Po co mi to dałeś?

Posłaniec
Jestem pewny, że urodziłem się - jak mówią - z domieszką benzyny we krwi.

Jak to się stało, że zasiadłem za kierownicą rajdówki? Właściwie, trudno powiedzieć… Od małego, wszystkie koła i owalne przedmioty miały dla mnie inne znaczenie niż dla moich rówieśników. Gdzie tylko się dało, bez względu na to, czy były to urodziny babci, czy I Komunia siostry, siadałem w jakimś zakamarku i kręciłem, kręciłem, kręciłem. Sprawy potoczyły się pomyślnie. Już w czwartej klasie podstawówki, dzięki tacie, samodzielnie prowadziłem samochód. Później, ku jego zmartwieniu, zacząłem podbierać mu auto z parkingu. Cóż to były za czasy! Moja pasja do czterech kółek szybko przerodziła się w miłość do rajdów samochodowych. Byłem młody, miałem 17 lat, stałem na odcinkach popularnych okręgowych rajdów i łzy cisnęły mi się do oczu. Wiedziałem, że to czuję, że mam to coś, że potrafię. Ale nie miałem nawet "malucha"! W końcu, po wielu namowach, stało się: przekonałem mamę, i pożyczyła mi swojego ukochanego, białego fiacika, bym wziął udział w imprezie sportowej. Pojechaliśmy z moim pilotem Wojtkiem Lesczyńskim na start i… zajęliśmy 3. miejsce! Pierwszy rajd w życiu. Nie muszę chyba opisywać swojego szczęścia. Od tamtego dnia już wiedziałem, co jest moim marzeniem: zajść w tym sporcie tak wysoko, jak tylko się da, za cenę poświęceń, wyrzeczeń, wszystkiego, co możliwe.

Mietek Szcześniak kontra marzenia
Skończyłem liceum. Zastanawiałem się nad wyborem studiów. Pierwsza próba: Szkoła Teatralna w Krakowie - niewypał. OK, spodziewałem się, mnóstwo osób na jedno miejsce. Dalej, psychologia - niewypał. Co jest? Zacząłem się zastanawiać, dlaczego moja misternie zaplanowana ścieżka życiowa bierze w łeb. Byłem świetnie przygotowany do obu egzaminów i nic! Wylądowałem na teologii na KUL-u, kierunku, który nie tylko mi nie odpowiadał, ale którego w ogóle nie brałem pod uwagę. Jednak studiowałem. I nadal marzyłem o startach. Zatrudniłem się w automobilklubie jako pomocnik sędziego. Znów byłem na każdej imprezie motoryzacyjnej w regionie, ale… ja chciałem siedzieć za kierownicą! W życiu prywatnym chciałem tego, co każdy w moim wieku: domu, rodziny, pracy - jako psycholog lub aktor.
 
Któregoś dnia wybrałem się na koncert Mietka Szcześniaka w Lublinie. Jak się później okazało, bardzo ważny koncert. W jego trakcie stało się coś, co obróciło całe moje życie o 180 stopni. Przemówił do mnie Pan Bóg. Przekazał mi ustami artystów Dobrą Nowinę. Zrozumiałem, że Bóg kocha mnie bez reszty, że pragnie mojego szczęścia, że zna każdy kawałek mojego serca… Oszalałem! To była chwila mojego nawrócenia.

 

Natarczywe pytanie
Minęło pół roku. Porzuciłem studia, rozstałem się z dziewczyną i wstąpiłem do nowicjatu franciszkanów w Zakliczynie nad Dunajcem. Moje wnętrze wrzało, ale gdzieś w środku czułem, że tak trzeba, że tak ma być. On był przy mnie, tak, jak obiecał.
1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook