W trosce o formację powołań kapłańskich w parafii. Przyczynek do refleksji

Homo Dei

Zaobserwowany w 2008 roku spadek liczby kandydatów do kapłaństwa w niektórych naszych seminariach duchownych prowokuje do zastanowienia się nad tym, jaki jest dzisiaj rzeczywisty stan powołań kapłańskich w Polsce. Szczególnie interesujące i ważne wydaje się uzmysłowienie sobie przyczyn obecnej sytuacji. Może ono bowiem stanowić podstawę do sformułowania wniosków odnośnie działań praktycznych w zakresie „budzenia” nowych powołań. Tym zagadnieniom będzie poświęcona pierwsza część niniejszego artykułu.

W drugiej części zostaną przedstawione postawy młodzieży wobec księży i powołania do kapłaństwa. Są one obecnie zróżnicowane. Jednak ocena księży jest dzisiaj nie tylko niejednoznaczna, ale wśród różnych grup młodzieży bywa też krańcowo odmienna. Wśród młodych spotkać można różnorakie przekonania odnośnie roli kapłana oraz jego znaczenia w ich życiu i życiu społeczeństwa. Zróżnicowane bywa też rozumienie samego sakramentu kapłaństwa. Na co dzień z takimi postawami młodzieży spotykają się rodzice, katecheci oraz duszpasterze. Interesujące wydaje się zatem ich szczegółowe opisanie, czemu posłużyła przeprowadzona wśród młodzieży gimnazjalnej ankieta.

Nie roszcząc sobie pretensji do wyczerpania tej tematyki, chciałem poniżej podzielić się kilkoma refleksjami powstałymi na podstawie analizy wyników badań socjologicznych oraz własnego doświadczenia jako formatora w seminarium duchownym. Chciałbym przede wszystkim skupić się na zarysowaniu prawdopodobnych przyczyn obecnego spadku chętnych do seminariów duchownych.

 

1. Stan powołań kapłańskich w Polsce A.D. 2008

 

a) Kontekst społeczno-religijny

 

Na wstępie warto się zastanowić, z jakich środowisk wywodzą się dzisiaj kandydaci do kapłaństwa. W świetle przeprowadzonych w ostatnich latach w całej Polsce badań okazuje się, że najwięcej kandydatów pochodzi z przyparafialnych grup ministranckich. Spośród kandydatów, którzy zgłosili się do seminariów duchownych w 2000 roku, aż 84% było w przeszłości ministrantami. Drugie środowisko, które w największym stopniu pomaga młodym ludziom w podjęciu decyzji o wstąpieniu do seminarium, stanowią wspólnoty religijne zwane ruchami kościelnymi. Przywołane tu wyniki badań pokazują, że około 57% kandydatów do stanu duchownego miało styczność z jednym z ruchów katolickich. Wniosek dla działań pastoralnych nasuwa się tutaj sam. Jeżeli chcemy, aby w Polsce liczba duszpasterzy nie uległa gwałtownemu zmniejszeniu, to należałoby szczególny nacisk położyć na pracę formacyjną na rzecz ministrantów oraz zwiększyć troskę o zaangażowanie młodych ludzi we wspólnoty ruchów kościelnych.

Pochodzenie kandydatów do stanu duchownego z wymienionych wyżej środowisk powoduje jednakże problemy z ich formacją w seminarium. Dotyczy to przede wszystkim członków ruchów kościelnych. Ukształtowani oni bowiem zostali w ramach określonego ruchu i żyją jego szczególnym charyzmatem. Wstępując do seminarium, zwykle nie chcą rezygnować z formacji w ramach tego ruchu. Co więcej, stawiają ją ponad tę formację, którą proponują seminaria duchowne. Wyobrażają też sobie, że w przyszłości będą prowadzić działalność duszpasterską w charyzmacie ruchu, z którego się wywodzą. Tymczasem zadaniem seminarium jest przygotowanie księdza do różnorakiej pracy duszpasterskiej, w różnych środowiskach, wśród ludzi o różnych stylach pobożności czy rodzajach duchowości.

Warto też wspomnieć o tym, że środowisko wiejskie, uważane do tej pory za ostoję polskiego katolicyzmu, dzisiaj już nią nie jest. Obecnie większość kleryków pochodzi z miast, a nie z obszarów wiejskich. Wydaje się, że powodem takiego stanu rzeczy jest masowa migracja młodych ludzi ze wsi do miast oraz proces sekularyzacji, który współczesną polską wieś dotknął w nie spotykanym dotychczas stopniu.

Zauważyć też można, że ci, którzy podejmują decyzję o wstąpieniu do seminarium, mają na ogół pogłębioną motywację, tzn. zgłaszają się do seminarium z pobudek czysto religijnych. Dziś raczej nie spotyka się – jak bywało to dawniej – kandydatów, którzy wybrali stan duchowny ze względu na wysoki prestiż społeczny księdza czy jego status materialny. Duchowieństwo utraciło bowiem dawną pozycję w hierarchii społecznej, w pewnej mierze na skutek własnych nagannych zachowań, a zyskanie zadowalającego statusu majątkowego w życiu świeckim jest dzisiaj niepomiernie łatwiejsze niż dawniej. Jeśli więc do seminarium przychodzą nowi kandydaci, to można powiedzieć, że są to ludzie, którymi rzeczywiście kierują głębsze pobudki. Na podstawie mojego doświadczenia mogę jedynie dodać, że nie zawsze przemyślany jest wybór miejsca, czyli diecezji, w której kandydat chce w przyszłości pracować jako duszpasterz. Powody bywają tutaj nieraz nieco irracjonalne. Na przykład spotkałem kandydata, który wstąpił do seminarium w danym mieście, ponieważ strona internetowa tego seminarium jako pierwsza pojawiła się w jego wyszukiwarce.

 

b) Uwarunkowania demograficzne

 

Od kilku lat w polskich seminariach jest mniej kleryków, ale liczbę osób wybierających stan duchowny należałoby odnosić do populacji ludzi młodych, a ta systematycznie się zmniejsza. W Polsce mamy bowiem obecnie do czynienia z niżem demograficznym. Nie tylko zatem seminaria, ale również uczelnie świeckie odnotowały spadek chętnych w ostatnim czasie. Co więcej, w najbliższych latach populacja ludzi młodych będzie się dalej zmniejszać. Ilość kandydatów do kapłaństwa mierzona w liczbach bezwzględnych będzie zatem w najbliższej przyszłości prawdopodobnie coraz mniejsza. Należy również pamiętać o tym, że duża ilość młodych ludzi wyjechała za granicę w celach zarobkowych. Wśród nich przeważającą część stanowią ludzie ambitni, co może w pewnym stopniu wpłynąć na jakość „materiału ludzkiego”, jaki zgłasza się do seminariów duchownych.

Należy także zauważyć, że obecnie przesuwa się granica wiekowa podejmowania poważnych decyzji ważących na całym dalszym życiu młodego człowieka. Tendencja ta dotyczy nie tylko wstąpienia do seminarium, ale też zawarcia związku małżeńskiego. Młodzi ludzie coraz później podejmują ważne życiowe decyzje, ponieważ mają coraz większe problemy z określeniem swojej społecznej roli. Kiedyś młodzi kształcący się w szkołach zawodowych, średnich oraz na studiach wyższych, kończąc je, otrzymywali profil wykształcenia, który gwarantował im konkretną pracę. To sprawiało, że mogli w miarę szybko się usamodzielnić: wynająć mieszkanie, ożenić się, żyć na własny rachunek. Obecnie wielu młodych ludzi, kończąc studia, zwłaszcza, gdy są to studia humanistyczne, nie wie, kim są, tzn. nie mają swojego ściśle określonego profilu zawodowego. Przedłuża się więc czas odnajdywania się w społeczeństwie. Po studiach młodzi ludzie wkraczają w fazę życia niestabilnego. Nie mają pracy, konkretnego zawodu. Żyją w niepewności. Trudno się więc im dziwić, że nie podejmują szybko ważnych decyzji życiowych.

Jeśli ktoś wstępuje do seminarium po studiach, po kilku latach pracy, to należy przypuszczać, że jest to przemyślana decyzja. Ale też bardziej zaawansowany wiek kandydatów ma swoje negatywne strony. Są to często ludzie, którzy już mają za sobą „połowę życia”. Trzeba więc użyć innego sposobu formowania ich w służbie Kościołowi. To są nowe problemy, które dopiero teraz się pojawiają. Z drugiej strony, sam kandydat, który nie jest świeżo upieczonym maturzystą, doświadcza większych problemów. Niejednokrotnie musi zmienić swoje wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia. Formacja seminaryjna stanowi dla niego trudne wyzwanie. Ale przecież w tym tkwi istota ofiarowania życia Panu Bogu.

 

c) Wpływ otoczenia społecznego

 

Omawiając czynniki wpływające na liczbę kandydatów do kapłaństwa, należałoby również powiedzieć o współczesnym modelu rodziny. Okazuje się, że dzisiaj w społeczeństwie polskim przeważają rodziny złożone z rodziców i jednego dziecka lub dwójki dzieci. W tej sytuacji rodzicom zazwyczaj trudno przychodzi pogodzić się z faktem, iż ich dziecko, zwłaszcza gdy jest to jedyny syn, zamierza wstąpić do seminarium duchownego. Osobiście zetknąłem się z kandydatami do seminarium, którzy byli szantażowani przez swoich rodziców. Sprzeciwiając się decyzji syna o wstąpieniu do seminarium, pytali go o to, czy zastanowił się, kto będzie się nimi opiekował w starości. Niedwuznacznie sugerowali, że ten obowiązek ciąży na ich dziecku, i zaciąg-nie ono winę moralną, jeżeli zostanie duchownym i nie będzie obecne przy swoich rodzicach w ich starości. Przy czym rodzice ci byli ludźmi wierzącymi i na co dzień gorliwie wypełniali praktyki religijne. Wielu znanych mi kleryków spotkało się z radą osób z własnej wspólnoty parafialnej czy innych osób wierzących, aby porzucili myśl o kapłaństwie, gdyż życie w stanie duchownym nie daje możliwości samorealizacji, innymi słowy, nie może zapewnić człowiekowi szczęścia. Można zatem mówić o istniejącym wśród ludzi wierzących (!) klimacie, który nie sprzyja podjęciu decyzji o wstąpieniu do seminarium. Badania pokazują, że 15% osób z najbliższej rodziny kandydata do kapłaństwa, 35% osób z jego kręgu koleżeńskiego oraz 12% jego nauczycieli krytykuje jego wybór stanu kapłańskiego lub wcześniej odradza mu go. W takim klimacie nie tylko trudno podjąć decyzję o wstąpieniu do seminarium, ale również później wytrwać w realizacji tego powołania.

Jeśli zatem mówimy, że młodzi ludzie niechętnie podejmują dzisiaj decyzję o wstąpieniu w szeregi stanu duchownego, to należałoby między innymi winić za to opisaną powyżej kulturę „antypowołaniową”. Chociaż bowiem powołania stanowią Boży dar i Bóg wzbudza zawsze tyle powołań, ile potrzeba, to jednak człowiek nie zawsze odpowiada na Boże wezwanie. Możemy więc pytać sami siebie, czy przypadkiem my, ludzie wierzący, nie przyczyniamy się do tego.

 

d) Wpływ środowiska duchownych

 

Na podjęcie decyzji o wstąpieniu do seminarium w znaczący sposób wpływają duchowni, z którymi kandydat ma kontakt, oraz opinie, jakie o księżach rozpowszechniane są w jego środowisku. Z pewnością wielu młodych ludzi zrezygnowało z wyboru kapłaństwa jako drogi życiowej, gdyż zniechęciło ich do tego zachowanie duchownych, zwłaszcza pogardliwe traktowanie przez nich ludzi świeckich, zachłanność, uwikłanie w grzech, prowadzenie podwójnego życia oraz „mentalność korporacyjna”. Spotkałem kilku kandydatów do kapłaństwa, którzy dopiero w seminarium bliżej zetknęli się ze środowiskiem księżowskim, i przeżyli rozczarowanie. Z drugiej strony, bardzo często spotykam młodych ludzi, którzy są zbudowani postawą jakiegoś księdza, nierzadko własnego proboszcza, i to jego pozytywny przykład pomógł im w podjęciu decyzji o wstąpieniu do seminarium. Warto przy okazji nadmienić, że dzisiaj głównym źródłem wiedzy o seminarium nie są już duszpasterze, z którymi młodzi ludzie mają kontakt. Tej wiedzy szukają oni na ogół w zasobach internetowych.

Kilka razy spotkałem się z osobą, której ksiądz odradził wybór stanu duchownego pod wpływem własnych nie spełnionych nadziei, jakie wiązał z wyborem kapłaństwa. Przekonywał, że ta droga nie zapewnia spełnienia siebie, a wręcz przeciwnie, oznacza zmarnowanie szans, jakie otwiera przed człowiekiem stan świecki. Docierają też do mnie opinie, jakie o seminarium duchownym rozpowszechniają księża pracujący w parafiach. Są to głosy zazwyczaj krytyczne. Księża negatywnie oceniają poziom formacji intelektualnej, ludzkiej i duchowej, jaka ma miejsce w seminariach. Wydaje się, że takie opinie formułowane są przede wszystkim pod wpływem własnych negatywnych doświadczeń z okresu, kiedy oni sami byli alumnami seminarium. Być może takie doświadczenia z seminarium wyniosło wielu księży, jednakże jakiekolwiek osobiste uprzedzenia nie powinny przeważać nad odpowiedzialnością za nowe powołania do kapłaństwa, czyli za przyszłość Kościoła.

W Laskach koło Warszawy istnieje taki zwyczaj, że w Wielki Czwartek po Mszy Świętej siostry franciszkanki wychodzą przed kaplicę. Wychodzą również księża, którzy odprawiali Mszę Świętą, a siostry całują im ręce. Któregoś roku jeden ze znanych mi księży celebrował wielkoczwartkową Eucharystię, ale nie wiedział, jak się zachować wobec tego gestu sióstr. Wówczas koncelebrujący z nim ks. Tadeusz Fedorowicz powiedział do niego: Niech ksiądz się nie broni, niech siostry pocałują księdzu ręce. I dodał: Nikt by księdza po rękach nie całował, gdyby wcześniej Chrystus nie ucałował swego krzyża. Nie byłoby księdza kapłaństwa, gdyby nie Wieczernik. To nie zasługa księdza, że ksiądz jest księdzem. Niech ksiądz również ucałuje swoje ręce. Mówię o tym, gdyż zauważam, że dzisiaj szacunek do kapłaństwa ulega erozji. Niejednokrotnie my, księża, sami się nie szanujemy, a dokładniej mówiąc, nie szanujemy daru kapłaństwa, który w nas jest. Narzekamy na nieskuteczność naszego duszpasterstwa, ale przecież Boga drugiemu człowiekowi może przekazać jedynie ten, kto sam z Nim coś przeżył.

Księża są dziś na cenzurowanym, podlegają surowszej niż kiedyś ocenie. Moralnie naganne zachowania zdarzały się wśród księży zawsze, i obecnie też mają miejsce. Jednak dzisiaj te przypadki zostają nagłośnione przez media. Czas lub miejsce poświęcone im w mediach są przy tym często nieproporcjonalnie obszerne w stosunku do ich znaczenia. Czytelnicy i widzowie bombardowani stale takimi newsami wyrabiają sobie na ich podstawie opinię o całym stanie duchownym. Czy dziennikarze kierują się przede wszystkim troską o Kościół jako istotny element dobra wspólnego polskiego społeczeństwa? Jeśli coś przytrafi się księżom, to świeccy nie powinni wtedy z tego się cieszyć i mówić: „Wreszcie ktoś im przyłożył!” Jeśli traktujemy Kościół jako wspólnotę, to sprawa jednego księdza, który zachował się nagannie, winna powodować ból pozostałych członków wspólnoty. Ale też jest to wezwaniem, aby otoczyć kapłanów jeszcze większą modlitwą i być dla nich wsparciem.

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~emma 11:57:46 | 2009-12-07
Ja też teraz w inny sposób niż w kiedyś widzę księży, ale nie jestem pewna ile w tym samej wiedzy i nastawienia a ile po prostu zmian w - że tak powiem- środowisku księży. Kidyś oni chyba rzeczywiście funkcjonowali trochę na zasadzie "innych", zwłaszcza w relacji do wiernch. A może to przypadek, że akurat w moim życiu innych spotkałam w dzieciństwie, a innych teraz. Pomimo, że są tacy którzy niestety psują opinię swoim współbraciom, generalnie zmiany są na plus.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m0cna 11:51:12 | 2009-12-07
Bardzo ciekawy artykuł. Bardzo dobrze pamiętam, że jak ja sama byłam w wieku tych gimnazjalistów, do księża byli przeze mnie postrzegani niemal jak inny gatunek człowieka. Żyjący innymi sprawami, w inny sposób, niezrozumiali. W tamtych latach bałabym się pójść i porozmawiać z księdzem. Ksiądz to był ktoś kto wiedział o Bogu więcej niż inni (nie wiadomo skąd), pouczał no i SPOWIADAŁ (co jeszcze bardziej sprawiało, że odbierałam księży jako "innych"). Trochę to potrwało, zanim w mojej świadomości księża zaczęli funkcjonować jako normalni ludzie :). I chyba mniej się przyczyniło do tego moje wyrastanie z wieku nastoletniego, a bardziej własne nawracanie i odkrywanie Boga.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~emma 11:16:27 | 2009-12-07
Na pewno jest wiele zróżnocowanych powodów spadku powołań. Ale mogą być też zadowalające- tę drogę wybierają osoby naprawdę z przekonania. Młodzi ludzie być może widzą, że obecnie oczekiwania wobec kapłanów są wysokie. A krytyka, nawet jeżeli przesadzona, jednak też uświadamia, że czasy się zmieniły.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook