Nieznany portret Krakowa

WAM

Czy w Krakowie, mieście od dziesięcioleci ogarniętym obsesją pamięci, można jeszcze tę pamięć poszerzać? Gdzie są granice naszej pamięci zbiorowej? Z tym frapującym problemem postanowili zmierzyć się autorzy tej książki. Bo nie jest to na pewno kolejne studium poświęcone dziejom Krakowa.

 

Historia i pamięć to dwie różne kwestie. Konrad Myślik i Barbara Zbroja - -wytrawni znawcy dziejów Krakowa - postanowili istotnie poszerzyć naszą wspólną pamięć o tym niezwykłym mieście. Bo pamięć zbiorowa to artefakt, który codziennie na nowo konstruujemy, mimo iż ludzie twierdzą, że istota ich tożsamości jest niezmienna. Ta praca nie tylko odkrywa przed nami - w duchu konstruktu lieux de memoire Pierre'a Nory - nowy katalog krakowskich miejsc pamięci, ale i wzbogaca naszą kulturę pamięci.

 

Dla krakauerów ta książka jest przy tym zarazem ucztą i prowokacją. Autorzy świadomie "zapomnieli" bowiem o miejscach, które w tradycyjnej społecznej konstrukcji miasta składają się na jego mit. Nieznany portret Krakowa łamie stereotyp starej stolicy Polski, której wizerunek budujemy często wyłącznie poprzez przestrzeń miasta średniowiecznego. Ta kwestia to również ciągle istotne ograniczenie pamięci i tożsamości wielu prawdziwych krakauerów. Bo w Krakowie "idę do miasta" ciągle oznacza, że w drodze na Rynek Główny przekraczamy linię Plant! Autorzy wyprowadzają więc nas "za miasto" i przekonują, iż Kraków "extra muros" to inny Kraków, ale Kraków.
 
Wędrówka po kolejnych kartach książki to swoista flanerie "przez czas i przestrzeń". Baudelaire'owska postać flaneura - spacerowicza i detektywa - została przez nasz duet autorski przeniesiona z tłocznych bulwarów Paryża la belle epoąue nie tylko na zewnątrz Plant, ale i poza rogatki Krakowa. U flaneura "triumfuje radość obserwowania". Myślik i Zbroja swoją radość obserwowania rozumieją przede wszystkim jako "czytanie miasta". Lektura odbywa się poprzez wnikliwą analizę niezwykłego zestawu archiwalnych fotografii pracowicie zebranych przez parę autorską. Idea spaceru pozwala w tym wypadku nie tylko odkrywać kolejne warstwy krajobrazu kulturowego Krakowa, ale i zrozumieć jego zmienność.
 
Choć miasto jest zjawiskiem nieskończonym i niemożliwym do całkowitego "ogarnięcia", to zaprezentowany w książce materiał fotograficzny pozwala czytelnikowi nie tylko poszerzyć pamięć o Krakowie lat 1894-1945, ale i budować wielowymiarowy obraz tego niezwykłego miejsca na ziemi w czasach przełomu. Bo przełomem była dla krakowskich kołtunów i filistrów nie tylko Młoda Polska, ale i nowoczesność rozumiana w szerszym wymiarze cywilizacyjnym. Kraków pierwszej połowy XX wieku otwierał się na nowoczesność z zaciekawieniem. Równocześnie "wylewał się" na nowe terytoria.
 
W tym tkwi też wartość tej pracowicie skonstruowanej książki. Nie tylko przełamuje ona dotychczasowy kanon i przywraca miejsca wymazane z naszej pamięci, ale trafnie maluje różnorodnośći wielowymiarowość miasta.
 
Nieznany portret Krakowa to opowieść o przenikaniu się różnych światów: tradycji i postępu, miasta i przedmieścia. Autorzy tej książki identyfikują miejsca o szczególnej odrębności, wydobywają problem "miasta w mieście" i uświadamiają nam skalę skoku, jaki wykonał modernistyczny Kraków w ciągu pół wieku. To również opowieść o "meblowaniu miasta". Książka opowiada nie tylko o wielkiej architekturze, ale i zwraca uwagę na znaczenie małej architektury dla kształtowania krajobrazu kulturowego. Autorzy fundują nam powrót do Krakowa poszukującego swej nowej tożsamości - miasta sprzed lekcji totalitaryzmu, uniformizacji i urbanizacji. To książka pisana miłością i erudycją. Detektywistyczne analizy zamieszczone w obszernych komentarzach do fotografii to także pomnik erudycji autorów oraz popis ich pisarskiego kra-somówstwa. Konrad Myślik i Barbara Zbroja swym "portretem nieznanego Krakowa" nie dość, że wpisują się w długą i bogatą historię miłośnictwa tego niezwykłego miasta, to przy tym otwierają jego nowy rozdział!
 
Jacek Purchla
 

1. Willa Rożnowskich

 

 
."i gdyby nie napis na osłonie koła łopatkowego parowca: "Światowid", to krajobraz można byłoby ulokować w niemieckiej lub brytyjskiej rzeczywistości. Baczne oko miłośnika architektury dostrzeże szybko, że mamy tu do czynienia z kaprysem historycznym właściciela "zameczku", bo wieża ma... za duże okna, które w żaden sposób nie nadawałyby się do obrony, zapewniały natomiast piękny widok. Budowli takich w dziewiętnastowiecznej, romantycznej Europie naprodukowano co niemiara, a ich sztandarowym przykładem i niedoścignionym wzorcem (jeśli szacować miarą trwonienia pieniędzy) były poczynania króla Ludwika II Bawarskiego, który w swej łaskawości zechciał nieomal przewrócić budżet Bawarii, żądając coraz to nowych kwot na swoje zamkowe pomysły. Ale nie mamy wątpliwości, że Bawarczycy kochają za to swojego Wittelsbacha do dziś. Historyzujące wille zamkowe na przełomie XIX i XX wieku stawiali też w okolicy Krakowa najlepsi architekci, by uczynić zadość ambicjom przybywających tu ziemian, a także i osób "świeżo" uszlachconych.
 
Zakotwiczony na naszym obrazku parowiec "Światowid", z banderą Rzeczypospolitej na rufie, oczekuje na przyjęcie gości - być może delegacji. Dekoracja statku i stan liści na drzewach pozwalają nam sądzić, że było to Święto Niepodległości, 11 listopada 1926 roku.
 
Za nazwą tego pięknego statku kryje się jeszcze jeden przejaw przedsiębiorczej promocji w wykonaniu Mariana Dąbrowskiego. Właściciel, wydawca i redaktor "Ilustrowanego Kuriera Codziennego", a z czasem całego ogromnego koncernu wydawniczego, niejeden raz występuje w tej książce. Jednym z wydawanych przez "Ikaca" tytułów był (od 1924 roku) ilustrowany dodatek "Światowid". Parowiec widoczny na fotografii zapewne nieprzypadkowo nosi tę samą nazwę. Jego rodzicami chrzestnymi (po zmianie nazwy i wcześniejszej przebudowie z towarowego parowca "Płock") zostali: małżonka Mariana, Michalina Dąbrowska, a wraz z nią prezydent RP Stanisław Wojciechowski. Uroczystość odbyła się 8 maja 1925 roku w Krakowie (data nieprzypadkowa - Dzień św. Stanisława i związana z nim coroczna procesja z Wawelu na Skałkę), a statek poświęcił ks. Adam Stefan Sapieha, biskup krakowski.
 
"Światowid" służył krakowskiej żegludze do lat pięćdziesiątych XX wieku, wożąc wycieczkowiczów przez śluzy na Dąbiu i Przewozie aż do Niepołomic. Z relacji naocznych świadków wiemy, że koła łopatkowe robiły na młodzieży męskiej ogromne wrażenie.
 
1 2 3 4  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

4

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Anarchosyndyk 23:06:50 | 2013-03-16
Jeśli Ci to nie czyni różnicy, Drogi Deonie, to współautor "Nieznanego portretu Krakowa" ma na imię Konrad - a nie Krzysztof

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook