsze i coś co da rezultat, ale tylko połowiczny. Będę święty, ale tylko trochę. A jak chciałbym być bardzo święty, tak święty jak chciał np. św. Maksymilian, św. Wincenty Pallotti, św. Teresa z Avila i wielu innych świętych. Więc nie jestem w takich pragnieniach odosobniony, czyli jednak nie jest tak, że nie ma takich ludzi. Są, a wy w niebie to się zwyczajnie opieprzacie, dając takie przygłupawe orędzia, zamiast coś dla wielu ludzi. Coś dla małych i coś dla tych co chcą więcej. Na razie to jest tylko coś dla małych. Jak wiesz, sama nie wejdziesz w ubranko dla niemowlaka bo byś wyglądała jak Ewa w raju i miałabyś trochę głupi wygląd. Więc jak chcesz być pożyteczna to mów również i takie orędzia, które by prowadzily ludzi do takiej świętości, a nie przypominały treść Pisma Świętego i ogólnego nauczania Kościoła. Popełniasz dokładnie ten sam błąd co święty matołek-Piotr. Jak ludzie chcieli więcej, to bezczelne a po co wam to. I teraz jest jak jest. Jednak Droga Siostro dobrze by było powspółpracować z Duchem Świętym utrzymywać ludzkość w stanie wiecznego zdziecinnienia. Jakoś ludzi to poniża a nie wznosi wzwyż, a przynajmniej na takie wyżyny, aby móc unicestwić piekło, co jest konieczne, aby móc rozwijać się w pokoju, aż do czasu pełni czyli Paruzji.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Twój młodszy brat debil 19:59:11 | 2012-03-01
Można tylko za Hildegradą von Bingen napisać, że skoro Syn jest pieśnią, to zamiast wspomnianego przeboju Arki Noego zaśpiewałbym ,,War Machine" AC/DC, czyli moja modlitwa z Ogrodu Oliwnego nie byłaby takim ciotowskim biadoleniem, tylko modlitwą w rodzaju:,, Dziękuję Ojcze za Ten Kielich, ale za mało i za słabo. Dolej jeszcze trochę i trochę mocniejszego trunku. Może być żubrówka - tak ze dwie setki, lub pół litra z gwinta". No i teraz to można zbawiać świat, a nie użalać się nad sobą przez półtora dnia. Oczywiście jakby się Ojciec zgodził.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Twój młodszy brat debil 19:44:29 | 2012-03-01
Jeśli więc takie było zamierzenie Twojego Syna to Ty jesteś Jego woli zaprzeczeniem. No, ale Ty to inna sprawa. Więc nie dziw się, że ludzie mają Twoje orędzia za nic, bo zamiast gadać bezproduktywnie to może byś tak raczyła Królowo powiedzieć coś co się przyda w wojnie z piekłem, jakiś plan lub wskazówki. A nie tylko w koło Wojtek coś w rodzaju: Kochane Dzieci, Ja duża Dziewczynka ma dla was taką dobrą radę itp. Więc jak jesteś dużą Dziewczynką to daj jakieś większe wskazania i bądź optymistką, wszak Duchem Świętym kochana to Ty nie jesteś. Więc zostaw Jemu resztę chyba, że zamierzasz wejść w Jego rolę, co jak widać po 2000 lat raczej prowadzi do kiepskich rezultatów. Zatem Droga Siostro powiedz coś z sensem, jakąś dłuższą wypowiedź, i nie przejumuj się, że będziesz musiała uświadomić ludziom, że świętość umożliwiająca unicetswienie piekła wymaga np. wycierpienia wszystkich mąk piekielnych lub jeszcze większego oczyszczenia. A piekło przecież jest takie straszne. To zależy Droga Siostro. Wiesz jak jak w tej piosence:,, Nie boję się, gdy ciemno jest, Ojciec za rękę prowadzi mnie... ". Wiesz co ja myślę o takim gadaniu, więc Ci nie napiszę, bo nie przejdzie przez cenzurę.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Twój młodszy brat debil 19:38:52 | 2012-03-01
Szanowna Starsza Siostro i Matko!
25 lutego w Medjugorie powiedziałaś, żeby czytać Pismo Święte, aby być przy Bogu sercem. Samo w sobie jest to piękne, tylko widzisz zarówno od gadania jak i od modlitwy jest niewiele. W jakim sensie? Ano w takim, że jak Ci już Droga Siostro Pisałem, Twój Syn i Brat nie zechciał, jak Ty sama również razem z Apostołami, zostawić np. opisu drogi prowadzącej wiernego do np. bycia tak doskonałym, żeby unicestwić piekło. I czy dobrze zrobiliście to widać teraz, gdy mordowanych są miliardy dzieci na całym świecie, głównie przez Was właśnie. Bo jakbyście taką drogę opublikowali to by się paru wariatów Bogiem tak zachwyciło, żeby piekło unicestwiło, a innych by do Boga przyprowadziło. A tak pozostaje nam tylko perspektywa zbawienia z trudem.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook