Nie ma miłości ponad Miłość

Różaniec

Rozmowa z ks. prof. dr. hab. Waldemarem Chrostowskim, przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich

 

 

Ewa Polak-Pałkiewicz: Wiele się ostatnio mówi o tzw. kryzysie powołań. W potocznym rozumieniu stwierdzenie to zawiera osąd, że nowe pokolenia młodych Polaków, dotknięte liberalnym postrzeganiem świata i swojego przyszłego życia, tracą z pola zainteresowań wizję życia kapłańskiego czy zakonnego. Czy zdaniem Księdza Profesora możemy istotnie mówić o kryzysie powołań w naszym kraju, czy raczej należałoby dostrzec kryzys wiary, motywacji do podjęcia służby Kościołowi?
 

Ks. prof. dr. hab. Waldemar Chrostowski: Bardzo dużo zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem „kryzys”. Jeżeli ma to być pojęcie negatywne, zakładające pesymistyczną wizję Kościoła oraz jego miejsca i znaczenia w świecie, połączone z wyolbrzymianiem skutków spadku liczby powołań, wtedy należy się z taką diagnozą nie zgodzić.

 

Gdy przyglądamy się sytuacji Kościoła w ujęciu statystycznym i diagnozujemy problem zwany spadkiem liczby powołań, trzeba zapytać, o jakim regionie świata mówimy. W Europie Zachodniej i w Ameryce Północnej zmniejszenie się liczby powołań obserwujemy od kilkudziesięciu lat, natomiast w Europie Środkowej – w tym w Polsce – a także w krajach Afryki i Azji sytuacja jest inna. Nie można w sposób kategoryczny twierdzić, że mamy do czynienia z ustawicznym spadkiem liczby powołań, lecz raczej z sinusoidą; liczba ta cyklicznie się zmienia. W każdym przypadku nie możemy też poprzestawać na patrzeniu na to zjawisko jedynie w wymiarze statystycznym, chodzi bowiem przede wszystkim o jakość powołań kapłańskich i zakonnych.
 
Mówiąc o powołaniach, mamy z reguły na myśli ludzi młodych, dziewczęta i chłopców, którzy, kierując się wewnętrznym imperatywem i rozeznaniem, dochodzą do wniosku, że powinni podjąć odpowiedzialną i trudną, lecz szlachetną i wzniosłą decyzję: pójść za głosem powołania.
 
rzeba robić wszystko, aby im w tym pomóc! Trzeba więc ukazywać kapłaństwo oraz życie zakonne jako szczytny i wzniosły ideał, który może być – i jest – dla człowieka, który go podejmuje, a także dla innych, źródłem nieopisanego szczęścia. Warto zadać pytanie: Czy ten ideał nie jest dziś ukazywany zbyt słabo, blado, bez mocy i radości, na które niewątpliwie zasługuje? Warto spojrzeć również na świadectwa powołanych, którzy już przeszli przez ważny próg, odkryli i przyjęli wewnętrzny głos oraz poszli za nim: Czy wykonali wystarczający wysiłek, aby poszerzyć, pogłębić i umocnić w sobie łaskę powołania oraz dzielić się nią tak, by pozytywna odpowiedź na powołanie ukazywała się jako prawdziwie atrakcyjna i godna podjęcia oferta życiowa? Sprawa powołań do kapłaństwa i życia zakonnego to w gruncie rzeczy także sprawa żywotności i autentyczności wiary całej wspólnoty chrześcijańskiej. Ma to bezpośredni związek z drugim aspektem refleksji, którą podjęliśmy, a mianowicie ze zjawiskiem kryzysów osób powołanych. W diagnozach na ten temat nie możemy zapominać o dość licznych, niestety, przypadkach rezygnacji z urzeczywistniania powołania kapłańskiego i zakonnego. Te dwa zjawiska, kryzys powołań i kryzys powołanych, trzeba rozpatrywać razem.
 
Co zdaniem Księdza Profesora je łączy?
 
Istnieje pewien wspólny mianownik łączący młodych ludzi, którzy słyszą głos powołania, ale jeszcze za nim nie poszli, oraz tych, którzy kiedyś odpowiedzieli na ten głos, ale diametralnie zmienili kierunek życiowych planów i postanowili rozpocząć zupełnie nowe życie – często nie tylko poza stanem duchownym, lecz i poza Kościołem. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z wątpliwościami co do pewności swojej wiary, wiary w Jezusa Chrystusa, który – skoro powołuje – to również uzdalnia do tego, by powołanie podjąć i owocnie je wypełnić. Wielu młodych nie potrafi powierzyć swojej przyszłości Bogu; wielu z tych, którzy porzucili kapłaństwo i stan duchowny, niejako odbiera Bogu swoją przeszłość. Nie sposób nie postawić pytania, czy naprawdę czynimy wszystko, by tych, którzy słyszą głos powołania, oraz tych, którzy już na nie odpowiedzieli, zachęcić do odważnego podjęcia i rozwijania osobistej odpowiedzialności za ów wielki dar.
 
Na czym ta pomoc przede wszystkim powinna polegać?
 
Jak ludzi świeckich niejednokrotnie „dopadają” różnego rodzaju trudności, wątpliwości i kryzysy, tak i osoby stanu duchownego też nękają rozmaite problemy – znacznie większe! Nie można ich z tym ciężkim bagażem zostawiać samym sobie! Młodzi ludzie potrzebują drogowskazów i utwierdzenia, aprobaty i akceptacji dla wzniosłej, lecz trudnej perspektywy życia poświęconego Bogu. Wewnętrzna dojrzałość kapłanów i sióstr zakonnych musi być wspomagana przez wspólnoty, w których żyją. Jeżeli bywa inaczej, powołanemu grozi samotność, a samotność jest siostrą rozpaczy, zaś rozpacz prowadzi do nieszczęścia. A wówczas znacznie trudniej jest pamiętać o słowach, którymi Jan Paweł II zwieńczył swoją refleksję nad kapłaństwem: „Nie ma miłości ponad Miłość”.

Bolesne musi być także przerwanie formacji zakonnej czy seminaryjnej…
 
Odnosi się wrażenie, że gdy z seminarium duchownego albo z zakonnego nowicjatu odchodzi chłopiec lub dziewczyna, to dla wielu wychowawców, opiekunów i moderatorów życia seminaryjnego bądź zakonnego nie jest to bardzo duży problem. Nie przeżywają go zbyt boleśnie. A tymczasem w realiach, jakie obecnie w Polsce istnieją, młodzi ludzie wstępujący na drogę realizacji powołania kapłańskiego czy zakonnego zazwyczaj mają naprawdę głęboką motywację. Nie przychodzą do seminarium czy klasztoru ze złą wolą. Jeżeli niemała część z nich odchodzi, to należy bardzo starannie i uważnie zdiagnozować ten problem oraz zdać sobie sprawę z wszelkich zaniedbań, jakie mogły być popełnione w ich formacji duchowej. Nie powinni zatem łatwo wymawiać się od odpowiedzialności za wzrost i rozwój powołań ci, którym powierzono prowadzenie i formowanie młodych ludzi.

Jak należy się zachować, gdy kapłan porzuca sutannę?
 
Co się tyczy kryzysu powołanych, to jeżeli z kapłańskiego życia, czy z zakonu, odchodzi osoba prominentna i powszechnie znana, a takich osób i w Polsce nie brakuje, to nie można udawać, że nic ważnego i bolesnego się nie dzieje. Trzeba wyraźnie powiedzieć: jest to zgorszenie, którego skutkiem może być poważne osłabienie wiary innych ludzi. Skutki tych nagłaśnianych w mediach odejść z kapłaństwa nie ograniczają się wyłącznie do tych, którzy odchodzą. Coraz częściej mamy do czynienia z kuriozalnym zjawiskiem: oto wśród medialnego rozgłosu i poklasków odchodzi z Kościoła, żeby wieść życie świeckie, ktoś, kto nie był przysłowiowym „wiejskim wikarym”, ale osobą, której powierzono ważne i zaszczytne funkcje, a także nadano wysokie kościelne godności. Takim odejściom towarzyszą skandale, konsternacja i przygnębienie. A następnie nie mija kilka miesięcy i ta sama osoba – jakby nigdy nic – bywa zapraszana nie tylko do instytucji świeckich, ale także do klasztorów i ośrodków kościelnych z referatami, wykładami i prelekcjami – jako świecki już krytyk Kościoła! „Krytyk” – nierzadko w znaczeniu krytykant, czyli pełen uprzedzeń oskarżyciel, który posiadł wielką umiejętność robienia rachunku sumienia… innym! Nie możemy potępiać poszczególnych osób, gdyż emocjonalnymi oskarżeniami powiększa się zło, ale nie może również tutaj być chowania głowy w piasek i udawania, że nic się nie stało, ponieważ takie postępowanie tylko osłabia i niweczy dynamizm wiary oraz siłę przekonania tych wszystkich, którzy – nie bacząc na trudności i kłopoty – mężnie urzeczywistniają swoje powołanie.
 
1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

1

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook